|
KONGREGACJA NAUKI WIARY
LIST DO BISKUPÓW KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO
O NIEKTÓRYCH ASPEKTACH MEDYTACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
(15 października 1989)
I. WPROWADZENIE
1. Wielu chrześcijan gorąco pragnie dzisiaj nauczyć się autentycznej
modlitwy, chociaż współczesna kultura ogromnie utrudnia zaspokojenie odczuwanej
przez nich potrzeby ciszy, skupienia i medytacji. Na istnienie owej potrzeby
skupienia i autentycznego kontaktu z Bogiem wskazuje duże zainteresowanie -
także wśród chrześcijan - różnymi formami medytacji, związanymi z niektórymi
religiami Wschodu i z ich specyficznymi sposobami modlitwy. Zjawisku temu
towarzyszy jednak, odczuwane przez wiele osób, poczucie konieczności posiadania
jasnych kryteriów doktrynalnych i duszpasterskich, które pozwoliłyby połączyć
wychowanie do różnorodnej w swoich przejawach modlitwy z wiernością światłu
prawdy objawionej w Jezusie za pośrednictwem autentycznej Tradycji Kościoła.
Odpowiedzią na to pilne zapotrzebowanie ma być niniejszy List; chodzi o
to, by występująca w różnych Kościołach lokalnych wielość form modlitwy - także
form nowych - nigdy nie przysłoniła jej właściwej natury, osobistej i
wspólnotowej. Wskazania te są kierowane przede wszystkim do Biskupów, by stały
się przedmiotem ich pasterskiej troski wobec powierzonych sobie Kościołów, i by
w ten sposób z nową gorliwością cały Lud Boży - kapłani, zakonnicy i świeccy -
wzywał w modlitwie Ojca przez Ducha Pana naszego Jezusa Chrystusa.
2. W wyniku coraz częstszego kontaktu z innymi religiami, z ich rozmaitymi
stylami i metodami modlitwy, w ostatnich dziesięcioleciach wielu wiernych zadaje
sobie pytanie o wartość niechrześcijańskich form medytacji dla chrześcijan.
Dotyczy to przede wszystkim metod wschodnich(1). Są tacy, którzy
sięgają dziś po te metody z motywów terapeutycznych; brak duchowego spokoju w
życiu poddanym męczącemu rytmowi, narzuconemu przez rozwinięte społeczeństwo
technologiczne, sprawia, że także niektórzy chrześcijanie widzą w nich drogę do
osiągnięcia wewnętrznego spokoju i równowagi psychicznej. Rozważanie tego
psychologicznego aspektu nie wchodzi w zakres rozważań niniejszego Listu,
którego celem jest ukazanie teologicznych i duchowych aspektów zagadnienia. Inni
chrześcijanie uważają, że przez otwarcie się na inne religie i na drodze wymiany
doświadczeń ich modlitwa może dzięki tym metodom wiele zyskać. Stwierdzając, że
obecnie wiele tradycyjnych chrześcijańskich metod medytacji wyszło z użycia,
pytają, czy wobec tego nie byłoby możliwe wzbogacenie naszego dziedzictwa przez
nowe wychowanie do modlitwy, uwzględniając także to, co dotychczas było dlań
obce.
3. Aby dać odpowiedź na to pytanie, należy przede wszystkim zastanowić się,
przynajmniej w sposób ogólny, jaka jest wewnętrzna natura modlitwy
chrześcijańskiej, by następnie zobaczyć, czy i w jaki sposób mogą ją wzbogacić
metody medytacji powstałe w innym kontekście religijnym i kulturowym. W tym celu
należy w sposób jasny sformułować podstawową przesłankę. Modlitwa chrześcijańska
zawsze jest określana przez strukturę wiary chrześcijańskiej, w której jaśnieje
prawda o Bogu i o stworzeniu. Dlatego, z całą ścisłością, można powiedzieć, że
przybiera ona postać osobowego, wewnętrznego i głębokiego dialogu między
człowiekiem a Bogiem. Wyraża więc komunię istniejącą między odkupionym
stworzeniem i wewnętrznym życiem Osób Trójcy Świętej. Owa komunia oparta na
Chrzcie i Eucharystii, będących źródłem i szczytem życia Kościoła, zakłada
postawę nawrócenia, odejścia od "ja" w kierunku Bożego "Ty". Modlitwa
chrześcijańska jest więc jednocześnie autentycznie osobista i wspólnotowa.
Wzdryga się przed bezosobowymi lub skoncentrowanymi na "ja" technikami, które
mogą wytworzyć automatyzmy, prowadzące do zamknięcia się w duchowości
egotycznej, niezdolnej do swobodnego otwarcia się na transcendentnego Boga.
Jeżeli w Kościele poszukuje się nowych metod medytacji, to zawsze należy
pamiętać, że autentyczna modlitwa chrześcijańska jest spotkaniem dwóch wolności:
nieskończonej wolności Boga z ograniczoną wolnością człowieka.
II. MODLITWA CHRZEŚCIJAŃSKA W ŚWIETLE OBJAWIENIA
4. O tym, jak powinien modlić się człowiek, który przyjmuje Objawienie Boże
mówi Pismo Święte. W Starym Testamencie jest zawarty wspaniały zbiór modlitw,
które przez wieki zachowały swoją żywotność, są żywe także w Kościele Jezusa
Chrystusa, dla którego stały się podstawą modlitwy oficjalnej: Księga Uwielbień
albo Psalmów(2). Modlitwy w postaci psalmów znajdują się już w
najdawniejszych tekstach Starego Testamentu, a następnie wracają w jego tekstach
późniejszych(3). Modlitwy Księgi Psalmów mówią przede wszystkim o
wielkich dziełach, które Bóg uczynił dla swojego wybranego ludu. Te wielkie
dzieła Boże Izrael rozważa, kontempluje i uobecnia, utrwalając je w pamięci
przez modlitwę.
W Objawieniu biblijnym Izrael dochodzi do rozpoznania i uwielbienia Boga w całym
stworzeniu i w losie każdego człowieka. Tak więc wzywa Go jako Tego, który
spieszy z pomocą w niebezpieczeństwie, w chorobie, w prześladowaniu i w ucisku.
I wreszcie - zawsze w świetle Jego zbawczych dzieł - jest On wielbiony w Boskiej
potędze i dobroci, w sprawiedliwości i miłosierdziu, w królewskiej wielkości.
5. W Nowym Testamencie, dzięki słowom, czynom, męce i zmartwychwstaniu
Chrystusa rozpoznaje się w Nim ostateczne samoobjawienie się Boga, Słowa
Wcielonego, które jest jednocześnie objawieniem najgłębszej Miłości Bożej. To
Duch Święty pozwala przenikać owe głębokości Boga, bowiem On, który jest posłany
do serc wierzących "przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego" (1 Kor 2,
10). Według obietnicy danej swym uczniom przez Jezusa Chrystusa, Duch wyjaśni to
wszystko, czego On jeszcze nie mógł im powiedzieć. Jednakże Duch "nie będzie
mówił od siebie, ale (...) Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam
objawi" (J 16, 13n). To, co Jezus nazywa "swoim", należy, jak wyjaśnia dalej,
także do Boga Ojca, bowiem "wszystko, co ma Ojciec, jest moje; dlatego
powiedziałem wam, że z mojego weźmie i wam objawi" (J 16, 15).
Autorzy Nowego Testamentu byli w pełni świadomi, że zawsze, gdy mówili o
objawieniu Boga w Chrystusie, byli oświecani przez Ducha Świętego. Synoptycy
opowiadają o czynach i słowach Jezusa Chrystusa w oparciu o otrzymane po
wydarzeniach paschalnych głębsze zrozumienie wszystkiego, co oglądali i słyszeli
uczniowie. Cała Ewangelia św. Jana jest przeniknięta kontemplacją Tego, który od
początku jest Słowem Boga, Słowem, które stało się Ciałem. Św. Paweł, ujrzawszy
na drodze do Damaszku Jezusa w Jego Boskim majestacie, stara się doprowadzić
wiernych do tego, by "wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym
jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość (Misterium Chrystusa) i poznać
miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, aby zostali napełnieni całą
Pełnią Bożą" (Ef 3, 18-19). Dla Pawła "Misterium Boga jest Chrystus, w którym są
ukryte wszystkie skarby mądrości i wiedzy" (Kol 2, 3) i wyjaśnia Apostoł: "Mówię
o tym, by was nikt nie zwodził pozornym dowodzeniem" (w. 4).
6. Istnieje więc ścisły związek między Chrystusem i modlitwą. Konstytucja
dogmatyczna Dei verbum poucza nas, że przez Objawienie, niewidzialny
Bóg "w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi, jak do przyjaciół (por. Wj
33, 11; J 15, 14-15), i obcuje z nimi (por. Ba 3, 38), by zaprosić ich do
komunii z sobą i przyjąć ich do niej"(4).
To objawienie dokonało się za pośrednictwem słów i czynów, które zawsze są ze
sobą wzajemnie powiązane; od początku i nieprzerwanie wszystko dąży w kierunku
Chrystusa, będącego pełnią Objawienia i łaski, oraz w kierunku daru Ducha
Świętego. On umożliwia człowiekowi przyjęcie i kontemplację słów oraz dzieł
Boga, dziękczynienie Mu i wielbienie Go w zgromadzeniu wiernych i w sercu
oświeconym łaską.
Dlatego Kościół zawsze poleca lekturę Słowa Bożego jako źródła modlitwy
chrześcijańskiej i równocześnie zachęca do odkrywania głębokiego sensu Pisma
Świętego przez modlitwę, by czytanie Biblii stało się "rozmową między Bogiem i
człowiekiem. Gdyż do Niego przemawiamy, gdy się modlimy, a Jego słuchamy, gdy
czytamy Boskie wypowiedzi"(5).
7. Z tego, co zostało przypomniane, natychmiast można wysnuć pewne wnioski.
Jeśli modlitwa chrześcijanina musi włączyć się w trynitarne działanie
Boga, to także jej istotna treść będzie musiała być określona przez podwójny
kierunek tego działania: w Duchu Świętym Syn przychodzi na świat, by go pojednać
z Ojcem przez swoje dzieła i swoje cierpienie; z drugiej strony w tym samym
działaniu, i w tym samym Duchu, Wcielony Syn powraca do Ojca, wypełniając Jego
wolę przez Mękę i Zmartwychwstanie. Modlitwa Pańska, "Ojcze nasz", ukazuje jasno
jedność tego działania Bożego: wola Ojca musi realizować się na ziemi jako i w
niebie (prośby o chleb, o przebaczenie, o opiekę, ukazują podstawowe wymiary
woli Ojca w stosunku do nas), by nowa ziemia żyła w niebieskim Jeruzalem.
Modlitwa Pańska(6) jest powierzona Kościołowi ("wy tak się módlcie") i
dlatego modlitwa chrześcijańska, także w odosobnieniu, jest w swojej istocie
modlitwą w owej "komunii świętych", w której i z którą się modlimy, zarówno
uczestnicząc w modlitwie publicznej, jak i modląc się prywatnie. Dlatego zawsze
musi to być modlitwa w autentycznym duchu modlącego się Kościoła, a więc pod
jego przewodnictwem, co czasem może wyrażać się w doświadczonym kierownictwie
duchowym. Chrześcijanin, także gdy modli się w odosobnieniu i przy drzwiach
zamkniętych, jest świadomy tego, że zawsze modli się zjednoczony z Chrystusem w
Duchu Świętym razem ze wszystkimi świętymi o dobro Kościoła(7).
III. BŁĘDNE SPOSOBY MODLITWY
8. Już w pierwszych wiekach przeniknęły do Kościoła błędne sposoby modlitwy.
Już niektóre teksty Nowego Testamentu (por. 1 J 4, 3; 1 Tm 1, 3-7; 4, 3-4)
pozwalają rozpoznać ich ślady. W następstwie można zauważyć dwa podstawowe
odchylenia: pseudognozę i messalianizm, którymi zajmowali się Ojcowie Kościoła.
Te pierwotne doświadczenia chrześcijan i stanowisko Ojców są bardzo pouczające w
podejmowaniu problematyki współczesnej.
Występując przeciw pseudognozie(8), Ojcowie stwierdzają, że materia
jest stworzona przez Boga i jako taka nie jest zła. Twierdzą ponadto, że łaska,
której źródłem jest zawsze Duch Święty, nie stanowi własności duszy, ale jako
dar musi być wyproszona u Boga. Dlatego oświecenie lub wyższe poznanie Ducha
("gnoza") nie sprawia, że wiara chrześcijańska staje się czymś niepotrzebnym.
Dla Ojców autentycznym znakiem wyższego poznania i owocem modlitwy jest zawsze
miłość chrześcijańska.
9. Jeśli doskonałości modlitwy chrześcijańskiej nie można oceniać na
podstawie wzniosłości poznania gnostycznego, to tym bardziej nie można jej
oceniać odwołując się do doświadczenia Boskości, jak czyni messalianizm(9).
Fałszywi charyzmatycy IV wieku utożsamili łaskę Ducha Świętego z psychologicznym
doświadczeniem jej obecności w duszy. Występując przeciw nim, Ojcowie Kościoła
podkreślali, że zjednoczenie modlącej się duszy z Bogiem dokonuje się w
tajemnicy, a zwłaszcza przez sakramenty Kościoła. Głosili ponadto, że może ono
dokonywać się nawet przez doświadczenia smutku lub głębokiego bólu. Wbrew opinii
messalian, tego rodzaju uczucia niekoniecznie są znakiem, że Duch Święty opuścił
duszę. Mogą natomiast stanowić - jak zawsze wyraźnie utrzymywali mistrzowie
życia duchowego - autentyczny udział w opuszczeniu przeżytym przez Chrystusa na
krzyżu, który zawsze pozostaje wzorem modlitwy i jej pośrednikiem(10).
10. Obydwie błędne formy są nadal pokusą dla grzesznego człowieka. Skłaniają
go do usiłowań pokonania dystansu dzielącego stworzenie od Stwórcy, jako czegoś,
co nie powinno istnieć; do traktowania ziemskiego życia Chrystusa, będącego dla
nas drogą do Ojca, jako rzeczywistości nieaktualnej; do sprawowania tego, co
jest dane jako czysta łaska do poziomu psychologii naturalnej - "wyższego
poznania" lub "doświadczenia".
Wydaje się, że owe błędne formy modlitwy, które od czasu do czasu pojawiały się
w historii Kościoła, dzisiaj znów budzą zainteresowanie wielu chrześcijan,
jawiąc się im jako psychologiczna i duchowa pomoc oraz jako sposób na szybkie
znalezienie Boga(11).
11. Rozpoznanie owych błędnych form, gdziekolwiek one występują, jest bardzo
łatwe. Medytacja chrześcijańska prowadzi modlącego się do tego, by w zbawczych
dziełach Boga dokonanych w Chrystusie, Słowie Wcielonym, i w darze Jego Ducha,
pojąć objawiającą się w nich zawsze - przez wymiar ludzki i ziemski - głębię
Boga. Natomiast w omawianych tu metodach medytacji, także wtedy, gdy punktem
wyjścia są słowa i czyny Jezusa, pomija się - o ile to możliwe - wszystko, co
ziemskie, zmysłowe i mieszczące się w granicach pojęć, by wejść lub zanurzyć się
w sferę Boskości, która jako taka jest nieziemska, nieuchwytna dla zmysłów i
niepojęta(12). Owa tendencja, obecna już w późnej religijności greckiej
(przede wszystkim w "neoplatonizmie"), występuje również u podstaw inspiracji
religijnej wielu ludów, które zrozumiały ubóstwo posiadanych wyobrażeń Boskości
oraz podejmowanych przez siebie prób zbliżenia się do niej.
12. Występujące dziś zjawisko rozpowszechniania się wschodnich metod medytacji
w świecie chrześcijańskim i we wspólnotach kościelnych, stawia nas wobec
gwałtownego powrotu do nie pozbawionych ryzyka i błędów usiłowań połączenia
medytacji chrześcijańskiej z niechrześcijańską. Tego rodzaju propozycje są
liczne i bardziej lub mniej radykalne; jedne stosują metody wschodnie jedynie
jako psychologiczne przygotowanie do prawdziwie chrześcijańskiej kontemplacji,
inne idą dalej, próbując przy pomocy różnych technik osiągnąć duchowe
doświadczenia analogiczne do doświadczeń znanych z opisów niektórych mistyków
katolickich(13); jeszcze inne nie wahają się umieszczać proponowany
przez teorię buddyjską absolut bez obrazów i pojęć(14) na tym samym
poziomie, co majestat Boga objawionego w Chrystusie, który jest większy niż cała
rzeczywistość stworzona. W tym celu posługują się "teologią negatywną", która
idzie dalej aniżeli jakiekolwiek pozytywne twierdzenia o Bogu, utrzymując, że
nic z tego, co jest na świecie, nie może być śladem wskazującym na
nieskończoność Boga. Owe metody proponują nie tylko porzucenie medytacji
zbawczych dzieł Boga Starego i Nowego Przymierza dokonanych w historii, ale
także samej idei Trójjedynego Boga, który jest miłością, na rzecz zanurzenia się
w "nieokreślonej otchłani Boskości"(15).
Te i podobne propozycje pogodzenia medytacji chrześcijańskiej z technikami
wschodnimi, jeśli nie mają prowadzić do zgubnego synkretyzmu, muszą być stale
poddawane weryfikacji, w której dokładnie będzie się rozróżniać metodę od
treści.
IV. CHRZEŚCIJAŃSKA DROGA ZJEDNOCZENIA Z BOGIEM
13. Chcąc znaleźć właściwą "drogę" modlitwy, chrześcijanin powinien uwzględnić
to, co zostało wyżej powiedziane o najważniejszych elementach drogi
Chrystusa, dla którego "pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który (Go)
posłał, i wykonać Jego dzieło" (J 4, 34). Najpełniejsze zjednoczenie Jezusa z
Ojcem nieustannie wyraża się w głębokiej modlitwie. Ojciec posyła Go do ludzi,
do grzeszników, nawet do tych, którzy Go zabiją. On zaś najściślej jednoczy się
z Ojcem przez posłuszeństwo Jego woli. Nie pozostaje to w żadnej sprzeczności z
modlitwą samotną; w ciągu ziemskiego życia Jezus udaje się na miejsca samotne,
by tam się modlić, by zjednoczyć się z Ojcem i by od Niego otrzymać nową moc do
wypełnienia swojej misji w świecie. Na Taborze, gdzie niewątpliwie objawiło się
Jego zjednoczenie z Ojcem, mowa jest o Jego przyszłej męce (por. Łk 9, 31) i
absolutnie nie wchodzi w grę pozostanie w "trzech namiotach". Każda
chrześcijańska modlitwa kontemplacyjna prowadzi do miłości bliźniego, do
działania i cierpienia, i właśnie w ten sposób najbardziej przybliża do Boga.
14. Aby zbliżyć się do tej tajemnicy zjednoczenia człowieka z Bogiem, które
Ojcowie greccy nazywali przebóstwieniem człowieka, i by dobrze
zrozumieć, w jaki sposób to się dokonuje, należy przede wszystkim pamiętać o
tym, że człowiek w swojej istocie jest stworzeniem(16) i stworzeniem
pozostanie na wieki, nigdy więc nie będzie możliwe wchłonięcie ludzkiego "ja"
przez "Ja" Boskie, nawet w najwyższych stanach łaski. Jednakże trzeba uznać, że
osoba ludzka jest stworzona "na obraz i podobieństwo" Boże i pierwowzorem tego
obrazu jest Syn Boży, w którym i przez którego zostaliśmy stworzeni (por. Kol 1,
16). Właśnie ten pierwowzór objawia nam największe i najpiękniejsze misterium
chrześcijaństwa: Syn jest wiecznie "innym" od Ojca, a jednak w Duchu Świętym
jest "współistotny Ojcu"; w konsekwencji "inność" nie jest złem, ale raczej
największym dobrem. Istnieje "inność" w Bogu, który ma jedną naturę w trzech
Osobach, oraz "inność" między Bogiem i stworzeniem, która wynika z różnicy
natury. Wreszcie w Eucharystii, a także w innych sakramentach - i analogicznie w
swoich czynach i słowach - Chrystus daje nam siebie, czyniąc nas uczestnikami
swojej Boskiej natury(17), bez naruszania natury stworzenia, w której
On sam uczestniczy przez Wcielenie.
15. Rozważanie tych prawd prowadzi do zdumiewającego odkrycia, że w
chrześcijaństwie ponad wszelką miarę, bez unicestwiania w morzu Absolutu
osobowego "ja", z zachowaniem statusu stworzenia, spełniają się wszystkie
pragnienia zawarte w modlitwie innych religii. "Bóg jest miłością" (J 4, 8): to
głęboko chrześcijańskie stwierdzenie doskonale łączy w sobie zjednoczenie i
"inność" kochającego i kochanego w wiecznej wymianie i dialogu. Bóg jest
ową wieczną wymianą i my, w pełnej prawdzie, możemy stać się uczestnikami
Chrystusa jako "przybrani synowie", wołając z Synem w Duchu Świętym
"Abba-Ojcze". W tym sensie Ojcowie Kościoła mają pełną rację, mówiąc o
przebóstwieniu człowieka, który wcielony w Chrystusa Syna Bożego przez naturę,
przez Jego łaskę staje się uczestnikiem natury Boskiej, "synem w Synu".
Chrześcijanin, otrzymując Ducha Świętego, wielbi Ojca i rzeczywiście uczestniczy
w trynitarnym życiu Boga.
V. KWESTIE DOTYCZĄCE METODY
16. Zazwyczaj wielkie religie, które dążyły do zjednoczenia z Bogiem
na modlitwie, wskazywały także sposoby osiągnięcia tego zjednoczenia. Ponieważ
"Kościół katolicki nie odrzuca niczego z tego, co w owych religiach jest
prawdziwe i święte"(18), nie należy z góry odrzucać tych wskazań jako
niechrześcijańskich. Przeciwnie, można przyjąć to, co jest w nich pożyteczne,
pod warunkiem, że nie straci się z oczu chrześcijańskiego rozumienia modlitwy,
jej logiki i wymagań, bowiem nowe sformułowanie owych elementów i ich przyjęcie
musi dokonywać się w tym kontekście. Z tych elementów należy wymienić przede
wszystkim pokorną akceptację doświadczonego w życiu modlitwy nauczyciela i jego
wskazań; świadomość tego obecna była w doświadczeniu chrześcijańskim już od
najdawniejszych czasów, od epoki Ojców pustyni. Doświadczony w sentire cum
Ecclesia nauczyciel powinien nie tylko prowadzić i ostrzegać przed
niebezpieczeństwami, ale jako "ojciec duchowny", trafiając wprost do serca
ucznia, wprowadzać go w życie modlitwy, które jest darem Ducha Świętego.
17. Późna starożytność chrześcijańska rozróżniała trzy etapy w dążeniu do
doskonałości: droga oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia. Posłużyło to za
model dla wielu szkół duchowości chrześcijańskiej. Ten schemat, sam w sobie
poprawny, wymaga jednak pewnych uściśleń, które pozwolą na właściwą jego
interpretację chrześcijańską i uniknięcie niebezpiecznych nieporozumień.
18. Poszukiwanie Boga na modlitwie musi być poprzedzone i iść w parze z ascezą
oraz oczyszczeniem z własnych grzechów i błędów, bowiem według słów Jezusa,
tylko ludzie "czystego serca Boga oglądać będą" (Mt 5, 8). Ewangelia zmierza
przede wszystkim do moralnego oczyszczenia, to jest do przywrócenia prawdy i
miłości oraz - sięgając głębiej - do oczyszczenia z wszystkich odruchów egoizmu,
które przeszkadzają człowiekowi w rozpoznaniu i przyjęciu woli Bożej w jej
doskonałości. Nie namiętności jako takie są złe (jak myśleli stoicy i
neoplatończycy), ale ich egoistyczne tendencje. Od nich chrześcijanin musi się
uwolnić, by osiągnąć ów stan pozytywnej wolności, który w starożytności
chrześcijańskiej był określany terminem "apatheia", w Średniowieczu
"impassibilitas", a w ignacjańskich ćwiczeniach duchownych "indiferentia"(19).
Nie jest to możliwe bez radykalnego wyrzeczenia; widzimy to także w pismach św.
Pawła, który wyraźnie mówi o "umartwieniu" grzesznych skłonności(20).
Tylko dzięki takiemu wyrzeczeniu człowiek staje się wolny, może wypełniać wolę
Bożą oraz uczestniczyć w wolności Ducha Świętego.
19. Dlatego należy przeprowadzić poprawną interpretację nauki tych
nauczycieli, którzy polecają "usunąć" z umysłu wszelkie przedstawienia zmysłowe
i pojęcia, skupiając pełną miłości uwagę na Bogu tak, że powstała w ten sposób
próżnia może być wypełniona Boskim bogactwem. Próżnią, której potrzebuje Bóg,
jest odrzucenie egoizmu, niekoniecznie zaś odrzucenie rzeczy stworzonych, które
On nam dał i pośród których nas umieścił. Niewątpliwie, modlitwa wymaga
całkowitego skoncentrowania się na Bogu i wykluczenia, na ile to możliwe, spraw
ziemskich, które przykuwają nas do własnego egoizmu. Św. Augustyn jest tu
znakomitym nauczycielem: "Jeśli chcesz znaleźć Boga, mówi, porzuć świat
zewnętrzny i wejdź w siebie. Jednakże nie pozostawaj w sobie, ale przekrocz
siebie, bo nie jesteś Bogiem: On jest głębszy i większy od ciebie. Szukałem Jego
obecności w mojej duszy i jej nie znajduję; mimo to rozważałem w poszukiwaniu
Boga i wzdychałem do Niego; przez stworzenia starałem się poznać 'niewidzialne
jego przymioty' (Rz 1, 20)"(21). "Zamknięcie się w sobie" - to jest
prawdziwe niebezpieczeństwo. Wielki Doktor Kościoła poleca skoncentrować się w
sobie, ale także przekroczyć własne "ja", które nie jest Bogiem, lecz tylko
stworzeniem. Bóg jest "interior intimo meo et superior summo meo - głębszy od
mojej głębi i wyższy od mojej wysokości"(22). Bóg rzeczywiście jest w
nas i z nami, ale nas przewyższa swoją tajemnicą(23).
20. Z dogmatycznego punktu widzenia osiągnięcie doskonałej miłości
Boga nie jest możliwe, jeżeli pominie się dany we Wcielonym Synu, ukrzyżowanym i
zmartwychwstałym, dar z samego siebie. W Nim, przez działanie Ducha Świętego,
otrzymujemy jako czystą łaskę udział w wewnętrznym życiu Bożym. Gdy Jezus mówi:
"Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14, 9), nie mówi o zewnętrznym
oglądaniu i znajomości Jego postaci ludzkiej ("Ciało na nic się nie przyda": J
6, 63). Odnosi się to raczej do oglądu możliwego dzięki łasce wiary: oglądanie
przez osiągalne dla zmysłów poznanie Jezusa tego, co On jako Słowo Ojca chce nam
naprawdę oznajmić o Bogu ("Duch daje życie [...]; słowa, które Ja wam
powiedziałem, są duchem i są życiem", tamże). W tym "oglądaniu" nie
chodzi o abstrakcję czysto ludzką ("abs-tractio") postaci, w której objawił się
Bóg, ale o przyjęcie rzeczywistości Bożej w ludzkiej postaci Jezusa, o przyjęcie
Jego wymiaru Bożego i wiecznego w Jego doczesności. Jak mówi św. Ignacy w
Ćwiczeniach duchownych, będziemy musieli próbować pojąć "nieskończoną woń i
nieskończoną słodycz Boskości" (nr 124), wychodząc od nieskończonej prawdy
objawionej, od której rozpoczęliśmy. Podnosząc nas, Bóg może "uwolnić nas" od
tego wszystkiego, co nas zatrzymuje w tym świecie i w pełni przygarnąć nas do
życia trynitarnego swojej wiecznej miłości. Dar ten może być udzielony tylko "w
Chrystusie przez Ducha Świętego" i nie da się go ogarnąć własnym wysiłkiem w
oderwaniu od Jego objawienia.
21. Na drodze życia chrześcijańskiego po etapie oczyszczenia następuje
oświecenie przez miłość, którą Ojciec nam daje w Synu, i przez namaszczenie,
które otrzymujemy od Niego w Duchu Świętym (por. 1 J 2, 20).
Od czasów starożytności chrześcijańskiej mówi się o "oświeceniu" otrzymanym na
Chrzcie. Prowadzi ono wtajemniczonych w misteria Boże wiernych do poznania
Chrystusa przez wiarę, która z kolei działa przez miłość. Co więcej, niektórzy
pisarze kościelni wyraźnie mówią o oświeceniu otrzymanym na Chrzcie jako o
podstawie wzniosłego poznania Jezusa Chrystusa (por. Flp 3, 8), określanego jako
"theoria", czyli kontemplacja(24).
Przez łaskę Chrztu świętego wierni są powołani do postępowania w znajomości
misteriów Boga i do dawania o nich świadectwa dzięki "głębokiemu,
doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych"(25). Żadne światło Boże nie
odbiera aktualności prawdom wiary. Łaski i Oświecenia, których Bóg może
udzielić, raczej pomagają w zrozumieniu głębszego wymiaru misteriów wyznawanych
i sprawowanych przez Kościół, w oczekiwaniu dnia, w którym chrześcijanin będzie
mógł kontemplować Boga, jakim jest w chwale (por. 1 J 3, 2).
22. W końcu, jeśli Bóg tego zechce, modlący się chrześcijanin może osiągnąć
szczególne doświadczenie zjednoczenia. Obiektywny początek tego
zjednoczenia chrześcijanina z Bogiem stanowią sakramenty, przede wszystkim
Chrzest i Eucharystia(26). Przez sakramenty i dzięki specjalnej łasce
Ducha, modlący się może być wezwany do tego szczególnego rodzaju zjednoczenia z
Bogiem, które w chrześcijaństwie jest określane jako mistyczne.
23. Oczywiście, chrześcijaninowi są potrzebne okresy samotności, by skupić się
i by w obecności Boga odnaleźć swoją drogę. Ale jako stworzenie, które wie, że
jest bezpieczne tylko dzięki łasce, sposób, w jaki zbliża się on do Boga, nie
opiera się na jakiejkolwiek technice w ścisłym znaczeniu tego słowa.
Byłoby to sprzeczne z duchem dziecięctwa, wymaganym przez Ewangelię. Prawdziwa
mistyka chrześcijańska nie ma nic wspólnego z techniką: zawsze jest darem Bożym,
którego otrzymujący go czuje się niegodny(27).
24. Istnieją specjalne łaski mistyczne, udzielone na przykład
założycielom instytutów kościelnych dla dobra ich fundacji, czy innym świętym,
znamienne dla ich szczególnego doświadczenia modlitewnego, które jako takie nie
mogą być przedmiotem naśladowania ani dążeń innych wiernych, także należących do
tej samej instytucji i dążących do coraz doskonalszej modlitwy(28).
Mogą bowiem istnieć różne stopnie i różne sposoby uczestniczenia w doświadczeniu
modlitwy założyciela i niekoniecznie u wszystkich w tej samej postaci. Zresztą
doświadczenie modlitwy, zajmujące uprzywilejowane miejsce we wszystkich,
starożytnych i współczesnych, autentycznie kościelnych instytucjach, jest
ostatecznie czymś zawsze osobistym. Bóg daje swoje łaski konkretnej osobie ze
względu na modlitwę.
25. Jeśli chodzi o mistykę, to trzeba rozróżnić między darami Ducha
Świętego i charyzmatami, których Bóg udziela według własnej woli. Dary
Ducha Świętego każdy chrześcijanin może w sobie gorliwie rozwijać, żyjąc wiarą,
nadzieją i miłością, i w ten sposób przez prawdziwą ascezę dojść do pewnego
doświadczenia Boga oraz prawd wiary. O charyzmatach mówi św. Paweł, że służą one
przede wszystkim dobru Kościoła, czyli dobru innych członków Mistycznego Ciała
Chrystusa (por. 1 Kor 12, 7). Należy w związku z tym przypomnieć, że charyzmatów
nie można utożsamić z nadzwyczajnymi darami ("mistycznymi") (por. Rz 12, 3-21),
oraz że granica między "darami Ducha Świętego" i "charyzmatami" może być płynna.
Jest rzeczą pewną, że owocny dla Kościoła charyzmat nie może funkcjonować w
nowotestamentalnym świecie bez określonego stopnia doskonałości osobistej i, z
drugiej strony, że każdy "żywy" chrześcijanin ma do spełnienia specjalne zadanie
(i w tym sensie "charyzmat") "dla budowania Ciała Chrystusa" (por. Ef 4, 15-16)(29)
w komunii z hierarchią, która "szczególnie powołana jest, by nie gasić Ducha,
lecz doświadczać wszystkiego, i zachowywać to, co dobre" (Konst. Lumen
gentium, 12).
VI. METODY PSYCHOFIZYCZNO-CIELESNE
26. Doświadczenie uczy, że pozycja i postawa ciała nie pozostają bez
wpływu na skupienie i stan ducha. Na ten fakt zwrócili uwagę niektórzy pisarze
chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu.
Ich refleksje, chociaż mają elementy wspólne z niechrześcijańskimi, wschodnimi
metodami medytacji, są wolne od tej przesady lub jednostronności, które dziś
często znamionują propozycje przedstawiane przez ludzi niedostatecznie
przygotowanych.
Ci autorzy zajmujący się duchowością przyjęli elementy, które ułatwiają
skupienie na modlitwie, uznając równocześnie ich względną wartość: są one
pożyteczne, jeśli sformułuje się je na nowo mając na względzie cel modlitwy
chrześcijańskiej(30). Na przykład post posiada w chrześcijaństwie
znaczenie przede wszystkim jako ćwiczenie pokutne i wyrzeczenie, ale już według
Ojców miał on lepiej usposabiać człowieka na spotkanie z Bogiem oraz zwiększać
zdolność chrześcijanina do panowania nad sobą i czynić go wrażliwym na potrzeby
braci.
W modlitwie cały człowiek musi nawiązać łączność z Bogiem, a więc także i jego
ciało musi przyjąć taką postawę, która bardziej sprzyja skupieniu(31).
Postawa ta może w sposób symboliczny wyrażać samą modlitwę, zmieniając się w
zależności od kultur i osobistej wrażliwości. W niektórych częściach świata
chrześcijanie coraz bardziej zdają sobie dziś sprawę, że postawa ciała może
sprzyjać modlitwie.
27. Modlitwa chrześcijańskiego Wschodu(32) doceniła symbolizm
psychofizyczny, którego często brakowało modlitwie Zachodu. Dotyczyć to może
określonej postawy ciała, ale także podstawowych funkcji życiowych, takich jak
oddychanie czy bicie serca. Na przykład, ćwiczenie "modlitwy Jezusa", które
odpowiada naturalnemu rytmowi oddychania, może - przynajmniej przez pewien czas
- stanowić dla wielu osób rzeczywistą pomoc(33). Z drugiej strony,
także ci sami wschodni nauczyciele stwierdzili, że nie wszyscy są jednakowo
zdolni do korzystania z tych symbolizmów, ponieważ nie wszyscy są w stanie
przejść od znaku materialnego do poszukiwania rzeczywistości duchowej. Źle
rozumiany symbolizm może nawet stać się idolem, a w konsekwencji przeszkodą w
podniesieniu ducha ku Bogu. Jeszcze trudniejsze jest przeżywanie w sferze
modlitwy całej rzeczywistości własnego ciała jako symbolu; może to przerodzić
się w kult ciała i prowadzić do złudnego utożsamienia wszystkich wrażeń z
doświadczeniami duchowymi.
28. Niektóre ćwiczenia fizyczne automatycznie wywołują wrażenia spokoju i
odprężenia, uczucia błogości, a nawet światła i ciepła, przypominające radości
duchowe. Branie ich za autentyczne pociechy Ducha Świętego oznaczałoby
całkowicie błędne pojmowanie drogi duchowej. Nadawanie im znaczeń symbolicznych,
typowych dla doświadczenia mistycznego, gdy nie odpowiada im postawa moralna
zainteresowanego, ujawniałoby pewien rodzaj schizofrenii umysłowej, która może
prowadzić nawet do zaburzeń psychicznych, a niekiedy do odchyleń moralnych.
Nie znaczy to, że autentyczne praktyki medytacji, wywodzące się z
chrześcijańskiego Wschodu i wielkich religii niechrześcijańskich, tak bardzo
pociągające rozbitego wewnętrznie i zdezorientowanego człowieka współczesnego,
nie mogą być odpowiednią pomocą w uświadomieniu modlącemu się w obecności Bożej
i w wewnętrznym odprężeniu się także pośród trosk zewnętrznych.
Trzeba jednak pamiętać, że stałe zjednoczenie z Bogiem lub wewnętrzne czuwanie i
wzywanie pomocy Bożej, które w Nowym Testamencie nazwane jest "nieustanną
modlitwą"(34), może trwać także wtedy, gdy człowiek - zgodnie z wolą
Bożą - oddaje się pracy i trosce o bliźniego. Poucza nas Apostoł: "Przeto czy
jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą
czyńcie" (1 Kor 10, 31). W istocie, autentyczna modlitwa, jak twierdzą wielcy
nauczyciele życia wewnętrznego, wzbudza w modlących się gorącą miłość, która
przynagla ich do udziału w misji Kościoła i do służby braciom na większą chwałę
Bożą(35).
VII. "JA JESTEM DROGĄ"
29. Każdy powinien odnaleźć w różnorodności i bogactwie modlitwy
chrześcijańskiej, której uczy Kościół, własną drogę, własny sposób modlitwy; ale
te wszystkie drogi osobiste łączą się w końcu w tej drodze do Ojca, którą jest
Jezus Chrystus. Tak więc, niech każdy w poszukiwaniu własnej drogi pozwoli
prowadzić się nie własnym osobistym upodobaniom, ale Duchowi Świętemu, który
przez Chrystusa wiedzie nas do Ojca.
30. W życiu modlącego się człowieka przychodzą jednak chwile, w których czuje
się on opuszczony i zagubiony, gdy mimo wszelkich starań wcale nie "czuje"
obecności Boga. Niech pamięta wtedy, że tego rodzaju próby nikomu, kto traktuje
poważnie modlitwę, nie są oszczędzone. Nie należy jednak tego doświadczenia,
wspólnego wszystkim modlącym się chrześcijanom, uważać za mistyczną "ciemną
noc". W każdym razie człowiek, który w tych okresach z całą stanowczością stara
się wytrwać w modlitwie, może mieć poczucie, że modli się jakby "mechanicznie".
W rzeczywistości mamy tu jednak do czynienia z czymś zupełnie innym; właśnie
wtedy jego modlitwa jest wyrazem wierności wobec Boga, w którego obecności chce
pozostać także wówczas, gdy w zamian nie otrzymuje żadnej subiektywnej pociechy.
W tych na pozór mało pomyślnych chwilach okazuje się, czego naprawdę człowiek
szuka w modlitwie; czy Boga, który w swojej nieskończonej wolności zawsze go
przewyższa, czy też raczej szuka siebie samego, pozostając zamkniętym w obrębie
własnych "doświadczeń", które albo ocenia pozytywnie jako "doświadczenia"
zjednoczenia z Bogiem, albo negatywnie jako doświadczenie mistycznej "pustki".
31. Miłości Boga, będącej jedynym przedmiotem kontemplacji chrześcijańskiej,
nie można osiągnąć za pomocą jakiejkolwiek metody czy techniki; musimy raczej
zawsze mieć wzrok utkwiony w Jezusa Chrystusa, w którym miłość Boga do nas
osiągnęła taki wymiar, że na krzyżu przeżył On poczucie oddalenia od Ojca (por.
Mk 15, 34). Musimy więc Bogu pozostawić decyzję co do sposobu, w jaki chce
uczynić nas uczestnikami swojej miłości. Ale nigdy, w żaden sposób, nie możemy
starać się o osiągnięcie tego poziomu, co kontemplowany przedmiot, którym jest
niczym nie skrępowana miłość Boga; nawet wtedy, gdy z miłosierdzia Boga Ojca,
przez Ducha Świętego posłanego do naszych serc, jest nam darmo dany w Chrystusie
jakiś zmysłowy odblask tej miłości Bożej i czujemy się pociągnięci prawdą i
pięknem Pana.
Im bardziej dane jest stworzeniu przybliżyć się do Boga, tym bardziej wzrasta w
nim cześć dla trzykroć Świętego Boga. Wtedy staje się zrozumiała myśl św.
Augustyna: "Ty możesz nazwać mnie przyjacielem, ja wiem, że jestem sługą"(36)
i dobrze znane nam słowa Tej, która została dopuszczona do największej zażyłości
z Bogiem: "Wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej" (Łk 1, 48).
W czasie audiencji, udzielonej niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi, Jego
Świątobliwość Jan Paweł II zatwierdził niniejszy List, uchwalony na zebraniu
plenarnym Kongregacji Nauki Wiary, i nakazał jego opublikowanie.
Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 15 października 1989 r., w Święto św.
Teresy od Jezusa.
Joseph Kard. Ratzinger
Prefekt
+ Alberto Bovone
Abp tyt. Cezarei Numidyjskiej
Sekretarz
Przypisy
* AAS 82 (1990) 362-379.
1. Przez określenie "metody wschodnie" rozumie się metody inspirowane hinduizmem
i buddyzmem, jak "Zen", "Medytacja transcendentalna" lub "Joga". Chodzi więc o
metody medytacji niechrześcijańskiej Dalekiego Wschodu, które nierzadko są dziś
praktykowane przez niektórych chrześcijan w ich medytacji. Zasadnicze kierunki i
metody zawarte w niniejszym dokumencie zamierzają być punktem odniesienia nie
tylko w stosunku do tego problemu, lecz także, bardziej ogólnie, dla różnych
form modlitwy praktykowanych dziś w Kościele, w szczególności w
stowarzyszeniach, ruchach i grupach.
2. O Księdze Psalmów w modlitwie Kościoła, por. Institutio generalis de
Liturgia Horarum, 100-109.
3. Por. np. Wj 15, Pwt 32, 1 Sm 2, 2 Sm 22, niektóre teksty prorockie, 1 Krl 16.
4. SOB. WAT. II, Konst. Dei verbum, 2. Dokument ten daje inne istotne
wskazania dla teologicznego i duchowego rozumienia modlitwy chrześcijańskiej;
por. np. 3, 5, 8, 21.
5. Tamże, 25.
6. O Modlitwie Pańskiej por. Institutio generalis de Liturgia Horarum,
3-4.
7. Por. tamże, 9.
8. Według pseudognozy materia jest czymś nieczystym, czymś co niewoli duszę w
pewnej niewiedzy, z której modlitwa ma ją uwolnić i podnieść do prawdziwej
wyższej wiedzy, a w konsekwencji do czystości. Oczywiście, nie wszyscy byli do
tego zdolni, ale tylko ludzie rzeczywiście duchowi; prostym wiernym wystarczała
wiara i zachowanie przykazań Jezusa.
9. Messalianie zostali ujawnieni już przez ŚW. EFREMA SYRYJCZYKA, Hymni
contra Haereses, 22, 4: CSCO 169, 1957, 79; następnie przez EPIFANIUSZA Z
SALAMINY, Panarion (nazywany także Adversus Haereses): PG 41,
156-1200; PG 42, 9-832; i ANFILOCHIUSZA, Contra haereticos: G. Ficker,
Amphilochiana, I, Leipzig 1906, 21-77.
10. Por. na przykład ŚW. JAN OD KRZYŻA, Droga na Górę Karmel, 7, 11.
11. W Średniowieczu istniały w Kościele skrajne prądy, które zostały opisane,
nie bez ironii, przez jednego z wielkich kontemplatyków chrześcijańskich,
Flamandczyka Jana van Ruysbroek'a. Rozróżnia on w życiu mistycznym trzy typy
błędów (Die gheestelike Brulocht, 228, 12-230, 17; 230, 18-232, 22; 232,
23-236, 6) i przekazuje także ogólną krytykę dotyczącą tych form (236, 7-237,
29). Podobne techniki były kolejno opisane i odrzucone przez św. Teresę od
Jezusa, która zauważa jasno, że "ta sama troska, by nic nie myśleć, pobudza
umysł, by wiele myśleć", i że pozostawienie z boku misterium Chrystusa w
medytacji chrześcijańskiej jest zawsze pewnym rodzajem "zdrady"; por. ŚW. TERESA
OD JEZUSA, Życie, 12, 5; 22, 1-5.
12. Wskazując całemu Kościołowi przykład i naukę św. Teresy od Jezusa, która w
swoim czasie musiała odrzucić pokusę pewnych sposobów, które proponowały
pominięcie ludzkiej natury Chrystusa, na korzyść nieokreślonego zanurzenia się w
głębię Boskości, Papież JAN PAWEŁ II przypomniał w homilii z dnia 1 listopada
1982 r., że wołanie Teresy od Jezusa o modlitwę w całości skoncentrowaną na
Chrystusie "ma wartość także w naszych czasach, przeciw niektórym sposobom
modlitwy, które nie czerpią natchnienia z Ewangelii i które praktycznie
zmierzają do pominięcia Chrystusa, na korzyść pustki myślowej, która w
chrześcijaństwie nie ma sensu. Każdy sposób modlitwy ma wartość, o ile inspiruje
się Chrystusem i prowadzi do Chrystusa, Drogi, Prawdy i Życia (por. J 14, 6)":
Homilia na cześć św. Teresy: AAS 75 (1983) 256-257.
13. Por. na przykład Obłok niewiedzy, dzieło duchowe anonimowego pisarza
angielskiego z XIV wieku.
14. Pojęcie "nirwany" jest rozumiane w tekstach religijnych buddyzmu jako jakiś
stan spokoju, który polega na wygaszeniu rzeczywistości konkretnej jako
przejściowej, a więc rozczarowującej i bolesnej.
15. Mistrz Eckhart mówi o zanurzeniu się "w nieokreśloną głębię Boskości", która
jest "ciemnością, w której światło Trójcy nigdy nie zabłysło". Por. Sermo
"Ave gratia plena", na końcu; w: J. Quint, Deutsche Predigten und
Traktate, Hanser 1955, 261.
16. Por. SOB. WAT. II, Konst. Gaudium et spes, 19: "Najwyższą rację
godności człowieka stanowi jego powołanie do uczestnictwa w życiu Boga. Człowiek
już od swego początku zapraszany jest do rozmowy z Bogiem: istnieje bowiem tylko
dlatego, że Bóg go stworzył i wciąż z miłości zachowuje, a żyje w pełni wedle
prawdy, gdy dobrowolnie uznaje ową miłość i powierza się swemu Stwórcy".
17. Jak pisze św. Tomasz odnośnie Eucharystii: "...proprius effectus huius
sacramenti est conversio hominis in Christium, ut dicat cum Apostolo: Vivo ego,
iam non ego; vivit vero in me Christus (Ga 2, 20)", In IV Sent., d. 12 q.
2 a. 1.
18. SOB. WAT. II, Dekl. Nostra aetate, 2.
19. ŚW. IGNACY LOYOLA, Ćwiczenia duchowne, 23n.
20. Por. Kol 3, 5; Rz 6, 11n; Ga 5, 24.
21. ŚW. AUGUSTYN, Enarr. in Ps., 41, 8: PL 46, 469.
22. ŚW. AUGUSTYN, Confessiones, 3, 6, 11: PL 32, 688; por. TENŻE, De
vera religione, 39, 7: PL 34, 154.
23. Chrześcijański pozytywny sens "porzucenia" stworzeń przemawia w sposób
wzorczy w osobie Biedaczyny z Asyżu. Św. Franciszek właśnie dlatego, że z
miłości do Pana porzucił stworzenia, widzi je wszystkie wypełnione Jego
obecnością i jaśniejące w ich godności stworzeń Bożych oraz śpiewa o nich poufną
pieśń bytu w swoim Kantyku stworzenia (por. C. Esser, Opuscula sancti
Francisci Assisienensis, Ad Claras Aquas, Grottaferrata [Roma] 1978, 83-86).
W ten sposób pisze w Liście do wszystkich wiernych: "Wszelkie stworzenie, które
jest w niebie i na ziemi, i morzu i głębokościach otchłani (Ap 5, 13) oddaje
Bogu uwielbienie, chwałę i cześć oraz błogosławi Go, ponieważ On jest naszym
życiem i naszą siłą. On, który tylko sam jest dobry (Łk 18, 19), który tylko sam
jest najwyższy, który tylko sam jest wszechmocny i godny podziwu, chwalebny i
święty, godny czci i błogosławiony przez wszystkie wieki wieków. Amen" (Jak
wyżej, 124).
Św. Bonawentura zauważa, jak w każdym stworzeniu Franciszek dostrzegał obecność
Bożą i otwierał swoją duszę w wielkim hymnie wdzięczności i chwały. Por.
Legenda S. Francisci, 9, 1, w: Opera omnia, Quaracchi 1898, VIII,
530.
24. Por. na przykład, ŚW. JUSTYN, Apologia, I, 61, 12-13: PG 6, 420-421;
KLEMENS ALEKSANDRYJSKI, Paedagogus, I, 6, 25-31: PG 8, 281-284; ŚW.
BAZYLI WIELKI, Homiliae diversae, 13, 1: PG 31, 424-425; ŚW. GRZEGORZ Z
NAZJANZU, Orationes, 40, 3, 1: PG 36, 361.
25. SOB. WAT. II, Konst. Dei verbum, 8.
26. Eucharystia określana przez Konst. Lumen gentium "Źródłem i szczytem
całego życia chrześcijańskiego" (LG 11), sprawia, że "rzeczywiście uczestniczymy
w Ciele Pańskim" (LG 7); w niej "jesteśmy podniesieni do zjednoczenia z Nim" (LG
7).
27. ŚW. TERESA OD JEZUSA, Twierdza wewnętrzna, IV, 1, 2.
28. Nikt z modlących się, bez specjalnej łaski, nie będzie dążył do całościowej
wizji Objawienia Bożego, którą św. Grzegorz rozpoznaje u św. Benedykta, albo do
tego zapału mistycznego, z którym św. Franciszek z Asyżu kontemplował Boga we
wszystkich Jego stworzeniach, lub do wizji równie całościowej, jak ta, dana św.
Ignacemu nad rzeką Cardoner, w stosunku do której potwierdza on, że w istocie
mogłaby zająć dla niego miejsce Pisma Świętego. "Noc ciemna", opisana przez św.
Jana od Krzyża, jest częścią jego osobistego charyzmatu modlitwy; każdy członek
jego zgromadzenia nie musi przeżywać jej w ten sam sposób, by osiągnąć tę
doskonałość w modlitwie, do jakiej wzywa go Bóg.
29. Powołanie chrześcijanina do doświadczeń "mistycznych" może zawierać zarówno
to, co św. Tomasz określa żywym doświadczeniem Boga za pośrednictwem darów
Ducha, jak i formy nie dające się naśladować (o które nie należy się ubiegać)
darowania łaski. Por. ŚW. TOMASZ, Summa theologiae, I(a)-II(ae),
q. 68, a. 1 c ; a. 5, ad 1.
30. Por. na przykład pisarzy starożytnych, którzy mówią o postawie modlącego się
przyjętej przez chrześcijan podczas modlitwy: TERTULIAN, De oratione,
XIV; XVII: PL 1, 1170.1174-1176; ORYGENES, De oratione, XXXI, 2: PG 11,
550-553; a także o znaczeniu takich postaw: BARNABA, Epistula, XII, 2-4:
PG 2, 760-761; ŚW. JUSTYN, Dialogus, 90, 4-5: PG 6, 689-692; ŚW. HIPOLIT
RZYMSKI, Commentarium in Dan., III, 24: GCS I, 168, 8-17; ORYGENES,
Homiliae in Ex., XI, 4: PG 12, 337-378. O postawie ciała por. także
ORYGENES, De oratione, XXXI, 3: PG 11, 553-555.
31. Por. ŚW. IGNACY LOYOLA, Ćwiczenia duchowne, 76.
32. Jak na przykład medytacja anachoretów hesychiastów. Hesychia, lub spokój
wewnętrzny, jest uważana przez anachoretów za warunek modlitwy; w swojej formie
wschodniej charakteryzuje się samotnością i technikami skupienia.
33. Ćwiczenie "modlitwy Jezusa", które jest powtarzaniem, bogatej w odniesienia
biblijne, formuły wezwania i błagania (np. "Panie Jezu Chryste, Synu Boży,
zmiłuj się nade mną"), odpowiada naturalnemu rytmowi oddychania. Por. ŚW. IGNACY
LOYOLA, Ćwiczenia duchowe, 258.
34. Por. 1 Tes 5, 17 i 2 Tes 3, 8-12. Z tych i innych tekstów powstaje trudność,
jak pogodzić nakaz nieustannej modlitwy z nakazem pracy? Por. min. ŚW. AUGUSTYN,
Epistula, 130, 30: PL 33, 501-502, i ŚW. JAN KASJAN, De institutis
Coenobiorum, III, 1-3: SCh 109, 92-93. Por. także Twierdzenie o modlitwie
AFRACHATA, pierwszego Ojca Kościoła syryjskiego, a w szczególności numery 14-15,
poświęcone tak zwanym "dziełom modlitwy", w: Afraatis Sapientis Persae
Demonstrationes, IV: PS 1, 170-174 Wyd. J. Parisot.
35. Por. ŚW. TERESA OD JEZUSA, Twierdza wewnętrzna, VII, 4, 6.
36. ŚW. AUGUSTYN, Enarr. in Ps., 142, 6: PL 37, 1849. Por. także ŚW.
AUGUSTYN, Tract. in Joan., IV, 9: PL 35, 1410: "Quando autem nec ad hoc
dignum se dicit, vere plenus Spiritu Sancto erat, qui sic servus Dominum
agnovit, et ex servo amicus fieri meruit".
|