|
Kongregacja Nauki Wiary
INFORMACJA O KSIĄŻCE O. ANDRÉ GUINDONA, O.M.I.,
THE SEXUAL CREATORS. AN ETHICAL PROPOSAL
FOR CONCERNED CHRISTIANS
(University Press of America, Laham-New York-London 1986)
WPROWADZENIE
Kongregacja Nauki Wiary, na której spoczywa odpowiedzialność za "promocję oraz
strzeżenie nauki wiary i moralności w całym świecie katolickim" (Konst. Apost.
Pastor bonus, Art. 48), zbadała treść wymienionej wyżej książki o. André
Guindona zgodnie ze zwyczajną procedurą przewidzianą przez jej ratio agendi.
Zakończywszy dialog z autorem, prowadzony za pośrednictwem przełożonego
generalnego Zgromadzenia Oblatów Misjonarzy Maryi Niepokalanej w okresie od
listopada 1988 r. do września 1991 r., Kongregacja ogłasza niniejszą
Informację, w której wskazuje na tezy książki sprzeczne z nauką Kościoła w
dziedzinie moralności seksualnej. Kongregacja pozostawia jednocześnie autorowi
możliwość złożenia w stosownym terminie wyjaśnień, które potwierdziłyby wyrażone
przezeń pragnienie dochowania wierności Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła.
Dialog z autorem jest nadal prowadzony; uczestniczą w nim również - w zakresie
odpowiadającym ich kompetencjom - Kongregacja ds. Instytutów Życia
Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego oraz Kongregacja ds.
Wychowania Katolickiego.
I
UWAGI O KSIĄŻCE
1. Wprowadzenie
Autor pragnie, by książka była czymś więcej niż studium seksuologii; chce
ofiarować Kościołowi swój wkład w rozwój nowej nauki dotyczącej tego, co nazywa
"płodnością seksualną". Książka ma zatem przyczynić się "do stworzenia
alternatywy dla nieadekwatnej wizji płodności" (fecundity-fertility) (s.
IX). Nie mamy tu więc do czynienia jedynie z ponownym przemyśleniem norm
moralnych dotyczących ludzkiej płciowości, lecz z propozycją nowej antropologii
oraz "programem bliskiej już rewolucji twórców seksualnych (sexual creators)"
(s. 236).
Książka nie jest pozbawiona godnych pochwały intencji i pozytywnych aspektów, by
wymienić na przykład chęć przezwyciężenia czysto zewnętrznego i negatywnego
legalizmu (s. 9n), deklarowany sprzeciw wobec antykoncepcyjnej czy
hedonistycznej mentalności, która uważa rozkosz płciową za cel sam w sobie (s.
36, 74, 94), dążenie do ukazania całościowej wizji istoty ludzkiej (s. 22n),
postulat szacunku dla osoby niezależnie od jej win moralnych (s. 164) czy
poszukiwanie chrześcijańskiego znaczenia ludzkiej uczuciowości (s. 100, 105).
Dokładna analiza tekstu wykazała jednak, że w wielu poważnych i zasadniczych
kwestiach autor nie zgadza się nie tylko z najnowszym nauczaniem Urzędu
Nauczycielskiego, ale także z tradycyjną nauką Kościoła. Niezgodności te dotyczą
ogólnej koncepcji płciowości, sposobu rozumienia osoby ludzkiej w jej relacji do
innych osób i do Boga Stwórcy, a także moralnej oceny pewnych konkretnych form
zachowań seksualnych. Mają one swoje istotne źródło w nieadekwatnym, a niekiedy
błędnym podejściu do problemu na poziomie metody teologicznej.
2. Problemy szczegółowe
2.1 Ogólna koncepcja płciowości
Autor używa terminów "płciowy" i "płciowość" w tak szerokim znaczeniu, że
oznaczają one wszystko, co jest znamienne dla uczuciowej aktywności człowieka
jako istoty płciowej (por. np. s. 23, 71, 120-121). "Płciowość jest tym, co
tworzy międzyosobową i społeczną historię istot ludzkich i co czyni je
odpowiedzialnymi za jej rozwój" (s. 34). Trudno wyobrazić sobie definicję
bardziej pojemną. Płciowość zostaje opisana jako połączenie dwóch elementów:
"zmysłowości" i "czułości", związanych odpowiednio z cielesnym i duchowym
wymiarem istoty ludzkiej. Jednakże przypisywanie seksualnego charakteru każdemu
przejawowi uczucia, uzasadniane twierdzeniem, że jest ono nieuchronnie
naznaczone płciową naturą osoby, jest nie tylko mylącym rozszerzeniem znaczenia
słowa "seksualny", lecz także naruszeniem elementarnych zasad logiki. Z faktu,
że w każdej więzi uczuciowej wyraża się płciowa natura partnerów, nie wynika, że
jest to zawsze więź seksualna. Powstaje zatem mylą-ca dwuznaczność, kiedy
wszelkie więzi uczuciowe - nawet te, które łączą rodziców z dziećmi, osoby
bezżenne itd. - zostają określone jako seksualne (s. 66-67, 120-121).
Z tym rozszerzonym pojęciem seksualności wiąże się wysunięta przez autora
propozycja nowego i głębszego rozumienia "płodności seksualnej" (sexual
fecundity), które ma stać się podstawą do interpretacji "wszelkich przejawów
oddziaływania seksualnego" (s. 66-67). To nowe kryterium zostaje przedstawione
jako niezależne od "płodności biologicznej", którą tradycyjna katolicka nauka
moralna - jak twierdzi autor - mylnie uważała za jedyną normę. Tak więc zasadą
regulującą ludzkie zachowania płciowe nie byłaby już nierozłączność jednoczącego
i prokreacyjnego znaczenia aktu płciowego, lecz raczej nierozłączność
"zmysłowości" i "czułości" (s. 66-68). Podstawowym sensem "przekazywania życia"
byłaby "nowa jakość życia ludzkiego, która jest przekazywana w integralnym
doświadczeniu płciowym i poprzez nie (...) od jednej osoby kochającej do
drugiej" (s. 67). Prokreacja jest traktowana jako coś drugorzędnego i
niekoniecznego. Integracja zmysłowości i czułości jest proponowana jako
kryterium oceny wszelkiego rodzaju aktywności płciowej - nie tylko małżeńskiej i
nie tylko heteroseksualnej, lecz także homoseksualnej (s. 67). W rezultacie
"przyjmuje się, że postępowanie moralne w życiu płciowym małżonków, rodziców,
synów i córek, homoseksualnych mężczyzn i kobiet oraz osób bezżennych oznacza
zasadniczo to samo we wszystkich tych stylach życia" (s. 79).
Należy wyrazić uznanie dla intencji autora, by oprzeć pojęcie płciowości i
płodności na integralnej antropologii ("holistycznej wizji osobowości", a
wholistic view of selfhood, s. 23), która nie odrzuca złożoności natury
istoty ludzkiej, ale potrafi ująć ją na nowo w sposób prawdziwie zintegrowany,
nie popadając w niebezpieczne dualizmy, których rezultatem są zawężone koncepcje
biologistyczne czy spirytualistyczne, prowadzące z kolei do poważnych wypaczeń w
poglądach na etykę seksualną. Na próżno jednak szukałoby się w książce choćby
zwięzłej prezentacji takiej antropologii, bez czego sprowadza się ona jedynie do
swoistej deklaracji intencji. Ponadto dwuznaczna definicja płciowości wraz z
błędną wizją płodności prowadzą w gruncie rzeczy do tego, czego autor zamierzał
uniknąć, a mianowicie do antropologicznego dualizmu. W dwóch pierwszych
rozdziałach pojęcie płciowości proponowane przez o. Guindona wymaga silnego
podkreślenia cielesnej natury osoby ludzkiej. Natomiast w rozdziałach trzecim i
czwartym, kiedy pojawia się potrzeba zdefiniowania płodności samej w sobie,
niezależnie od prokreacji, autor pomija czy też rezygnuje z podkreślenia natury
cielesnej - która najwyraźniej stała się dlań niewygodna - by uchronić się od
tego, co sam uważa za tradycyjną redukcję płciowości i płodności do samej tylko
biologii. Całościowa i trafna koncepcja osoby ludzkiej, uwzględniająca wszystkie
płaszczyzny jej istnienia (biologiczną, psychiczną i duchową), nie pozwoliłaby
autorowi mówić o prokreacyjnym aspekcie płodności w taki oto sposób: "Dopóki
twierdzimy, że zamierzonym rezultatem musi być dziecko, nie mówimy o jednym z
aspektów życia płciowego (płodności) czy skutku aktywności płciowej. Zajmujemy
się substancjami: chromosomami (źródło) wytwarzającymi dziecko (skutek)" (s.
65).
Prokreacyjny sens płodności ujmowany jest jedynie w kategoriach podtrzymania
gatunku. Antropologiczny sens płciowości jest natomiast łączony głównie z jej
empirycznymi składnikami - zmysłowością i czułością, które dzięki temu mogą być
kreatywne i posługiwać się ciałem jako narzędziem pozbawionym immanentnych
wartości moralnych, a wskutek tego całkowicie podatnym na manipulację dokonywaną
według subiektywnych intencji. Oddzielenie empirycznych czy psychologicznych
elementów zmysłowości i czułości od cielesnych elementów reprodukcji to zabieg
dualistyczny. I jedne i drugie są w rzeczywistości integralnymi częściami jednej
i tej samej osoby. Takiego zarzutu dualizmu nie można natomiast wysunąć wobec
zasady głoszonej przez Kościół, która mówi, że jednoczący i prokreacyjny wymiar
aktu płciowego są nierozdzielne.
2.2 Relacje międzyosobowe
W fenomenologii relacji płciowych o. Guindona jest stale podkreślane "'ja'
wyrażające własne 'ja'" (the self expressing the self) (wyrażenia tego
typu można znaleźć na s. 11, 14, 22, 23, 26, 27, 31, 33, 34, 66-67, 71, 90,
102). Jest to zatem personalizm skoncentrowany na ludzkim "ja" i na
samowyrażaniu się. Jak to pogodzić z wymaganiami, które wiążą się z miłością do
innej osoby, miłością uwzględniającą rzeczywistość i autonomię tej osoby?
Dlaczego książka praktycznie nie wspomina o prawdzie, należącej niewątpliwie do
tradycji nauczania chrześcijańskiego, że prawo miłości zawiera w sobie prawo
krzyża? Według nauczania Soboru Watykańskiego II powołanie do małżeństwa wymaga
"niezwykłej cnoty" i "ducha ofiary" (Konst. Gaudium et spes, 49). O.
Guindon nie wspomina bynajmniej o potrzebie takiej cnoty. Nie uwzględnia faktu,
że bodźce płciowe nie jest łatwo zespolić z autentyczną miłością, i że w związku
z tym czystość i samoopanowanie stają się konieczną i trudną częścią ludzkiej
miłości - chyba że ktoś zakłada, iż pragnieniu płciowemu wyrażenia siebie
towarzyszy zawsze obecność przychylnie usposobionego partnera, wobec którego
można wyrazić siebie.
Jakkolwiek autor proponuje wartości w postaci "płodności kochającej" (loving
fecundity) (s. 72-74) i "płodności odpowiedzialnej" (responsabile
fecundity) (s. 74-78) jako trzecie i czwarte kryterium oceny "płodności
seksualnej", a nawet zapewnia, że "ludzka płciowość jest płodna, gdy sprzyja
życiu po ludzku czułemu i zmysłowemu, rozwija poczucie własnej tożsamości i
osobowej wartości oraz umacnia wspólnotę" (s. 78), nie otrzymujemy należytego
wyjaśnienia, w jaki sposób doświadczenia czułości i zmysłowości mogą prowadzić
do budowania wspólnoty.
2.3 Więź między osobą ludzką a Stwórcą
U podłoża wspomnianych wyżej błędnych tez leży jeszcze bardziej istotna wada tej
książki: zastąpienie pojęcia stworzenia przez pojęcie kreatywności (s. VIIn).
Bóg obdarzając człowieka wolnością, dał jakoby mężczyźnie i kobiecie zdolność
wyzwalania swojego człowieczeństwa, należy zatem uważać mężczyznę i kobietę za
"twórców seksualnych" (sexual creators). Autor nie dostrzega, że Bóg
nadał sens i wewnętrzny ład rzeczywistości stworzonej, której prawdę jako
obiektywną normę ludzkiego postępowania należy uznawać i nią się kierować (por.
Konst. Gaudium et spes, 48). Twierdzi natomiast, że Bóg powierzył
mężczyźnie i kobiecie twórczą moc rozwijania języka płciowego, który wyraża i
kształtuje obdarzone sensem ludzkie relacje (s. VIII). Zdaniem autora nie
istnieje więc prawda poprzedzająca działanie (agere) i kierująca nim.
Wytwarzane są tylko - drogą subiektywnej spontaniczności - twórcze modele sensu
(autor odwołuje się do epistemologii T.S. Kuhna, s. 4, 15-16). Dobro moralne,
nie będące już jakością woli, która dokonuje wyboru zgodnego z prawdą bytu,
ujmowane jest jedynie jako wytwór subiektywnych intencji. Czytamy na przykład,
że "zadanie moralne polega na tworzeniu własnej prawdy czy też nadawaniu sensu
swojemu życiu" (s. 163). Ponadto o. Guindon stwierdza, że osoby ukierunkowane
homoseksualnie powinny zachowywać się w sposób homoseksualny, ponieważ agere
sequitur esse (s. 161). Wydaje się, że esse jest tu zredukowane do
subiektywnej skłonności. Na tym właśnie polega prawdziwie rewolucyjny aspekt
książki: lekceważy ona antropologiczne podstawy, jakich domaga się wszelka
obiektywna moralność, a moralność chrześcijańska w szczególności.
2.4 Problemy związane z metodą teologii moralnej
Błędne twierdzenia sformułowane w książce są konsekwencją zastosowania wadliwej
metody.
Po pierwsze, autor odwołuje się w sposób ogólny do doświadczenia, nie
przedstawiając żadnej fenomenologicznej analizy natury i dynamiki ludzkiej
płciowości, czyli tego, co powinno stanowić istotną nowość jego pracy. Ogranicza
się w tym miejscu do odsyłaczy bibliograficznych. Niemniej utrzymuje, że właśnie
na podstawie doświadczenia człowiek odkrywa naturę płciowości jako integralnego
połączenia zmysłowości i czułości (s. 23). Następnie krótko przedstawia jej
model lingwistyczny o wyraźnie strukturalistycznej proweniencji, który pozwala
mu dalej analizować sens płciowości (s. 26-30). Model ten można jednak, jak
wyraźnie stwierdza sam autor, zastąpić innymi (s. 15).
W rozumieniu autora refleksja moralna jest nie tylko refleksją nad przeżywanym
doświadczeniem (s. IX), lecz artykułowaniem sensu zawartego w samym tym
doświadczeniu (s. 13), ponieważ "nie sposób poznać dobra i cenić go, jeśli się
nim nie 'żyje'" (s. 13). Zostaje tu więc podkreślony prymat "przeżycia", które
staje się prawdziwym kryterium ocen moralnych. "Przeżycie" ujmowane jest głównie
w kategoriach takich cech subiektywnego doświadczenia, jak zmysłowość i czułość.
Wynikiem tego jest moralność oparta na swojego rodzaju ślepej wierze w ludzką
spontaniczność. Autor mówi niewiele albo zgoła nic o głębokim rozdarciu, jakiego
doświadcza ludzkie serce (por. Konst. Gaudium et spes, 10), o
konsekwencjach tego rozdarcia w sferze płciowej oraz o roli łaski i ludzkiej
wytrwałości w zmaganiu się z tym konfliktem. W rezultacie pojęcie doświadczenia
zostaje przedstawione w sposób bardzo selektywny, podobnie jak wysoce selektywny
jest dobór bibliografii psychologicznej. Wielu psychologów - nie mówiąc już o
filozofach i teologach - nie zgadza się z tezą jakoby subiektywne doświadczenia,
takie jak czułość i zmysłowość, były zdolne automatycznie, same z siebie,
doprowadzić do prawdziwej ludzkiej miłości, odpowiedzialności i
autotranscendencji.
Opierając się na takich założeniach autor posługuje się również klasycznymi
źródłami teologii moralnej (Pismem Świętym, Tradycją i Urzędem Nauczycielskim) w
sposób wybiórczy, skrótowy i nieodpowiedni. Odwołując się do metody
krytyczno-historycznej, utrzymuje, że normy moralne zawarte w Piśmie Świętym
należy odnosić do ich kontekstu historycznego, a zatem, że nie można wyłącznie
na ich podstawie dokonywać dzisiaj ocen moralnych, gdy chodzi na przykład o akty
homoseksualne (s. 160). Według tej interpretacji Pismo Święte nie przekazuje
konkretnych norm, lecz tylko intencje, jedynymi zaś intencjami, do których
odwołuje się Jezus, są subiektywnie rozumiane miłość i wolność (por. s. 175). W
bezpośredniej sprzeczności z tymi zasadami pozostają jednak wypaczone
interpretacje Biblii, jak na przykład rzekome odkrycie przez autora budujących
przykładów homoseksualnych mężczyzn i kobiet (s. 164-165), które przytacza dla
poparcia swoich poglądów.
Tradycji i Urzędowi Nauczycielskiemu, często przedstawianym w sposób wręcz
karykaturalny (np. s. 4-10, 43-53), autor nie przyznaje ani właściwego im
autorytetu, ani wartości normatywnej dla refleksji teologicznej. Cytuje je
raczej w ramach polemicznego wstępu do prezentacji własnej "alternatywy", którą
rozwija poczynając od czwartego rozdziału. To prawda, że niekiedy cytuje
wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego życzliwie, zgadzając się nawet (s. 120) ze
stwierdzeniem Konstytucji Gaudium et spes (50), że "dzieci są
najcenniejszym darem małżeństwa". Sobie jednak przypisuje prawo oceny, które
fragmenty nauczania Tradycji i Urzędu Nauczycielskiego są do przyjęcia, a które
nie. Zakłada to wyższość oceniającego nad ocenianym.
2.5 Oceny moralne konkretnych rodzajów zachowań
Książka The Sexual Creators zawiera oceny moralne pozostające w
sprzeczności z zasadami zawsze i konsekwentnie głoszonymi przez Pismo Święte i
Tradycję, a także potwierdzonymi autorytatywnie w niedawnych wypowiedziach
Urzędu Nauczycielskiego. Co więcej, twierdzenia te nie mają w książce charakteru
marginalnego, lecz są prezentowane konsekwentnie i w ścisłym związku z
wielokrotnie deklarowaną intencją autora, zgodnie z którą płodność seksualna,
ujmowana jako połączenie zmysłowości i czułości, ma stać się autonomiczna
względem prokreacji.
Autor przede wszystkim traktuje Pismo Święte, Tradycję oraz wypowiedzi Urzędu
Nauczycielskiego w sposób bardzo selektywny, często całkowicie je wypaczając. Na
podstawie treści trzeciego rozdziału, zatytułowanego "Dualizm tradycyjnej
koncepcji płodności" (The Dualistic Tradition of Fertility), a zwłaszcza
s. 44-53, należałoby wnioskować, że tradycyjne nauczanie o moralności
seksualnej, głoszone przez prawie dwa tysiąclecia, było w znacznej mierze
błędne, ponieważ kładło nacisk na prokreację, co autor określa jako "ideologię
natalistyczną" (s. 44n). Na temat nauczania Konstytucji Gaudium et spes
(47-52) o godności małżeństwa i rodziny czytamy w rozdziale czwartym:
"Prawdopodobnie moglibyśmy znaleźć w tej konstytucji stwierdzenia podtrzymujące
reprodukcyjną interpretację płodności seksualnej. Nie powinno nas to dziwić.
Istnieje dziś powszechne przekonanie, że w dokumentach soborowych można znaleźć
teksty będące niejednokrotnie wynikiem kompromisu między stanowiskami, które
teoretycznie nie dają się ze sobą pogodzić. Zjawisko jednoczesnego występowania
wzajemnie sprzecznych poglądów jest typowe dla okresów, w których stary
paradygmat zostaje zastąpiony nowym" (s. 65).
Może to oznaczać tylko tyle, że Konstytucja Gaudium et spes jest
częściowo błędna, i by ją właściwie rozumieć, trzeba uprzednio wyłączyć błędne
fragmenty jej doktryny, czyli znaczną część niezgodną z poglądami wyrażonymi w
książce The Sexual Creators. Encyklika Humanae vitae jest
krytykowana za powoływanie się na prawa biologiczne (s. 47). O adhortacji
Familiaris consortio czytamy, że "dokonuje czysto nominalnego rozróżnienia"
między "przestrzeganiem rytmu" a "zapobieganiem poczęciu", jak gdyby było to
rozróżnienie o znaczeniu moralnym (s. 49-50). Deklaracja Persona humana
jest krytykowana za to, że uważa prokreację za "istotny i konieczny cel"
płodności (s. 43).
Wbrew nauce Urzędu Nauczycielskiego (por. Dekl. Persona humana, 7;
adhortacja Familiaris consortio, 80) autor, mówiąc o przedmałżeńskich
stosunkach płciowych, "przedobrzędowym współzamieszkiwaniu" i "małżeństwie w
kilku etapach" (s. 87-89), zauważa: "Można by nawet argumentować, że z
teologicznego punktu widzenia tego rodzaju małżeństwo jest do pomyślenia". W tym
miejscu odwołuje się również do innych swoich publikacji (s. 110, przypis 5).
Wbrew nauce Kościoła autor twierdzi, że publiczny obrzęd zawarcia małżeństwa
między katolikami nie ma żadnego znaczenia. Na podstawie wypaczonej argumentacji
historycznej poddaje w wątpliwość potrzebę zatwierdzenia małżeństwa przez
Kościół (s. 88). W gruncie rzeczy daje do zrozumienia, że liturgiczny obrzęd
zawarcia małżeństwa ukształtował się w Kościele dość późno. Tym samym myli
obowiązek przestrzegania formy kanonicznej, wymaganej do ważności małżeństwa, z
obrzędem liturgicznym, który w rzeczywistości istnieje od bardzo dawna.
Krótko mówiąc, autor proponuje (s. 87-89) gruntowną reinterpretację sakramentu
małżeństwa.
Podejmując zagadnienie homoseksualizmu, stara się wykazać podobieństwo - z
moralnego punktu widzenia - sytuacji osoby homoseksualnej i heteroseksualnej,
przy czym opiera się na abstrakcyjnej koncepcji płodności seksualnej,
zastosowanej w sposób jednakowy do zachowań płciowych wyraźnie odmiennych (s.
159-160, 172, 177). Pod pewnymi względami relacja homoseksualna wydaje się nawet
według niego mieć wyższość nad heteroseksualną. Na s. 165 czytamy: "To
bezinteresowne okazywanie miłości [jak w Pieśni nad Pieśniami: por. wyżej na tej
samej stronie] jest znamienne dla homoseksualizmu (...). Kobieta nie kocha się z
inną kobietą czy mężczyzna z innym mężczyzną dlatego, że tak jest przyjęte, albo
żeby zdobyć przez to kogoś, kto zarobi na utrzymanie lub poprowadzi gospodarstwo
domowe, ani też po to, żeby mieć potomstwo. Zdrowe osoby homoseksualne podejmują
współżycie płciowe z partnerem tej samej płci, ponieważ pragną wyrazić swoje
uczucia komuś, kto je pociąga".
O. Guindon broni "płodności seksualnej" homoseksualistów, twierdząc, że
abstrahuje przy tym od jakiejkolwiek oceny obiektywnej moralności aktów
erotycznych czy cielesnych, jakie mogą oni spełniać (s. 163) - które to
twierdzenie jest trudne lub niemożliwe do przyjęcia w świetle oczywistego
znaczenia takich wyrażeń, jak "kochać się" i "podejmować współżycie seksualne",
znajdujących się w cytowanym wyżej fragmencie. Autor odwołuje się też w niejasny
i wieloznaczny sposób do prawa międzyosobowej miłości głoszonej przez Ewangelię
(s. 174-175). Nie tylko brak tu uznania obiektywnego nieładu homoseksualizmu
jako takiego, lecz wbrew nauce sformułowanej w Deklaracji Persona humana
(8) zachowania homoseksualne zostają wręcz usprawiedliwione jako "jedyny
rozsądny wybór" dla kogoś, kto w sposób naturalny i nieodwracalny jest
homoseksualistą (s. 160-161). Dla potwierdzenia tej tezy autor odwołuje się do
zasady agere sequitur esse (s. 161), którą stosuje w sposób bezkrytyczny
i niezróżnicowany do porządku ontologicznego i moralnego. Wydaje się sądzić, że
homoseksualiści nie dysponują w zasadzie wolnością, która pozwoliłaby im
decydować o swoim ukierunkowaniu płciowym; nie pozostawia im także możliwości
powstrzymania się od aktywności seksualnej: "Jedyny wybór, jaki [moraliści] są w
stanie im zaproponować (styl życia heteroseksualny lub aseksualny), jest - jak
sami muszą przyznać - nieosiągalny dla zdrowych osób homoseksualnych" (s. 162).
Możliwość zmiany ukierunkowania homoseksualnego na heteroseksualne przez
psychoterapię zostaje wyśmiana i odrzucona (s. 161). Homoseksualiści są
przedstawieni jako ci, którzy składają wobec społeczeństwa świadectwo
bezinteresownej miłości (s. 174n).
II
POTRZEBA WYJAŚNIEŃ
W listach do swojego przełożonego generalnego, pisanych po otrzymaniu od
Kongregacji Nauki Wiary poprzedniej krytycznej oceny książki The Sexual
Creators i przekazanych następnie do tejże Kongregacji wyjaśnień, a
zwłaszcza w liście z 15 sierpnia 1990 r., o. Guindon stwierdza, że w swojej
książce pragnął we wszystkim - z wyjątkiem problemu antykoncepcji - dochować
wierności bogactwu Tradycji katolickiej i nie zawarł w niej niczego, co
negowałoby rolę Urzędu Nauczycielskiego w dziedzinie etyki katolickiej. Słowa te
wydają się nie do pogodzenia ze sposobem, w jaki przedstawia on i krytykuje
Tradycję oraz Urząd Nauczycielski. O. Guindon twierdzi również we wspomnianych
listach, że nigdzie w swojej książce nie zaprzecza nauczaniu Deklaracji
Persona humana (5), według której "współżycie płciowe ma swój prawdziwy sens
i jest moralnie godziwe jedynie w prawdziwym małżeństwie". Utrzymuje, że w
książce The Sexual Creators nie kwestionuje żadnej z tez tej deklaracji
dotyczącej określonych aktów płciowych.
Jest oczywiste, że nauczanie zawarte w Deklaracji Persona humana nie
wyczerpuje całego nauczania katolickiego o moralności seksualnej. Niemniej
dokument ten stanowi dogodny punkt odniesienia, na który powołuje się zresztą
sam o. Guindon broniąc się przed zarzutami, i dlatego zasługuje tutaj na bliższą
uwagę. Linia obrony przyjęta przez autora jest co najmniej zaskakująca.
Po pierwsze, książka proponuje niezmiernie szeroką definicję ludzkiej
płciowości: "Płciowość jest tym, co tworzy międzyosobową i społeczną historię
istot ludzkich i co czyni je odpowiedzialnymi za jej rozwój" (s. 34). Według
tego jednak, co o. Guindon twierdzi w swojej obronie, jego rozważania o
płciowości pomijają akty cielesne - tak jakby można było pisać książkę o
moralności seksualnej abstrahując zupełnie od moralności takich aktów. Żąda się
od nas, byśmy uwierzyli, że autor, omawiając różne style życia płciowego,
włącznie ze współzamieszkiwaniem przedmałżeńskim (s. 87-88) i relacjami
homoseksualnuymi (159-204), nie zakłada bynajmniej, że te typy relacji mogą być
wyrażone na sposób cielesny i że stanowi to problem, wobec którego trzeba zająć
stanowisko.
Po drugie, stwierdzenie autora, że nie zamierza przeciwstawiać się pod tym
względem Deklaracji Persona humana, nie zgadza się w żadnym punkcie z
samym tekstem książki The Sexual Creators. Sam autor podkreśla przecież
wielkie znaczenie stosunku płciowego: "Kiedy istnienie każdego z dwojga zostaje
potwierdzone wzajemnym uznaniem w stosunku płciowym, podmioty zostają zrodzone
dla samych siebie jako podmioty" (s. 93). Jeśli stosowanym przez autora
określeniom, takim jak "współżycie przedobrzędowe" (s. 87-88), "kochać się" i
"ekspresja seksualna" (s. 165, w kontekście homoseksualizmu) przypiszemy
znaczenia, w jakich są one powszechnie używane, to oczywista wymowa tekstu
wskazuje na akceptację zjednoczenia cielesnego również poza sferą prawdziwego
małżeństwa. Trzeba zatem powiedzieć co najmniej tyle, że moralna godziwość
zespolenia cielesnego jest problemem, wobec którego praktycznie każdy musi
stanąć i zająć stanowisko, oraz że świadome pominięcie tego problemu w książce o
etyce seksualnej jest postawą nader dziwną. Jak można twierdzić, że jednolita
wizja natury człowieka jest niezbędną podstawą zrozumienia ludzkiej płciowości,
a zarazem uważać, że pojęcie płciowości, jakkolwiek rozumiane, nie ma nic
wspólnego z refleksją nad moralnością zespolenia cielesnego, rozpatrywanego na
przykład w kontekście współżycia przedmałżeńskiego czy homoseksualizmu? W tym
przypadku odmowa zajęcia oczekiwanego stanowiska oznacza w rzeczywistości
pośrednie zajęcie innego stanowiska.
Dialog z o. Guindonem nie doprowadził jeszcze do zadowalającego wyjaśnienia jego
poglądów, należy zatem prosić go o dalsze wyjaśnienia.
III
WYMAGANE WYJAŚNIENIA
W trosce o duchowe dobro wiernych Kongregacji Nauki Wiary zostało powierzone
zadanie szerzenia i strzeżenia autentycznej nauki katolickiej. Dlatego uznała
ona za stosowne ogłosić niniejsze krytyczne uwagi o książce o. Guindona The
Sexual Creators.
Kongregacja domaga się także, by autor publicznie potwierdził i wyjaśnił
znaczenie trzech ważnych stwierdzeń, wyrażonych prywatnie w jego liście do
przełożonego generalnego (z 15 sierpnia 1990 r.), a mianowicie: 1) że pisząc
książkę The Sexual Creators starał się być wierny dziedzictwu katolickiej
tradycji w dziedzinie moralności seksualnej; 2) że w żadnym fragmencie swojej
książki nie zamierzał negować autorytetu Urzędu Nauczycielskiego w dziedzinie
etyki katolickiej; 3) że nie przeciwstawia się niezmiennemu nauczaniu Kościoła,
potwierdzonemu ostatnio w Deklaracji Persona humana, zgodnie z którym
współżycie płciowe jest godziwe jedynie w prawdziwym małżeństwie.
Kongregacja prosi również, by o. Guindon w publicznym oświadczeniu rozwiązał
ukazaną w niniejszej Informacji sprzeczność między wypowiedziami
zawartymi w jego liście do przełożonego generalnego a tekstem książki The
Sexual Creators, przedstawiając w sposób bardziej spójny swoje poglądy,
eliminując niekonsekwencje w książce The Sexual Creators (takie jak
wybiórcze i dowolne odwoływanie się do Tradycji i Urzędu Nauczycielskiego) oraz
przyznając nauczaniu Urzędu Nauczycielskiego należne mu miejsce i autorytet.
|