![]() |
![]() |
|
|
IOANNES PAULUS PP. II Blessing Czcigodni Bracia
w biskupstwie, Wiara i rozum (Fides et ratio)
są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku
kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie
poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego,
aby człowiek poznając Go i miłując mógł
dotrzeć także do pełowiek — poznając Go i miłując
— mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie (por.
Wj 33, 18; Ps 27 [26], 1. Zarówno w
dziejach Wschodu, jak i Zachodu można dostrzec, że człowiek w
ciągu stuleci przebył pewną drogę, która
prowadziła go stopniowo do spotkania z prawdą i do zmierzenia
się z nią. Proces ten dokonał się nie mogło bowiem
być inaczej w sferze osobowego samopoznania: im bardziej człowiek
poznaje rzeczywistość i świat, tym lepiej zna siebie jako
istotę jedyną w swoim rodzaju, a zarazem coraz bardziej naglące
staje się dla niego pytanie o sens rzeczy i jego własnego istnienia.
Wszystko co jawi się jako przedmiot naszego poznania, staje się tym samym
częścią naszego ż— nie «poznaj samego siebie»,
wyryte na architrawie świątyni w Delfach, stanowi świadectwo
fundamentalnej prawdy, którą winien uznawać za
najwyższą zasadę każdy człowiek, określając
się pośród całego stworzenia właśnie jako
«człowiek», czyli ten, kto «zna samego siebie». Wystarczy zresztą przyjrzeć
się choćby pobieżnie dziejom starożytnym, aby dostrzec
wyraźnie, jak w różnych częściach świata, gdzie
rozwijały się różne kultury, ludzie równocześnie
zaczynali stawiać sobie podstawowe pytania towarzyszące całej
ludzkiej egzystencji: Kim jestem? Skąd przychodzę i dokąd
zmierzam? Dlaczego istnieje zło? Co czeka mnie po tym
życiu? Pytania te są obecne w świętych pismach Izraela,
znajdujemy je w Wedach, jak również w Awestach; spotykamy je w
pismach Konfucjusza czy Lao-Tse, w przepowiadaniu Tirthankhary i Buddy; są
obecne w poematach Homera czy w tragediach Eurypidesa i Sofoklesa, podobnie jak
w pismach filozoficznych Platona i Arystotelesa. Wspólnym
źródłem tych pytań jest potrzeba sensu, którą
człowiek od początku bardzo mocno odczuwa w swoim sercu: od
odpowiedzi na te pytania zależy bowiem, jaki kierunek winien nadać
własnemu życiu. 2. Ten proces
poszukiwania nie jest i nie może być obcy Kościołowi. Od
chwili, kiedy w Tajemnicy Paschalnej otrzymał w darze ostateczną
prawdę o życiu człowieka, Kościół pielgrzymuje
drogami świata, aby głosić, ż2. Ten proces poszukiwania
«drogą i prawdą, i życiem» (J 14, 6). Pośród
różnych posług, jakie winien pełnić dla dobra
ludzkości, jedna nakłada nań odpowiedzialność
całkiem szczególną: jest to diakonia prawdy1.
Misja ta z jednej strony włącza społeczność
wierzących we wspólny wysiłek, jaki podejmuje
ludzkość, aby dotrzeć do prawdy2, z drugiej zaś
zobowiązuje ją, by głosiła innym zdobytą wiedzę,
zachowując wszakże świadomość, że każda
odkryta prawda jest zawsze tylko etapem drogi ku owej pełnej prawdzie,
która zostanie ukazana w ostatecznym objawieniu Bożym: «Teraz
widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w
twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i
zostałem poznany» (1 Kor 13, 12). 3. Wiele jest
dróg, którymi człowiek może zmierzać do lepszego
poznania prawdy, a przez to czynić swoje życie coraz bardziej
ludzkim. Wyróżnia się wśród nich filozofia,
która ma bezpośredni udział w formułowaniu pytania o sens
życia i w poszukiwaniu odpowiedzi na nie: jawi się ona zatem jako
jedno z najwznioślejszych zadań ludzkości. Termin filozofia
wedle źródłosłci. Termin filozofia «umiłowanie
mądrości». Istotnie, filozofia narodziła się i
rozwinęła w epoce, gdy człowiek zaczął sobie
stawiać pytania o przyczynę i cel rzeczy. Na różne
sposoby i w wielu formach ukazuje ona, że pragnienie prawdy stanowi nieodłączny
element ludzkiej natury. Wrodzoną cechą umysłu ludzkiego jest
skłonność do zastanawiania się nad przyczyną zjawisk,
chociaż odpowiedzi, jakich sobie stopniowo udzielał, są osadzone
w kontekście wskazującym wyraźnie na wzajemne oddziaływanie
różnych kultur, w których człowiek żyje. Filozofia wywarła silny wpływ
na ukształtowanie i rozwój kultury na Zachodzie, nie
powinniśmy jednak zapominać również o jej
oddziaływaniu na sposoby pojmowania egzystencji rozpowszechnione na
Wschodzie. Każdy naród posiada bowiem swoją pierwotną,
oryginalną mądrość, stanowiącą prawdziwy skarb
kultury, która dąży do wyrażenia się w sposób
dojrzały także w formach ściśle filozoficznych.
Prawdziwość tego stwierdzenia potwierdza fakt, że pewną
podstawową formę wiedzy filozoficznej, istniejącą
także w naszej epoce, spotykamy nawet w postulatach, którymi
inspiruje się prawodawstwo różnych krajów oraz prawo
międzynarodowe określające reguły życia
społecznego. 4. Trzeba jednak
zauważyć, że za jednym słowem kryją się tu
różne znaczenia. Na wstępie należy zatem
ściślej określić jego sens. Przynaglany pragnieniem
odkrycia ostatecznej prawdy swojego istnienia, człowiek stara się
zdobyć pewne elementy uniwersalnej wiedzy, które pozwalają mu
lepiej rozumieć samego siebie i coraz pełniej się realizować.
Ta podstawowa wiedza bierze początek z zadziwienia, jakie budzi w
nim kontemplacja tego, co stworzone: człowiek odkrywa ze zdumieniem,
że żyje w świecie i jest związany z innymi istotami
podobnymi do siebie, z którymi łączy go wspólne
przeznaczenie. W tym właśnie momencie wchodzi na drogę,
którą będzie potem zmierzał do odkrycia coraz to nowych
horyzontów wiedzy. Bez zadziwienia człowiek popadłby w
rutynę, przestałby się rozwijać i stopniowo stałby
się niezdolny do życia naprawdę osobowego. Zdolność do abstrakcyjnej
refleksji właściwa dla umysłu ludzkiego pozwala, aby nadał
on poprzez aktywność filozoficzną ścisłą
formę swojemu myśleniu i w ten sposób wypracował
wiedzę systematyczną, odznaczającą się logiczną
spójnością twierdzeń i harmonią treści.
Dzięki temu procesowi w środowisku różnych kultur i w
różnych epokach osiągnięto rezultaty, które
doprowadziły do zbudowania prawdziwych systemów myślowych. W
praktyce rodziło to często pokusę utożsamiania jednego
tylko wybranego nurtu z całą filozofią. Jest jednak oczywiste,
że w takich przypadkach dochodzi do głon — «pycha filozoficzna»,
która chciałaby nadać własnej wizji, niedoskonałej i
zawężonej przez wybór określonej perspektywy, rangę
interpretacji uniwersalnej. W rzeczywistości każdy system
filozoficzny, choć zasługuje na szacunek jako pewna spójna
całość, nie dopuszczająca jakiejkolwiek instrumentalizacji,
musi uznawać pierwszeństwo myślenia filozoficznego, z
którego bierze początek i któremu powinien konsekwentnie
służyć. W tej perspektywie można
wyodrębnić pewien zbiór prawd filozoficznych, który
mimo upływu czasu i postępów wiedzy jest trwale obecny.
Wystarczy przytoczyć tu jako przykład zasady niesprzeczności,
celowości i przyczynowości lub koncepcję osoby jako wolnego i
rozumnego podmiotu, zdolnego do poznania Boga, prawdy i dobra; chodzi tu
także o pewne podstawowe zasady moralne, które są powszechnie
uznawane. Te i inne elementy wskazują, że mimo
różnorodności nurtów myślowych istnieje pewien
zasób wiedzy, który można uznać za swego rodzaju
duchowe dziedzictwo ludzkości. Mamy tu do czynienia jak gdyby z filozofią
niesprecyzowaną, dzięki której każdy człowiek ma
poczucie, że zna te zasady, choćby tylko w formie ogólnej i
nieuświadomionej. Zasady te, właśnie dlatego że w pewnej
mierze uznają je wszyscy, powinny stanowić jakby punkt odniesienia
dla różnych szkół filozoficznych. Jeżeli rozum
potrafi intuicyjnie uchwycić i sformułować pierwsze i
uniwersalne zasady istnienia oraz wyprowadzić z nich poprawne wnioski
natury logicznej i deontologicznej, zasługuje na miano prawego rozumu,
czyli jak mawiali starożuguje orthos lógos, recta ratio. 5.
Kościół ze swej strony wysoko ceni to dążenie rozumu
do osiągnięcia celów, które czynią osobowe
istnienie coraz bardziej godnym tego miana. Widzi bowiem w filozofii drogę
wiodącą do poznania podstawowych prawd o życiu człowieka.
Zarazem uznaje filozofię za nieodzowne narzędzie, pomagające
głębiej rozumieć wiarę i przekazywać prawdę
Ewangelii tym, którzy jeszcze jej nie znają. Nawiązując zatem do podobnych
przedsięwzięć moich Poprzedników, ja również
pragnę przyjrzeć się tej szczególnej formie
aktywności rozumu. Skłania mnie do tego przeświadczenie, że
zwłaszcza w naszych czasach poszukiwanie prawdy ostatecznej często
nie ma wyraźnie określonego kierunku. Niewątpliwie wielką
zasługą współczesnej filozofii jest skupienie uwagi na
człowieku. Wychodząc od tego i stając w obliczu wielu
pytań, rozum jeszcze mocniej odczuł pragnienie coraz szerszej i coraz
głębszej wiedzy. W rezultacie zbudowano złożone systemy
myślowe, które zaowocowały rozwojem różnych
dziedzin wiedzy, sprzyjając postępowi w kulturze i w dziejach.
Antropologia, logika, nauki przyrodnicze, historia, język w pewien
sposób cały obszar wiedzy został objęty tym procesem.
Pozytywne osiągnięcia nie powinny jednak przesłaniać faktu,
że tenże rozum, skupiony jednostronnie na poszukiwaniu wiedzy o
człowieku jako podmiocie, wydaje się zapominać, iż
powołaniem człowieka jest dążenie do prawdy, która
przekracza jego samego. Bez odniesienia do niej każdy zdany jest na
samowolę ludzkiego osądu, a jego istnienie jako osoby oceniane jest
wyłącznie według kryteriów pragmatycznych, opartych
zasadniczo na wiedzy doświadczalnej, pod wpływem błędnego
przeświadczenia, że wszystko powinno być podporządkowane
technice. Rezultat jest taki, że zamiast wyrażać jak najlepiej
dążenie do prawdy rozum chyli się ku samemu sobie pod
brzemieniem tak rozległej wiedzy, przez co z dnia na dzień staje
się coraz bardziej niezdolny do skierowania uwagi ku wyższej rzeczywistości
i nie śmie sięgnąć po prawdę bytu. Nowoczesna
filozofia zapomniała, że to byt winien stanowić przedmiot jej
badań, i skupiła się na poznaniu ludzkim. Zamiast
wykorzystywać zdolność człowieka do poznania prawdy, woli
podkreślać zyk — w pewien sposób cały Doprowadziło to do powstania
różnych form agnostycyzmu i relatywizmu, które
sprawiły, że poszukiwania filozoficzne ugrzęzły na
ruchomych piaskach powszechnego sceptycyzmu. W ostatnich czasach doszły
też do głosu różne doktryny próbujące
podważyć wartość nawet tych prawd, o których
pewności człowiek był przekonany. Uprawniona wielość
stanowisk ustąpiła miejsca bezkrytycznemu pluralizmowi, opartemu na
założeniu, że wszystkie opinie mają równą
wartość: jest to jeden z najbardziej rozpowszechnionych
przejawów braku wiary w istnienie prawdy, obserwowanego we
współczesnym świecie. Od takiej postawy nie są wolne
także pewne koncepcje życia pochodzące ze Wschodu:
odbierają one bowiem prawdzie charakter absolutny, wychodząc z
założenia, że objawia się ona w równej mierze w
różnych doktrynach, nawet wzajemnie sprzecznych. W takiej
perspektywie wszystko zostaje sprowadzone do rangi opinii. Mamy tu do czynienia
jakby z ruchem pozbawionym stałego kierunku: z jednej strony refleksja
filozoficzna zdołała wejść na drogę zbliżającą
ją coraz bardziej do ludzkiej egzystencji i do form, w których
się ona wyraża, z drugiej zaś woli zajmować się raczej
zagadnieniami egzystencjalnymi, hermeneutycznymi lub językowymi,
które omijają zasadniczą kwestię prawdy o życiu
osobowym, o bycie i o Bogu. W wyniku tego ukształtowała się w
ludziach współczesnych, a nie tylko u nielicznych filozofów,
postawa ogólnego braku zaufania do wielkich zdolności poznawczych
człowieka. Pod wpływem fałszywej skromności człowiek
zadowala się prawdami cząstkowymi i tymczasowymi i nie próbuje
już stawiać zasadniczych pytań o sens i najgłębszy
fundament ludzkiego życia osobowego i społecznego. Można
powiedzieć, że stracił nadzieję na uzyskanie od filozofii
ostatecznych odpowiedzi na te pytania. 6.
Kościół, mocą autorytetu, który posiada jako
depozytariusz Objawienia Jezusa Chrystusa, pragnie potwierdzić
konieczność refleksji na temat prawdy. Dlatego postanowiłem
zwrócić się do Was, Czcigodni Współbracia w
biskupstwie, z którymi łączy mnie misja otwartego «okazywania
prawdy» (por. 2 Kor 4, 2), jak również do teologów i
filozofów, na których spoczywa obowiązek badania
różnych aspektów prawdy, a także do ludzi
poszukujących, i podzielić się pewnymi refleksjami na temat
dążenia do prawdziwej mądrości, aby każdy kto
żywi w sercu miłość do niej, mógł
wejść na właściwą drogę, która pozwoli mu
ją osiągnąć, znaleźć w niej ukojenie dla swych
trosk i duchową radość. Skłania mnie do tego przede
wszystkim świadomość, którą wyrażają
słowa Soboru Watykańskiego II, stwierdzające, że biskupi
są «świadkami Boskiej i katolickiej prawdy»3. Świadectwo
o prawdzie jest zatem zadaniem powierzonym nam, biskupom; nie możemy
się od niego uchylać, gdyż byłoby to
niewiernością wobec posługi, jaką podjęliśmy.
Potwierdzając prawdę wiary, możemy przywrócić
człowiekowi naszych czasów szczerą ufność we
własne zdolności poznawcze, a zarazem rzucić wyzwanie filozofii,
aby mogła odzyskać i umocnić swą pełną
godność. Jeszcze jeden szczególny motyw
skłania mnie do przedstawienia tych refleksji. W Encyklice Veritatis splendor
zwróciłem uwagę na «niektóre fundamentalne prawdy
doktryny katolickiej w kontekście współczesnych prób
ich podważenia lub zniekształcenia»4. W niniejszej Encyklice
pragnę kontynuować tę myśl, skupiając się na
zagadnieniu samej prawdy oraz na jej fundamencie w relacji do
wiary. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, że przede wszystkim
młode pokolenia, do których należy i od których
zależy przyszłość, w obecnym okresie szybkich i
złożonych przemian mogą czuć się pozbawione
autentycznych punktów odniesienia. Potrzeba znalezienia fundamentu, na
którym można zbudować życie osobiste i społeczne,
daje się szczególnie mocno odczuć zwłaszcza
wówczas, gdy człowiek przekonuje się, jak niepełne
są propozycje, które rzeczywistość doraźną i
przemijającą wynoszą do rangi wartości, budząc
fałszywe nadzieje na odkrycie prawdziwego sensu istnienia. Pod ich
wpływem wielu ludzi doprowadza swoje życie na krawędź
przepaści, nie zdając sobie sprawy, co ich czeka. Przyczyną tego
jest także fakt, że niejednokrotnie ci, którzy zostali
powołani, aby w różnych formach kultury ukazywać owoce
swoich przemyśleń, odwrócili spojrzenie od prawdy,
przedkładając doraźny sukces nad trud cierpliwego poszukiwania
tego, co naprawdę warto uczynić treścią życia.
Filozofia, która ze względu na swą wielką
odpowiedzialność za kształtowanie myśli i kultury winna
nieustannie wzywać do szukania prawdy, musi stanowczo powrócić
do swego pierwotnego powołania. Właśnie dlatego odczuwam nie tylko
potrzebę, ale także obowiązek wypowiedzenia się na ten temat,
aby u progu trzeciego tysiąclecia ery chrześcijańskiej
ludzkość wyraźniej uświadomiła sobie, jak wielkimi
zdolnościami została obdarzona, i odważnie podjęła na
nowo realizację planu zbawienia, w który są wpisane jej
dzieje. Jezus objawia Ojca 7. U podstaw
wszelkiej refleksji, jaką podejmuje Kościół, leży
jego przeświadczenie, że zostało mu powierzone orędzie,
które bierze początek z samego Boga (por. 2 Kor 4, 1-2). Wiedzy,
którą pragnie przekazać człowiekowi,
Kościół nie uzyskał w drodze samodzielnych
przemyśleń, choćby najwznioślejszych, ale dzięki przyjęciu
z wiarą słowa Bożego (por. 1 Tes 2, 13). U początków
naszej wiary znajduje się spotkanie, jedyne w swoim rodzaju, które
oznaczało odsłonięcie tajemnicy przez wieki ukrytej (por. 1 Kor
2, 7; Rz 16, 25-26), teraz jednak objawionej: «Spodobało się Bogu w
swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam
tajemnicę woli swojej (por. Ef 1, 9), dzięki której przez
Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu
Świętym i stają się uczestnikami Boskiej natury»5.
Bóg wystąpił z tą całkowicie bezinteresowną
inicjatywą, aby dotrzeć do ludzkości i zbawić ją.
Bóg jest źródłem miłości i dlatego pragnie
być poznany, zaś poznanie Boga przez człowieka nadaje pełny
kształt wszelkiemu innemu prawdziwemu poznaniu sensu własnego
istnienia, które ludzki umysł jest w stanie
osiągnąć. 8. Podejmując
prawie dosłownie nauczanie zawarte w Konstytucji Dei Filius Soboru
Watykańskiego I i uwzględniając zasady sformułowane przez
Sobór Trydencki, Konstytucja Dei verbum Soboru Watykańskiego
II uczyniła kolejny krok naprzód w odwiecznym dążeniu do zrozumienia
wiary przez refleksję o Objawieniu w świetle nauczania biblijnego
i całej tradycji patrystycznej. Podczas Soboru Watykańskiego I
Ojcowie podkreślili nadprzyrodzony charakter Bożego Objawienia.
Krytyka racjonalistyczna, która w tamtym okresie zwracała się
przeciwko wierze, opierając się na błędnych, ale bardzo
rozpowszechnionych tezach, pragnęła podważyć
wartość wszelkiego poznania, które nie jest owocem naturalnych
zdolności rozumu. Ten fakt kazał Soborowi stanowczo potwierdzić
prawdę, że obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi,
który ze swej natury zdolny jest dotrzeć nawet do samego
Stwórcy, istnieje poznanie właściwe wierze. Jest to poznanie
prawdy opartej na rzeczywistości samego Boga, który się
objawia, a więc prawdy niezawodnej, ponieważ Bóg się nie myli
ani nie zamierza zwieść człowieka6. 9. Sobór
Watykański I naucza zatem, że prawda poznana w drodze refleksji
filozoficznej oraz prawda Objawienia ani nie są tożsame, ani też
jedna nie czyni zbyteczną drugiej: «Istnieje podwójny porządek
poznania, różniący się nie tylko
źródłem, ale i przedmiotem. Różni się
źródłem, bo w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy
naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary. Różni się
przedmiotem, bo oprócz prawdy, do której może
dojść rozum naturalny, przedłożone nam są
również do wierzenia tajemnice zakryte w Bogu: nie można ich
poznać bez Objawienia Bożego»7. Wiara, która opiera
się na świadectwie Boga i korzysta z nadprzyrodzonej pomocy
łaski, rzeczywiście należy do innego porządku niż
poznanie filozoficzne. To ostatnie opiera się bowiem na postrzeganiu
zmysłowym i na doświadczeniu, a jedynym światłem jest dla
niego rozum. Filozofia i różne dyscypliny naukowe znajdują
się na płaszczyźnie rozumu przyrodzonego, natomiast wiara,
oświecona i prowadzona przez Ducha, dostrzega w orędziu zbawienia
ową «pełnię łaski i prawdy» (por. J 1, 14),
którą Bóg zechciał objawić w dziejach, a w
sposób ostateczny przez swego Syna Jezusa Chrystusa (por. 1 J 5, 9; J 5,
31-32). 10. Ojcowie Soboru
Watykańskiego II, kierując wzrok ku Jezusowi objawiającemu,
ukazali zbawczy charakter objawienia Bożego w dziejach i opisali jego
naturę w następujących słowach: «Przez to zatem objawienie
Bóg niewidzialny (por. Kol 1, 15; 1 Tm 1, 17) w nadmiarze swej
miłości zwraca się do ludzi jak do przyjaciół (por. Wj 33, 11; J
15, 14-15) i obcuje z nimi (por. Ba 3, 38), aby ich zaprosić do
wspólnoty z sobą i przyjąć ich do niej. Ten plan
objawienia urzeczywistnia się przez czyny i słowa wewnętrznie z
sobą powiązane, tak że czyny dokonane przez Boga w historii
zbawienia ilustrują i umacniają naukę oraz sprawy słowami
wyrażone; słowa zaś obwieszczają czyny i
odsłaniają tajemnicę w nich zawartą. Najgłębsza
zaś prawda o Bogu i o zbawieniu człowieka jaśnieje nam przez to
objawienie w osobie Chrystusa, który jest zarazem pośrednikiem i
pełnią całego objawienia»8. 11. Tak więc
Objawienie Boże wpisuje się w czas i historię. Wcielenie Jezusa
Chrystusa następuje wręcz w «pełni czasów» (por. Ga 4,
4). Po upływie dwóch tysięcy lat od tego wydarzenia czuję
się zobowiązany, aby stanowczo potwierdzić, że «w
chrześcijaństwie czas ma podstawowe znaczenie»9. To w nim
bowiem ukazuje się w pełnym świetle całe dzieło
stworzenia i zbawienia, nade wszystko zaś objawia się fakt, że
dzięki wcieleniu Syna Bożego już od tej chwili dane nam jest
przeżywać i przeczuwać to, co dokona się w pełni
czasów (por. Hbr 1, 2). Prawda, którą Bóg
powierzył człowiekowi, objawiając mu samego siebie i swoje
życie, jest zatem wpisana w czas i historię. Została ona
oczywiście obwieszczona raz na zawsze w tajemnicy Jezusa z Nazaretu.
Stwierdza to w bardzo wymownych słowach Konstytucja Dei verbum :
«Skoro zaś już wielokrotnie i wielu sposobami Bóg
mówił przez Proroków, na koniec w tych czasach
przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1, 1-2). Zesłał
bowiem Syna swego, czyli Słowo odwieczne, oświecającego
wszystkich ludzi, by zamieszkał wśród ludzi i opowiedział
im tajemnice Boże (por. J 1, 1-18). Jezus Chrystus więc, Słowo
Wcielone, człowiek do ludzi posłany, głosi słowa Boże
(por. J 3, 34) i dopełnia dzieła zbawienia, które Ojciec
powierzył Mu do wykonania (por. J 5, 36; 17, 4). Dlatego Ten,
którego gdy ktoś widzi, widzi też i Ojca (por. J 14, 9), przez
całą swoją obecność i okazanie się przez
słowa i czyny, przez znaki i cuda, zwłaszcza zaś przez
śmierć swoją i pełne chwały zmartwychwstanie, a
wreszcie przez zesłanie Ducha prawdy, objawienie doprowadził do
końca i do doskonałoś,» 10. Historia jest zatem dla Ludu
Bożego drogą, którą ma on przejść w
całości, aby dzięki nieustannemu działaniu Ducha
Świętego ukazała się w pełni treść
objawionej prawdy (por. J 16, 13). Również o tym poucza nas
Konstytucja Dei verbum, gdy stwierdza, że «Kościół
z biegiem wieków dąży stale do pełni prawdy Bożej,
aż wypełnią się w nim słowa Boże»11. 12. Historia staje
się zatem dziedziną, w której możemy dostrzec
działanie Boga dla dobra ludzkości. On przemawia do nas przez to, co
jest nam najlepiej znane i łatwo postrzegalne, ponieważ stanowi
rzeczywistość naszego codziennego życia, bez której nie
umielibyśmy się porozumieć. Wcielenie Syna Bożego pozwala
nam zobaczyć rzeczywistość owej ostatecznej syntezy,
której umysł ludzki o własnych siłach nie
mógłby sobie nawet wyobrazić: Wieczność wkracza w
czas, wszystko ukrywa się w małej cząstce, Bóg przybiera
postać człowieka. Prawda zawarta w Objawieniu Chrystusa nie jest
już zatem zamknięta w ciasnych granicach terytorialnych i
kulturowych, ale otwiera się dla każdego człowieka, który
pragnie ją przyjąć jako ostateczne i nieomylne słowo, aby
nadać sens swojemu istnieniu. Od tej chwili wszyscy mają w Chrystusie
dostęp do Ojca; Chrystus bowiem przez swoją śmierć i zmartwychwstanie
darował nam życie Boże, które pierwszy Adam odrzucił
(por. Rz 5, 12-15). W tym Objawieniu zostaje ofiarowana człowiekowi
ostateczna prawda o jego życiu i o celu dziejów: «Tajemnica
człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy
Słowa Wcielonego» — stwierdza Gaudium et spes12. Poza
tą perspektywą tajemnica osobowego istnienia pozostaje
nierozwiązywalną zagadką. Gdzież indziej człowiek
mógłby szukać odpowiedzi na dramatyczne pytania, jakie stawia
sobie w obliczu bólu, cierpienia niewinnych i śmierci, jeśli
nie w świetle promieniującym z tajemnicy męki, śmierci i
zmartwychwstania Chrystusa? Rozum w obliczu tajemnicy 13. Nie
należy jednak zapominać, że Objawienie pozostaje pełne
tajemnic. To prawda, że Jezus całym swoim życiem objawia oblicze
Ojca, bo przyszedł przecież po to, aby opowiedzieć tajemnice
Boże13; mimo to jednak nasze poznanie tego oblicza jest nadal
tylko cząstkowe i nie może wyjść poza granice naszego
pojmowania. Tylko wiara pozwala wniknąć do wnętrza tajemnicy i
pomaga ją poprawnie zrozumieć. Sobór naucza, że «Bogu
objawiającemu należy okazać
posłuszeń?posłuszeństwo wiary’»14. To
zwięzłe, ale bogate w treść stwierdzenie wyraża
jedną z podstawowych prawd chrześcijaństwa. Podkreśla
przede wszystkim, że wiara jest odpowiedzią wyrażającą
posłuszeństwo Bogu. Wiąże się z tym uznanie Jego
boskości, transcendencji i doskonałej wolności. Bóg,
który pozwala się poznać, autorytetem swojej absolutnej
transcendencji zaświadcza o wiarygodności objawianych przez siebie
prawd. Przez wiarę człowiek wyraża akceptację tego
Bożego świadectwa. Oznacza to, że w sposób pełny i w
całości uznaje za prawdę wszystko, co zostało mu objawione,
ponieważ sam Bóg jest jej rękojmią. Ta prawda,
którą otrzymuje w darze i której sam nie może się
domagać, wpisuje się w kontekst relacji międzyosobowych,
nakłaniając rozum, aby otworzył się na jej przyjęcie i
uznał jej głęboki sens. Właśnie dlatego akt
zawierzenia Bogu był zawsze rozumiany przez Kościół jako
moment fundamentalnego wyboru, który angażuje całą
osobę. Rozum i wola wyrażają tu w najwyższym stopniu
swą naturę duchową, aby pozwolić człowiekowi na
dokonanie aktu, w którym realizuje się w pełni jego osobowa
wolność15. Wolność zatem nie tylko towarzyszy
wierze jest jej nieodzownym warunkiem. Więcej, to właśnie wiara
pozwala każdemu jak najlepiej wyrazić swoją wolność.
Innymi słowy, wolność nie wyraża się w dokonywaniu
wyborów przeciw Bogu. Czyż można bowiem uznać, że
autentycznym przejawem wolności jest odmowa przyjęcia tego, co
pozwala na realizację samego siebie? Akt wiary jest najdonioślejszym
wyborem w życiu człowieka; to w nim bowiem wolność dochodzi
do pewności prawdy i postanawia w niej żyćzatem Z pomocą rozumowi,
dążącemu do zrozumienia tajemnicy, przychodzą także
znaki zawarte w Objawieniu. Pomagają one zejść głębiej
w poszukiwaniu prawdy i pozwalają umysłowi prowadzić
niezależne dociekania także w sferze tajemnicy. Te znaki jednak,
choć z jednej strony pomnażają siły rozumu, bo dzięki
nim może on badać obszar tajemnicy własnymi środkami, do których
słusznie jest przywiązany, zarazem przynaglają go, by
sięgnął poza rzeczywistość samych znaków i
dostrzegł głębszy sens w nich zawarty. W znakach tych obecna
jest bowiem ukryta prawda, ku której umysł ma się
zwrócić i której nie może ignorować, nie
niszcząc zarazem samego znaku, jaki został mu ukazany. Zostajemy tu niejako odesłani
do sakramentalnego horyzontu Objawienia, a w szczególny sposób do
znaku eucharystycznego, w którym nierozerwalna jedność
między rzeczywistością a jej znaczeniem pozwala uzmysłowić
sobie głębię tajemnicy. Chrystus w Eucharystii jest
naprawdę obecny i żywy, działa mocą swojego Ducha, ma
jednak rację św. Tomasz, gdy mówi: «Gdzie zmysł darmo
dojść się stara, serca żywa krzepi wiara, porządkowi
rzeczy wbrew! Pod odmiennych szat figurą, w znakach różny, nie
naturą, kryje się tajemnic dziw!» 16. Pascal wtóruje
mu jako filozof: «Jak Chrystus pozostał nieznany między ludźmi,
tak prawda Jego między powszechnymi mniemaniami, bez widocznej
różnicy; tak Eucharystia między pospolitym chlebem»17.
Tak więc poznanie wiary nie
usuwa tajemnicy, a jedynie bardziej ją uwypukla i ukazuje jako fakt o
istotnym znaczeniu dla życia człowieka. Chrystus «już w samym
objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni
człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego
powołanie»18, to znaczy powołanie do udziału w tajemnicy
trynitarnego życia Bożego19. 14. Nauczanie
dwóch Soborów Watykańskich otwiera zupełnie nowy
horyzont także przed wiedzą filozoficzną. Objawienie wprowadza w
historię pewien punkt odniesienia, którego człowiek nie
może ignorować, jeśli chce pojąć tajemnicę
swojego istnienia; z drugiej strony jednak to poznanie odsyła nieustannie
do tajemnicy Boga, której umysł nie jest w stanie wyczerpać,
lecz może jedynie przyjąć wiarą. Te dwa momenty
wyznaczają obszar działalności właściwej rozumowi, na
którym może on prowadzić swoje dociekania i szukać
zrozumienia nie napotykając na żadne ograniczenia poza swoją
własną skończonością w obliczu nieskończonej
tajemnicy Boga. Objawienie wprowadza zatem w
naszą historię prawdę uniwersalną i ostateczną,
która pobudza ludzki umysł, by nigdy się nie zatrzymywał;
przynagla go wręcz, by poszerzał nieustannie przestrzeń swojej
wiedzy, dopóki się nie upewni, że dokonał wszystkiego, co
było w jego mocy, niczego nie zaniedbując. W tej refleksji może
nas wspomóc jeden z najpłodniejszych i najznaczniejszych
umysłów w dziejach ludzkości, do którego słusznie
odwołuje się zarówno filozofia, jak i teologia ś—
św. Anzelm. W Proslogionie arcybiskup Canterbury tak pisze:
«Często starałem się skupić umysł na tym problemie i
czasem zdawało mi się, że potrafię już uchwycić
to, czego szukałem, kiedy indziej znów, że wymyka się to
całkowicie moim myślom; straciwszy na koniec nadzieję, że
mogę to znaleźć, postanowiłem zaniechać poszukiwania
czegoś, czego znaleźć nie sposób. Kiedy jednak
próbowałem odegnać od siebie tę myśl, aby nie odwracała
mego umysłu od innych rozważań, z których mogłem
wynieść jakiś pożytek, zaczęła mi się
narzucać z coraz większą natarczywością. (...)
Czegóż się jednak podjąłem, ja nieszczęsny,
biedny syn Ewy, daleki od Boga, i czego zdołałem dokonać? Ku
czemu zmierzałem i dokąd dotarłem? Czego pragnąłem i
za czym tęsknię? (...) O Panie, nie tylko jesteś tym, czego nie
zdoła przewyższyć nic, co możemy pomyśleć (non
solum es quo maius cogitari nequit), ale jesteś większy niż
wszystko, co można pomyśleć (quiddam maius quam cogitari
possit) (...). Gdybyś nie był taki, można by
pomyśleć o czymś większym od Ciebie, to jednak jest
niemożliwe»20. 15. Prawda
chrześcijańskiego Objawienia, którą znajdujemy w Jezusie
z Nazaretu, pozwala każdemu przyjąć «tajemnicę»
własnego życia. Jako prawda najwyższa, w niczym nie naruszając
autonomii istoty stworzonej i jej wolności, zobowiązuje tę
istotę do otwarcia się na transcendencję. Relacja między
wolnością a prawdą osiąga tu swój szczyt,
dzięki czemu możemy w pełni zrozumieć słowa Chrystusa:
«poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli» (J 8, 32). Chrześcijańskie Objawienie
to prawdziwy drogowskaz dla człowieka, który podlega zarówno
uwarunkowaniom mentalności koncentrującej uwagę na subiektywnych
doznaniach, jak i ograniczeniom logiki technokratycznej; jest ostatnią
daną przez Boga szansą powrotu do pełni pierwotnego zamysłu
miłości, którego początkiem było stworzenie.
Człowiek, który pragnie poznać prawdę, skoro potrafi
jeszcze sięgnąć wzrokiem poza samego siebie i poza własne
zamierzenia, ma możliwość odzyskania właściwej postawy
wobec własnego życia, jeśli tylko podąża drogą
prawdy. Do jego sytuacji można trafnie zastosować słowa
Księgi Powtórzonego Prawa: «Polecenie to bowiem, które ja ci
dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza
twoim zasięgiem. Nie jest w niebiosach, by można było
powiedzieć: Któż dla nas wstąpi do nieba i przyniesie je
nam, a będziemy słuchać i wypełnimy je. I nie jest za
morzem, aby można było powiedzieć: Któż dla nas uda
się za morze i przyniesie je nam, a będziemy słuchać i
wypełnimy je. Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych
ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełni:» (30,
11-14). Echem tych słów jest słynna myśl
świętego filozofa i teologa Augustyna: «Noli foras ire, in te
ipsum redi. In interiore homine habitat veritas»21.
Z tych rozważań wyłania
się pierwszy wniosek: prawda, którą pozwala nam poznać
Objawienie, nie jest dojrzałym owocem ani najwyższym
osiągnięciem myśli wypracowanej przez rozum. Jawi się
raczej jako bezinteresowny dar, pobudza do myślenia i domaga się, by
przyjąć ją jako wyraz miłości. Ta objawiona prawda
jest wpisaną w nasze dzieje zapowiedzią owej ostatecznej i
doskonałej wizji, jakiej Bóg zamierza udzielić tym,
którzy w Niego wierzą lub poszukują Go szczerym sercem.
Ostateczny cel osobowego istnienia jest zatem przedmiotem badań
zarówno filozofii, jak i teologii. Jedna i druga mimo odmienności
metod i treści wprowadza na owwno «ścieżkę życia» (Ps
16 [15], 11), której kresem jak poucza nas wiara jest pełna i nieprzemijająca
radość kontemplacji Boga w Trórej kresem «Mądrość wie i rozumie wszystko»
(Mdr 9, 11) 16. Już w
Piśmie Świętym znajdujemy zaskakująco trafne intuicje,
które ukazują, jak głęboka jest więź między
poznaniem wiary a poznaniem rozumowym. Potwierdzają to przede wszystkim
Księgi mądrościowe. Wolna od uprzedzeń lektura tych stronic
Pisma uświadamia nam bardzo wyraźnie, że w tekstach tych zawarta
jest nie tylko wiara Izraela, ale także dorobek cywilizacyjny nie
istniejących już kultur. Wydaje się, że na mocy
jakiegoś szczególnego zamysłu słyszymy tu znowu głos
Egiptu i Mezopotamii oraz że pewne wspólne elementy kultur
starożytnego Wschodu wracają do życia na tych stronicach,
bogatych w niezwykle głębokie intuicje. Nie jest przypadkiem, że gdy autor
święty pragnie ukazać wizerunek mędrca, opisuje go jako
człowieka, który miłuje prawdę i szuka jej:
«Szczęśliwy mąż, który się ćwiczy w
mądrości i który się radzi swego rozumu, który
rozważa drogi jej w swym sercu i zastanawia się nad jej ukrytymi
sprawami. Wyjdź za nią jak tropiciel i na drogach jej przygotuj
zasadzkę! Kto zaglądać będzie przez jej okna, kto
słucha przy jej drzwiach; kto zamieszka blisko jej domu i wbije kołek
w jej ściany; kto postawi namiot swój przy jej boku ten zajmie
miejsce w szczęśliwym mieszkaniu, postawi swe dzieci pod jej dachem i
pod jej gałęziami będzie przebywał. Ona zasłoni go
przed żarem i odpoczywać bęj przy jej boku» (Syr 14, 20-27). Jak widzimy, według natchnionego
autora pragnienie poznania jest wspólną cechą wszystkich
ludzi. Dzięki rozumowi dana jest wszystkim zarówno wierzącym,
jak i niewierzącym możnoki «czerpania z głębokiej wody»
poznania (por. Prz 20, 5). Oczywiście, w starożytnym Izraelu poznanie
świata i jego zjawisk nie dokonywało się poprzez
abstrakcję, w której celowali filozofowie jońscy czy
mędrcy egipscy. Tym bardziej też wierny Izraelita nie pojmował
poznania w kategoriach właściwych epoce nowożytnej,
dążącej zdecydowanie do podziału wiedzy na dyscypliny. Mimo
to świat biblijny wniósł do wielkiego skarbca teorii poznania
swój oryginalny wkład. Na czym on polega? Cechą
wyróżniającą tekst biblijny jest przeświadczenie,
że istnieje głęboka i nierozerwalna jedność
między poznaniem rozumowym a poznaniem wiary. Świat i to, co w nim
zachodzi, a także historia i różne doświadczenia w
życiu narodu to rzeczywistości, które należy
postrzegać, analizować i oceniać przy pomocy środków
właściwych rozumowi, tak jednak, aby wiara nie została
wyłączona z tego procesu. Wiara wkracza nie po to, by pozbawić
rozum autonomii albo ograniczyć przestrzeń jego działania, lecz
po to tylko, by uzmysłowić człowiekowi, że w tych
wydarzeniach objawia się i działa Bóg Izraela. Dogłębne
poznanie świata i dziejowych wydarzeń nie jest zatem możliwe,
jeśli człowiek nie wyznaje zarazem wiary w Boga, który w nich
działa. Wiara wyostrza wewnętrzny wzrok i otwiera umysł,
pozwalając mu dostrzec w strumieniu wydarzeń czynną
obecność Opatrzności. Znamienne są tu słowa z
Księgi Przysłów: «Serce człowieka obmyśla
drogę, lecz Pan utwierdza kroki» (16, 9). Znaczy to, że człowiek
dzięki światłu rozumu potrafi rozeznać swoją
drogę, ale może ją przemierzyć szybko, uniknąć
przeszkód i dotrzeć do celu, jeśli szczerym sercem uznaje,
że jego poszukiwanie jest wpisane w horyzont wiary. Nie można zatem
rozdzielać wiary i rozumu nie pozbawiając człowieka
możności właściwego poznania samego siebie, świata i
Boga. 17. Nie ma więc
powodu do jakiejkolwiek rywalizacji między rozumem a wiarą:
rzeczywistości te wzajemnie się przenikają, każda zaś
ma własną przestrzeń, w której się realizuje. W tym
kierunku prowadzi nas znów Księga Przysłów,
której autor woła: «Chwałą Bożą rzecz
taić, chwałą królów rzecz bada—» (25, 2).
Między Bogiem a człowiekiem choć każdy przebywa w swoim
własnym świecie istnieje jedyna w swoim rodzaju więź
wzajemności. W Bogu znajduje się początek wszystkich rzeczy, w
Nim mieszka pełnia tajemnicy i to stanowi Jego chwałę;
człowiek ma zadanie badać rozumem prawdę i na tym polega jego
godność. Jeszcze jeden kamyk do tej mozaiki dodaje Psalmista, gdy w
modlitwie wypowiada słowiekiem «Jak nieocenione są dla mnie
myśli Twe, Boże, jak jest ogromna ich ilość! Gdybym je
przeliczył, więcej ich niż piasku; gdybym doszedł do
końca, jeszcze jestem z Tobą» (139 [138], 17-18). Pragnienie poznania
jest tak wielkie i rozbudza takie energie, że ludzkie serce, choć
natrafia na nieprzekraczalną granicę, tęskni za
nieskończonym bogactwem ukrytym poza nią, przeczuwa bowiem, że w
nim zawarta jest wyczerpująca odpowiedź na każde dotąd nie
rozstrzygnięte pytanie. 18. Możemy zatem
powiedzieć, że swoimi przemyśleniami Izrael zdołał
otworzyć rozumowi drogę ku tajemnicy. Dzięki Objawieniu
Bożemu mógł badać głębiny, do których
bezskutecznie próbował dotrzeć rozumem. Opierając
się na tej głębszej formie poznania, naród wybrany
pojął, że rozum musi przestrzegać pewnych podstawowych
zasad, aby jak najlepiej wyrażać swoją naturę. Pierwsza
zasada polega na uznaniu faktu, że ludzkie poznanie jest nieustanną
wędrówką; druga wyraża świadomość, iż
na tę drogę nie może wejść człowiek pyszny,
który mniema, że wszystko zawdzięcza własnym
osiągnięciom; trzecia zasada opiera się na «bojaźni
Bożej», która każe rozumowi uznać niczym
nieograniczoną transcendencję Boga, a zarazem Jego
opatrznościową miłość w kierowaniu światem. Gdy człowiek nie przestrzega tych
zasad, naraża się na niepowodzenie i może ostatecznie
znaleźć się w sytuacji «głupca». Według Biblii tego
rodzaju głupota niesie z sobą zagrożenie dla życia.
Głupiec bowiem łudzi się, że posiada rozległą
wiedzę, ale w rzeczywistości nie potrafi skupić uwagi na
sprawach istotnych. Nie pozwala mu to zaprowadzić ładu we
własnym umyśle (por. Prz 1, 7) ani przyjąć
właściwej postawy wobec samego siebie i najbliższego otoczenia.
Gdy wreszcie posuwa się do stwierdzenia, że «Boga nie ma» (por. Ps 14
[13], 1), ujawnia z całkowitą jasnością, jak znikoma jest
jego wiedza i jak daleko mu jeszcze do pełnej prawdy o rzeczach, o ich
pochodzeniu i przeznaczeniu. 19. Niektóre
ważne teksty, rzucające dodatkowe światło na to
zagadnienie, znajdujemy w Księdze Mądrości. Autor
święty mówi w nich o Bogu, który pozwala się
poznać także poprzez przyrodę. W rozumieniu starożytnych
badania przyrodnicze miały wiele wspólnego z wiedzą
filozoficzną. Stwierdziwszy najpierw, że dzięki rozumowi
człowiek jest w stanie «poznać budowę świata i siły
żywiołów, (...) obroty roczne i układy gwiazd,
naturę zwierząt i popędy bestii» (7, 17. 19-20) jednym
słowem jest zdolny do myślenia filozoficznego tekst biblijny stawia
bardzo ważny krok naprzód. Przypominając tezę filozofii
greckiej, do której zdaje się nawiązywać w tym
kontekście, autor stwierdza, iż właśnie przez rozumowe poznawanie
przyrody można dotrzeć do Stwó (7, «Bo z wielkości i
piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich
Stwórcę» (Mdr 13, 5). Zostaje tutaj dostrzeżony pierwszy
stopień Bożego Objawienia, czyli właśnie wspaniała
«księga natury»: odczytując ją przy pomocy narzędzi
właściwych ludzkiemu rozumowi, można dojść do poznania
Stwórcy. Jeżeli człowiek mimo swej inteligencji nie potrafi
rozpoznać Boga jako Stwórcy wszystkiego, to przyczyną jest nie
tyle brak właściwych środków, co raczej przeszkody
wzniesione przez jego wolną wolę i grzech. 20. W tej perspektywie
należy dowartościować rozum, nie trzeba go jednak
przeceniać. Wiedza przez niego zdobyta może bowiem być
prawdziwa, ale zyskuje pełne znaczenie tylko wówczas, jeśli
jej treść zostaje wpisana w szerszy kontekst wiary. «Pan kieruje
krokami człowieka, jakżeby człowiek pojął
własną drogę?» (Prz 20, 24). Dlatego wedle Starego Testamentu
wiara uwalnia rozum, ponieważ pozwala mu dotrzeć w sposób
zgodny z jego własnymi zasadami do przedmiotu poznania i wpisać go w
ów najwyższy porządek rzeczy, w którym wszystko zyskuje
sens. Jednym słowem, człowiek przy pomocy rozumu dociera do prawdy,
ponieważ oświecony przez wiarę odkrywa głęboki sens
wszystkich rzeczy, a w szczególności własnego istnienia.
Słusznie zatem autor święty dostrzega źródło
prawdziwego poznania właśnie w bojaźni Bożej:
«Podstawą wiedzy jest bojaźń Pańska» (Prz 1, 7; por. Syr 1,
14). «Nabywaj
mądrości, nabywaj rozwagi» (Prz 4, 5) 21. W rozumieniu
Starego Testamentu poznanie nie opiera się wyłącznie na uważnej
obserwacji człowieka, świata i historii, ale zakłada istnienie
pewnej nieodzownej więzi z wiarą i z treścią Objawienia.
Tutaj kryją się wyzwania, które naród wybrany
musiał podjąć i na które odpowiedział.
Zastanawiając się nad swoją kondycją, ukazywany w Biblii
człowiek odkrył, że potrafi zrozumieć samego siebie tylko
jako «byt w relacji»: w relacji z sobą, z narodem, ze światem i z
Bogiem. To otwarcie się na tajemnicę, ukazaną mu przez
Objawienie, stało się dlań ostatecznie źródłem
prawdziwego poznania, które pozwoliło jego rozumowi
wniknąć w przestrzeń nieskończoności i zyskać
dzięki temu nowe, niespodziewane dotąd możliwości
rozumienia. Podejmując wysiłek
poszukiwania, autor święty zaznał także trudu zmagania
się z ograniczeniami rozumu. Dostrzegamy to na przykład w
słowach, którymi Księga Przysłów wyraża
znużenie człowieka próbującego pojąć tajemnicze
zamysły Boże (por. 30, 1-6). Jednak mimo zmęczenia wierzący
nie poddaje się. Siłę do dalszego dążenia ku prawdzie
czerpie z przeświadczenia, że Bóg stworzył go jako
«badacza» (por. Koh 1, 13). Jego misja polega na tym, że mimo nieustannej
pokusy zwątpienia nie porzuca on niezbadanych ścieżek.
Znajdując oparcie w Bogu, pozostaje zawsze i wszędzie ukierunkowany
na to co piękne, dobre i prawdziwe. 22. W pierwszym
rozdziale Listu do Rzymian św. Paweł pomaga nam wyraźniej
dostrzec, jak wnikliwa jest refleksja podjęta w Księgach
mądrościowych. Posługując się językiem potocznym,
Apostoł przeprowadza filozoficzny wywód, w którym
wyraża głęboką prawdę: obserwacja «oczyma umysłu»
rzeczywistości stworzonej może doprowadzić do poznania Boga.
Poprzez stworzenia daje On bowiem rozumowi wyobrażenie o swojej
«potędze» i «Boskości» (por. Rz 1, 20). Wyraża się w tym
uznanie, że rozum ludzki posiada zdolność, która zdaje
się nieledwie przekraczać jego własne naturalne ograniczenia:
nie tylko nie jest zamknięta w sferze poznania zmysłowego, potrafi
bowiem poddać je krytycznej refleksji, ale analizując dane
zmysłowe może też dotrzeć do przyczyny, z której bierze
początek wszelka postrzegalna rzeczywistość. Językiem
filozoficznym można by powiedzieć, że ten doniosły tekst
Pawłowy potwierdza, iż człowiek posiada zdolność
pojmowania metafizycznego. Według Apostoła, na mocy
pierwotnego zamysłu stwórczego rozum miał być
wyposażony w zdolność swobodnego przekraczania granic
doświadczenia zmysłowego i docierania do najgłębszego
źródła wszystkiego: do Stwórcy. W następstwie
nieposłuszeństwa, przez które człowiek postanowił
nadać sobie całkowitą i absolutną autonomię w stosunku
do Tego, który go stworzył, utracił tę zdolność
sięgania rozumem do Boga Stwórcy. Księga Rodzaju opisuje obrazowo
tę kondycję człowieka, opowiadając, że Bóg
umieścił go w ogrodzie Eden, pośrodku którego rosło
«drzewo poznania dobra i zła» (por. 2, 17). Znaczenie tego symbolu jest
jasne: człowiek nie był w stanie samodzielnie rozeznać i
rozsądzić, co jest dobre, a co złe, ale miał kierować
się wyższą zasadą. Ślepa pycha zrodziła w naszych
prarodzicach złudne przekonanie, że są niezależni i samodzielni,
mogą się zatem obyć bez wiedzy pochodzącej od Boga. Skutki
ich pierwotnego nieposłuszeństwa dotknęły wszystkich ludzi,
zadając rozumowi rany, które od tamtej chwili miały się
stać przeszkodą na jego drodze do pełnej prawdy. Ludzka
zdolność poznania prawdy została zaćmiona na skutek
odwrócenia się od Tego, który jest źródłem
i początkiem prawdy. Także o tym mówi Apostoł,
ukazując, jak bardzo myśli człowieka stały się na
skutek grzechu «nikczemne», a jego rozumowanie wypaczone i wiodące do
fałszu (por. Rz 1, 21-22). Oczy umysłu nie mogły już
widzieć wyraźnie: stopniowo rozum stał się
więźniem samego siebie. Przyjście Chrystusa było
wydarzeniem zbawczym, gdyż uwolniło rozum od jego słabości,
rozrywając kajdany, w które sam się zakuł. 23. Stosunek
chrześcijanina do filozofii wymaga zatem wnikliwego rozeznania. Z Nowego
Testamentu, a zwłaszcza z Listów Pawłowych wyłania
się bardzo wyraźnie jedna prawda: przeciwstawienie między
«mądrością tego świata» a mądrością
Bożą objawioną w Jezusie Chrystusie. Głębia objawionej
mądrości rozrywa ciasny krąg schematów myślowych, do
których przywykliśmy, a które absolutnie nie są w
stanie należycie jej wyrazić. Dylemat ten zostaje ukazany z
całą ostrością na początku Pierwszego Listu do
Koryntian. Ukrzyżowanie Syna Bożego jest wydarzeniem historycznym, o
które rozbijają się wszelkie podejmowane przez umysł
próby zbudowania na fundamencie czysto ludzkich argumentów
wystarczającego uzasadnienia sensu istnienia. Problemem
węzłowym, stanowiącym wyzwanie dla każdej filozofii, jest
śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu. Tutaj bowiem wszelka
próba sprowadzenia zbawczego planu Ojca do kategorii czysto ludzkiej
logiki musi się skończyć by «Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony?
Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg
głupstwem mądrości świata?» (1 Kor 1, 20) zapytuje z
naciskiem Apostoł. Aby mogło się dokonać to, czego pragnie
Bóg, nie wystarcza już sama mądrość ludzkich
mędrców, ale konieczne jest zdecydowane otwarcie się na
przyjęcie rzeczywistoś(1 Kor 1, «Bóg wybrał
właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić
mędrców (...); i to, co nie jest szlachetnie urodzone według
świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił
Bóg, by to, co jest, unicestwić» (1 Kor 1, 27-28). Ludzka
mądrość nie chce uznać, że jej własna
słabość stanowi warunek jej mocy, ale św. Paweł nie
waha się powiedzieć: «ilekroć niedomagam, tylekroć jestem
mocny» (2 Kor 12, 10). Człowiek nie potrafi pojąć, w jaki sposób
śmierć może być źródłem życia i
miłości, Bóg jednak wybrał właśnie to, co rozum
uznaje za «szaleństwo» i «zgorszenie», aby objawić tajemnicę
swojego planu zbawienia. Posługując się językiem
współczesnych sobie filozofów, Paweł osiąga szczyt
swego nauczania oraz paradoksu, który pragnie ukazać: «Bóg
wybrał właśnie to, co według świata jest niczym, by
to, co jest, unicestwić». Aby wyrazić darmowość
miłości objawionej w krzyżu Chrystusa, Apostoł nie boi
się posłużyć najbardziej radykalnymi wyrażeniami,
jakie stosowali filozofowie w swoich refleksjach o Bogu. Rozum nie może
sprawić, że straci sens tajemnica miłości, której
symbolem jest Krzyż, natomiast Krzyż może dać rozumowi
ostateczną odpowiedź, której ten poszukuje. Nie
mądrość słów, ale Słowo Mądrości jest
tym, co św. Paweł wskazuje jako kryterium prawdy, a tym samym
zbawienia. Mądrość Krzyża
przekracza zatem wszelkie granice kulturowe, jakie można by jej
narzucić, i każe otworzyć się na powszechność
zawartej w niej prawdy. Jakież wyzwanie zostaje tu rzucone naszemu rozumowi
i jakąż korzyść może on odnieść, jeśli
je podejmie! Filozofia nawet o własnych siłach jest w stanie
dostrzec, że człowiek nieustannie przekracza samego siebie w
dążeniu do prawdy, natomiast z pomocą wiary może
otworzyć się na «szaleństwo» Krzyża i przyjąć je
jako słuszną krytykę tych, którzy błędnie mniemają,
że posiedli prawdę, choć uwięzili ją na
płyciznach swojego systemu. Orędzie Chrystusa ukrzyżowanego i
zmartwychwstałego jest rafą, o którą może się
rozbić powiązanie wiary i filozofii, ale poza którą
otwiera się nieskończony ocean prawdy. Wyraźnie ujawnia się
tutaj granica między rozumem i wiarą, ale dokładnie zostaje
też zakreślony obszar, na którym może dojść do
ich spotkania. Na drodze poszukiwania prawdy 24. W Dziejach
Apostolskich ewangelista Łukasz opowiada, jak podczas jednej ze swoich
podróży misyjnych Paweł przybył do Aten. Miasto
filozofów było pełne posągów
przedstawiających rozmaite bóstwa. Zwłaszcza jeden z
ołtarzy przykuł uwagę Pawła, który niezwłocznie
skorzystał z tej inspiracji, aby znaleźć wspólną
podstawę do nawiązania rozmowy i rozpocząć od niej
głoszenie kerygmatu. «Mężowie ateńscy przemówił
(...) widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo
religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze
świętości jedną po drugiej, znalazłem też
ołtarz z napisem: Nieznanemu Bogu. Ja wam
głoszę to, co czcicie, nie znająscy» (17, 22-23). Po takim
wstępie św. Paweł zaczyna mówić o Bogu jako
Stwórcy, jako o Tym, który przerasta całą
rzeczywistość i jest źródłem wszelkiego życia.
W dalszym ciągu swej mowy stwierdza: «On z jednego [człowieka]
wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą
powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice
ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku.
Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas» (17, 26-27). Apostoł ukazuje tutaj prawdę,
do której Kościół przywiązywał zawsze
wielką wagę: w głębi ludzkiego serca zostało
zaszczepione pragnienie Boga i tęsknota za Nim. Przypomina o tym z
mocą także liturgia Wielkiego Piątku, kiedy zachęcając
do modlitwy za niewierzących, mówi: «Wszechmogący, wieczny
Boże, Ty stworzyłeś wszystkich ludzi, aby zawsze Ciebie szukali,
a znajdując Cię, doznali pokoju».22 Istnieje zatem droga,
którą człowiek jeśli chce może przemierzyć; jej
zaczątek stanowi zdolność rozumu do tego, by wzniósł
się ponad to, co przygodne i poszybował w stronę
nieskończonośowiek Na różne sposoby i w
różnych epokach człowiek dowiódł, że potrafi
wypowiedzieć to wewnętrzne pragnienie. Literatura, muzyka, malarstwo,
rzeźba, architektura i wszelkie inne wytwory jego twórczej
inteligencji stały się środkami wyrażania niepokoju,
który skłania go do nieustannych poszukiwań. To
dążenie znalazło szczególne ujście w filozofii,
która przy pomocy swoich środków i właściwych
sobie metod naukowych wyraziła owo uniwersalne pragnienie człowieka. 25. «Wszyscy ludzie
pragną wiedzieć»23, a właściwym przedmiotem tego
pragnienia jest prawda. Nawet w życiu codziennym obserwujemy, jak bardzo
każdy człowiek stara się poznać obiektywny stan rzeczy, nie
zadowalając się informacjami z drugiej ręki. Człowiek to
jedyna istota w całym widzialnym świecie stworzonym, która nie
tylko zdolna jest wiedzieć, ale także zdaje sobie sprawę z tego,
że wie, i dlatego pragnie poznać istotną prawdę tego, co
postrzega. Nikomu nie może być naprawdę obojętne, czy jego
wiedza jest prawdziwa. Jeśli człowiek odkryje, że jest fałszywa,
odrzuca ją; jeśli natomiast może się upewnić o jej
prawdziwości, doznaje satysfakcji. O tym właśnie mówi
św. Augustyn: «Wielu spotkałem takich ludzi, którzy chcieliby
oszukiwać, ale takiego, który by chciał być oszukiwany,
nie spotkałem»24. Słusznie uważa się, że
człowiek osiągnął wiek dojrzały, jeśli potrafi o
własnych siłach odróżnić prawdę od fałszu
i wyrobić sobie własny osąd o obiektywnym stanie rzeczy. Tu
właśnie znajduje się motywacja wielorakich poszukiwań,
zwłaszcza w dziedzinie nauk przyrodniczych, które w ostatnich
stuleciach przyniosły tak znaczne rezultaty, przyczyniając się
do autentycznego postępu całej ludzkości. Poszukiwania nie mniej ważne
niż w sferze teoretycznej prowadzone są także w sferze
praktycznej: mam na myśli poszukiwanie prawdy odnoszącej się do
dobra, które należy spełnić. Podejmując bowiem
działanie etyczne i postępując zgodnie ze swoją wolną
i prawidłowo ukształtowaną wolą, człowiek wchodzi na
drogę wiodącą do szczęścia i dąży do doskonałości.
Także w tym przypadku jego celem jest prawda. To przekonanie
wyraziłem w Encyklice Veritatis splendor: «Nie istnieje
moralność bez wolności. (...) Jeśli istnieje prawo do
poszukiwania prawdy na własnej drodze, to bardziej podstawowy w stosunku
do niego jest ciążący na każdym człowieku poważny
obowiązek moralny szukania prawdy i trwania przy niej, gdy się
ją odnajdzie»25. Jest zatem konieczne, aby
wartości, które człowiek wybiera i do których
dąży swoim życiem, były prawdziwe, ponieważ tylko
dzięki prawdziwym wartościom może stawać się lepszy,
rozwijając w pełni swoją naturę. Człowiek nie znajduje
prawdziwych wartości zamykając się w sobie, ale otwierając
się i poszukując ich także w wymiarach transcendentnych wobec
niego samego. Jest to konieczny warunek, który każdy musi spełnić,
aby stać się sobą i wzrastać jako osoba dorosła i
dojrzała. 26. Prawda jawi
się człowiekowi najpierw pod postacią pytania: Czy życie
ma sens? Ku czemu zmierza? Na pierwszy rzut
oka istnienie osobowe mogłoby się wydawać całkowicie
pozbawione sensu. Nie trzeba nawet odwoływać się do filozofów
absurdu ani do prowokacyjnych pytań, jakie stawia Księga Hioba, aby
wątpić w sens życia. Codzienne doświadczenie cierpienia
własnego i cudzego, liczne wydarzenia dokonujące się na naszych
oczach, które w świetle rozumu wydają się
niewytłumaczalne wszystko to wystarcza, aby zmusić umaczalne —
wszystko to wystarcza, aby zmusić nas26. Trzeba tu jeszcze
dodać, że pierwszą absolutnie niepodważalną
prawdą naszego istnienia poza samym faktem, że istniejemy jest
nieunikniona konieczność śmierci. Ta niepokojąca
rzeczywistość każe nam szukać wyczerpujacej odpowiedzi.
Każdy pragnie i musi poznać prawdę o tym, co go czeka. Chce
wiedzieć, czy śmierć będzie ostatecznym kresem jego
istnienia, czy też jest coś, co wykracza poza śmierć; czy
wolno mu zachować nadzieję na życie po śmierci, czy
też nie. Nie bez znaczenia jest fakt, że szczególną
inspiracją dla myśli filozoficznej, wyznaczającą jej
kierunek od ponad dwóch tysiącleci, stała się
śmierć Sokratesa. Nieprzypadkowo zatem filozofowie, stając przed
faktem śmierci, wciąż na nowo podejmowali ten problem, a wraz z
nim zagadnienie sensu życia i nieśmiertelność naszego 27. Tych pytań
nikt nie może uniknąć: ani filozof, ani zwykły
człowiek. Od odpowiedzi na nie zależy decydujący etap
poszukiwań: czy możliwe jest osiągnięcie prawdy
uniwersalnej i absolutnej. Ze swej natury każda prawda, choćby
cząstkowa, jeśli jest rzeczywiście prawdą, jawi się
jako uniwersalna. To co jest prawdziwe, musi być prawdziwe zawsze i
dla wszystkich. Jednakże ponad powszechnością tego rodzaju
człowiek szuka absolutu, który byłby w stanie dostarczyć
odpowiedzi na całe jego poszukiwanie i nadać mu sens: szuka
czegoś najgłębszego, co stanowiłoby fundament wszystkich
rzeczy. Innymi słowy, szuka ostatecznej odpowiedzi, najwyższej
wartości, poza którymi nie ma już i nie może być
dalszych pytań ani innych punktów odniesienia. Hipotezy mogą
fascynować, ale nie przynoszą zaspokojenia. W życiu każdego
człowieka przychodzi chwila, kiedy bez względu na to, czy się do
tego przyznaje, czy też nie odczuwa on potrzebę zakorzenienia swojej
egzystencji w prawdzie uznanej za ostateczną, która dałaby mu
pewność nie podlegającą już żadnym
wątpliwośowieka W ciągu stuleci filozofowie
starali się odkryć i wyrazić tego rodzaju prawdę,
tworząc różne systemy i szkoły. Jednakże
oprócz szkół filozoficznych istnieją inne jeszcze
formy, w których człowiek próbuje wyrazić
jakąś swoją «filozofię»: są to jego osobiste przekonania
i doświadczenia, tradycje rodzinne i kulturowe lub pewne «drogi
egzystencjalne», na których ufnie zawierza swój los autorytetowi
mistrza. W każdej z tych form żywe pozostaje zawsze pragnienie
osiągnięcia niekwestionowanej prawdy, która ma
wartość absolutną. Różne
oblicza ludzkiej prawdy 28. Trzeba jednak
przyznać, że nie zawsze poszukiwanie prawdy zmierza konsekwentnie w
tak wyraźnie określonym kierunku. Przyrodzone ograniczenia rozumu i
niestałość serca często zaciemniają ludzkie
poszukiwania i sprowadzają je na błędne drogi. Różne
inne dążenia mogą się okazać silniejsze niż
prawda. Zdarza się też, że człowiek ucieka wręcz przed
prawdą, gdy tylko dostrzeże ją z oddali, gdyż lęka
się jej konsekwencji. Nawet wówczas jednak, gdy jej unika, prawda
wywiera wpływ na jego życie. Człowiek nie może przecież
oprzeć swego życia na czymś nieokreślonym, na
niepewności albo na kłamstwie, gdyż takie życie byłoby
nieustannie nękane przez lęk i niepokój. Można zatem
określić człowieka jako tego, który szuka prawdy. 29. Jest nie do
pomyślenia, aby poszukiwanie tak głęboko zakorzenione w ludzkiej
naturze było całkowicie bezcelowe i pozbawione sensu. Już sama
zdolność poszukiwania prawdy i stawiania pytań podsuwa
pierwszą odpowiedź. Człowiek nie podejmowałby poszukiwania
czegoś, o czym nic by nie wiedział i co uważałby za
absolutnie nieosiągalne. Tylko perspektywa uzyskania odpowiedzi może
go nakłonić do postawienia pierwszego kroku. Istotnie, tak
właśnie dzieje się zazwyczaj w procesie badań naukowych.
Jeśli naukowiec kierujący się jakąś intuicją
zaczyna szukać logicznego i sprawdzalnego wyjaśnienia
określonego zjawiska, od samego początku jest przekonany, że
znajdzie odpowiedź; stąd też nie zraża się
niepowodzeniami. Nie uważa owej pierwotnej intuicji za
bezużyteczną tylko dlatego, że nie osiągnął
swojego celu; słusznie uznaje raczej, że nie udało mu się
dotąd znaleźć właściwego rozwiązania. Te same zasady muszą
kierować także poszukiwaniem prawdy w dziedzinie zagadnień
ostatecznych. Pragnienie prawdy jest tak głęboko zakorzenione w sercu
człowieka, że gdyby musiał się go wyrzec, prowadziłoby
to do kryzysu egzystencjalnego. Wystarczy przecież przyjrzeć się
codziennemu życiu, by dostrzec, że każdy z nas zadaje sobie
nieustannie pewne fundamentalne pytania, a zarazem nosi w sercu przynajmniej
zarys odpowiedzi na nie. Jesteśmy przy tym przekonani o ich
prawdziwości, w czym utwierdza nas również spostrzeżenie,
że nie różnią się one istotnie od odpowiedzi, do
jakich doszło wielu innych. Oczywiście, nie każda poznana prawda
ma taką samą wartość. Jednakże całość
osiągniętych rezultatów potwierdza, że człowiek jest
zasadniczo zdolny dotrzeć do prawdy. 30. Warto
może teraz przyjrzeć się pokrótce tym różnym
formom prawdy. Najliczniejsze są te, które opierają się
na dowodach bezpośrednio dostępnych lub które można
potwierdzić eksperymentalnie. Jest to rząd prawd
występujących w życiu codziennym i w sferze badań
naukowych. Na innej płaszczyźnie usytuowane są prawdy natury
filozoficznej, do których człowiek dociera dzięki
zdolności spekulatywnej rozumu. Istnieją wreszcie prawdy religijne,
które w pewnej mierze sięgają korzeniami także do
filozofii. Są one zawarte w odpowiedziach, jakich różne
tradycje religijne udzielają na fundamentalne pytania27. W odniesieniu do prawd filozoficznych
należy wyjaśnić, że nie są one zawarte
wyłącznie w doktrynach zawodowych filozofów, które
często zresztą okazują się krótkotrwałe. Jak
już powiedziałem, każdy człowiek jest w pewien
sposób filozofem i ma własne koncepcje filozoficzne, którymi
kieruje się w życiu. W taki czy inny sposób kształtuje
swój światopogląd i udziela sobie odpowiedzi na pytanie o sens
własnego życia: w takim świetle interpretuje swoje osobiste
doświadczenia i kieruje swym postępowaniem. Tutaj właśnie
powinniśmy postawić pytanie o więź między prawdami
filozoficzno-religijnymi a prawdą objawioną w Jezusie Chrystusie.
Zanim na nie odpowiemy, wypada zastanowić się nad jeszcze jednym
zjawiskiem, na które zwraca uwagę filozofia. 31. Człowiek
nie jest stworzony, by żyć samotnie. Rodzi się i dorasta w
rodzinie, aby później włączyć się swoją
pracą w życie społeczne. Od dnia narodzin jest zatem
włączony w różne tradycje, przejmując od nich nie
tylko język i formację kulturową, ale także liczne prawdy,
w które wierzy niejako instynktownie. W okresie wzrastania i dojrzewania
osobowości te prawdy mogą zostać podważone i poddane
krytycznej ocenie, która jest szczególną formą
aktywności myślowej. Gdy jednak dokona się ten proces, zdarza
się, że człowiek ponownie przyjmuje te same prawdy,
opierając się na własnym doświadczeniu albo na rozumowaniu,
które przeprowadził. Mimo to w życiu człowieka nadal o
wiele więcej jest prawd, w które po prostu wierzy, niż tych,
które przyjął po osobistej weryfikacji. Któż
bowiem byłby w stanie poddać krytycznej ocenie niezliczone wyniki
badań naukowych, na których opiera się współczesne
życie? Któż mógłby na własną
rękę kontrolować strumień informacji, które
dzień po dniu nadchodzą z wszystkich części świata i
które zasadniczo są przyjmowane jako prawdziwe? Któż
wreszcie mógłby ponownie przemierzyć drogi
doświadczeń i przemyśleń, na których
ludzkość zgromadziła skarby mądrości i
religijności? Człowiek, istota szukająca prawdy, jest więc
także tym, którego życie opiera się na wierze. 32. Wierząc,
człowiek zawierza wiedzy zdobytej przez innych. Można w nim dostrzec
znamienne napięcie: z jednej strony wydaje się, że wiedza oparta
na wierze jest niedoskonałą formą wiedzy, którą należy
stopniowo udoskonalać, zdobywając osobiście dowody na jej
potwierdzenie; z drugiej zaś wiara w porównaniu ze zwykłym
poznaniem opartym na oczywistych dowodach jawi się często jako
rzeczywistość bogatsza o pewien ludzki wymiar, wiąże
się bowiem z relacją międzyosobową i angażuje nie
tylko osobiste zdolności poznawcze, ale także głębiej
zakorzenioną zdolność zawierzenia innym ludziom, nawiązania
z nimi trwalszej i ściślejszej relacji. Warto podkreślić, że
w takiej relacji międzyosobowej głównym przedmiotem
poszukiwania nie są prawdy dotyczące faktów ani prawdy
filozoficzne. Szuka się tu raczej prawdy o samej osobie: tego, kim jest i
co ujawnia z własnego wnętrza. Człowiek udoskonala się
bowiem nie tylko przez zdobywanie abstrakcyjnej wiedzy o prawdzie, ale
także przez żywą relację z drugim człowiekiem,
która wyraża się przez dar z siebie i przez
wierność. W tej wierności, która uzdalnia do
złożenia siebie w darze, człowiek znajduje pełnię
pewności i bezpieczeństwa. Zarazem jednak poznanie oparte na wierze,
którego podstawą jest zaufanie między osobami, nie jest pozbawione
odniesienia do prawdy: wierząc, człowiek zawierza prawdzie,
którą ukazuje mu druga osoba. Ileż przykładów
można by przytoczyć, aby to zobrazować! Od razu jednak
przychodzi mi tu na myśl świadectwo męczenników.
Męczennik bowiem jest najbardziej autentycznym świadkiem prawdy o
życiu. Wie, że dzięki spotkaniu z Jezusem Chrystusem
znalazł prawdę o własnym życiu, i tej pewności nikt
ani nic nie zdoła mu odebrać. Ani cierpienie, ani śmierć
zadana przemocą nie skłonią go do odstąpienia od prawdy,
którą odkrył spotykając Chrystusa. Oto dlaczego po
dziś dzień świadectwo męczenników nie przestaje
fascynować, znajduje uznanie, przyciąga uwagę i pobudza do
naśladowania. Powód, dla którego ufamy ich słowu, jest
zaś taki, że dostrzegamy w nich oczywiste świadectwo
miłości, która nie potrzebuje długich wywodów, aby
nas przekonać, gdyż mówi do każdego człowieka o tym,
co on w głębi serca już uznaje za prawdę i czego od dawna
poszukuje. Męczennik budzi w nas głębokie zaufanie,
ponieważ mówi to, co my już przeczuwamy, i wypowiada otwarcie
to, co my również chcielibyśmy umieć wyrazić. 33. Widzimy zatem,
jak omawiany problem stopniowo ukazuje się nam we wszystkich swoich
aspektach. Człowiek ze swej natury szuka prawdy. Celem tego poszukiwania
nie jest tylko poznanie prawd cząstkowych, dotyczących faktów
lub zagadnień naukowych; człowiek dąży nie tylko do tego,
aby w każdej ze swych decyzji wybrać prawdziwe dobro. Jego
poszukiwanie zmierza ku głębszej prawdzie, która może mu
ukazać sens życia; poszukiwanie to zatem może
osiągnąć cel jedynie w absolucie28. Dzięki
przyrodzonej zdolności myślenia człowiek może
znaleźć i rozpoznać taką prawdę. Ponieważ jest to
prawda o doniosłym i istotnym znaczeniu dla jego życia, dochodzi do
niej nie tylko drogą rozumowania, ale także przez ufne zawierzenie
innym osobom, które mogą poręczyć za pewność i
autentyczność tejże prawdy. Umiejętność i decyzja
zawierzenia samego siebie i własnego życia innej osobie to z
pewnością jeden z aktów antropologicznie najbardziej
doniosłych i wymownych. Nie należy zapominać,
że także rozum potrzebuje oprzeć się w swoich
poszukiwaniach na ufnym dialogu i szczerej przyjaźni. Klimat
podejrzliwości i nieufności, towarzyszący czasem poszukiwaniom
spekulatywnym, jest niezgodny z nauczaniem starożytnych filozofów,
według których przyjaźń to jedna z relacji najbardziej
sprzyjających zdrowej refleksji filozoficznej. Z tego, co dotąd
powiedziałem, wynika, że człowiek znajduje się na drodze
poszukiwania, którego ludzkimi siłami nie można zakończyć:
poszukuje prawdy oraz poszukuje osoby, której mógłby
zawierzyć. Wiara chrześcijańska wychodzi mu naprzeciw i ukazuje
konkretną możliwość osiągnięcia celu tego
poszukiwania. Pomaga mu bowiem przekroczyć stadium zwykłego
zawierzenia i wprowadza go w porządek łaski, gdzie może on
dostąpić udziału w tajemnicy Chrystusa, w Nim zaś
zyskać prawdziwe i pełne poznanie Boga w Trójcy Jedynego. Tak
więc w Jezusie Chrystusie, który jest Prawdą, wiara dostrzega
najwyższe wezwanie, jakie zostaje skierowane do ludzkości, aby
mogła spełnić to, czego pragnie i za czym tęskni. 34. Ta prawda,
którą Bóg objawia nam w Jezusie Chrystusie, nie jest
sprzeczna z prawdami, do jakich można dojść drogą refleksji
filozoficznej. Przeciwnie, te dwa porządki poznania prowadzą do
pełni prawdy. Jedność prawdy jest podstawowym postulatem
ludzkiego rozumu, wyrażonym już w zasadzie niesprzeczności.
Objawienie daje pewność tej jedności, ukazując, że
Bóg Stwórca jest także Bogiem historii zbawienia. Ten sam
jedyny Bóg jest fundamentem oraz rękojmią poznawalności i
racjonalności naturalnego porządku rzeczy, na którym z
ufnością opierają się ludzie nauki29, oraz objawia
się jako Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ta jedność prawdy
naturalnej i objawionej znajduje żywe i osobowe wcielenie w Chrystusie,
jak przypomina Apostoł: «Prawda jest w Jezusie» (por. Ef 4, 21; por. Kol
1, 15-20). On jest Słowem odwiecznym, w którym wszystko
zostało stworzone, a zarazem Słowem Wcielonym, które
całą swoją osobą30 objawia Ojca (por. J 1, 14. 18).
To, czego ludzki rozum szuka «nie znając» (Dz 17, 23), znaleźć
można tylko przez Chrystusa: to bowiem, co w Nim się objawia, jest
«pełnią prawdy» (por. J 1, 14-16) każdej istoty, która w
Nim i przez Niego została stworzona, w Nim zatem znajduje spełnienie
(por. Kol 1, 17). 35. Na tle tych
ogólnych rozważań należy teraz bliżej zbadać
relację między prawdą objawioną a filozofią. Relacja
ta wymaga rozpatrzenia w podwójnej perspektywie, jako że prawda
ukazana nam przez Objawienie jest zarazem prawdą, którą mamy
pojmować w świetle rozumu. Tylko w takim podwójnym ujęciu
można określić rzeczywistą relację między
prawdą objawioną a wiedzą filozoficzną. Przyjrzyjmy
się więc najpierw relacjom między wiarą a filozofią w
ciągu dziejów. Na tej podstawie można będzie wskazać
pewne zasady, stanowiące punkty odniesienia, które pomogą nam
określić właściwą relację między tymi dwoma
porządkami poznania. Najważniejsze etapy spotkania między
wiarą a rozumem 36. Jak czytamy w
Dziejach Apostolskich, chrześcijańskie orędzie od samego
początku musiało się zmierzyć z różnymi
współczesnymi sobie nurtami myśli filozoficznej. Księga
ta opisuje dysputę, jaką św. Paweł przeprowadził w
Atenach z «niektórymi z filozofów epikurejskich i stoickich»
(por. 17, 18). Analiza egzegetyczna jego mowy na Areopagu pozwala w niej
dostrzec liczne aluzje do rozpowszechnionych wówczas
poglądów, wywodzących się głównie z
myśli stoickiej. Nie był to z pewnością przypadek. Pierwsi
chrześcijanie, jeśli chcieli być rozumiani przez pogan, nie
mogli się powoływać wyłącznie na «Mojżesza i
proroków»; musieli wykorzystywać także naturalne poznanie Boga
i głos sumienia każdego człowieka (por. Rz 1, 19-21; 2, 14-15;
Dz 14, 16-17). Ponieważ jednak w religii pogańskiej to naturalne
poznanie zostało zaćmione przez bałwochwalstwo (por. Rz 1,
21-32), Apostoł uznał za najbardziej celowe nawiązanie w swym
wystąpieniu do myśli filozofów, którzy od początku
przeciwstawiali mitom i kultom misteryjnym koncepcje kładące
większy nacisk na Boską transcendencję. Jednym z głównych
dążeń filozofów klasycznych było bowiem oczyszczenie
ludzkich wyobrażeń o Bogu z form mitologicznych. Jak wiemy,
także religia grecka, podobnie jak większość religii
kosmicznych, miała charakter politeistyczny i przypisywała cechy
boskie nawet przedmiotom i zjawiskom przyrody. Podejmowane przez człowieka
próby zrozumienia genezy bóstw, a tym samym także
wszechświata, zostały najpierw wyrażone w poezji. Teogonie
pozostają do dziś pierwszym świadectwem tego ludzkiego
poszukiwania. Zadaniem pierwszych twórców filozofii było
ukazanie powiązań między rozumem a religią.
Sięgając wzrokiem dalej, ku zasadom uniwersalnym, nie poprzestawali
już oni na antycznych mitach, ale chcieli dać racjonalną
podstawę swoim wierzeniom w boskość. Wkroczyli w ten
sposób na drogę, która wychodząc od dawnych tradycji
partykularnych inicjowała proces rozwoju odpowiadający wymogom rozumu
powszechnego. Celem, ku któremu zmierzał ten proces, było
krytyczne uświadomienie sobie tego, w co się wierzy.
Przedsięwzięcie to okazało się korzystne przede wszystkim
dla samej koncepcji boskości. Oddzielono od religii warstwę
przesądów i przynajmniej częściowo oczyszczono ją w
drodze analizy racjonalnej. Na tej właśnie podstawie Ojcowie
Kościoła nawiązali owocny dialog ze starożytnymi
filozofami, otwierając drogę dla głoszenia i zrozumienia Boga
objawionego w Jezusie Chrystusie. 37.
Mówiąc o tym zjawisku zbliżania się chrześcijan do
filozofii, trzeba jednak przypomnieć, że zachowywali oni zarazem
ostrożność wobec niektórych innych elementów
kultury pogańskiej, takich na przykład jak gnoza. Filozofię
pojmowaną jako praktyczna mądrość i szkoła życia
łatwo można było pomylić z pewną formą wiedzy
tajemnej, ezoterycznej, zastrzeżonej dla niewielu doskonałych. Tego
właśnie typu ezoteryczne spekulacje ma zapewne na myśli św.
Paweł, gdy przestrzega Kolosan: «Baczcie, aby kto was nie zagarnął
w niewolę przez tę filozofię będącą czczym
oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach
świata, a nie na Chrystusie» (2, 8). Jakże aktualnie brzmią te
słowa Apostoła, gdy odniesiemy je do różnorakich form
ezoteryzmu, jakie szerzą się także dzisiaj w niektórych
środowiskach ludzi wierzących, pozbawionych należytego
zmysłu krytycznego. Śladem św. Pawła inni pisarze
pierwszych wieków, zwłaszcza św. Ireneusz i Tertulian, wypowiadają
się krytycznie na temat pewnej tendencji kulturowej, która
próbowała podporządkować prawdę Objawienia
interpretacji filozofów. 38. Do spotkania
chrześcijaństwa z filozofią nie doszło zatem natychmiast i
bez trudności. Uprawianie jej oraz uczęszczanie do szkół
filozoficznych wydawało się pierwszym chrześcijanom raczej
przeszkodą niż okolicznością sprzyjającą. Za
swoje pierwsze i najpilniejsze zadanie uważali głoszenie orędzia
o zmartwychwstałym Chrystusie, które należało przedstawić
w bezpośrednim spotkaniu z drugim człowiekiem, tak aby
nakłonić go do nawrócenia serca i do prośby o Chrzest.
Nie znaczy to jednak, że nie troszczyli się o głębsze
zrozumienie wiary i jej uzasadnień. Wręcz przeciwnie. Niesłuszne
i bezpodstawne są zatem zarzuty Celsusa pod adresem chrześcijan,
iż są ludźmi «niepiśmiennymi i nieokrzesanymi»31.
Wyjaśnienia tego początkowego braku zainteresowania z ich strony
trzeba szukać gdzie indziej. W rzeczywistości dzięki spotkaniu z
Ewangelią uzyskiwali oni tak wyczerpującą odpowiedź na
dotąd nie rozstrzygnięte pytanie o sens życia, że
uczęszczanie do szkół filozofów wydawało im
się praktyką jakby oderwaną od rzeczywistości i pod pewnymi
względami przestarzałą. Staje się to jeszcze bardziej
oczywiste, gdy uświadomimy sobie, że jedną z nowości
przyniesionych przez chrześcijaństwo było uznanie powszechnego
prawa do poznania prawdy. Obalając bariery rasowe, społeczne i
odnoszące się do płci, chrześcijaństwo od
początku głosiło równość wszystkich ludzi wobec
Boga. Pierwsza konsekwencja takiej wizji odnosiła się do zagadnienia
prawdy. Poszukiwanie prawdy straciło całkowicie charakter elitarny,
jaki miało u starożytnych: ponieważ dostęp do prawdy jest
dobrem, które pozwala dotrzeć do Boga, wszyscy muszą mieć
możność przejścia tej drogi. Nadal istnieje wiele
dróg wiodących do prawdy; ponieważ jednak prawda
chrześcijańska ma wartość zbawczą, można
iść każdą z tych dróg pod warunkiem, że
doprowadzi ona do ostatecznego celu, to znaczy do objawienia Jezusa Chrystusa. Jako pioniera konstruktywnego dialogu z
myślą filozoficzną, nacechowanego co prawda
ostrożnością i rozwagą, należy wymienić św.
Justyna: chociaż zachował on wielkie uznanie dla filozofii greckiej
nawet po nawróceniu, twierdził stanowczo i jednoznacznie, że
znalazł w chrześcijaństwie «jedyną niezawodną i
przydatną filozofię»32. Podobnie św. Klemens
Aleksandryjski nazywał Ewangelię «prawdziwą
filozofią»33 i pojmował filozofię przez analogię do
prawa Mojżeszowego jako wstępne wprowadzenie w wiarę
chrześcijańsk—34 i przygotowanie do Ewangelii35. Ponieważ
«filozofia pożąda tego rodzaju mądrości, która
polega na prawości duszy i słowa oraz czystości życia, jest
życzliwa mądrości i czyni wszystko co możliwe, aby ją
osiągnąć. U nas nazywamy filozofami ludzi miłujących
mądrość, która jest stwórczym
źródłem wszystkich rzeczy i o wszystkim poucza, to znaczy jest
poznaniem Syna Bożego»36. Według Aleksandryjczyka
pierwszoplanowym celem filozofii greckiej nie jest uzupełnianie lub
umacnianie prawdy chrześcijańskiej, ale raczej obrona wiary: «Nauka
Zbawiciela jest sama w sobie doskonała i nie potrzebuje oparcia, jest
bowiem mocą i mądrością Bożą. Filozofia grecka
nie wnosi niczego, co by umacniało prawdę, ponieważ jednak
udaremnia napaści sofistyki i odpiera podstępne ataki przeciw
prawdzie, słusznie nazwano ją szańcem i murem obronnym
winnicy»37. 39. W dziejach tego
procesu można jednakże dostrzec przejawy krytycznego przyswajania
sobie myśli filozoficznej przez myślicieli
chrześcijańskich. Pośród pierwszych
przykładów, jakie można napotkać, znamienna jest z
pewnością postać Orygenesa. Odpierając zarzuty wysuwane
przez filozofa Celsusa, Orygenes posługuje się filozofią
platońską, aby oprzeć na niej swoje argumenty i odpowiedzi.
Nawiązując do licznych elementów myśli platońskiej,
zaczyna kształtować pierwszą formę teologii
chrześcijańskiej. Aż do tamtego czasu bowiem sama nazwa oraz
idea teologii jako racjonalnej refleksji o Bogu była jeszcze związana
z kulturą grecką, z której się wywodziła. W
filozofii arystotelesowskiej na przykład, termin «teologia» oznaczał
najbardziej wzniosłą część i prawdziwe szczytowe
osiągnięcie refleksji filozoficznej. Natomiast w świetle
chrześcijańskiego Objawienia to, co uprzednio oznaczało ogólną
doktrynę o bóstwach, zyskiwało zupełnie nowy sens,
określając refleksję podjętą przez wierzącego w
celu sformułowania prawdziwej doktryny o Bogu. Ta rozwijająca
się stopniowo nowa myśl chrześcijańska
posługiwała się filozofią, zarazem jednak starała
się wyraźnie od niej odróżniać. Historia pokazuje,
że nawet myśl platońska przejęta przez teologię
przeszła głębokie przekształcenia, zwłaszcza takie jej
elementy jak nieśmiertelność duszy, przebóstwienie
człowieka i pochodzenie zła. 40. W tym procesie
chrystianizacji myśli platońskiej i neoplatońskiej na
szczególną wzmiankę zasługują Ojcowie Kapadoccy,
Dionizy zwany Areopagitą, a nade wszystko św. Augustyn. Ten wielki
Doktor Kościoła zachodniego zetknął się z wieloma
szkołami filozoficznymi, żadna jednak nie spełniła jego
oczekiwań. Gdy stanął w obliczu prawdy
chrześcijaństwa, znalazł w sobie dość sił, aby
dokonać owego radykalnego nawrócenia, do jakiego nie zdołali
go nakłonić filozofowie spotkani poprzednio. On sam tak przedstawia
motywy tego kroku: «...zacząłem już przyznawać nauce
katolickiej wyższość nad manichejską. Uważałem,
że cechuje ją i większa skromność, i większa
rzetelność, gdy domaga się, aby w niektóre rzeczy
wierzono bez powodu czy to dlatego, że wprawdzie można by je
udowodnić, ale nie wszyscy by to zrozumieli, czy też dlatego, że
w ogóle nie można ich udowodnire»38. Tymże platonikom,
do których Augustyn w sposób szczególny
nawiązywał, równocześnie zarzucał, że
chociaż znali cel, ku jakiemu należy dążyć, nie
poznali drogi, która do niego prowadzi: Słowa Wcielonego39.
Biskup Hippony zdołał stworzyć pierwszą wielką
syntezę myśli filozoficznej i teologicznej, w której
zbiegały się różne nurty myśli greckiej i
łacińskiej. Także u niego owa wielka jedność wiedzy,
która ma fundament w myśli biblijnej, została potwierdzona i umocniona
przez głębię myśli spekulatywnej. Synteza dokonana przez
św. Augustyna miała pozostać na całe stulecia
najdoskonalszą formą refleksji filozoficznej i teologicznej
znaną na Zachodzie. Bogaty osobistym doświadczeniem i wspomagany
przez niezwykłą świętość życia, Augustyn
potrafił wprowadzić do swoich dzieł liczne elementy,
które przez swój związek z doświadczeniem
zwiastowały przyszły rozwój pewnych nurtów filozofii. 41. Różne
zatem były formy relacji, jakie Ojcowie Wschodu i Zachodu nawiązali
ze szkołami filozoficznymi. Nie znaczy to, że utożsamiali oni
treść swego nauczania z systemami, do których się
odwoływali. Pytanie postawione przez Tertuliana: «Cóż
mają wspólnego Ateny i Jerozolima? A cóż Akademia i
Kościół?» 40, jest wyraźnym świadectwem
krytycznej postawy, z jaką chrześcijańscy myśliciele od
samego początku podejmowali problem relacji między wiarą a
filozofią, dostrzegając wszystkie jej aspekty pozytywne i jej
granice. Nie byli to myśliciele naiwni. Właśnie dlatego, że
głęboko przeżywali treści wiary, potrafili dotrzeć do
najgłębszych form spekulacji. Niesłuszny i jednostronny jest
zatem pogląd, że ich dzieło polegało wyłącznie na
wyrażeniu prawd wiary w kategoriach filozoficznych. Dokonali oni znacznie
więcej. Zdołali bowiem ukazać w pełnym świetle to, co
zawarte było tylko pośrednio i we wstępnym zarysie w myśli
wielkich filozofów starożytnych41. Zadaniem tych ostatnich
jak już powiedziałem było wskazanie, w jaki sposób rozum
uwolniony z zewnętrznych więzów może wyjść ze
ślepego zaułka mitów, aby otworzyć się pełniej
na transcendencję. Rozum oczyszczony i prawidłowo uformowany był
zatem w stanie wznieść się na wyższe poziomy refleksji,
tworząc solidny fundament dla pojmowania bytu, rzeczywistoś. Zadaniem
tych ostatnich Właśnie tutaj można
dostrzec nowość dzieła Ojców. Przyjęli oni w
pełni zdobycze rozumu otwartego na absolut i wszczepili w niego bogactwa
zaczerpnięte z Objawienia. To spotkanie odbyło się nie tylko na
płaszczyźnie kultur, z których jedna mogła
pozostawać pod urokiem drugiej; nastąpiło ono w głębi
umysłów i było spotkaniem stworzenia ze Stwórcą.
Rozum przekroczył nawet cel, ku któremu nieświadomie
dążył mocą własnej natury, i zdołał
odnaleźć najwyższe dobro i najwyższą prawdę w
osobie Wcielonego Słowa. W kontakcie z filozofiami Ojcowie nie wahali
się jednak wskazać w nich zarówno elementów
wspólnych, jak i tego co odróżniało je od Objawienia.
Świadomość podobieństw nie przeszkadzała im dostrzec
różnic. 42. W teologii
scholastycznej rola rozumu wykształconego w szkole filozofii staje
się jeszcze znaczniejsza, a to pod wpływem anzelmiańskiej
interpretacji pojęcia intellectus fidei. Według
świętego Arcybiskupa Canterbury zasada pierwszeństwa wiary nie
sprzeciwia się niezależnym poszukiwaniom rozumu. Zadaniem rozumu nie
jest bowiem wydawanie opinii o treściach wiary; zadania tego nie
mógłby podjąć, gdyż nie jest do tego przystosowany.
Jego rola polega raczej na poszukiwaniu sensu, na odkrywaniu rozumowych
uzasadnień, które pozwolą wszystkim uzyskać pewne
zrozumienie treści wiary. Św. Anzelm podkreśla, że rozum
powinien poszukiwać tego, co miłuje: im bardziej miłuje, tym
usilniej pragnie poznać. Kto żyje dla prawdy, dąży do pewnej
formy poznania, która roznieca w nim coraz większą miłość
ku temu, co poznaje, choć zarazem sam musi uznać, że nie
dokonał jeszcze wszystkiego, czego by pragnął: «Ad te
videndum factus sum; et nondum feci propter quod factus sum»42.
Pragnienie prawdy każe zatem rozumowi iść coraz dalej; rozum
zdumiewa się wręcz swoją wzrastającą
zdolnością pojmowania tego, co odkrywa. W tym momencie jednak rozum
jest też w stanie dostrzec, gdzie znajduje się kres jego drogi:
«Sądzę bowiem, że kto bada rzecz niepojętą, powinien
być zadowolony z tego, jeśli zdoła w drodze rozumowania
rozpoznać z całkowitą pewnością tę
rzeczywistość, choć nie potrafi przeniknąć
umysłem jej sposobu istnienia. (...) Czy zresztą jest coś
równie niepojętego i niewysłowionego jak to, co jest ponad
wszystkim? Skoro zatem to, co dotychczas zostało powiedziane na temat
najwyższej istoty, ma niezbędne uzasadnienie, to nawet jeśli nie
można jej przeniknąć umysłem, aby móc ją
opisać także słowami, niewzruszony pozostaje fundament, na którym
opiera się pewność jej istnienia. Jeśli bowiem dzięki
uprzedniej refleksji umysł pojął w sposób racjonalny,
że jest niepojęty (rationabiliter comprehendit incomprehensibile
esse) sposób, w jaki najwyższa mądrość poznaje
to, czego dokonała (...), to któż zdoła
wyjaśnić, jak poznaje ona i określa samą siebie ta, o
której człowiek nie może wiedzieć siebie — tamto
»43. Raz jeszcze zostaje tu potwierdzona
podstawowa harmonia poznania filozoficznego i poznania wiary: wiara domaga
się, aby jej przedmiot został poznany przy pomocy rozumu; rozum,
osiągając szczyt swoich poszukiwań, uznaje, jak konieczne jest
to, co ukazuje mu wiara. Nieprzemijająca
nowość myśli św. Tomasza z Akwinu 43. Bardzo
szczególną rolę w tym długim procesie odegrał
św. Tomasz i to nie tylko ze względu na treść swojej
doktryny, ale także na dialogiczną relację, jaką
potrafił nawiązać ze współczesną sobie
myślą arabską i żydowską. W epoce, gdy
chrześcijańscy myśliciele odkrywali na nowo skarby filozofii
starożytnej, a ściślej arystotelesowskiej, wielką zasługą
Tomasza było ukazanie w pełnym świetle harmonii istniejącej
między rozumem a wiarą. Skoro zarówno światło wiary,
jak i światło rozumu pochodzą od Boga dowodził to nie
mogą sobie wzajemnie zaprzeczaw. 44. Ujmując rzecz jeszcze bardziej
radykalnie, Tomasz uznaje, że natura właściwy przedmiot
badań filozofii może się przyczynić do zrozumienia
Bożego Objawienia. Wiara zatem nie lęka się rozumu, ale szuka
jego pomocy i pokłada w nim ufność. Jak łaska opiera
się na naturze i pozwala jej osiągnąć pełnie45,
tak wiara opiera się na rozumie i go doskonali. Rozum oświecony przez
wiarę zostaje uwolniony od ułomności i ograniczeń,
których źródłem jest nieposłuszeństwo
grzechu, i zyskuje potrzebną moc, by wznieść się ku
poznaniu tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego. Choć Doktor Anielski
podkreślał z mocą nadprzyrodzony charakter wiary, nie
zapominał też o wartości, jaką jest rozumność
wiary; przeciwnie, umiał poddać ją głębokiej analizie
i dokładnie określić jej sens. Wiara mianowicie jest w pewien
sposób «czynnością myśli»; ludzki rozum nie musi
zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć
treści wiary; w każdym przypadku człowiek dochodzi do nich na
mocy dobrowolnego i świadomego wyboru46. Z tego właśnie powodu
Kościół słusznie przedstawiał zawsze św.
Tomasza jako mistrza sztuki myślenia i wzór właściwego
uprawiania teologii. Chciałbym przypomnieć w tym kontekście
słowa, które napisał mój Poprzednik, sługa Boży
Paweł VI, z okazji siedemsetlecia śmierci Doktora Anielskiego: «Bez
wątpienia Tomasz odznaczał się w najwyższym stopniu
odwagą prawdy, wolnością ducha w podejmowaniu nowych
problemów oraz intelektualną uczciwością, która
nie dopuszcza do zarażenia chrześcijaństwa świecką
filozofią, ale też jej z góry nie odrzuca. Dlatego
przeszedł do historii myśli chrześcijańskiej jako pionier
wytyczający nową drogę filozofii i kultury powszechnej.
Centralnym punktem i niejako samym jądrem rozwiązania problemu nowej
konfrontacji między rozumem a wiarą, jakie wskazał kierując
się geniuszem swej proroczej intuicji, było pogodzenie
świeckości świata z radykalizmem Ewangelii, dzięki czemu
uniknął nienaturalnej skłonności do odrzucenia świata
i jego wartości, nie uchybiając przy tym bynajmniej najwyższym i
niepodważalnym wymogom porządku nadprzyrodzonego»47. 44. Do wielkich
intuicji św. Tomasza należy także ta, która wskazuje na
rolę Ducha Świętego w procesie dojrzewania ludzkiej wiedzy do
pełni mądrości. Już od pierwszych stronic swojej Summa
Theologiae48 Akwinata pragnął ukazać
pierwszeństwo tej mądrości, która jest darem Ducha
Świętego i wprowadza w poznanie rzeczywistości Bożych. Jego
teologia pozwala pojąć specyfikę mądrości w jej ścisłym
powiązaniu z wiarą i z poznaniem spraw Bożych.
Mądrość poznaje dzięki wspólnocie natury, opiera
się na wierze i formułuje prawidłowy osąd, wychodząc
od prawdy samej wiary: «Mądrość wymieniana wśród
darów Ducha Świętego jest różna od tej,
którą zalicza się do cnót rozumowych. Tę
ostatnią bowiem zdobywa się przez naukę, tamta natomiast
zstępuje z góry, jak powiada św. Jakub. Podobnie też jest
ona różna od wiary, jako że wiara przyjmuje Bożą
prawdę taką, jaka jest, natomiast cechą daru mądrości
jest to, że osądza wedle Boż, tamta»49. Choć Doktor Anielski uznaje
pierwszeństwo tej mądrości, nie zapomina jednak o istnieniu jej
dwóch innych, komplementarnych form: mądrości filozoficznej,
która opiera się na zdolności rozumu do badania
rzeczywistości w granicach wyznaczonych przez jego naturę; oraz
mądrości teologicznej, która opiera się na
Objawieniu i bada treści wiary, docierając do tajemnicy samego Boga. Głęboko przekonany, że «omne
verum a quocumque dicatur a Spiritu Sancto est»50, św. Tomasz
ukochał prawdę bezinteresowną miłością.
Szukał jej wszędzie, gdziekolwiek się objawiała,
starając się jak najmocniej uwypuklić jej
uniwersalność. Magisterium Kościoła dostrzega i wysoko ceni
to jego umiłowanie prawdy; jego myśl właśnie dlatego
że nie traciła nigdy z oczu prawdy uniwersalnej, obiektywnej i
transcendentnej osiągnęłl «szczyty, których ludzki rozum
nigdy nie zdołałby sobie wyobrazić»51. Słusznie
zatem można go nazywać «apostołem prawdy»52.
Właśnie dlatego, że zmierzał ku prawdzie bez wahania, potrafił
w swoim realizmie uznać jej obiektywność. Jego filozofia jest
rzeczywiście filozofią bytu, nie zaś filozofią prostego
zjawiska. Dramat
rozdziału między wiarą a rozumem 45. Od powstania
pierwszych uniwersytetów teologia nawiązała bardziej
bezpośredni kontakt z innymi formami badań i wiedzy naukowej.
Św. Albert Wielki i św. Tomasz, choć zachowywali organiczną
więź między teologią a filozofią, jako pierwsi uznali,
że filozofia i różne dyscypliny nauki potrzebują
autonomii, aby mogły prowadzić owocne badania w swoich dziedzinach.
Jednakże poczynając od późnego średniowiecza to
słuszne rozgraniczenie między dwoma obszarami wiedzy
przekształciło się w szkodliwy rozdział. Przesadny
racjonalizm niektórych myślicieli doprowadził do radykalizacji
stanowisk i do powstania filozofii praktycznie oderwanej i całkowicie
autonomicznej w stosunku do treści wiary. Jedną z konsekwencji tego
rozdziału była także narastająca podejrzliwość
wobec samego rozumu. Niektórzy przyjęli postawę
całkowitej nieufności, sceptycyzmu i agnostycyzmu, bądź to
aby rozszerzyć przestrzeń wiary, bądź też aby
pozbawić ją wszelkich racjonalnych odniesień. Tak więc to, co myśl
patrystyczna i średniowieczna pojmowała i ukształtowała
jako głęboką jedność źródło wiedzy
zdolnej dotrzeć do najwyższych form myślenia abstrakcyjnego,
zostało w praktyce zniszczone przez systemy, które
opowiedziały się po stronie poznania racjonalnego, oderwanego od
wiary i stanowiącego dla niej alternatywęć 46. Przejawy tej
radykalizacji, które wywarły największy wpływ, są
znane i łatwo rozpoznawalne, zwłaszcza w historii Zachodu. Nie ma
przesady w stwierdzeniu, że rozwój znacznej części
nowożytnej myśli filozoficznej dokonywał się przy
stopniowym oddalaniu się od chrześcijańskiego Objawienia,
sprowadzając ją nawet na pozycje jawnie z nim sprzeczne. W
ubiegłym stuleciu proces ten osiągnął apogeum.
Niektórzy przedstawiciele idealizmu starali się na
różne sposoby przekształcić wiarę i jej treści,
nawet tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, w
struktury dialektyczne poddające się pojmowaniu racjonalnemu. Temu
nurtowi przeciwstawiały się różne formy humanizmu
ateistycznego, wypracowane pod względem filozoficznym. Uznały one
wiarę za czynnik alienujący i szkodliwy dla rozwoju pełnej
racjonalności. Nie wahały się przy tym nadać sobie statusu
nowych religii i stały się podstawą programów
społecznych i politycznych, prowadzących do powstania systemów
totalitarnych, które przysporzyły ludzkości wielu cierpień.
W sferze badań przyrodniczych
rozpowszechniła się stopniowo mentalność pozytywistyczna,
która nie tylko zerwała wszelkie powiązania z
chrześcijańską wizją świata, ale co ważniejsze
zrezygnowała też z wszelkich odniesień do wizji metafizycznej i
moralnej. W wyniku tego zaistniało niebezpieczeństwo, że
niektórzy ludzie nauki, rezygnując z jakichkolwiek odniesień
etycznych, nie stawiają już w centrum swej uwagi osoby ludzkiej i
całości jej życia. Co więcej, część z nich,
świadoma możliwości otwartych przez rozwój techniki,
wydaje się ulegać nie tylko logice rynku, ale także pokusie
zdobycia demiurgicznej władzy nad przyrodąwiata, ale — co
ważniejsze — zrezygnowała Konsekwencje kryzysu
racjonalistycznego przyjęły w końcu postać nihilizmu.
Dla naszych współczesnych ma on swoisty urok jako filozofia
nicości. Według teorii jego zwolenników poszukiwanie stanowi
cel sam w sobie, nie istnieje bowiem nadzieja ani możliwość
osiągnięcia celu, jakim jest prawda. W interpretacji nihilistycznej
życie jest jedynie sposobnością do poszukiwania doznań i
doświadczeń, wśród których na pierwszy plan wysuwa
się to, co przemijające. Nihilizm jest źródłem
rozpowszechnionego dziś poglądu, że nie należy
podejmować żadnych trwałych zobowiązań, ponieważ
wszystko jest ulotne i tymczasowe. 47. Z drugiej
strony nie należy zapominać, że we współczesnej
kulturze zmieniła się rola samej filozofii. Straciła ona status
uniwersalnej mądrości i wiedzy, aby stać się stopniowo
tylko jedną z wielu dziedzin ludzkiego poznania; pod pewnymi
względami została wręcz sprowadzona do roli zupełnie drugoplanowej.
Inne formy racjonalnego poznania zdobywały w tym samym czasie coraz
większe znaczenie, podkreślając jeszcze bardziej marginesowy
charakter wiedzy filozoficznej. Zamiast do kontemplacji prawdy oraz do
poszukiwania ostatecznego celu i sensu życia, te formy racjonalności
służą a w każdym razie mogą być — a «rozum
instrumentalny», który pozwala osiągać doraźne cele,
czerpać korzyści i sprawować władzę. Już w mojej pierwszej Encyklice
wskazywałem, jakie wielkie powstają zagrożenia, gdy
człowiek przyznaje tej drodze walor absolutny: «Człowiek dzisiejszy
zdaje się być stale zagrożony przez to, co jest jego
własnym wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, a zarazem i
bardziej jeszcze pracy jego umysłu, dążeń jego woli. Owoce
tej wielorakiej działalności człowieka zbyt rychło i w
sposób najczęściej nie przewidywany nie tylko i nie tyle
podlegają alienacji w tym sensie, że zostają odebrane temu, kto
je wytworzył, ile przynajmniej częściowo, w jakimś
pochodnym i pośrednim zakresie skutków skierowują się
przeciw człowiekowi. Zostają przeciw niemu skierowane lub mogą
zostać skierowane przeciwko niemu. Na tym zdaje się polegać
główny rozdział dramatu współczesnej ludzkiej
egzystencji w jej najszerszym i najpowszechniejszym wymiarze. Człowiek
coraz bardziej bytuje w lęku. Żyje w lęku, że jego wytwory
rzecz jasna nie wszystkie i nie większość, ale niektóre,
i to właśnie te, które zawierają w sobie
szczególną miarę ludzkiej pomysłowości i
przedsiębiorczości mogą zostać obrócone w
sposób radykalny przeciwko człk,» 53. W ślad za tymi
przekształceniami kulturowymi niektórzy filozofowie,
rezygnując z poszukiwania prawdy dla niej samej, za jedyny cel swoich
poszukiwań uznali subiektywną pewność lub praktyczną
użyteczność. W konsekwencji stracili z oczu prawdziwą
godność rozumu, któremu nie pozwala się już
poznawać prawdy i szukać absolutu. 48. Przegląd
ostatniego okresu historii filozofii pozwala dostrzec w nim proces stopniowego
pogłębiania się rozdziału między wiarą a rozumem
filozoficznym. Jest oczywiście prawdą, że przyglądając
się bliżej nawet refleksji filozoficznej tych, którzy
przyczynili się do zwiększenia dystansu między wiarą a
rozumem, można w niej odkryć cenne zalążki myśli, a
pogłębiając je i rozwijając prawym umysłem i sercem
odkryć drogę prawdy. Takie zalążki myśli znajdują
się na przykład w głębokich analizach postrzegania i
doświadczenia, wyobraźni i nieświadomości, osobowości
i intersubiektywności, wolności i wartości, czasu i historii.
Także zagadnienie śmierci może się stać dla
każdego myśliciela surowym wezwaniem do poszukiwania we własnym
wnętrzu prawdziwego sensu swojego życia. Mimo to jednak obecna
relacja między wiarą a rozumem domaga się wysiłku
wnikliwego rozeznania, ponieważ zarówno rozum, jak i wiara
zostały zubożone i osłabione w swych wzajemnych odniesieniach.
Rozum, pozbawiony wsparcia ze strony Objawienia, podążał
bocznymi drogami, na których istniało ryzyko zagubienia jego
ostatecznego celu. Wiara, pozbawiona oparcia w rozumie, skupiła się
bardziej na uczuciach i przeżyciach, co stwarza zagrożenie, że
przestanie być propozycją uniwersalną. Złudne jest
mniemanie, że wiara może silniej oddziaływać na słaby
rozum; przeciwnie, jest wówczas narażona na poważne
niebezpieczeństwo, może bowiem zostać sprowadzona do poziomu
mitu lub przesądu. Analogicznie, gdy rozum nie ma do czynienia z
dojrzałą wiarą, brakuje mu bodźca, który
kazałby skupić uwagę na specyfice i głębi bytu. Niech zatem nie wyda się
niestosowne moje głośne i zdecydowane wezwanie, aby wiara i filozofia
odbudowały ową głęboką jedność, która
uzdalnia je do działania zgodnego z ich naturą i respektującego
wzajemną autonomię. Odpowiedzią na odwagę (parresia)
wiary musi być odwaga rozumu. Rozeznanie Magisterium jako diakonia prawdy 49.
Kościół nie głosi żadnej własnej filozofii ani
nie opowiada się oficjalnie po stronie jakiegoś wybranego kierunku
filozoficznego, odrzucając inne54. Ta
powściągliwość znajduje istotne uzasadnienie w fakcie,
że filozofia także wówczas gdy nawiązuje relacje z
teologią musi posługiwać się własnymi metodami i
przestrzegać własnych zasad; w przeciwnym razie zabrakłoby
gwarancji, że pozostanie ona skierowana ku prawdzie i będzie do niej
dążyć w sposób, który poddaje się kontroli
rozumu. Filozofia, która nie postępowałaby w świetle
rozumu, zgodnie z własnymi zasadami i specyficzną metodą,
byłaby mało użyteczna. Głęboki fundament autonomii,
jaką cieszy się filozofia, należy dostrzec w tym, że rozum
jest ze swej natury zwrócony ku prawdzie, a ponadto został
wyposażony w niezbędne środki, aby do niej dotrzeć. Jest
oczywiste, że filozofia ś— także wówczas «pierwotnej
konstytucji» będzie respektować także wymogi i potwierdzenia
znamienne dla prawdy objawionej. Historia pokazuje jednak, że
myśl filozoficzna, zwłaszcza nowożytna, nierzadko schodzi z
właściwej drogi i popełnia błędy. Magisterium nie jest
zobowiązane ani uprawnione do interwencji, które miałyby uzupełniać
luki występujące w jakimś niedoskonałym wywodzie
filozoficznym. Ma natomiast obowiązek interweniować zdecydowanie i
jednoznacznie, gdy dyskusyjne tezy filozoficzne zagrażają
właściwemu rozumieniu prawd objawionych oraz gdy szerzy się
fałszywe i jednostronne teorie, które rozpowszechniają
poważne błędy, naruszając prostotę i
czystość wiary Ludu Bożego. 50. Magisterium
Kościoła może zatem i powinno krytycznie oceniać mocą
swojego autorytetu i w świetle wiary filozofie i poglądy,
które sprzeciwiają się doktrynie
chrześcijań—55. Zadaniem Magisterium jest przede wszystkim
wskazywanie, jakie założenia i wnioski filozoficzne byłyby nie
do pogodzenia z prawdą objawioną, a tym samym formułowanie
wymogów, które należy stawiać filozofii z punktu
widzenia wiary. Ponadto, ponieważ w procesie rozwoju wiedzy filozoficznej
ukształtowały się różne szkoły myślenia,
także ta wielość kierunków nakłada na Magisterium
obowiązek wyrażania własnej opinii na temat zgodności lub
niezgodności podstawowych koncepcji, którymi kierują się
te szkoły, z wymogami stawianymi przez słowo Boże i
refleksję teologiczną. Kościół
zobowiązany jest wskazywać, co w danym systemie filozoficznym
może być niezgodne z wiarą, którą wyznaje. W
istocie, wiele kwestii filozoficznych takich jak zagadnienie Boga,
człowieka i jego wolności oraz postępowania etycznego stanowi
bezpośrednie wyzwanie dla Kościoła, ponieważ dotyka prawdy
objawionej, powierzonej jego opiece. Kiedy my, biskupi, dokonujemy
takiego rozeznania, mamy bywyznaje. «świadkami prawdy»,
pełniącymi posługę pokorną, ale wytrwałą,
której wartość powinien docenić każdy filozof,
gdyż jest ona oparciem dla recta ratio, to znaczy dla rozumu
rozmyślającego właściwie o prawdzie. 51. Nie należy
jednak pojmować tego rozeznania przede wszystkim w wymiarze negatywnym,
jak gdyby zamiarem Magisterium było odrzucenie lub ograniczenie wszelkich
możliwych form pośrednictwa. Przeciwnie, interwencje Magisterium
mają przede wszystkim pobudzać, popierać i wspomagać
myśl filozoficzną. Sami filozofowie zresztą najlepiej
rozumieją potrzebę autokrytyki i sprostowania ewentualnych
błędów oraz konieczność wyjścia poza zbyt
ciasne granice, w jakich powstaje ich refleksja. Należy zwłaszcza
pamiętać, że istnieje tylko jedna prawda, choć wyraża
się ona w formach, które noszą znamię historii, a ponadto
są wytworem ludzkiego umysłu zranionego i osłabionego przez
grzech. Wynika stąd, iż żadna filozofia historycznie
ukształtowana nie może zasadnie twierdzić, że ujmuje
całą prawdę ani że w pełni wyjaśnia
rzeczywistość człowieka, świata oraz relacji człowieka
z Bogiem. Ponadto, kiedy trwa dziś
mnożenie się systemów, metod, pojęć i
argumentów filozoficznych, nierzadko bardzo szczegółowych,
narzuca się wielka potrzeba ich krytycznego rozeznania w świetle
wiary. Przedsięwzięcie to jest niełatwe, skoro bowiem już
samo określenie naturalnych i niezbywalnych zdolności rozumu, wraz z
jego ograniczeniami konstytutywnymi i historycznymi, nastręcza znaczne
trudności, to tym bardziej problematyczne bywa czasem
odróżnienie w poszczególnych propozycjach filozoficznych
tego, co jest w nich cenne i owocne z punktu widzenia wiary, od treści
błędnych i niebezpiecznych. Mimo to jednak Kościół
wie, że «skarby mądrości i wiedzy są ukryte» w Chrystusie
(Kol 2, 3); dlatego stara się przez swoje wypowiedzi pobudzić
refleksję filozoficzną, aby nie zarzuciła drogi, która
prowadzi do rozpoznania tajemnicy. 52. Nie tylko w
ostatnim czasie Magisterium Kościoła zabiera głos, aby
wyrazić swoją opinię na temat określonych doktryn
filozoficznych. Wystarczy tu przypomnieć tytułem przykładu
że w ciągu stuleci wypowiadało się na temat teorii
głoszących preegzystencję —56, a także
różnych form bałwochwalstwa i zabobonnego ezoteryzmu, zawartych
w doktrynach astrologicznych57; na wspomnienie zasługują
też bardziej systematyczne pisma wymierzone przeciw niektórym tezom
łacińskiego awerroizmu, niezgodnym z wiarą
chrześcijańską58. Jeżeli wypowiedzi Magisterium
stały się częstsze od połowy ubiegłego stulecia, to
dlatego że w tamtym okresie liczni katolicy uważali za swoją
powinność przeciwstawienie jakiejś własnej filozofii
różnym nurtom myśli nowożytnej. W tej sytuacji
Magisterium Kościoła zobowiązane było czuwać, aby z
kolei te filozofie nie przybrały form błędnych i szkodliwych.
Jego krytyka, wymierzona symetrycznie w dwóch przeciwnych kierunkach,
dotyczyła z jednej strony fideizmu59 i radykalnego
tradycjonalizmu60 ze względu na ich nieufność wobec
przyrodzonych zdolności rozumu, a z drugiej racjonalizmu61
i ontologizmu62, które przypisywały naturalnemu
rozumowi wiedzę o tym, co można poznać tylko w świetle
wiary. Konstruktywne treści tej debaty zostały formalnie ujęte w
Konstytucji dogmatycznej Dei Filius, w której po raz pierwszy
zgromadzenie soborowe a mianowicie Sobór Watykański I
wypowiedziało się oficjalnie odnośnie do relacji między
rozumem i wiarą. Nauczanie zawarte w tym dokumencie wywarło silny i pozytywny
wpływ na poszukiwania filozoficzne wielu wierzących i do dziś
stanowi miarodajny punkt odniesienia dla poprawnej i spójnej refleksji
chrześcijańskiej w tej szczegórej po 53. W swoich
wypowiedziach Magisterium zajmowało się nie tyle
poszczególnymi tezami filozoficznymi, co raczej
niezbędnością poznania racjonalnego a więc w istocie rzeczy
filozoficznego dla refleksji nad wiarą. Sobór Watykański I,
ujmując syntetycznie i potwierdzając w formie uroczystej nauczanie,
które wcześniej stanowiło treść zwyczajnego i
systematycznego Magisterium papieskiego skierowanego do wiernych,
podkreślił, jak bardzo są nierozdzielne, a zarazem
niesprowadzalne do siebie nawzajem, naturalne poznanie Boga i Objawienie, rozum
i wiara. Sobór wychodził z fundamentalnego założenia,
stanowiącego podstawę samego Objawienia, iż musi być
możliwe naturalne poznanie istnienia Boga, źródłpoznania
racjonalnego — a więc63; kończył zaś uroczystym
stwierdzeniem, przytoczonym już wcześniej: «Istnieją dwa
porządki poznania, odrębne nie tylko ze względu na swą
zasadę, ale także ze względu na przedmiot»64.
Należało zatem potwierdzić, wbrew wszelkim formom racjonalizmu,
odrębność tajemnic wiary od zdobyczy filozofii oraz ich
transcendencję i pierwszeństwo wobec tych ostatnich; z drugiej strony
należało się przeciwstawić pokusom fideizmu i
przypomnieć o jedności prawdy, a więc także o pozytywnym
wkładzie, jaki poznanie racjonalne może i powinno wnieść w
poznanie wiary: «Chociaż jednak wiara jest ponad rozumem, nigdy nie
może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między
wiarą a rozumem: ten sam Bóg, który objawia tajemnice i
udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło
rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego
siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie»65. 54. Także w
naszym stuleciu Magisterium wielokrotnie zabierało głos na ten temat,
przestrzegając przed pokusą racjonalizmu. Na tym tle należy
umieścić wypowiedzi papieża św. Piusa X, który
wskazywał, że modernizm opiera się na tezach filozoficznych
stanowiących przejaw fenomenalizmu, agnostycyzmu i immanentyzmu66.
Nie należy też zapominać o innym doniosłym zjawisku, a
mianowicie o odrzuceniu przez stronę katolicką filozofii
marksistowskiej i ateistycznego komunizmu67. Z kolei papież Pius XII
wypowiedział się w Encyklice Humani generis,
przestrzegając przed błędnymi poglądami opartymi na tezach
ewolucjonizmu, egzystencjalizmu i historycyzmu. Tezy te wyjaśniał nie
zostały wypracowane i nie były głoszone przez teologów,
ale zrodziły sidami «poza owczarnią Chrystusa»68; papież
dodawał wszakże, że odchyleń tych nie należy po prostu
odrzucić, ale raczej poddać je krytycznej ocenie: «Katoliccy
filozofowie i teologowie, których ważkim zadaniem jest obrona
prawdy Boskiej i ludzkiej oraz zaszczepianie jej w umysłach ludzi, nie
mogą ignorować ani lekceważyć owych poglądów,
mniej lub bardziej schodzących z właściwej drogi. Przeciwnie,
powinni je dobrze poznać, zarówno dlatego że nie można
leczyć chorób, jeśli się ich najpierw dobrze nie
poznało, jak i dlatego że nawet w fałszywych twierdzeniach kryje
się czasem ziarno prawdy, a ponadto również błędy
pobudzają nasz umysł do gorliwszego badania i zgłębiania
pewnych prawd filozoficznych i teologicznych»69. W niedawnej przeszłości
również Kongregacja Nauki Wiary, spełniając
właściwe sobie zadanie w służbie nauczania powszechnego
Biskupa Rzymu70, zmuszona była interweniować, aby raz jeszcze
zwrócić uwagę na zagrożenia związane z bezkrytycznym
przyjęciem przez niektórych teologów wyzwolenia tez i
metodologii wywodzących się z marksizmu71. Tak więc w
przeszłości Magisterium Kościoła wielokrotnie i w
różnych okolicznościach wyrażało stanowisko w
kwestiach filozoficznych. Wkład moich Czcigodnych Poprzedników
stanowi cenny dorobek, o którym nie wolno zapominać. 55.
Przyglądając się sytuacji współczesnej dostrzegamy,
że problemy z przeszłości powracają, ale w nowej postaci.
Nie mamy już do czynienia wyłącznie z kwestiami, które
interesują pojedyncze osoby lub określone środowiska, ale z
poglądami rozpowszechnionymi tak szeroko, że w pewnej mierze
kształtują one sposób myślenia wszystkich. Należy do
nich na przykład postawa głębokiej nieufności wobec rozumu,
dostrzegalna w najnowszych postaciach wielu nurtów refleksji
filozoficznej. W tym kontekście mówi się w wielu
środowiskach o «końcu metafizyki»: postuluje się, aby filozofia
poprzestawała na zadaniach skromniejszych, takich jak interpretacja
faktów albo refleksja nad określonymi dziedzinami ludzkiej wiedzy
lub nad jej strukturami. Także w teologii powracają
dawne pokusy. Na przykład w niektórych współczesnych
nurtach teologicznych dochodzi znów do głosu pewien racjonalizm,
zwłaszcza wówczas gdy twierdzenia, które zostały uznane
za filozoficznie uzasadnione, są traktowane jako wiążące
dla badań teologicznych. Zdarza się to przede wszystkim w
przypadkach, gdy teolog nie mający należytej kompetencji
filozoficznej ulega bezkrytycznie wpływowi twierdzeń, które
weszły już do języka potocznego i do kultury masowej, ale
pozbawione są wystarczających podstaw racjonalnych72. Nie brak także niebezpiecznych
przejawów odwrotu na pozycje fideizmu, który nie uznaje,
że wiedza racjonalna oraz refleksja filozoficzna w istotny sposób
warunkują rozumienie wiary, a wręcz samą
możliwość wiary w Boga. Rozpowszechnionym dziś przejawem
tej fideistycznej tendencji jest «biblicyzm», który chciałby
uczynić lekturę Pisma Świętego i jego egzegezę jedynym
miarodajnym punktem odniesienia. Dochodzi do tego, że utożsamia
się słowo Boże wyłącznie z Pismem Świętym, a
w ten sposób odmawia wszelkiego znaczenia nauczaniu Kościoła,
które Powszechny Sobór Watykański II zdecydowanie
potwierdził. Konstytucja Dei verbum przypomina, że słowo
Boże jest obecne zarówno w świętych tekstach, jak i w
Tradycji73, po czym stwierdza jednoznacznie: «Święta Tradycja
i Pismo św. stanowią jeden święty depozyt słowa
Bożego powierzony Kościołowi. Na nim polegając, cały
lud święty zjednoczony ze swymi pasterzami trwa stale w nauce
Apostołów»74. Tak więc Pismo Święte nie
stanowi jedynego odniesienia dla Kościoła. Źródłem
«najwyższego prawidła jego wiary»75 jest bowiem
jedność, jaką Duch Święty ustanowił między
świętą Tradycją, Pismem Świętym i Urzędem
Nauczycielskim Kościoła, łącząc je tak silną
więzią wzajemności, że nie mogą one istnieć
niezależnie od siebie76. Nie należy też
lekceważyć niebezpieczeństwa, na jakie narażeni są ci,
którzy próbują odczytywać prawdę Pisma
Świętego przy pomocy jednej tylko metodologii, zapominając o
potrzebie bardziej wyczerpującej egzegezy, która pozwoliłaby
im odkryć wraz z całym Kościołem pełny sens
tekstów. Kto zajmuje się badaniem Pism Świętych, powinien
zawsze pamiętać, że różne metodologie hermeneutyczne
również opierają się na określonych koncepcjach
filozoficznych, należy je zatem wnikliwie ocenić przed zastosowaniem
ich do analizy świętych tekstów. Inne przejawy ukrytego fideizmu to
lekceważąca postawa wobec teologii spekulatywnej oraz pogarda dla
filozofii klasycznej, której pojęcia dopomogły w rozumowym
wyjaśnieniu prawd wiary, a nawet zostały wykorzystane w
formułach dogmatycznych. Papież Pius XII przestrzegał przed
skutkami takiego zerwania z tradycją filozoficzną oraz odrzucenia
tradycyjnej terminologii77. 56. Ogólnie
rzecz biorąc mamy dziś do czynienia z powszechną
nieufnością wobec twierdzeń o charakterze ogólnym i
absolutnym, wyrażaną zwłaszcza przez zwolenników
poglądu, że prawda jest wynikiem umowy, a nie uznania przez rozum
rzeczywistości obiektywnej. Jest oczywiście zrozumiałe, że
w świecie podzielonym na wiele specjalistycznych dziedzin trudniejsze
staje się dostrzeżenie owego pełnego i ostatecznego sensu
życia, którego tradycyjnie poszukiwała filozofia. Niemniej w
świetle wiary, która dostrzega ten ostateczny sens w Jezusie
Chrystusie, pragnę gorąco zachęcić filozofów,
zarówno chrześcijańskich, jak i innych, aby zachowali
ufność w zdolności ludzkiego rozumu i nie stawiali nazbyt
skromnych celów swojej refleksji filozoficznej. Historia
tysiąclecia, które zbliża się ku końcowi, poucza
nas, że należy iść tą właśnie drogą:
nie wyzbywać się tęsknoty za prawdą ostateczną, z
pasją jej poszukiwać i śmiało odkrywać nowe szlaki. To
wiara przynagla rozum, aby przekraczał wszelkie bariery izolacji i nie
wahał się ponosić ryzyka w poszukiwaniu wszystkiego co
piękne, dobre i prawdziwe. Wiara zatem staje się zdecydowanym i
przekonującym obrońcą rozumu. Zainteresowanie
Kościoła filozofią 57. Magisterium nie
ograniczało się jednak do wskazywania błędów i
wypaczeń doktryn filozoficznych. Równie konsekwentnie starało
się przypominać podstawowe zasady, na których winna się
opierać autentyczna odnowa myśli filozoficznej, a zarazem
wskazywało konkretne kierunki poszukiwań. W tym kontekście ogłoszenie
przez papieża Leona XIII Encykliki Aeterni Patris stało się
wydarzeniem naprawdę przełomowym w życiu Kościoła.
Tekst ten był do tej pory jedynym dokumentem papieskim tej miary
poświęconym w całości filozofii. Wielki papież
podjął w nim i rozwinął nauczanie Soboru Watykańskiego
I na temat relacji między wiarą a rozumem, ukazując, że
myśl filozoficzna ma fundamentalne znaczenie dla wiary i wiedzy
teologicznej78. Choć upłynęło ponad sto lat, wiele
wskazań zawartych w tej Encyklice nie straciło nic ze swej
aktualności, zarówno z punktu widzenia praktycznego, jak i
pedagogicznego; dotyczy to przede wszystkim tezy o niezrównanej
wartości filozofii św. Tomasza. Papież Leon XIII
sądził, że powrót do myśli Doktora Anielskiego to
najlepsza droga do tego, aby filozofia znów była uprawiana w
sposób zgodny z wymogami wiary. Św. Tomasz pisał papiew.
«choć słusznie wprowadza wyraźne rozróżnienie
między wiarą a rozumem, zarazem łączy je ze sobą
więzami wzajemnej przyjaźni: zabezpiecza prawa obydwu stron i chroni
ich godność»79. 58. Wiadomo, jak
pozytywne były skutki tego papieskiego wezwania. Studia nad
myślą św. Tomasza i innych autorów scholastycznych
zostały podjęte z nowym rozmachem. Ożywiły się
znacznie badania historyczne, co doprowadziło do ponownego odkrycia
skarbów myśli średniowiecznej, do tamtej pory w
większości nie znanych, i do powstania nowych szkół
tomistycznych. Dzięki zastosowaniu metodologii historycznej wiedza o dziele
św. Tomasza znacznie się poszerzyła, a liczni naukowcy potrafili
śmiało włączyć tradycję tomistyczną w
debatę nad problemami filozoficznymi i teologicznymi swojej epoki.
Najbardziej wpływowi teolodzy naszego stulecia, których
przemyślenia i poszukiwania stały się ważną
inspiracją dla Soboru Watykańskiego II, zostali ukształtowani
przez ten ruch odnowy filozofii tomistycznej. Dzięki temu
Kościół w XX w. miał do dyspozycji liczną grupę
twórczych myślicieli, wychowanych w szkole Doktora Anielskiego. 59. Odnowa
tomistyczna i neotomistyczna nie była jednak jedynym przejawem odrodzenia
się myśli filozoficznej w kulturze o inspiracji
chrześcijańskiej. Już wcześniej i niezależnie od
wezwania rzuconego przez papieża Leona pojawili się liczni teolodzy
katoliccy, którzy nawiązując do nowszych nurtów
myślowych i posługując się własną
metodologią, stworzyli dzieła filozoficzne o wielkiej sile
oddziaływania i trwałej wartości. Niektórzy z nich
wypracowali niezwykle ambitne syntezy, w niczym nie ustępujące
wielkim systemom idealistycznym; inni położyli podwaliny
epistemologiczne pod nowy opis wiary w świetle odnowionej koncepcji
sumienia; inni znów stworzyli filozofię, która
wychodząc od analizy rzeczywistości immanentnej otwierała
drogę ku transcendencji; inni wreszcie podjęli próbę
pogodzenia wymogów wiary z zasadami metodologii fenomenologicznej. Tak
więc wychodząc z różnych założeń, tworzono
ciągle nowe formy spekulacji filozoficznej, które miały
kontynuować wielką tradycję myśli
chrześcijańskiej, opartej na jedności wiary i rozumu. 60.
Również Sobór Watykański II wypracował bardzo
bogate i płodne nauczanie dotyczące filozofii. Zwłaszcza w
kontekście niniejszej Encykliki muszę przypomnieć, że
cały rozdział Konstytucji Gaudium et spes stanowi swoiste kompendium
antropologii biblijnej, która jest źródłem natchnienia
także dla filozofii. Dokument ten mówi o wartości
człowieka stworzonego na obraz Boży, uzasadnia jego godność
i wyższość wobec całego stworzenia oraz ukazuje
transcendentną zdolność jego rozumu80. Gaudium et spes
podejmuje też problem ateizmu i przekonująco wykazuje błędy
tej wizji filozoficznej, zwłaszcza w kontekście niezbywalnej
godności człowieka i jego wolności81. Głęboki
sens filozoficzny mają też z pewnością słowa
wyrażające naczelną ideę tego tekstu, do których
nawiązałem w mojej pierwszej Encyklice Redemptor hominis i
które stanowią jeden z niezmiennych punktów odniesienia dla
mego nauczania: «Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę
dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy człowiek,
był figurą przyszłego, mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus, nowy
Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości
objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu
najwyższe jego powołanie»82. Sobór zajął się
także kwestią studiów filozoficznych, jakie winni
podejmować kandydaci do kapłaństwa; jego zalecenia można
zastosować szerzej do nauczania chrześcijańskiego jako
całości: «Nauki filozoficzne niech będą tak podawane
stwierdza Sobór aby przede wszystkim doprowadziły alumnów do
zdobycia gruntownego i systematycznego poznania człowieka, świata i
Boga w oparciu na wiecznie wartościowym dziedzictwie filozoficznym, przy
uwzględnieniu też wyników badań tak podawane
—»83. Także inne dokumenty Magisterium
przypominały i rozwijały te zalecenia w trosce o zapewnienie solidnej
formacji filozoficznej przede wszystkim tym, którzy przygotowują
się do studiów teologicznych. Ze swej strony wielokrotnie
podkreślałem znaczenie formacji filozoficznej dla tych, którzy
w praktyce duszpasterskiej będą musieli się zmagać z
problemami współczesnego świata i rozumieć przyczyny
określonych zachowań, aby właściwie na nie
reagować84. 61. Jeżeli w
różnych sytuacjach Magisterium zmuszone było
interweniować w tej materii, między innymi po to, by potwierdzać
wartość intuicji Doktora Anielskiego i usilnie zalecać
studiowanie jego myśli, to dlatego, że zalecenia te nie zawsze
były realizowane z pożądaną gorliwością. W
okresie po Soborze Watykańskim II w wielu szkołach katolickich
można było zauważyć pewien regres w tej dziedzinie, co
było wyrazem mniejszego poważania nie tylko dla filozofii
scholastycznej, ale w ogóle dla studium filozofii jako takiej. Ze
zdziwieniem i przykrością muszę stwierdzić, że wielu
teologów podziela ten brak zainteresowania filozofią. Różne są przyczyny tej
postawy. Należy tu przede wszystkim wymienić brak zaufania do
zdolności rozumu, jaki przejawia znaczna część
współczesnej filozofii, gdy rezygnuje z refleksji metafizycznej nad
ostatecznymi pytaniami człowieka i skupia się na problemach
szczegółowych i lokalnych, czasem czysto formalnych. Trzeba
też zwrócić uwagę na nieporozumienie, jakie powstało
przede wszystkim w odniesieniu do tak zwanych «nauk humanistycznych».
Sobór Watykański II kilkakrotnie potwierdza pozytywną
wartość badań naukowych zmierzających do
głębszego poznania tajemnicy człowieka85. Wezwanie
skierowane do teologów, aby studiowali te nauki i w miarę potrzeby
wykorzystywali je poprawnie w swoich poszukiwaniach, nie powinno jednak
być rozumiane jako pośrednie przyzwolenie na zepchnięcie
filozofii na drugi plan lub całkowite pomijanie jej w procesie formacji
duszpasterskiej i w praeparatio fidei. Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć
o nowym zainteresowaniu inkulturacją wiary. Zwłaszcza
doświadczenie młodych Kościołów pozwoliło
odkryć obok wartościowego dorobku myślowego
różnorakie formy mądrości ludów. Stanowią
one prawdziwe dziedzictwo kultury i tradycji. Jednak poznawanie
zwyczajów tradycyjnych winno iść w parze ze studium filozoficznym.
Studium takie pozwoli dostrzec wartościowe elementy mądrości
ludów i tworzyć niezbędne więzi między nimi a
głoszeniem Ewangelii86. 62. Pragnę
stanowczo potwierdzić, że studium filozofii jest podstawowym i
nieodzownym elementem w strukturze studiów teologicznych i w formacji
kandydatów do kapłaństwa. Nieprzypadkowo program
studiów teologicznych (curriculum) przewiduje, że ma je
poprzedzać pewien okres przeznaczony w głównej mierze na
studium filozofii. Praktyka ta, potwierdzona przez Sobór Laterański
V87, sięga korzeniami do doświadczeń zgromadzonych w
średniowieczu, kiedy to dostrzeżono potrzebę łączenia
w harmonijną całość wiedzy filozoficznej i teologicznej.
Taki porządek studiów kształtował, ułatwiał i
wspomagał przynajmniej pośrednio rozwój znacznej
części filozofii nowożytnej. Znamiennym tego przykładem
jest wpływ dzieła Disputationes metaphysicae Francisco Suareza,
które znane było nawet na niemieckich uniwersytetach
luterańskich. Natomiast zarzucenie tej metody stało się
przyczyną poważnych zaniedbań zarówno w formacji
kapłanów, jak i w samej teologii. Jako przykład wystarczy
podać brak zainteresowania współczesną myślą i
kulturą, który prowadzi do zaniku jakichkolwiek form dialogu lub
też do bezkrytycznego przyjmowania wszelkich poglądó —
przynajmniej Jestem głęboko przekonany,
że te trudności zostaną przezwyciężone dzięki
rozumnej formacji filozoficznej i teologicznej, której w Kościele
nigdy nie powinno zabraknąć. 63. Z
powodów wyżej przedstawionych uznałem za konieczne
potwierdzenie w niniejszej Encyklice, że Kościół jest
żywo zainteresowany filozofią. Istnieje wręcz głęboka
więź łącząca pracę teologa z filozoficznym
poszukiwaniem prawdy. Dlatego obowiązkiem Magisterium Kościoła
jest rozeznawanie i pobudzanie rozwoju myśli filozoficznej, która
nie jest sprzeczna z wiarą. Moje zadanie polega zaś na wskazaniu
pewnych zasad i punktów odniesienia, które uważam za
nieodzowny warunek ustanowienia harmonijnej i owocnej więzi między
teologią a filozofią. W ich świetle będzie można
wyraźniej dostrzec, czy i jakie relacje teologia winna nawiązać
z różnymi systemami i poglądami filozoficznymi,
występującymi we współczesnym świecie. Nauka wiary
a wymogi rozumu filozoficznego 64. Słowo
Boże skierowane jest do każdego człowieka, w każdym czasie
i we wszystkich częściach ziemi, człowiek zaś jest z natury
filozofem. Teologia, ze swej strony, rozwija w sposób świadomy i
naukowy rozumienie tegoż słowa w świetle wiary, nie może
się zatem obyć bez relacji z systemami filozoficznymi wypracowanymi w
ciągu wieków, a to ze względu na pewne procedury, które
stosuje, oraz na zadania, jakie ma do wykonania. Nie zamierzam tu
wskazywać teologom konkretnych metodologii, nie należy to bowiem do
kompetencji Magisterium, ale raczej przypomnieć pewne specyficzne zadania
teologii, których realizacja wymaga odwołania się do myśli
filozoficznej ze względu na naturę samego objawionego słowa. 65. Struktura
teologii jako nauki wiary ukształtowana jest przez podwójną
zasadę metodologiczną: auditus fidei i intellectus fidei. W
świetle pierwszej z nich teologia przyswaja sobie treści Objawienia, w
miarę jak są one stopniowo wyjaśniane przez
Świętą Tradycję, Pismo Święte i żywy
Urząd Nauczycielski Kościoła88. Stosując drugą
zasadę, teologia stara się spełnić specyficzne wymogi
rozumu przez refleksję spekulatywną. W sferze przygotowania do właściwego
auditus fidei filozofia wnosi właściwy sobie wkład w
teologię przez to, że rozpatruje strukturę poznania oraz
porozumiewania się osób, a zwłaszcza różne formy i
funkcje języka. Równie ważny jest wkład filozofii we
właściwe rozumienie kościelnej Tradycji, orzeczeń
Magisterium Kościoła oraz wypowiedzi wielkich mistrzów
teologii, jako że często występują w nich pojęcia i
struktury myślowe zapożyczone z określonej tradycji
filozoficznej. W takim przypadku teolog powinien nie tylko wyjaśnić
pojęcia i terminy, jakimi Kościół posługuje się
w swojej refleksji i nauczaniu, ale także dogłębnie poznać
systemy filozoficzne, które mogły wpłynąć
ewentualnie na kształt pojęć i terminologii, aby dzięki
temu wypracować poprawne i spójne interpretacje. 66. W odniesieniu do
intellectus fidei, należy przede wszystkim zauważyć, że
Boża Prawda, «ukazana nam w Piśmie Świętym i
właściwie tłumaczona przez nauczanie
Kościoła»89, jest sama w sobie zrozumiała, odznacza
się bowiem taką logiczną spójnością, że
jawi się jako autentyczna dziedzina wiedzy. Intellectus fidei
wyjaśnia tę prawdę nie tylko przez to, że ukazuje struktury
logiczne i pojęciowe twierdzeń, z których składa się
nauczanie Kościoła, ale także i przede wszystkim przez to,
że podkreśla zawartą w nich zbawczą treść,
przeznaczoną dla pojedynczego człowieka i dla ludzkości.
Cały zbiór tych twierdzeń pozwala wierzącemu poznać
historię zbawienia, której ukoronowaniem jest osoba Jezusa
Chrystusa i Jego tajemnica paschalna. W tę tajemnicę chrześcijanin
włącza się wyrażając przyzwolenie wiary. Ze swej strony teologia dogmatyczna
musi umieć wyrazić uniwersalny sens tajemnicy Boga w Trójcy
Jedynego oraz ekonomii zbawienia zarówno w sposób narracyjny, jak
i przede wszystkim w formie argumentów. Musi to zatem uczynić
posługując się ukształtowanymi w sposób krytyczny
pojęciami, które są powszechnie komunikowalne. Bez
udziału filozofii nie można by bowiem wyjaśnić takich
zagadnień teologicznych, jak na przykład język opisujący
Boga, relacje osobowe w łonie Trójcy, stwórcze
działanie Boga w świecie, relacja między Bogiem a
człowiekiem, tożsamość Chrystusa, który jest
prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. To samo można powiedzieć
o różnych kwestiach z dziedziny teologii moralnej, gdzie
bezpośrednio stosowane są takie pojęcia, jak prawo moralne,
sumienie, wolność, odpowiedzialność osobista, wina itp.,
których definicje określa się na
płaszczyźteologicznych, jak — Jest zatem konieczne, aby rozum
wierzącego zdobył naturalną, prawdziwą i
uporządkowaną wiedzę o rzeczywistości stworzonej, o
świecie i o człowieku, która jest także przedmiotem
Bożego Objawienia; tym bardziej też rozum powinien być w stanie
wyrazić tę wiedzę za pośrednictwem pojęć i
argumentów. Spekulatywna teologia dogmatyczna zakłada zatem i
implikuje określoną filozofię człowieka, świata, a w
sposób głębszy bytu, opartą na prawdzie obiektywnej. 67. Teologia
fundamentalna jako dyscyplina, której zadaniem jest uzasadnienie wiary
(por. 1 P 3, 15), powinna starać się usprawiedliwić i
wyjaśnić relację między wiarą a refleksją
filozoficzną. Już Sobór Watykański I,
nawiązując do nauczania Pawłowego (por. Rz 1, 19-20),
zwrócił uwagę na fakt, że istnieją prawdy
dostępne poznaniu naturalnemu, a zatem filozoficznemu. Poznanie ich stanowi
niezbędny warunek przyjęcia Bożego Objawienia. Badając
Objawienie i jego wiarygodność, a zarazem odpowiadający mu akt
wiary, teologia fundamentalna winna wykazać, jak w świetle poznania
uzyskanego dzięki wierze można dostrzec pewne prawdy, do
których rozum dochodzi już w drodze samodzielnego poszukiwania.
Objawienie nadaje im pełny sens, kierując je ku bogactwu objawionej
tajemnicy, w której znajdują one swój ostateczny cel. Jako
przykład można tu podać naturalne poznanie Boga,
możliwość odróżnienia Bożego Objawienia od
innych zjawisk lub uznania jego wiarygodności, zdolność
ludzkiego języka do opisania w sposób znaczący i prawdziwy
także tego, co przekracza wszelkie ludzkie doświadczenie. Wszystkie
te prawdy skłaniają umysł do uznania, że rzeczywiście
istnieje droga przygotowująca go do wiary, którą może
dojść do przyjęcia Objawienia, nie uchybiając w niczym
swoim zasadom ani też własnej autonomii90. Podobnie również teologia
fundamentalna powinna wykazać wewnętrzną zgodność
między wiarą a jej fundamentalną potrzebą wyrażania
się za pośrednictwem rozumu zdolnego dać swoje przyzwolenie w
sposób całkowicie wolny. Dzięki temu wiara będzie
mogła «w pełni ukazać drogę rozumowi szczerze
poszukującemu prawdy. Tak więc wiara, dar Boży, choć nie
opiera się na rozumie, nie może bynajmniej obyć się bez
niego; jednocześnie rozum dostrzega, że musi oprzeć się na
wierze, aby odkryć horyzonty, do których o własnych
siłach nie mógłby dotrzeć»91. 68. Teologia moralna
jeszcze bardziej może potrzebuje wsparcia filozofii. W Nowym Przymierzu
bowiem życie ludzkie jest regulowane przepisami w znacznie mniejszym
stopniu niż w Starym. Życie w Duchu Świętym prowadzi
wierzących do wolności i odpowiedzialności, które
wykraczają poza samo Prawo. Niemniej Ewangelia i pisma apostolskie
zawierają zarówno ogólne zasady chrześcijańskiego
postępowania, jak i przepisy szczegółowe. Aby stosować je
w konkretnych okolicznościach życia osobistego i społecznego,
chrześcijanin musi umieć posługiwać się w pełni swoim
sumieniem i wykorzystywać swą zdolność rozumowania. Oznacza
to, innymi słowy, że teologia moralna musi odwoływać
się do właściwie uformowanej filozoficznej wizji natury ludzkiej
i społeczeństwa, a także ogólnych zasad
rządzących wyborami etycznymi. 69. Można by
podnieść zastrzeżenie, że we współczesnym
kontekście teolog powinien odwoływać się nie tyle do
filozofii, co raczej do innych form ludzkiej wiedzy, takich jak historia, a
zwłaszcza nauki przyrodnicze, których niezwykłe postępy w
ostatnim okresie budzą powszechny podziw. Z kolei pod wpływem
zwiększonej wrażliwości na więzi między wiarą a
kulturą niektórzy utrzymują, że teologia winna
częściej sięgać do tradycyjnych form mądrości, a
nie do eurocentrycznej filozofii pochodzenia greckiego. Inni natomiast,
wychodząc z błędnej koncepcji pluralizmu kultur, zwyczajnie
kwestionują uniwersalną wartość dziedzictwa filozoficznego
przejętego przez Kościół. W poglądach tych, obecnych
już zresztą w nauczaniu soborowym92, zawarta jest pewna
część prawdy. Odwołanie się do nauk przyrodniczych
może być w wielu przypadkach użyteczne, ponieważ pozwala
uzyskać pełniejszą wiedzę o przedmiocie studiów, nie
należy jednak zapominać, że niezbędne jest tu
pośrednictwo refleksji typowo filozoficznej, krytycznej i zdolnej
wznieść się na odpowiedni poziom ogólności.
Refleksji tej wymaga zresztą także owocna wymiana między
kulturami. Pragnę zwrócić uwagę przede wszystkim na to,
że nie wolno zatrzymywać się na pojedynczym, konkretnym
przypadku, zaniedbując podstawowe zadanie, jakim jest ukazywanie
uniwersalnego charakteru treści wiary. Nie należy ponadto
zapominać, że szczególny wkład myśli filozoficznej
polega na tym, iż pozwala ona rozpoznać zarówno w
różnych koncepcjach ż— zarówno w różnych
koncepcjach «nie to, co ludzie myślą, ale jaka jest obiektywna
prawda»93. Tym, co może być przydatne dla teologii, nie
są rozmaite ludzkie poglądy, ale wyłącznie prawda. 70. Temat relacji z
kulturami zasługuje zresztą na osobne choć z konieczności
nie wyczerpujące omówienie, a to ze względu na jego implikacje
zarówno natury filozoficznej, jak i teologicznej. Doświadczenie
spotkania i konfrontacji z kulturami stało się udziałem
Kościoła od samego początku głoszenia Ewangelii. Polecenie
pozostawione uczniom przez Chrystusa, aby docierali wszęna «aż po
krańce ziemi» (Dz 1, 8), przekazując prawdę przez Niego
objawioną, bardzo prędko pozwoliło chrześcijańskiej
wspólnocie przekonać się o powszechności głoszonego
orędzia i zetknąć się z przeszkodami, jakie wynikały z
różnic kulturowych. Fragment z listu św. Pawła do chrześcijan
Efezu pozwala w dużej mierze zrozumieć, w jaki sposób
pierwotna wspólnota starała się rozwiązać ten
problem. Pisze Apostoł: «Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy
niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew
Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie
części [ludzkości] uczynił jednością, bo
zburzył rozdzielający je mur» (2, 13-14). W świetle tego tekstu zakres
naszej refleksji rozszerza się i ogarnia także przemianę, jaka
dokonywała się w poganach po przyjęciu wiary. W obliczu
skarbów zbawienia, dokonanego przez Chrystusa, upadają bariery
dzielące różne kultury. Obietnica złożona przez Boga
w Chrystusie zyskuje teraz wymiar uniwersalny: nie jest już zamknięta
w granicach jednego narodu, jego jezyka i obyczajów, ale zostaje
udzielona wszystkim jako dziedzictwo, z którego każdy może
swobodnie czerpać. Wszyscy ludzie, wywodzący się z
różnych krajów i tradycji, zostają powołani w
Chrystusie do udziału w jedności rodziny dzieci Bożych. To
Chrystus pozwala dwóm narodom stać się «jednym». Ci,
którzy byli «dalecy», stali się «bliscy» dzięki nowej
rzeczywistości, ustanowionej przez misterium paschalne. Jezus obala mury
podziałów i zaprowadza nie znaną dotąd i
doskonałą jedność przez uczestnictwo w Jego tajemnicy. Ta
jedność jest tak głęboka, że Kościół
może mówić za św. Pawłem: «nie jesteście
już obcymi i przychodniami, ale jesteście
współobywatelami świętych i domownikami Boga» (Ef 2, 19).
W tym jakże prostym stwierdzeniu
zawarta jest wielka prawda: ze spotkania wiary z różnymi kulturami
zrodziła się w praktyce nowa rzeczywistość. Kultury,
jeśli są głęboko zakorzenione w ludzkiej naturze,
odznaczają się typową dla człowieka otwartością
na wymiar uniwersalny i na transcendencję. Są to zatem
różne drogi wiodące do prawdy, niewątpliwie przydatne
człowiekowi, jako że ukazują mu wartości, dzięki
którym jego życie staje się coraz bardziej ludzkie94.
Ponadto kultury, jeśli odwołują się do wartości
dawnych tradycji, kryją w sobie choćby w sposób pośredni,
co nie znaczy mniej realny odniesienie do znaków obecności Boga w
przyrodzie, co widzieliśmy już wcześniej, mówiąc o
pismach mądrościowych i o nauczaniu św. Pawłw 71. Pozostając w
ścisłym związku z ludźmi i z ich historią, kultury
podlegają takiej samej dynamice, jaka występuje w dziejach
człowieka. Tak więc można w nich dostrzec przekształcenia i
procesy rozwojowe dokonujące się w wyniku kontaktów
między ludźmi, którzy przekazują sobie nawzajem
różne modele życia. Kultury czerpią pokarm z
przekazywania wartości, zaś ich żywotność i
przetrwanie zależy od ich zdolności otwarcia na przyjęcie nowych
elementów. Jak wyjaśnić tę dynamikę rozwoju?
Każdy człowiek jest włączony w jakąś
kulturę, zależy od niej i na nią oddziałuje. Człowiek
jest jednocześnie dzieckiem i ojcem kultury, w której żyje. We
wszystkie przejawy swego życia wnosi coś, co odróżnia go
od reszty stworzenia: nieustanne otwarcie na tajemnicę i nieugaszone
pragnienie wiedzy. W konsekwencji każda kultura kryje w sobie i
wyraża dążenie do jakiejś pełni. Można zatem
powiedzieć, że w samej kulturze zawarta jest możliwość
przyjęcia Bożego Objawienia. Również sposób, w
jaki chrześcijanie przeżywają swoją wiarę, jest
przeniknięty przez kulturę otaczającego ich środowiska. Z
kolei sam sposób przeżywania wiary stanowi również
jeden z czynników, które stopniowo kształtują cechy tej
kultury. W każdą kulturę chrześcijanie wnoszą
niezmienną prawdę Boga, którą On sam objawił w
dziejach i w kulturze określonego narodu. W ten sposób w kolejnych
stuleciach wciąż na nowo dokonuje się wydarzenie, którego
świadkami byli pielgrzymi przebywający w Jerozolimie w dniu
Pięćdziesiątnicy. Słuchając apostołów,
zapytywali: «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są
Galilejczykami? (...) Jakżeż więc każdy z nas słyszy
swój własny język ojczysty? Partowie i Medowie, i Elamici, i
mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz
Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą
blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy
i Arabowie słyszymy ich głoszących w naszych językach
wielkie dzieła Bożzyk» (Dz 2, 7-11). Ewangelia głoszona w
różnych kulturach domaga się wiary od tych, którzy
ją przyjmują, ale nie przeszkadza im zachować własnej
tożsamości kulturowej. Nie prowadzi to do żadnych
podziałów, ponieważ cechą
wyróżniającą społeczność ochrzczonych jest
powszechność, która potrafi przyjąć każdą
kulturę, wspomagając rozwój tych jej elementów,
które pośrednio prowadzą ją do pełnego
wyrażenia się w prawdzie. Wynika stąd, że
określona kultura nigdy nie może się stać kryterium oceny,
a tym bardziej ostatecznym kryterium prawdy w odniesieniu do Objawienia
Bożego. Ewangelia nie przeciwstawia się danej kulturze, to znaczy w
spotkaniu z nią nie chce pozbawiać jej właściwych dla niej
treści ani narzucać jej obcych, niezgodnych z nią form.
Przeciwnie, orędzie głoszone przez chrześcijanina w świecie
i w różnorodności kultur stanowi prawdziwą formę
wyzwolenia od wszelkiego nieładu wprowadzonego przez grzech, a zarazem
powołania do pełni prawdy. To spotkanie niczego kulturom nie odbiera,
ale przeciwnie pobudza je do otwarcia się na nowość
ewangelicznej prawdy, aby mogły zaczerpnąć z niej inspirację
ni prawdy. To 72. Fakt, że
misja ewangelizacyjna napotkała najpierw na swej drodze filozofię
grecką, nie oznacza bynajmniej, iż należy odrzucić wszelkie
kontakty z innymi szkołami myślenia. Dzisiaj, w miarę jak
Ewangelia dociera do obszarów kulturowych pozostających do tej pory
poza zasięgiem oddziaływania chrześcijaństwa, nowe zadania
otwierają się przed inkulturacją. Nasze pokolenie staje wobec
podobnych problemów, jakim musiał sprostać
Kościół pierwszych wieków. Myślę tu przede wszystkim
o krajach Wschodu, niezwykle bogatych w bardzo dawne tradycje religijne i
filozoficzne. Szczególne miejsce wśród nich zajmują
Indie. Z wielką duchową energią myśl hinduska poszukuje
doświadczenia, które wyzwalając człowieka z ograniczeń
czasu i przestrzeni miałoby wartość absolutną. W dynamice tych
dążeń do wyzwolenia osadzone są wielkie systemy
metafizyczne. Zadaniem dzisiejszych
chrześcijan, zwłaszcza w Indiach, jest wydobycie z tego bogatego
dziedzictwa elementów zgodnych z ich wiarą, aby mogły one
wzbogacić myśl chrześcijańską. W tym procesie
rozeznania, inspirowanego przez soborową Deklarację Nostra aetate,
winni kierować się określonymi kryteriami. Pierwsze z nich to
kryterium uniwersalizmu ludzkiego ducha, którego podstawowe
dążenia można odnaleźć w niezmienionej postaci w
najbardziej różnorodnych kulturach. Kryterium drugie,
wynikające z pierwszego, jest następujące: kiedy
Kościół styka się po raz pierwszy z wielkimi kulturami,
nie może wyrzec się tego, co zyskał dzięki inkulturacji w
myśli grecko-łacińskiej. Odrzucając to dziedzictwo sprzeciwiłby
się opatrznościowemu zamysłowi Boga, który wiedzie
swój Kościół po drogach czasu i historii. To kryterium
zresztą obowiązuje Kościół każdej epoki,
także Kościół jutra, który będzie bogatszy o
to, co zyska dzięki dzisiejszym kontaktom z kulturami wschodnimi, i z tego
dziedzictwa zaczerpnie nowe wskazania, aby nawiązać owocny dialog z
kulturami, jakie ludzkość zdoła wytworzyć i
rozwinąć w swojej wędrówce ku przyszłości. Po
trzecie wreszcie, należy zważać, aby nie mylić
słusznej troski o zachowanie specyfiki i oryginalności myśli
hinduskiej z poglądem, że dana tradycja kulturowa powinna
pozostać zamknięta w swojej odrębności i umacniać
się przez opozycję wobec innych tradycji, co byłoby przeciwstawne
samej naturze ludzkiego ducha. Wszystko co powiedzieliśmy o
Indiach, dotyczy także dziedzictwa wielkich kultur Chin, Japonii i innych
krajów Azji, a także dorobku tradycyjnych kultur Afryki,
rozpowszechnianych głównie drogą przekazu ustnego. 73. Jak wynika z
tych rozważań, pożądaną więź między
teologią a filozofią należy rozpatrywać w dwukierunkowym
odniesieniu: punktem wyjścia i pierwotnym źródłem dla
teologii musi być zawsze słowo Boże objawione w dziejach, a
ostatecznym celem nic innego jak zrozumienie tegoż słowa, stopniowo
pogłębiane przez kolejne pokolenia. Z drugiej strony, skoro
słowo Boże jest Prawdą (por. J 17, 17), to do lepszego
zrozumienia go przyczynia się z pewnością ludzkie poszukiwanie
prawdy, czyli refleksja filozoficzna, prowadzona zgodnie z właściwymi
jej zasadami. Rzecz nie w tym, aby w wywodzie teologicznym
posłużyć się po prostu jednym czy drugim pojęciem albo
wycinkiem wybranego systemu filozoficznego; istotne jest, aby rozum osoby
wierzącej wykorzystywał swoją zdolność do refleksji w
poszukiwaniu prawdy, w ramach procesu, który wychodząc od
słowa Bożego, zmierza do lepszego zrozumienia tego słowa. Jest
przy tym oczywiste, że poruszając się między tymi dwoma
biegunami słowem Bożym i jego coraz lepszym rozumieniem rozum jest
jak gdyby chroniony i w pewnej mierze prowadzony, dzięki czemu może
unikać dróg, które wywiodłyby go poza obszar Prawdy
objawionej, a ostatecznie poza obszar prawdy w najprostszym sensie tego
słowa; co więcej, jest pobudzany do wejścia na ścieżki,
których istnienia sam nigdy by się nie domyślił. Dzięki
takiej relacji ze słowem Bożym, które jest punktem
wyjścia i celem, filozofia zostaje wzbogacona, ponieważ dzy tymi
dwoma biegunami — słowem 74. Potwierdzeniem
owocności tego rodzaju więzi jest osobiste doświadczenie
wielkich chrześcijańskich teologów, którzy
wyróżnili się także jako wybitni filozofowie, pozostawili
bowiem pisma spekulatywne tak wielkiej wartości, że wolno ich
porównywać do mistrzów filozofii starożytnej. Dotyczy
to zarówno Ojców Kościoła, wśród
których trzeba wymienić przynajmniej imiona św. Grzegorza z
Nazjanzu i św. Augustyna, jak i Doktorów średniowiecznych,
zwłaszcza wspaniałej triady św. Anzelma, św.
Bonawentury i św. Tomasza z Akwinu. Przejawem owocnej relacji między
filozofią a słowem Bożym są też śmiałe
poszukiwania podjęte przez myślicieli bliższych nam w czasie,
spośród których chciałbym wymienić takie postaci,
jak John Henry Newman, Antonio Rosmini, Jacques Maritain, Étienne Gilson
i Edyta Stein w świecie zachodnim, a w kręgu kultury wschodniej
uczonych formatu Władimira S. Sołowjowa, Pawła A. Florenskiego,
Piotra J. Czaadajewa, Władimira N. Łosskiego. Oczywiście,
powołując się na tych autorów, obok których
można by wymienić jeszcze innych, nie zamierzam bynajmniej
wyrazić aprobaty dla całokształtu ich poglądów, ale
jedynie wskazać ich jako znamienne przykłady pewnego typu refleksji
filozoficznej, która wiele zyskała dzięki konfrontacji z
prawdami wiary. Jedno jest pewne: zapoznanie się z drogą duchowego
rozwoju tych myślicieli przyczyni się do postępu w poszukiwaniu
prawdy i pozwoli lepiej wykorzystać osiągnięte rezultaty w
służbie człowiekowi. Wypada sobie życzyć, aby ta
wielka tradycja filozoficzno-teologiczna znalazła dzisiaj i w
przyszłości kontynuatorów i badaczy dla dobra
Kościoła i ludzkości. Różne typy refleksji filozoficznej 75. Zarysowana
wyżej historia związków między wiarą a
filozofią ukazuje, że można mówić o
różnych typach refleksji filozoficznej z punktu widzenia jej
odniesień do wiary chrześcijańskiej. Pierwsza z nich to
filozofia całkowicie niezależna od Objawienia ewangelicznego: odmiana
ta zaistniała historycznie w epokach poprzedzających narodzenie
Odkupiciela, później zaś występowała także w
regionach, dokąd Ewangelia jeszcze nie dotarła. W takiej sytuacji
filozofia ujawnia słuszną ambicję, by być
przedsięwzięciem autonomicznym, to znaczy kierującym się
własnymi prawami, opierając się wyłącznie na
zdolnościach rozumu. To dążenie należy popierać i
umacniać, choć ze świadomością, że wrodzona
słabość ludzkiego rozumu narzuca mu poważne ograniczenia.
Refleksja filozoficzna bowiem, jako poszukiwanie prawdy w sferze przyrodzonej,
jest zawsze przynajmniej pośrednio otwarta na rzeczywistość
nadprzyrodzoną. Co więcej, także
wówczas gdy sama teologia sięga po pojęcia i argumenty
filozoficzne, należy zachować postulat właściwie rozumianej
autonomiczności myślenia. Rozumowanie przeprowadzone zgodnie ze
ścisłymi kryteriami racjonalnymi jest bowiem gwarancją osiągnięcia
wyników, które są powszechnie prawdziwe. Także tutaj
sprawdza się zasada, że łaska nie niszczy natury, ale ją
doskonali: przyzwolenie wiary, ogarniające rozum i wolę, nie niszczy,
ale doskonali zdolność samodzielnego myślenia każdego
człowieka wierzącego, który przyjmuje prawdy objawione. Czymś wyraźnie
różnym od tego słusznego postulatu jest teoria tak zwanej
filozofii «samowystarczalnej», wyznawana przez licznych filozofów
nowożytnych. Nie głosi ona słusznej autonomii refleksji
filozoficznej, ale domaga się raczej uznania samowystarczalności
myślenia, co jest w oczywisty sposób nieuzasadnione: odrzucenie
bogactwa prawdy płynącego z Bożego Objawienia oznacza bowiem
zamknięcie sobie dostępu do głębszego poznania prawdy, ze
szkodą dla samej filozofii. 76. Innym typem refleksji
filozoficznej jest ta, którą wielu określa mianem filozofii
chrześcijańskiej. Określenie to jest samo w sobie uzasadnione,
nie należy go jednak błędnie rozumieć: nie powinno ono
sugerować, jakoby istniała jakaś oficjalna filozofia
Kościoła, gdyż wiara jako taka nie jest filozofią. Ma ono
raczej oznaczać chrześcijańską refleksję
filozoficzną, spekulację filozoficzną powstałą w
żywotnym związku z wiarą. Nie określa zatem wyłącznie
filozofii wypracowanej przez filozofów chrześcijańskich,
którzy w swoich poszukiwaniach nie chcieli zaprzeczać wierze.
Mówiąc o filozofii chrześcijańskiej mamy na myśli
wszystkie ważne kierunki myśli filozoficznej, które nie
powstałyby bez bezpośredniego lub pośredniego wkładu wiary
chrześcijańskiej. Tak więc w filozofii chrześcijańskiej
można dostrzec dwa aspekty: aspekt subiektywny, który polega na
oczyszczeniu rozumu przez wiarę. Jako cnota teologalna wiara uwalnia rozum
od zadufania typowej pokusy, której łatwo ulegają filozofowie.
Piętnowali ją już św. Paweł i Ojcowie Kościoła,
a w czasach nam bliższych filozofowie tacy jak Pascal czy Kierkegaard.
Dzięki pokorze filozof zdobywa się na odwagę podjęcia
także pewnych problemów, które trudno byłoby mu
rozstrzygnąć, gdyby nie uwzględnił wiedzy uzyskanej
dzięki Objawieniu. Przykładem może tu być zagadnienie
zła i cierpienia, osobowa tożsamość Boga, pytanie o sens
życia, a bardziej bezpoś. Jako cnota teologalna «dlaczego coś
istnieje?». Istnieje też aspekt obiektywny,
dotyczący treści filozofii: Objawienie ukazuje wyraźnie pewne
prawdy, których rozum być może nigdy by nie odkrył, gdyby
był zdany na własne siły, choć nie są one
niedostępne dla jego naturalnego poznania. Należą do tej
dziedziny takie zagadnienia, jak pojęcie Boga Stwórcy osobowego i
wolnego, które odegrało tak znaczną rolę w rozwoju
myśli filozoficznej, a zwłaszcza filozofii bytu. W tej sferze
mieści się także rzeczywistość grzechu, tak jak jawi
się ona w świetle wiary, która pomaga poprawnie ująć
w kategoriach filozoficznych problem zła. Także koncepcja osoby jako
istoty duchowej jest szczególnie oryginalnym wkładem wiary:
chrześcijańskie orędzie godności, równości i
wolności ludzi bez wątpienia wywarło wpływ na
nowożytną refleksję filozoficzną. W czasach nam
bliższych można wskazać na odkrycie doniosłości,
jaką posiada także dla filozofów wydarzenie historyczne,
które stanowi centrum chrześcijańskiego Objawienia.
Nieprzypadkowo stało się ono kluczowym pojęciem filozofii
historii, która stanowi nowy rozdział w ludzkich poszukiwaniach
prawdy. Obiektywnym elementem filozofii
chrześcijańskiej jest też konieczność badania
racjonalności pewnych prawd zawartych w Piśmie Świętym,
takich jak możliwość nadprzyrodzonego powołania
człowieka czy sam grzech pierworodny. Takie przedsięwzięcia
skłaniają rozum do uznania, że istnieje prawda i
rzeczywistość racjonalna daleko poza ciasnymi granicami, w
których on sam byłby skłonny się zamknąć. Tego
rodzaju problematyka rozszerza w istocie dziedzinę racjonalnej refleksji. Rozważając te zagadnienia,
filozofowie nie stali się teologami, nie dążyli bowiem do
zrozumienia i wyjaśnienia prawd wiary w świetle Objawienia.
Kontynuowali pracę w swojej własnej dziedzinie, stosując
własne, czysto racjonalne metody, ale zarazem poszerzając obszar swych
poszukiwań o nowe dziedziny prawdy. Można powiedzieć, że
bez tego pobudzającego wpływu słowa Bożego nie
powstałaby znaczna część filozofii nowożytnej i
współczesnej. Fakt ten zachowuje całe swoje znaczenie nawet w
obliczu smutnej konstatacji, że wielu myślicieli ostatnich stuleci
odeszło od chrześcijańskiej ortodoksji. 77. Z innym
ważnym typem refleksji filozoficznej mamy do czynienia wówczas, gdy
sama teologia odwołuje się do filozofii. W rzeczywistości
teologia zawsze potrzebowała i nadal potrzebuje pomocy filozofii. Skoro
teologia jest dziełem rozumu krytycznego, prowadzonym w świetle
wiary, to podstawą i nieodzownym warunkiem wszelkich jej poszukiwań
jest istnienie rozumu odpowiednio wykształconego i uformowanego w sferze
pojęć i argumentów. Ponadto teologia potrzebuje filozofii, aby
prowadzić z nią dialog w celu sprawdzenia, czy jej twierdzenia
są zrozumiałe i uniwersalnie prawdziwe. Nieprzypadkowo Ojcowie
Kościoła i teolodzy średniowieczni przyjmowali filozofie
niechrześcijańskie, aby im powierzyć tę funkcję
wyjaśniającą. Ten fakt historyczny podkreśla znaczenie
autonomiczności, jaką zachowuje także ten trzeci typ refleksji
filozoficznej, zarazem jednak wskazuje na niezbędne i głębokie
przekształcenia, jakie musi ona przejść. W tym właśnie wymiarze
niezbędnego i szlachetnego współdziałania filozofia
była nazywana już w epoce patrystycznej ancilla theologiae.
Określenie to nie miało oznaczać, że filozofia
podporządkowuje się bezwolnie teologii ani że odgrywa wobec niej
rolę wyłącznie funkcjonalną. Rozumiano je raczej w takim
sensie, w jakim Arystoteles nazywał nauki doświadczalne
«służkami filozofii pierwszej». Dzisiaj trudno byłoby
stosować to określenie ze względu na wspomniane wyżej
zasady autonomii, ale w ciągu dziejów posługiwano się
nim, aby wskazać na potrzebę więzi między dwiema
dziedzinami nauki i na niemożliwość ich rozdzielenia. Jeżeli teolog nie chce
posługiwać się filozofią, powstaje niebezpieczeństwo,
że będzie uprawiał filozofię nieświadomie i zamknie
się w strukturach myślowych mało przydatnych do zrozumienia
wiary. Gdyby natomiast filozof odrzucił wszelką więź z
teologią, poczułby się zobowiązany do przywłaszczenia
sobie treści wiary chrześcijańskiej, jak to uczynili
niektórzy filozofowie nowożytni. W jednym i w drugim przypadku
powstałoby niebezpieczeństwo zniszczenia podstaw autonomii,
którą każda nauka słusznie pragnie zachować. Rozpatrywana tutaj odmiana filozofii,
ze względu na jej wpływ na rozumienie Objawienia, w sposób
bardziej bezpośredni podporządkowana jest wraz z teologią
autorytetowi Magisterium i stanowi przedmiot jego rozeznania, jak to już
wyjaśniałem poprzednio. Prawdy wiary stawiają bowiem
określone wymogi, które filozofia musi respektować, gdy
nawiązuje relację z teologią. 78. W świetle
tych rozważań łatwo jest zrozumieć, dlaczego Magisterium
wielokrotnie chwaliło zalety myśli św. Tomasza i ukazywało
go jako przewodnika i wzór dla teologów. Nie chciało w ten
sposób zajmować stanowiska w kwestiach ściśle
filozoficznych ani też nakazywać przyjęcia określonych
poglądów. Zamiarem Magisterium było i nadal jest ukazanie
św. Tomasza jako autentycznego wzoru dla wszystkich poszukujących
prawdy. W jego refleksji bowiem wymogi rozumu i moc wiary
połączyły się w najbardziej wzniosłej syntezie, jaką
kiedykolwiek wypracowała ludzka myśl, jako że potrafił on
bronić radykalnie nowych treści przyniesionych przez Objawienie, nie
łamiąc nigdy zasad, jakimi kieruje się o 79. Rozwijając
nauczanie zawarte we wcześniejszych wypowiedziach Magisterium
Kościoła, zamierzam w ostatniej części tej Encykliki
wskazać pewne wymogi, jakie teologia a przede wszystkim słowo
Boże stawia dzisiaj myśli filozoficznej i współczesnym
filozofiom. Jak już podkreślałem, filozof musi kierować
się własnymi regułami i opierać na własnych zasadach;
jednakże prawda może być tylko jedna. Treści Objawienia
nigdy nie mogą umniejszać odkryć rozumu i jego słusznej
autonomii; rozum jednak ze swej strony nie powinien nigdy utracić
zdolności do refleksji nad samym sobą i do stawiania pytań,
świadom, że nie może przypisać sobie statusu absolutnego i
wyłącznego. Prawda objawiona, ukazując tajemnicę bytu w
pełnym świetle, które promieniuje z samej Istoty dającej
byt, rozjaśni drogę refleksji filozoficznej. Chrześcijańskie
Objawienie staje się zatem prawdziwym łącznikiem i przestrzenią
spotkania między myślą filozoficzną a teologiczną w
ich wzajemnych odniesieniach. Tak więc należy sobie życzyć,
aby teologowie i filozofowie poszli za jedynym autorytetem prawdy w celu
wypracowania filozofii współbrzmiącej ze słowem
Bożym. Ta filozofia stanie się terenem spotkania między
kulturami a wiarą chrześcijańską, podstawą do
porozumienia między wierzącymi i niewierzącymi. Będzie
pomocna, ponieważ wierzący przekonają się bliżej,
że wiara zyskuje na głębi i autentyczności, jeżeli
idzie w parze z refleksją i nie rezygnuje z niej. Potwierdzenie tego
przekonania znajdujemy także w nauce Ojcó pewne «Sama wiara nie
jest niczym innym jak przyzwoleniem myśli. (...) Każdy kto wierzy,
myśli wierząc myśli i myśląc wierzy. (...) Wiara,
jeśli nie jest myśi — wierząc»95. A w innym miejscu:
«Jeśli usuwamy przyzwolenie rozumu, usuwamy wiarę, ponieważ bez
przyzwolenia rozumu nie można wierzyć»96. Niezbywalne
wymogi słowa Bożego 80. W Piśmie
Świętym znaleźć można cały zespół
elementów, dostępnych bezpośrednio lub pośrednio,
które pozwalają zbudować wizję człowieka i świata
o znacznej wartości filozoficznej. Chrześcijanie stopniowo
uświadomili sobie, jakie bogactwo kryje się na tych
świętych stronicach. Ukazują one, że
rzeczywistość, którą postrzegamy, nie jest absolutem: nie
jest niestworzona i nie zrodziła się sama. Tylko Bóg
jest Absolutem. Ze stronic Biblii wyłania się ponadto wizja człowieka
jako imago Dei, która zawiera konkretne wskazania dotyczące jego
istoty i wolności oraz nieśmiertelności jego ducha. Skoro
świat stworzony nie jest samowystarczalny, to wszelkie złudne
poczucie autonomii, ignorujące zasadniczą zależność
każdego stworzenia w tym także człowieka od Boga, prowadzi do
dramatów, które udaremniają dego stworzenia — w tym
także człowieka Także problem zła moralnego
najtragiczniejszej formy zła zostaje podjęty w Biblii, która
mówi nam, że jego źródeł nie można
znaleźć w jakiejś niedoskonałości związanej z
materią, ale że jest ono raną zadaną przez człowieka
wyrażającego w sposób nieuporządkowany swoją
wolność. Słowo Boże stawia wreszcie pytanie o sens
istnienia i udziela na nie odpowiedzi, kierując człowieka ku Jezusowi
Chrystusowi, Wcielonemu Słowu Bożemu, które w pełni
urzeczywistnia ludzką egzystencję. Lektura świętego tekstu
pozwoliłaby dostrzec inne jeszcze aspekty, jednakże na pierwszy plan
wysuwa się a moralnego — najtragiczniejszej formy zła — Fundamentem tej «filozofii» zawartej w
Biblii jest przekonanie, że życie ludzkie i świat mają sens
i zmierzają ku pełni, która urzeczywistnia się w
Chrystusie Jezusie. Wcielenie pozostanie zawsze centralną tajemnicą,
do której należy się odwoływać, aby zrozumieć
zagadkę istnienia człowieka, świata stworzonego i samego Boga.
Tajemnica ta stawia najtrudniejsze wyzwania przed filozofią, każe
bowiem rozumowi przyswoić sobie logikę zdolną obalić mury,
w których on sam mógłby się uwięzić. Tylko
tutaj jednak sens istnienia osiąga swój szczyt. Zrozumiała
staje się bowiem najgłębsza istota Boga i człowieka: w
tajemnicy Wcielonego Słowa zostaje zachowana natura Boska i natura ludzka
oraz autonomia każdej z nich, a zarazem ujawnia się relacja miłości,
która jednoczy je ze sobą, oraz jedyna w swoim rodzaju
więź, która unikając wymieszania natur ujmuje je we
wzajemnym odniesieniu97. 81. Można
zauważyć, że jednym z najbardziej znamiennych aspektów
naszej obecnej kondycji jest «kryzys sensu». Powstało tak wiele perspektyw
poznawczych, często o charakterze naukowym, z których można
patrzeć na życie i świat, że mamy w rzeczywistości do
czynienia z coraz powszechniejszym zjawiskiem fragmentaryzacji wiedzy.
Właśnie to sprawia, że tak trudne, a często daremne jest
poszukiwanie sensu. Co więcej i jest to zjawisko jeszcze bardziej
dramatyczne w tym gąszczu informacji i faktów, wśród
których żyjemy i które zdają się stanowić
samą treść życia, wielu zastanawia się, czy ma jeszcze
sens samo pytanie o sens. Wielość teorii, które prześcigają
się w próbach rozwiązania tego problemu, a także
różne wizje i interpretacje świata i ludzkiego życia
pogłębiają tylko tę zasadniczą
wątpliwość, która łatwo może stać się
źródłem sceptycyzmu i obojętności albo też
różcej — i W konsekwencji duch ludzki zostaje
często opanowany przez jakąś bliżej nie określoną
formę myślenia, wiodącą go do jeszcze większego
zamknięcia się w sobie, w granicach własnej immanencji, bez
żadnego odniesienia do transcendencji. Filozofia, która nie
stawiałaby pytania o sens istnienia, byłaby narażona na
poważne niebezpieczeństwo, jakim jest sprowadzenie rozumu do funkcji
czysto instrumentalnych oraz utrata wszelkiego autentycznego zamiłowania
do poszukiwania prawdy. Aby dobrze
współbrzmieć ze słowem Bożym, filozofia musi przede
wszystkim odzyskać wymiar mądrościowy jako poszukiwanie
ostatecznego i całościowego sensu życia. Ten podstawowy
wymóg jest w istocie bardzo potrzebnym bodźcem dla filozofii,
gdyż każe jej przystosować się do własnej natury.
Idąc tą drogą, filozofia stanie się bowiem nie tylko
decydującym autorytetem krytycznym, który wskazuje
różnym dyscyplinom wiedzy, jakie są ich podstawy i
ograniczenia, ale także ostateczną instancją
jednoczącą ludzką wiedzę i działanie przez to, że
pod jej wpływem zmierzają one do jednego najwyższego celu i
sensu. Ten wymiar mądrościowy jest dzisiaj tym bardziej nieodzowny,
że ogromny wzrost technicznego potencjału ludzkości każe
jej na nowo i z całą ostrością uświadomić sobie
najwyższe wartości. Jeśli te środki techniczne nie
będą podporządkowane jakiemuś celowi, który wychodzi
poza logikę czystego utylitaryzmu, rychło mogą ujawnić
swój charakter antyludzki, a nawet przekształcić się w
potencjalne narzędzia zniszczenia rodzaju ludzkiego98. Słowo Boże objawia ostateczny
cel człowieka i nadaje całościowy sens jego działaniu w
świecie. Właśnie dlatego wzywa filozofię, by starała
się znaleźć naturalny fundament tegoż sensu, którym
jest religijność wpisana w naturę każdego człowieka.
Filozofia, która podważałaby możliwość istnienia
ostatecznego i całościowego sensu, byłaby nie tylko
nieprzydatna, ale wręcz błędna. 82. Tej roli
mądrościowej nie mogłaby ponadto odgrywać filozofia,
która sama nie byłaby autentyczną i prawdziwą
wiedzą, to znaczy taką, która interesuje się nie tylko
szczegółowymi i relatywnymi aspektami rzeczywistości
funkcjonalnymi, formalnymi lub praktycznymi ale także jej prawdą
całkowitą i ostateczną, to znaczy samym bytem przedmiotu
poznania. Dochodzimy tu zatem do drugiego postulatu: należy wykazać,
że człowiek jest zdolny dojść ci poznania prawdy; chodzi
przy tym o poznanie, które dociera do prawdy obiektywnej poprzez
adaequatio rei et intellectus, o której mówią Doktorzy
Scholastyki99. Ten wymóg, właściwy dla wiary,
został jednoznacznie potwierdzony przez Sobór
Watykański II: «Umysł bowiem nie jest zacieśniony do samych
zjawisk, lecz może z prawdziwą pewnością ująć
rzeczywistość poznawalną, mimo że w następstwie
grzechu jest częściowo przyciemniony i osłabiony»100. Filozofia o charakterze zdecydowanie
fenomenalistycznym czy relatywistycznym nie byłaby w stanie dopomóc
w poznawaniu bogactw zawartych w słowie Bożym. Pismo Święte
bowiem zakłada zawsze, że człowiek, choć splamił
się nieuczciwością i kłamstwem, jest w stanie
pojąć czystą i prostą prawdę. W świętych
księgach, a zwłaszcza w Nowym Testamencie znaleźć
można teksty i stwierdzenia dotyczące kwestii w ścisłym
sensie ontologicznych. Natchnieni autorzy pragnęli bowiem zawrzeć w
nich twierdzenia prawdziwe, to znaczy takie, które wyrażają
obiektywną rzeczywistość. Nie można utrzymywać,
że tradycja katolicka popełniła błąd,
interpretując niektóre teksty św. Jana i św.
Pawła jako twierdzenia dotyczące samego bytu Chrystusa. Teologia, gdy
próbuje zrozumieć i wyjaśnić te stwierdzenia, potrzebuje
zatem pomocy jakiejś filozofii, która nie zaprzecza, że
możliwe jest poznanie obiektywnie prawdziwe, nawet jeśli zawsze
można je nadal doskonalić. Wszystko, co tu powiedzieliśmy,
dotyczy także osądów sumienia, co do których Pismo
Święte zakłada, że mogą być obiektywnie
prawdziwe101. 83. Z dwóch
powyższych wymogów wynika trzeci: potrzebna jest filozofia o
zasięgu prawdziwie metafizycznym, to znaczy umiejąca wyjść
poza dane doświadczalne, aby w swoim poszukiwaniu prawdy odkryć
coś absolutnego, ostatecznego, fundamentalnego. Wymóg ten wpisany
jest zarówno w poznanie o charakterze mądrościowym, jak i
analitycznym; w szczególności zaś jest to wymóg typowy
dla poznania dobra moralnego, którego ostatecznym fundamentem jest najwyższe
Dobro, sam Bóg. Nie chcę tutaj mówić o metafizyce jako
o konkretnej szkole lub określonym nurcie powstałym w
przeszłości. Pragnę jedynie stwierdzić, że
rzeczywistość i prawda wykraczają poza granice tego co faktyczne
i empiryczne; chcę też wystąpić w obronie ludzkiej
zdolności do poznania tego wymiaru transcendentnego i metafizycznego w
sposób prawdziwy i pewny, choć niedoskonały i analogiczny. W
tym sensie nie należy uważać metafizyki za alternatywę
antropologii, jako że to właśnie metafizyka pozwala
uzasadnić pojęcie godności osoby, wskazując na jej
naturę duchową. Problematyka osoby stanowi szczególnie dogodny
teren, na którym dokonuje się spotkanie z bytem, a tym samym z
refleksją metafizyczną. Wszędzie tam, gdzie człowiek
dostrzega wezwanie absolutu i transcendencji, otwiera się przed nim droga
do metafizycznego wymiaru rzeczywistości: w prawdzie, w pięknie, w
wartościach moralnych, w drugim człowieku, w samym bycie, w Bogu.
Wielkie wyzwanie, jakie stoi przed nami u kresu obecnego tysiąclecia, wyzwanie
równie nieuniknione jak pilne, polega na przejściu od fenomenu do
fundamentu. Nie można zatrzymać się na samym doświadczeniu;
także wówczas gdy wyraża ono i ujawnia
wewnętrzność człowieka i jego duchowość,
refleksja racjonalna winna docierać do poziomu istoty duchowej i do
fundamentu, który jest jej podłożem. A zatem refleksja
filozoficzna, która wykluczałaby wszelkie otwarcie na
metafizykę, byłaby zupełnie nieprzydatna do pełnienia
funkcji pośredniczącej w zrozumieniu Objawienia. Słowo Boże nieustannie
odwołuje się do tego, co wykracza poza granice doświadczenia, a
nawet ludzkiej myśli; ale ta «tajemnica» nie mogłaby zostać
objawiona ani teologia nie mogłaby uczynić jej w pewien sposób
zrozumiałą102, gdyby ludzkie poznanie było ograniczone
wyłącznie do świata doświadczeń zmysłowych.
Dlatego metafizyka odgrywa szczególnie ważną rolę w
poszukiwaniach teologicznych. Teologia pozbawiona wymiaru metafizycznego nie
potrafiłaby wyjść poza analizę doświadczenia
religijnego, a intellectus fidei nie mógłby z jej pomocą
poprawnie wyrazić uniwersalnej i transcendentnej wartości prawdy
objawionej. Kładę tak wielki nacisk na
element metafizyczny, gdyż jestem przekonany, że tylko tą
drogą można przezwyciężyć kryzys, jaki dotyka
dziś wielkie obszary filozofii, a w ten sposób skorygować
pewne błędne postawy rozpowszechnione w naszym
społeczeństwie. 84. Potrzeba
autorytetu metafizyki staje się jeszcze bardziej oczywista, jeśli
weźmiemy pod uwagę współczesny rozwój nauk
hermeneutycznych i różnych form analizy językowej. Rezultaty
tych poszukiwań mogą być bardzo przydatne dla rozumienia wiary,
ujawniają bowiem strukturę naszego myślenia i mowy oraz sens
zawarty w języku. Jednakże niektórzy przedstawiciele tych nauk
skłonni są ograniczać swoje poszukiwania jedynie do pytania, w
jaki sposób człowiek rozumie i wyraża rzeczywistość,
nie próbują natomiast ustalić, czy rozum jest w stanie
odkryć jej istotę. Czyż nie należy dostrzec w tej postawie
jeszcze jednego przejawu współczesnego kryzysu zaufania do
zdolności rozumu? Kiedy zaś pod wpływem apriorycznych
założeń nauki stwierdzenia te próbują
przesłonić treści wiary lub podważyć ich
uniwersalną prawdziwość, nie tylko okazują
lekceważenie rozumowi, ale same uznają własną
bezradność. Wiara bowiem zakłada jednoznacznie, że ludzki
język potrafi wyrazić w sposób uniwersalny choć w
kategoriach analogicznych, ale przez to nie mniej doniosłych
rzeczywistość Boską i transcendentną103. Gdyby tak
nie było, słowo Boże które jest przecież słowem
Boga wyrażonym w ludzkim języku nie mogłoby przekazać
żadnej wiedzy o Bogu. Próby zrozumienia tego słowa nie
mogą bez końca odsyłać nas od interpretacji do
interpretacji, nie pozwalając nam dotrzeć do żadnego prawdziwego
stwierdzenia; w przeciwnym razie nie byłoby możliwe Boże
Objawienie, a jedynie wyrażanie ludzkich przekonań dotyczących
Boga oraz Jego zamysłóe — które 85. Zdaję sobie
sprawę, że te wymogi, stawiane filozofii przez słowo Boże,
mogą się wydawać trudne dla wielu osób, które bezpośrednio
zaangażowane są w prace badawcze w dziedzinie filozofii
współczesnej. Właśnie dlatego pragnę wyrazić
tutaj głębokie przekonanie opierając się na tym, czego
nauczali konsekwentnie papieże ostatnich pokoleń i co
potwierdził także Sobór Watykańbokie II że
człowiek jest w stanie wypracować sobie jednolitą i
organiczną koncepcję poznania. Jest to jedno z zadań, jakie
myśl chrześcijańska będzie musiała podejmować w
nadchodzącym trzecim tysiącleciu ery chrześcijańskiej.
Wycinkowość wiedzy wiąże się z częściową
wizją prawdy i prowadzi do fragmentaryzacji sensu, a przez to
uniemożliwia współczesnemu człowiekowi
osiągnięcie wewnętrznej jedności. Czyż
Kościół mógłby pozostać na to obojętny?
Sama Ewangelia nakłada na jego Pasterzy zadanie szerzenia wizji mądrościowej
i dlatego nie mogą oni uchylić się od tego obowią— Jestem przekonany, że filozofowie
próbujący dziś podjąć zadania, jakie słowo
Boże stawia przed ludzką myślą, powinni oprzeć
swoją refleksję na powyższych postulatach i nawiązywać
konsekwentnie do wielkiej tradycji zainicjowanej przez starożytnych,
kontynuowanej przez Ojców Kościoła oraz mistrzów
scholastyki i obejmującej także fundamentalne zdobycze myśli
nowożytnej i współczesnej. Filozof, który będzie
umiał czerpać z tej tradycji i znajdować w niej inspirację,
z pewnością okaże się wierny wymogom autonomii myśli
filozoficznej. Dlatego też jest
szczególnie ważne w obecnej sytuacji, aby niektórzy
filozofowie stali się promotorami ponownego odkrycia decydującej roli
tradycji w kształtowaniu poprawnej formy poznania. Nawiązywanie do
tradycji nie jest bowiem tylko wspominaniem przeszłości; raczej
wyraża ono uznanie wartości dziedzictwa kulturowego,
należącego do wszystkich ludzi. Można by wręcz powiedzieć,
że to my należymy do tradycji i nie mamy prawa samowolnie nią
rozporządzać. Właśnie to zakorzenienie w tradycji pozwala
nam dziś sformułować myśl oryginalną, nową i
otwierającą perspektywy na przyszłość. Zasada więzi
z tradycją w jeszcze większym stopniu dotyczy teologii. Nie tylko
dlatego, że jej pierwotnym źródłem jest żywa
Tradycja Kościoła104, ale także dlatego, że ten
właśnie fakt każe jej na nowo przyswoić sobie
zarówno głęboką tradycję teologiczną,
która odegrała tak doniosłą rolę w poprzednich
epokach, jak i nieprzemijającą tradycję tej filozofii,
która dzięki swej rzeczywistej mądrości zdołała
przekroczyć granice przestrzeni i czasu. 86. Nacisk
kładziony na potrzebę zachowania ścisłej
ciągłości między współczesną
refleksją filozoficzną a myślą wypracowaną przez tradycję
chrześcijańską ma zażegnać niebezpieczeństwo,
jakie kryje się w niektórych nurtach myślowych, dzisiaj
szczególnie rozpowszechnionych. Uważam, że warto je
omówić choćby pokrótce, aby zwrócić
uwagę na zawarte w nich błędy i wynikające stąd
zagrożenia dla filozofii. Pierwszy z tych nurtów
określany jest mianem eklektyzmu, który to termin oznacza
postawę kogoś, kto w swoich poszukiwaniach, w nauczaniu i w
argumentacji, także w sferze teologii, ma zwyczaj posługiwać
się izolowanymi ideami zaczerpniętymi z różnych
filozofii, nie bacząc ani na ich spójność i systematyczne
powiązanie, ani na ich kontekst historyczny. W ten sposób pozbawia
się możliwości odróżnienia cząstki prawdy zawartej
w danej myśli od tego, co może w niej być błędne lub
chybione. Pewną skrajną postać eklektyzmu można dostrzec
także w retorycznym nadużywaniu terminów filozoficznych, do
jakiego uciekają się czasem niektórzy teolodzy. Tego rodzaju
praktyka nie pomaga w poszukiwaniu prawdy i nie kształtuje nawyku
myślenia zarówno teologicznego, jak i filozoficznego opartego na
poważnej i naukowej argumentacji. Systematyczne i głębokie
studium doktryn filozoficznych, właściwego im języka oraz
kontekstu, w jakim powstały, pomaga uniknąć zagrożeń
eklektyzmu i pozwala poprawnie je wykorzystać lenia — zarówno 87. Eklektyzm jest
błędem metodologicznym, ale może także zawierać w
sobie ukryte tezy historyzmu. Aby zrozumieć poprawnie jakąś
doktrynę powstałą w przeszłości, trzeba ją
osadzić we właściwym kontekście historycznym i kulturowym.
Natomiast zasadniczą cechą historyzmu jest to, że uznaje on
wybraną filozofię za prawdziwą, jeśli odpowiada ona wymogom
danej epoki i spełnia wyznaczone jej zadanie historyczne. Podważa
się w ten sposób przynajmniej pośrednio trwałą
wartość prawdy. To co jest prawdziwe w jednej epoce twierdzi
historysta może nie być prawdziwe w innej. W konsekwencji historia
myśli staje się dla niego jedynie zbiorem zabytków, z
którego może czerpać przykłady dawnych poglądów,
dzisiaj już w znacznej mierze przestarzałych i pozbawionych
wszelkiego znaczenia dla teraźniejszości. W rzeczywistości
należy przyjąć, że nawet jeśli sama formuła jest
w pewien sposób związana z określoną epoką i
kulturą, zawsze można dostrzec i rozpoznać prawdę lub
błąd w niej zawarte, niezależb — przynajmniej pośrednio —
trwałą W refleksji teologicznej historyzm
przejawia się zwykle w postaci swego rodzaju «modernizmu». Pod
wpływem słusznej skądinąd troski o aktualność
refleksji teologicznej i jej przystępność dla współczesnego
człowieka, teolodzy skłonni są posługiwać się
wyłącznie najnowszymi formułami zaczerpniętymi z
żargonu filozoficznego, nie zachowując wobec nich odpowiednio
krytycznej postawy, jaką w świetle tradycji należałoby
przyjąć. Ta forma modernizmu mylnie utożsamia
aktualność z prawdą i dlatego nie jest w stanie
spełnić wymogów prawdy, jakim powinna sprostać teologia. 88. Kolejnym
niebezpieczeństwem, jakie należy rozważyć, jest scjentyzm.
Ta koncepcja filozoficzna nie uznaje wartości innych form poznania
niż formy właściwe dla nauk ścisłych, spychając
do sfery wytworów wyobraźni zarówno poznanie religijne i
teologiczne, jak i wiedzę z dziedziny etyki i estetyki. W
przeszłości tę samą ideę głosił pozytywizm i
neopozytywizm, według których twierdzenia o charakterze metafizycznym
są pozbawione sensu. Krytyka epistemologiczna wykazała
bezpodstawność tego poglądu, teraz jednak odrodził się
on w nowej postaci scjentyzmu. Sprowadza on wartości do poziomu
zwykłych wytworów uczucia i odsuwa na bok pojęcie bytu,
pozostawiając miejsce tylko i wyłącznie dla tego, co należy
do sfery faktów. W tym ujęciu nauka, korzystając z
postępu techniki, przygotowuje się do zdominowania wszystkich
aspektów ludzkiego życia. Niezaprzeczalne osiągnięcia
nauki i współczesnej techniki przyczyniły się do
rozpowszechnienia mentalności scjentystycznej. Jej oddziaływanie
wydaje się niczym nie ograniczone, gdy widzimy, jak przeniknęła
ona do wielu różnych kultur, wywołując w nich radykalne
przemiany. Trzeba niestety stwierdzić,
że scjentyzm zalicza wszystko, co dotyczy pytania o sens życia, do
sfery irracjonalnej lub do domeny wyobraźni. Trudno też pogodzić
się ze stosunkiem tego nurtu myślowego do innych wielkich
zagadnień filozofii, które albo całkowicie ignoruje, albo
też poddaje analizie opartej na powierzchownych analogiach, pozbawionych
racjonalnych podstaw. Prowadzi to do zubożenia ludzkiej refleksji przez
usunięcie z jej zasięgu owych fundamentalnych pytań,
które animal rationale od początku swego życia na ziemi
nieustannie sobie zadawał. Uporawszy się w ten sposób z
krytyką opartą na wartościowaniu etycznym, mentalność
scjentystyczna zdołała wpoić wielu ludziom pogląd, iż
wszystko to, co technicznie wykonalne, staje się tym samym także
dopuszczalne moralnie. 89.
Źródłem nie mniejszych zagrożeń jest pragmatyzm
sposób myślenia tych, którzy dokonując wyborów
nie widzą potrzeby odwołania się do refleksji teoretycznej ani
do ocen opartych na zasadach etycznych. Ten nurt myślowy ma doniosłe
konsekwencje praktyczne. W szczególności doprowadził do
ukształtowania się pewnej koncepcji demokracji, w której nie
ma miejsca na jakiekolwiek odniesienie do zasad o charakterze aksjologicznym, a
więc niezmiennych: o dopuszczalności lub niedopuszczalności określonego
postępowania decyduje tu głosowanie większoś—
sposób105. Konsekwencje takiego założenia są
oczywiste: najważniejsze wybory moralne człowieka zostają w
rzeczywistości uzależnione od decyzji podejmowanych doraźnie
przez organy instytucjonalne. Więcej nawet sama antropologia jest w dużej
mierze uwarunkowana przez jednowymiarową wizję człowieka, w
której nie mieszczą się ani wielkie dylematy etyczne, ani
też refleksja egzystencjalna nad sensem cierpienia i ofiary, życia i
ścej 90. Poglądy
omówione do tej pory prowadzą z kolei do koncepcji
ogólniejszej, wyznaczającej dziś jak się zdaje
wspólny horyzont wielu filozofii, które straciły
wrażliwość na zagadnienia bytu. Mam na myśli wizję
nihilistyczną, która jest jednocześnie odrzuceniem wszelkich
fundamentów i negacją — jak się Nihilizm nie tylko pozostaje w
sprzeczności z wymogami i z treścią słowa Bożego, ale
przede wszystkim jest zaprzeczeniem człowieczeństwa człowieka i
samej jego tożsamości. Nie wolno bowiem zapominać, że
usunięcie w cień zagadnień bytu prowadzi nieuchronnie do utraty
kontaktu z obiektywną prawdą, a w konsekwencji z fundamentem, na
którym opiera się ludzka godność. W ten sposób
stwarza się możliwość wymazania z oblicza człowieka
tych cech, które ujawniają jego podobieństwo do Boga, aby
stopniowo wzbudzić w nim destrukcyjną wolę mocy albo
pogrążyć go w rozpaczy osamotnienia. Gdy człowiekowi
odbierze się prawdę, wszelkie próby wyzwolenia go stają
się całkowicie nierealne, ponieważ prawda i wolność
albo istnieją razem, albo też razem marnie giną106. 91.
Komentując wymienione wyżej nurty myślowe, nie
próbowałem przedstawić pełnego obrazu obecnej sytuacji
filozofii: trudno zresztą byłoby ująć ją w ramy
jakiejś jednolitej wizji. Muszę podkreślić, że w
rzeczywistości w wielu dziedzinach zasoby wiedzy i mądrości
znacznie się wzbogaciły. Wystarczy tu wymienić logikę,
filozofię języka, epistemologię, filozofię przyrody,
antropologię, pogłębioną analizę poznania poprzez
uczucia, egzystencjalne ujęcie zagadnienia wolności. Z drugiej strony,
szeroka akceptacja zasady immanencji, stanowiącej centralny element
roszczeń racjonalistycznych, wzbudziła już w ubiegłym
stuleciu falę reakcji, które doprowadziły do radykalnego
podważenia postulatów uważanych za nienaruszalne.
Powstały w ten sposób nurty irracjonalistyczne, natomiast analiza
krytyczna wykazała daremność dążeń do absolutnego
samouzasadnienia rozumu. Nasza epoka została
określona przez niektórych myślicieli mianem «epoki
postmodernizmu». Termin ten, stosowany często w bardzo różnych
kontekstach, wskazuje na pojawienie się całego zespołu nowych
czynników, których oddziaływanie jest tak rozległe i
silne, że zdołało wywołać istotne i trwałe
przemiany. Pierwotnie posługiwano się tym określeniem w
odniesieniu do zjawisk natury estetycznej, społecznej czy technologicznej.
Później znalazło ono zastosowanie w sferze filozofii,
zachowując jednak pewną dwuznaczność, zarówno
dlatego że ocena tego co «postmodernistyczne» jest czasem pozytywna, a czasem
negatywna, jak i dlatego że nie istnieje powszechnie przyjęte
rozwiązanie trudnego problemu granic między kolejnymi epokami
historycznymi. Jedno wszakże nie ulega wątpliwości: nurty
myślowe odwołujące się do postmodernizmu
zasługują na uwagę. Niektóre z nich głoszą
bowiem, że epoka pewników minęła bezpowrotnie, a
człowiek powinien teraz nauczyć się żyć w sytuacji
całkowitego braku sensu, pod znakiem tymczasowości i
przemijalności. Wielu autorów, dokonując niszczycielskiej
krytyki wszelkich pewników, zapomina o niezbędnych
rozróżnieniach i podważa nawet pewniki wiary. Nihilizm ten znajduje swego rodzaju
potwierdzenie w straszliwym doświadczeniu zła, jakie
dotknęło naszą epokę. W obliczu tragizmu tego
doświadczenia załamał się racjonalistyczny optymizm,
który odczytywał historię jako zwycięski pochód
rozumu, źródła szczęścia i wolności; w
konsekwencji jednym z największych zagrożeń jest dzisiaj, u
kresu stulecia, pokusa rozpaczy. Pozostaje jednak prawdą,
że nadal istnieje pewnego rodzaju mentalność pozytywistyczna,
która nie wyzbyła się złudzenia, iż dzięki
zdobyczom nauki i techniki człowiek może niczym demiurg zapewnić
sobie całkowitą kontrolę nad swoim losem. Aktualne zadania teologii 92. W
różnych epokach dziejów teologia jako rozumowe ujęcie
Objawienia stawała zawsze przed zadaniem recepcji dorobku
różnych kultur, a następnie przyswojenia im treści wiary
przy pomocy pojęć odpowiadających tym kulturom. Także
dzisiaj ma do spełnienia dwojaką misję. Z jednej strony musi
bowiem realizować zadanie, jakie w swoim czasie powierzył jej
Sobór Watykańw II, to znaczy odnowić swą
metodologię, aby móc skuteczniej służyć
ewangelizacji. Trudno nie przytoczyć w tym kontekście
słów, które papież Jan XXIII wypowiedział
otwierając obrady Soboru: «Zgodnie z gorącym pragnieniem wszystkich,
którzy szczerze miłują wiarę
chrześcijańską, katolicką i apostolską, nauka ta musi
być szerzej poznawana i głębiej rozumiana, a ludzkim
umysłom należy zapewnić pełniejsze wykształcenie i
formację w tej dziedzinie; konieczne jest, aby ta pewna i niezmienna
doktryna, której należy okazywać wierność i
szacunek, była pogłębiana oraz przedstawiana w sposób
odpowiadający wymogom naszych czasów»107. Z drugiej strony teologia musi
kierować wzrok ku prawdzie ostatecznej, przekazanej jej przez Objawienie,
nie zatrzymując się na etapach pośrednich. Teolog winien
pamiętać, że w jego pracy wyraża się «dynamika wpisana
w samą wiarę» oraz że właściwym przedmiotem jego
poszukiwań jest «Prawda, Bóg żywy i Jego zamysł zbawienia
objawiony w Jezusie Chrystusie»108. Zadanie to, choć dotyczy w
pierwszej kolejności teologii, stanowi zarazem wyzwanie dla filozofii.
Ogrom problemów, jakie dziś przed nimi stoją, każe im
bowiem współpracować, choć przy zachowaniu odrębnych
metodologii, aby prawda mogła zostać na nowo poznana i wyrażona.
Prawda, którą jest Chrystus, domaga się, by ją
przyjąć jako uniwersalny autorytet, który stanowi oparcie
zarówno dla teologii, jak i dla filozofii, dostarcza im bodźców
i pozwala wzrastać (por. Ef 4, 15). Wiara w możliwość poznania
prawdy mającej wartość uniwersalną nie jest bynajmniej
źródłem nietolerancji; przeciwnie, stanowi nieodzowny warunek
szczerego i autentycznego dialogu między ludźmi. Tylko
spełniając ten warunek mogą oni przezwyciężyć
podziały i razem dążyć do poznania całej prawdy,
przemierzając drogi, które zna tylko Duch zmartwychwstałego
Chrystusa109. Obecnie pragnę zatem ukazać, jakie konkretne
formy przyjmuje dziś ten postulat jedności z punktu widzenia
aktualnych zadań teologii. 93. Zasadniczym celem
teologii jest zrozumienie Objawienia i treści wiary. Prawdziwym centrum
refleksji teologicznej winna być zatem kontemplacja samej tajemnicy Boga w
Trójcy Jedynego. Dostęp do niej otwiera refleksja nad
tajemnicą Wcielenia Syna Bożego, a więc nad tym, że
stał się On człowiekiem i w konsekwencji przyjął
mękę i śmierć, a następnie chwalebnie
zmartwychwstał, wstąpił do nieba i zasiadł po prawicy Ojca,
skąd zesłał Ducha Prawdy, aby ustanowił
Kościół i napełniał go życiem. Pierwszoplanowym
zadaniem teologii staje się w tym kontekście zrozumienie kenozy Boga,
która jest naprawdę wielką tajemnicą dla ludzkiego
rozumu, gdyż nie potrafi on pojąć, że cierpienie i
śmierć mogą wyrażać miłość,
która składa siebie w darze niczego nie żądając w
zamian. W tej perspektywie fundamentalną i pilną potrzebą staje
się wnikliwa analiza tekstów: przede wszystkim tekstów
biblijnych, a z kolei tych, w których wyraża się żywa
Tradycja Kościoła. W związku z tym wyłaniają się
dziś pewne problemy, częściowo tylko nowe, których
poprawnego rozwiązania nie można będzie znaleźć bez
udziału filozofii. 94. Pierwsze
problematyczne zagadnienie dotyczy relacji między znaczeniem a
prawdą. Jak każdy inny tekst, także źródła
interpretowane przez teologa przenoszą przede wszystkim pewien sens,
który należy odkryć i ukazać. Otóż sens ten
przybiera tu postać prawdy o Bogu, przez Boga samego ukazanej za
pośrednictwem świętego tekstu. Tak więc język ludzki
staje się ucieleśnieniem języka Boga, który objawia
swoją prawdę «zniżając się» przedziwnie do naszego
poziomu, zgodnie z logiką Wcielenia110. Jest zatem konieczne, aby
teolog interpretujący źródła Objawienia postawił
sobie pytanie, jaką głęboką i nieskażoną
prawdę pragną mu przekazać teksty, niezależnie od
ograniczeń narzuconych im przez język. Prawda tekstów biblijnych,
zwłaszcza Ewangelii, z pewnością nie polega wyłącznie
na tym, że opowiadają one o zwykłych wydarzeniach historycznych
lub opisują fakty neutralne, jak chciałby historycystyczny
pozytywizm111. Teksty te, przeciwnie, mówią o faktach,
których prawdziwość nie wynika jedynie z ich
historyczności, ale zawiera się w znaczeniu, jakie mają one w
historii zbawienia i dla niej. Prawda ta zostaje w pełni wyjaśniona
przez Kościół, który w ciągu wieków nieustannie
odczytuje te teksty, zachowując nienaruszony ich pierwotny sens. Istnieje
zatem pilna potrzeba, aby także z punktu widzenia filozofii postawić
pytanie o relację zachodzącą między faktem a jego
znaczeniem relację, któdzy faktem a jego znaczeniem 95. Słowo
Boże nie jest skierowane do jednego tylko narodu lub do jednej tylko
epoki. Również orzeczenia dogmatyczne, choć czasem można
w nich dostrzec wpływy kultury danej epoki, w jakiej zostały
sformułowane, wyrażają prawdę trwałą i ostateczną.
Nasuwa się tu oczywiście pytanie, w jaki sposób można
pogodzić absolutny i uniwersalny charakter prawdy z faktem, że
ujmujące ją formuły są w sposób nieunikniony
uzależnione od czynników historycznych i kulturowych. Jak
powiedziałem już wcześniej, tezy historyzmu są nie do
utrzymania. Natomiast dzięki zastosowaniu hermeneutyki otwartej na wymiar
metafizyczny można ukazać, w jaki sposób dokonuje się
przejście od historycznych i zewnętrznych okoliczności, w
których powstały dane teksty, do prawdy w nich wyrażonej,
która wykracza poza te uwarunkowania. Swoim ograniczonym i historycznie
ukształtowanym językiem człowiek potrafi wyrazić prawdy,
które przekraczają ramy zjawiska językowego. Prawda bowiem
nigdy nie może być zamknięta w granicach czasu i kultury; daje
się poznać w historii, ale przerasta samą historię. 96. To rozumowanie
pozwala dostrzec rozwiązanie jeszcze jednego problemu, a mianowicie
kwestii trwałej wartości pojęć stosowanych w definicjach
soborowych. Już mój Czcigodny Poprzednik Pius XII podjął
to zagadnienie w Encyklice Humani generis112. Refleksja nad tym zagadnieniem nie
jest łatwa, zmusza bowiem do wnikliwej analizy znaczeń, jakie
poszczególne słowa zyskują w różnych kulturach i
epokach. Niemniej historia myśli ukazuje, że pewne podstawowe
pojęcia zachowują uniwersalną wartość poznawczą w
różnych kulturach i na kolejnych etapach ich ewolucji, a tym samym
pozostają prawdziwe sformułowania, które je
wyrażają113. Gdyby tak nie było, filozofia i
różne dyscypliny naukowe nie mogłyby się wzajemnie
porozumiewać, nie mogłyby też zostać przyswojone przez
kultury inne od tych, w których się zrodziły i
rozwinęły. Tak więc problem hermeneutyczny istnieje, ale jest
rozwiązywalny. Z drugiej strony, mimo realistycznego rozumienia wielu
pojęć ich treść często okazuje się
niewyraźna. Refleksja filozoficzna mogłaby stać się bardzo
pomocna w tej dziedzinie. Jest zatem pożądane, aby jednym z jej
szczególnie ważnych zadań stało się
głębsze poznanie relacji między językiem pojęciowym a
prawdą oraz wskazanie odpowiednich dróg wiodących do jej
poprawnego zrozumienia. 97. Choć
ważną misją teologii jest interpretacja źródeł,
jej kolejnym, a przy tym trudniejszym i bardziej wymagającym zadaniem jest
zrozumienie prawdy objawionej, czyli wypracowanie intellectus fidei. Jak
już wspomniałem, intellectus fidei wymaga wsparcia ze strony
filozofii bytu, która pozwoli przede wszystkim teologii dogmatycznej
spełniać we właściwy sposób jej funkcje. Dogmatyczny
pragmatyzm z początków obecnego stulecia, wedle którego
prawdy wiary nie są niczym innym, jak tylko zasadami postępowania,
został już zdyskwalifikowany i odrzucony114; mimo to nadal
istnieje pokusa rozumienia tych prawd w sposób wyłącznie
funkcjonalny. Oznaczałoby to jednak przyjęcie nieodpowiedniego
schematu, zbyt ciasnego i pozbawionego niezbędnej zawartości
treściowej. Na przykład chrystologia przyjmująca
wyłącznie perspektywę «oddolną» jak się dzisiaj
mówi albo eklezjologia wzorowana wyłącznie na modelu
społeczeństw cywilnych z trudnością zdołałyby
uniknąć niebezpieczeń— jak się Jeżeli intellectus fidei ma
ogarnąć całe bogactwo tradycji teologicznej, musi się
odwoływać do filozofii bytu. Filozofia ta winna być w stanie
sformułować na nowo problem bytu zgodnie z wymogami i z dorobkiem
całej tradycji filozoficznej, także nowszej, unikając
jałowego powielania przestarzałych schematów. Filozofia bytu
jest w ramach chrześcijańskiej tradycji metafizycznej filozofią
dynamiczną, która postrzega rzeczywistość w jej
strukturach ontologicznych, sprawczych i komunikatywnych. Czerpie swą moc
i trwałość z faktu, że punktem wyjścia jest dla niej
sam akt istnienia, co umożliwia jej pełne i całościowe
otwarcie się na całą rzeczywistość, przekroczenie
wszelkich granic i dotarcie aż do Tego, który wszystko obdarza
spełnieniem115. W teologii, która bierze początek z
Objawienia jako nowego źródła poznania, przyjęcie tej
perspektywy jest uzasadnione ze względu na ścisłą
więź między wiarą a racjonalnością
metafizyczną. 98. Podobny
wywód można przeprowadzić również w odniesieniu do
teologii moralnej. Powrót do filozofii jest konieczny także w
sferze rozumienia prawd wiary, które dotyczą postępowania
wierzących. W obliczu współczesnych wyzwań
społecznych, ekonomicznych, politycznych i naukowych sumienie
człowieka traci orientację. W Encyklice Veritatis splendor
stwierdziłem, że wiele problemów występujących we
współczesnym świecie związanych jest z «kryzysem
wokół zagadnienia prawdy. Zanik idei uniwersalnej prawdy o dobru,
dostępnym poznawczo dla ludzkiego rozumu, w nieunikniony sposób
doprowadził także do zmiany koncepcji sumienia: nie jest już ono
postrzegane w swojej rzeczywistości pierwotnej, czyli jako akt rozumowego
poznania dokonywany przez osobę, która w określonej sytuacji
ma zastosować wiedzę uniwersalną o dobru i tym samym
wyrazić swój sąd o tym, jaki sposób postępowania
należy uznać tu i teraz za słuszny. Powstała tendencja, by
przyznać sumieniu jednostki wyłączny przywilej autonomicznego
określania kryteriów dobra i zła oraz zgodnego z tym
działania. Wizja ta łączy się z etyką
indywidualistyczną, według której każdy człowiek
staje wobec własnej prawdy, różnej od prawdy
innych»116. W całej Encyklice
podkreśliłem wyraźnie podstawową rolę prawdy w
dziedzinie moralności. W kontekście większości
najpilniejszych problemów etycznych prawda ta musi się stać
przedmiotem wnikliwej refleksji podjętej przez teologię moralną,
która będzie w stanie wyraźnie ukazać jej korzenie tkwiące
w słowie Bożym. Aby wypełnić tę misję, teologia
moralna winna posłużyć się etyką filozoficzną,
która odwołuje się do prawdy o dobru, a więc nie jest ani
subiektywistyczna, ani utylitarystyczna. Taki typ etyki implikuje i
zakłada określoną antropologię filozoficzną i
metafizykę dobra. Opierając się na tej jednolitej wizji,
która jest w sposób oczywisty związana z
chrześcijańską świętością oraz z
praktyką cnót ludzkich i nadprzyrodzonych, teologia moralna
będzie umiała lepiej i skuteczniej podejmować różne
problemy należące do jej kompetencji, takie jak pokój,
sprawiedliwość społeczna, rodzina, obrona życia i
środowiska naturalnego. 99. Refleksja
teologiczna w Kościele ma służyć przede wszystkim
głoszeniu wiary i katechezie117. Głoszenie, czyli kerygmat
wzywa do nawrócenia, ukazując prawdę Chrystusa,
którą wieńczy Jego Misterium paschalne: tylko w Chrystusie
bowiem możliwe jest poznanie pełni prawdy, która zbawia (por.
Dz 4, 12; 1 Tm 2, 4-6). W tym kontekście staje się
zrozumiałe, dlaczego tak istotne znaczenie ma związek filozofii nie
tylko z teologią, lecz także z katechezą: ta ostatnia ma bowiem
implikacje filozoficzne, które należy głębiej poznać
w świetle wiary. Nauczanie zawarte w katechezie ma formacyjny wpływ
na człowieka. Katecheza, która jest także formą przekazu
językowego, winna przedstawiać całą i nienaruszoną
doktrynę Kościoła118, ukazując jej więź z
życiem wierzących119. W ten sposób urzeczywistnia
się szczególna jedność nauczania i życia,
której nie sposób osiągnąć inaczej. W katechezie
bowiem przedmiotem przekazu nie jest pewien zespół prawd
pojęciowych, ale tajemnica żywego Boga120. Refleksja filozoficzna może się bardzo przyczynić do
wyjaśnienia związku między prawdą a życiem,
między wydarzeniem a prawdą doktrynalną, zwłaszcza zaś
relacji między transcendentną prawdą a językiem
zrozumiałym dla człowieka121. Wzajemna więź, jaka
powstaje między dyscyplinami teologicznymi a poglądami wypracowanymi
przez różne nurty filozoficzne, może zatem okazać
się naprawdę przydatna w dążeniu do przekazania wiary i do
jej głębszego zrozumienia. 100. Po
upływie ponad stu lat od ogłoszenia Encykliki Leona XIII Aeterni
Patris, do której wielokrotnie odwoływałem się na tych
stronicach, uznałem, że należy podjąć na nowo i w
sposób bardziej systematyczny rozważania na temat relacji
między wiarą a filozofią. Rola myśli filozoficznej w
rozwoju kultur oraz w kształtowaniu zachowań indywidualnych i
społecznych jest oczywista. Myśl ta wywiera silny wpływ, nie
zawsze bezpośrednio odczuwany, także na teologię i na jej
różne dyscypliny. Dlatego wydawało mi się słuszne i
konieczne podkreślenie wartości filozofii z punktu widzenia
rozumienia wiary, a także wskazanie ograniczeń, na jakie napotyka,
gdy zapomina o prawdach Objawienia lub je odrzuca. Kościół
bowiem zachowuje niewzruszone przekonanie, że wiara i rozum «mogą
okazywać sobie wzajemną pomoc»122, odgrywając wobec
siebie rolę zarówno czynnika krytycznego i oczyszczającego,
jak i bodźca skłaniającego do dalszych poszukiwań i
głębszej refleksji. 101. Gdy
przyglądamy się dziejom ludzkiej myśli, zwłaszcza na
Zachodzie, łatwo możemy dostrzec w niej bogactwo
służące postępowi ludzkości, jakie zrodziło
się ze spotkania filozofii z teologią i z wzajemnej wymiany ich
dorobku. Teologia, otrzymawszy w darze otwartość i
oryginalność, dzięki którym może istnieć jako
nauka wiary, z pewnością nakłoniła rozum, by pozostał
otwarty na radykalną nowość, jaką zawiera w sobie Boże
Objawienie. Przyniosło to niewątpliwą korzyść
filozofii, gdyż dzięki temu mogła ona otworzyć nowe
horyzonty, odsłaniające przed nią kolejne zagadnienia,
które rozum ma coraz głębiej poznawać. Właśnie w świetle
tego stwierdzenia uważam za swój obowiązek
podkreślić podobnie jak przypomniałem o potrzebie odzyskania
przez teologię właściwej relacji z filozofią że
również filozofia powinna dla dobra i dla postępu ludzkiej
myśli odbudować swą więź z teologią. Znajdzie w
niej nie przemyślenia jednego człowieka, które nawet gdy
są głębokie i bogate, pozostają osadzone w ograniczonej
perspektywie, typowej dla myślenia jednostki, ale bogactwo refleksji
wspólnotowej. Naturalnym bowiem oparciem dla teologii poszukują—
podobnie jak przypomniałem eklezjalność123 oraz tradycja
Ludu Bożego z całym jego bogactwem i wielorakością wiedzy i
kultur połączonych jednością wiary. 102.
Podkreślając w ten sposób znaczenie myśli filozoficznej i
jej prawdziwe wymiary, Kościół ma na uwadze dwa cele
jednocześnie obronę godności człowieka i głoszenie
ewangelicznego orędzia. Najpilniejszym warunkiem realizacji tych
zadań jest dziś doprowadzenie ludzi do odkrycia własnej
zdolnośnie — obronę124 oraz tęsknoty za
najgłębszym i ostatecznym sensem istnienia. W perspektywie tych
głębokich dążeń, wpisanych przez Boga w ludzką
naturę, jaśniejsze staje się też ludzkie i zarazem
humanizujące znaczenie słowa Bożego. Dzięki
pośrednictwu filozofii, która stała się też
prawdziwą mądrością, człowiek współczesny
będzie się mógł przekonać, że tym bardziej jest
człowiekiem, im bardziej otwiera się na Chrystusa zawierzając
Ewangelii. 103. Filozofia
jest też niejako zwierciadłem kultury narodów. Filozofia,
która pod wpływem wymogów teologicznych rozwija się,
zachowując współbrzmienie z wiarą, stanowi
część owej «ewangelizacji kultury», którą Paweł
VI wskazał jako jeden z zasadniczych celów ewangelizacji125.
Przypominając nieustannie o pilnej potrzebie nowej ewangelizacji, zwracam
się zarazem do filozofów, aby starali się coraz
głębiej poznawać obszary prawdy, dobra i piękna,
które otwiera przed nami słowo Boże. To zadanie staje się
jeszcze pilniejsze, gdy bierzemy pod uwagę wyzwania, jakie zdaje się
nieść ze sobą nowe tysiąclecie: są one skierowane w
szczególny sposób do regionów i kultur o dawnej tradycji
chrześcijańskiej. Także tę świadomość trzeba
uznać za ważny i oryginalny wkład w dzieło nowej
ewangelizacji. 104. Myśl
filozoficzna jest często jedynym terenem porozumienia i dialogu z tymi,
którzy nie wyznają naszej wiary. Przemiany dokonujące się
współcześnie w filozofii wymagają uważnego i
kompetentnego udziału wierzących filozofów, umiejących
dostrzec oczekiwania związane z obecnym momentem dziejowym, nowe
zainteresowania i zespoły problemów. Chrześcijański
filozof, który buduje swoją argumentację w świetle rozumu
i zgodnie z jego regułami, choć zarazem kieruje się też
wyższym zrozumieniem, czerpanym ze słowa Bożego, może
dokonać refleksji dostępnej i sensownej także dla tych,
którzy nie dostrzegają jeszcze pełnej prawdy zawartej w
Bożym Objawieniu. Ten teren porozumienia i dialogu jest dziś
szczególnie potrzebny dlatego, że najpilniejsze problemy ludzkości
wystarczy przytoczyć problem ekologiczny czy problem pokoju i
współistnienia ras i kultur mogą zostać rozwiązane
dzięki lojalnej i uczciwej współpracy chrześcijan z
wyznawcami innych religii oraz z tymi, którzy choć nie wyznają
żadnej religii, szczerze pragną odnowy ludzkości.
Stwierdził to już Sobór Watykańci II: «Powodowani
pragnieniem takiego dialogu, ożywionego jedynie umiłowaniem prawdy, z
zachowaniem oczywiście stosownej roztropności, nie wykluczamy z niego
nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniałe przymioty
umysłu ludzkiego, nie uznają jeszcze jego Twórcy, ani tych,
którzy przeciwstawiają się Kościołowi i
prześladują go w różny sposób»126.
Filozofia, w której jaśnieje choćby tylko część
prawdy Chrystusa jedynej ostatecznej odpowiedzi na problemy
człprawdy127, stanie się mocnym oparciem dla prawdziwej i
zarazem powszechnej etyki, której potrzebuje dzisiaj ludzkość.
105. Na
zakończenie tej Encykliki zamierzam zwrócić się z
ostatnim wezwaniem przede wszystkim do teologów, aby
poświęcili szczególną uwagę filozoficznym
implikacjom słowa Bożego i podjęli refleksję, która
w pełni ukaże wartość teoretyczną i praktyczną
wiedzy teologicznej. Pragnę im podziękować za ich
posługę w Kościele. Głęboka więź między
mądrością teologiczną a wiedzą filozoficzną to
jeden z najbardziej oryginalnych elementów dziedzictwa, którym
posługuje się chrześcijańska tradycja
zgłębiając prawdę objawioną. Dlatego zachęcam
ich, by na nowo odkryli i jak najpełniej ukazali metafizyczny wymiar
prawdy, a w ten sposób nawiązali krytyczny i rzetelny dialog ze
wszystkimi nurtami współczesnej myśli filozoficznej i
całej filozoficznej tradycji, zarówno z tymi, które
pozostają w zgodzie ze słowem Bożym, jak i z tymi, które
są z nim sprzeczne. Niech pamiętają zawsze o zaleceniu wielkiego
mistrza myśli i duchowości, św. Bonawentury, który we
wstępie do swego Itinerarium mentis in Deum wzywał czytelnika do
uświadomienia sobie, że «nie wystarczy mu lektura, której nie
towarzyszy skrucha, poznanie bez pobożności, poszukiwanie bez
porywów zachwytu, roztropność, która nie pozwala
cieszyć się niczym do końca, działanie oderwane od
religijności, wiedza oddzielona od miłości, inteligencja
pozbawiona pokory, nauka, której nie wspomaga łaska Boża, i
refleksja nie oparta na wiedzy natchnionej przez Boga»128. Zwracam się z wezwaniem
także do odpowiedzialnych za formację kapłanów,
zarówno akademicką, jak duszpasterską, aby troszczyli się
zwłaszcza o przygotowanie filozoficzne tych, którzy będą
głosili Ewangelię współczesnemu człowiekowi, a nade
wszystko tych, którzy mają się poświęcić
studium i nauczaniu teologii. Niech starają się wykonywać
swoją pracę w świetle zaleceń Soboru Watykańskiego
II129 i późniejszych rozporządzeń, które
wskazują na niezwykle pilne zadanie, spoczywające na nas wszystkich:
mamy wnosić nasz wkład w dzieło autentycznego i
głębokiego przekazu prawd wiary. Nie należy zapominać o
poważnym obowiązku odpowiedniego przygotowania zespołu
wykładowców mających nauczać filozofii w seminariach i na
fakultetach kościelnych130. Jest konieczne, aby to nauczanie
opierało się na właściwym przygotowaniu naukowym,
przedstawiało w sposób systematyczny wielkie dziedzictwo
chrześcijańskiej tradycji, a zarazem uwzględniało w
należytej mierze aktualne potrzeby Kościoła i świata. 106. Apeluję
także do filozofów i do wykładowców filozofii, aby
idąc śladem zawsze aktualnej tradycji filozoficznej, mieli
odwagę przywrócić myśli filozoficznej wymiary
autentycznej mądrości i prawdy, także metafizycznej. Niech
otworzą się na wymagania, jakie stawia im słowo Boże, i
starają się odpowiadać na nie swoim rozumowaniem i
argumentacją. Niech dążą zawsze ku prawdzie i
będą wrażliwi na dobro w niej zawarte. Dzięki temu
będą umieli zbudować autentyczną etykę, której
ludzkość tak pilnie potrzebuje, zwłaszcza w obecnym czasie.
Kościół z uwagą i życzliwością śledzi
ich poszukiwania; niech zatem będą przekonani, że potrafi
uszanować słuszną autonomię ich nauki. Pragnę
skierować szczególne słowa zachęty do ludzi
wierzących, pracujących na polu filozofii, aby rozjaśniali
różne dziedziny ludzkiej działalności światłem
rozumu, który staje się pewniejszy i bardziej przenikliwy
dzięki oparciu, jakie znajduje w wierze. Na koniec pragnę
zwrócić się także do naukowców, których
poszukiwania są dla nas źródłem coraz większej
wiedzy o wszechświecie jako całości, o niewiarygodnym bogactwie
jego różnorodnych składników, ożywionych i
nieożywionych, oraz o ich złożonych strukturach atomowych i
molekularnych. Na tej drodze osiągnęli oni zwłaszcza w obecnym
stuleciu wyniki, które nie przestają nas zdumiewać.
Kieruję słowa podziwu i zachęty do tych śmiałych
pionierów nauki, którym ludzkość w tak wielkiej mierze
zawdzięcza swój obecny rozwój, ale mam zarazem
obowiązek wezwać ich, aby kontynuowali swoje wysiłki nie
tracąli oni — zwłaszcza w mądrościowego, w którym do
zdobyczy naukowych i technicznych dołączają się także
wartości filozoficzne i etyczne, będące charakterystycznym i
nieodzownym wyrazem tożsamości osoby ludzkiej. Przedstawiciele nauk
przyrodniczych są w pełni świadomi tego, że «poszukiwanie
prawdy, nawet wówczas, gdy dotyczy ograniczonej rzeczywistości
świata czy człowieka, nigdy się nie kończy, zawsze
odsyła ku czemuś, co jest ponad bezpośrednim przedmiotem badań,
ku pytaniom otwierającym dostęp do Tajemnicy»131. 107. Wszystkich
proszę, aby starali się dostrzec wnętrze człowieka,
którego Chrystus zbawił przez tajemnicę swojej
miłości, oraz głębię jego nieustannego poszukiwania
prawdy i sensu. Różne systemy filozoficzne wpoiły mu
złudne przekonanie, że jest absolutnym panem samego siebie, że
może samodzielnie decydować o swoim losie i przyszłości,
polegając wyłącznie na sobie i na własnych siłach.
Wielkość człowieka nigdy nie urzeczywistni się w ten
sposób. Stanie się to możliwe tylko wówczas, gdy
człowiek postanowi zakorzenić się w prawdzie, budując
swój dom w cieniu Mądrości i w nim zamieszkując. Tylko w
tym horyzoncie prawdy będzie mógł w pełni zrozumieć
sens swojej wolności oraz swoje powołanie do miłowania i
poznania Boga jako najdoskonalsze urzeczywistnienie samego siebie. 108. Na koniec
zwracam się myślą ku Tej, którą
Kościół wzywa w modlitwie jako Stolicę
Mądrości. Samo Jej życie jest niczym przypowieść,
zdolna rzucić światło na rozważania, które tutaj
przeprowadziłem. Można bowiem dostrzec głębokie
podobieństwo między powołaniem Błogosławionej Dziewicy
a powołaniem autentycznej filozofii. Podobnie jak Maryja Panna
została wezwana do ofiarowania całego swojego człowieczeństwa
i kobiecości, aby Słowo Boże mogło przyjąć ciało
i stać się jednym z nas, tak też filozofia ma się
przyczyniać swą refleksją racjonalną i krytyczną do
tego, by teologia jako rozumienie wiary była owocna i skuteczna. I
podobnie jak Maryja, wyrażając przyzwolenie na zamysł
zwiastowany Jej przez Gabriela, nie straciła bynajmniej swego prawdziwego
człowieczeństwa i wolności, tak też myśl filozoficzna,
przyjmując wyzwanie, jakie rzuca jej prawda Ewangelii, nic nie traci ze
swej autonomii, gdyż dzięki temu wszelkie jej poszukiwania
zostają skierowane ku najwznioślejszym celom. Dobrze rozumieli
tę prawdę świątobliwi mnisi chrześcijańskiej
starożytności, gdy nazywali Maryję «podporą rozumienia
wiary»132. Widzieli w Niej wierny wizerunek prawdziwej filozofii i byli
przekonani, że należy philosophari in Maria. Niech Stolica Mądrości
będzie bezpiecznym portem dla tych, którzy uczynili swoje
życie poszukiwaniem mądrości. Oby dążenie do
mądrości, ostatecznego i właściwego celu każdej
prawdziwej wiedzy, nie napotykało już żadnych przeszkód
dzięki wstawiennictwu Tej, która rodząc Prawdę i
zachowując ją w swoim sercu, na zawsze obdarzyła nią
całą ludzkość. W Rzymie, u
Św. Piotra , dnia 14 września 1998, w święto
Podwyższenia Krzyża Świętego, w dwudziestym roku mego
Pontyfikatu. IOANNES PAULUS PP.II
© Copyright 1998 -
Libreria Editrice Vaticana
|
||||||||||||||||||||