 |
ENCYKLIKA
«CARITAS IN VERITATE»
OJCA ŚWIĘTEGO
BENEDYKTA XVI
DO BISKUPÓW
PREZBITERÓW I DIAKONÓW
DO OSÓB KONSEKROWANYCH
DO WIERNYCH ŚWIECKICH
I WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI
O INTEGRALNYM ROZWOJU LUDZKIM
W MIŁOŚCI I PRAWDZIE
Wprowadzenie
1. MIŁOŚĆ W PRAWDZIE, której Jezus Chrystus dał świadectwo swoim życiem ziemskim,
a zwłaszcza swoją śmiercią i zmartwychwstaniem, stanowi zasadniczą siłę napędową
prawdziwego rozwoju każdego człowieka i całej ludzkości. Miłość — «caritas»
— to nadzwyczajna siła, która każe osobom odważnie i ofiarnie angażować się w
dziedzinie sprawiedliwości i pokoju. To siła, która pochodzi od Boga —
odwiecznej Miłości i absolutnej Prawdy. Każdy odnajduje swoje dobro, przyjmując
plan, który Bóg ma wobec niego, by w pełni go urzeczywistnić: w tym planie
znajduje bowiem swoją prawdę, a przyjmując ją staje się wolny (por. J 8, 22).
Dlatego obrona prawdy, przedstawianie jej z pokorą i przekonaniem oraz
świadczenie o niej w życiu stanowią trudne i niezastąpione formy miłości. Ona
bowiem «współweseli się z prawdą» (1 Kor 13, 6). Wszyscy ludzie odczuwają
wewnętrzną potrzebę miłowania w sposób autentyczny: miłość i prawda nigdy ich
nie opuszczają całkowicie, ponieważ należą do powołania wpisanego przez Boga w
serce i umysł każdego człowieka. Jezus Chrystus oczyszcza i uwalnia od naszych
ludzkich obciążeń poszukiwanie miłości i prawdy, a także odsłania przed nami w
całej pełni inicjatywę miłości i projekt prawdziwego życia, który dla nas
przygotował Bóg. W Chrystusie miłość w prawdzie staje się Obliczem Jego
Osoby, wzywającym nas do miłowania braci w prawdzie Jego projektu. On bowiem sam
jest Prawdą (por. J 14, 6).
2. Miłość (caritas) jest fundamentem nauki społecznej Kościoła. Na
miłości, która zgodnie z nauczaniem Jezusa stanowi syntezę całego Prawa (por. Mt
22, 36-40), opiera się wszelka odpowiedzialność i powinność, wskazane przez tę
naukę. Stanowi ona prawdziwą treść osobistej relacji z Bogiem i bliźnim; jest
nie tylko zasadą relacji w skali mikro: więzi przyjacielskich, rodzinnych, małej
grupy, ale także w skali makro: stosunków społecznych, ekonomicznych i
politycznych. Dla Kościoła — pouczonego przez Ewangelię — miłość jest wszystkim,
ponieważ jak naucza św. Jan (por. 1 J 4, 8. 16) i jak przypomniałem w mojej
pierwszej Encyklice, «Bóg jest miłością» (Deus caritas est): wszystko
wywodzi się z miłości Bożej, dzięki niej wszystko przyjmuje kształt, do niej
wszystko zmierza. Miłość jest największym darem, jaki Bóg przekazał ludziom,
jest Jego obietnicą i naszą nadzieją.
Jestem świadomy, wykolejeń i ogołocenia z sensu, na które bywała i
nadal bywa wystawiana miłość, z czym łączy się ryzyko opacznego jej pojmowania,
odłączania od działań etycznych i w każdym wypadku uniemożliwienia jej
prawidłowej oceny. W dziedzinie społecznej, prawnej, kulturalnej, politycznej i
ekonomicznej, czyli w kontekstach bardziej narażonych na tego rodzaju
niebezpieczeństwo, z łatwością przypisuje się jej niewielkie znaczenie w
interpretowaniu i określaniu odpowiedzialności moralnej. Stąd potrzeba łączenia
miłości z prawdą nie tylko we wskazanym przez św. Pawła kierunku, «veritas in
caritate» (Ef 4, 15), ale również w odwrotnym i komplementarnym kierunku —
«caritas in veritate». Prawdy trzeba szukać, znajdować ją i wyrażać w «ekonomii»
miłości, a miłość z kolei musi być pojmowana, uwierzytelniana i wprowadzana w
życie w świetle prawdy. W ten sposób nie tylko przysłużymy się miłości,
oświeconej przez prawdę, ale przyczynimy się do uwiarygodnienia prawdy, ukazując
jej moc nadawania autentyczności i przekonywania w konkrecie życia społecznego.
Nie jest to bez znaczenia dzisiaj, w kontekście społecznym i kulturowym
relatywizującym prawdę, często nie liczącym się z nią i jej niechętnym.
3. Ze względu na tę ścisłą więź z prawdą, można uznać miłość za
autentyczny wyraz człowieczeństwa oraz za element o podstawowym znaczeniu w
relacjach ludzkich, także natury publicznej. Tylko w prawdzie miłość nabiera
blasku i może być przeżywana autentycznie. Prawda jest światłem nadającym
miłości sens i wartość. Jest to światło zarówno rozumu jak i wiary, dzięki
któremu umysł dociera do przyrodzonej i nadprzyrodzonej prawdy miłości: odkrywa
jej sens oddania się, otwarcia i komunii. Bez prawdy miłość staje się
sentymentalizmem. Miłość staje się pustym słowem, które można dowolnie pojmować.
Na tym polega nieuchronne ryzyko, na jakie wystawiona jest miłość w kulturze bez
prawdy. Pada ona łupem emocji oraz przejściowych opinii jednostek, staje się
słowem nadużywanym i wypaczonym i nabiera przeciwstawnego znaczenia. Prawda
uwalnia miłość od ograniczeń uczuciowości, która ją pozbawia treści relacyjnych
i społecznych, i od fideizmu, który odbiera jej horyzont ludzki i uniwersalny. W
prawdzie miłość odzwierciedla wymiar osobisty i jednocześnie publiczny wiary w
Boga biblijnego, który jest równocześnie «Agápe» i «Lógos»:
Miłością i Prawdą, Miłością i Słowem.
4. Miłość (caritas) jest pełna prawdy i dlatego człowiek może
ją pojąć z całym jej bogactwem wartości, może się nią dzielić i ją przekazywać.
Prawda to bowiem «lógos», który tworzy «diálogos», a więc komunikację i
komunię. Prawda, dzięki której ludzie wychodzą poza subiektywne opinie i
odczucia, pozwala im wznosić się ponad uwarunkowania kulturowe i historyczne
oraz spotykać na płaszczyźnie oceny wartości i istoty rzeczy. Prawda otwiera i
jednoczy umysły w lógos miłości: oto chrześcijańskie orędzie i świadectwo
miłości. W dzisiejszym kontekście społecznym i kulturowym, w którym jest
rozpowszechniona tendencja do relatywizowania prawdy, przeżywanie miłości w
prawdzie prowadzi do zrozumienia, że przyjęcie wartości chrześcijańskich jest
elementem nie tylko użytecznym, ale koniecznym dla zbudowania dobrego
społeczeństwa oraz prawdziwego, integralnego rozwoju ludzkiego. Chrześcijaństwo
miłości bez prawdy łatwo można wziąć za zapas poczciwości, pożytecznej we
współżyciu społecznym, lecz marginalnej. W ten sposób Bóg nie miałby już swojego
własnego miejsca w świecie. Miłość bez prawdy zostaje zamknięta w ścisłym kręgu
prywatnych relacji. Nie jest brana pod uwagę w projektach i procesach budowy
ludzkiego rozwoju o uniwersalnym zasięgu, w dialogu wiedzy i działania.
5. Caritas to miłość przyjęta i darowana. Jest ona «łaską»
(cháris). Jej źródłem jest krynicznie czysta miłość Ojca do Syna, w Duchu
Świętym. To miłość, którą Syn wylewa na nas. To miłość stwórcza, dzięki której
istniejemy; to miłość odkupieńcza, dzięki której jesteśmy nowym stworzeniem.
Miłość objawiona i urzeczywistniona przez Chrystusa (por. J 13, 1) oraz «rozlana
w sercach naszych przez Ducha Świętego» (Rz 5, 5). Miłowani przez Boga, ludzie
stają się podmiotami miłości i sami mają być narzędziami łaski, by szerzyć
miłość Bożą i rozbudowywać «sieć miłości».
Tę dynamikę miłości przyjętej i ofiarowanej odzwierciedla nauka
społeczna Kościoła. Jest ona «caritas in veritate in re sociali»:
głoszeniem prawdy miłości Chrystusa w rzeczywistości społecznej. Nauka ta jest
posługą miłości, ale w prawdzie. Prawda zachowuje i wyraża wyzwalającą moc
miłości w coraz to nowych wydarzeniach historii. Jest równocześnie prawdą wiary
i rozumu, w odrębności i zarazem współdziałaniu dwóch sfer poznania. Rozwój,
dobrobyt społeczny i właściwe rozwiązanie poważnych problemów
społeczno-ekonomicznych, gnębiących ludzkość to kwestie, które potrzebują tej
prawdy. Jeszcze bardziej potrzebują umiłowania tej prawdy i świadectwa o niej.
Bez prawdy, bez zaufania i miłości do prawdy, nie ma świadomości i
odpowiedzialności społecznej, a zachowania społeczne są dyktowane przez prywatne
interesy i logikę władzy, co prowadzi do podziałów w społeczeństwie, a
szczególnie w społeczeństwie na drodze globalizacji, w momentach tak trudnych
jak obecny.
6. «Caritas in veritate» to zasada, na której opiera się
nauka społeczna Kościoła; zasada ta znajduje praktyczny wyraz w kryteriach
rządzących postępowaniem moralnym. Pragnę zwrócić szczególną uwagę na dwa z nich,
o specjalnym znaczeniu, wynikającym z zaangażowania na rzecz rozwoju w
globalizującym się społeczeństwie: są nimi sprawiedliwość i dobro wspólne.
Przede wszystkim sprawiedliwość. Ubi societas, ibi ius:
każde społeczeństwo wypracowuje własny system sprawiedliwości. Miłość jest
większa od sprawiedliwości, ponieważ kochać to znaczy dawać, ofiarować coś
mojego drugiemu; ale nie ma nigdy miłości bez sprawiedliwości, która
nakazuje, by dać drugiemu to, co jest jego, co mu się należy dlatego, że
istnieje i działa. Nie mogę drugiemu «dać» czegoś od siebie, jeżeli mu nie dam w
pierwszym rzędzie tego, co mu się sprawiedliwie należy. Kto kocha z miłością
bliźniego, jest przede wszystkim sprawiedliwy wobec innych. Sprawiedliwość nie
tylko nie jest obca miłości, nie tylko nie jest drogą alternatywną albo
paralelną w stosunku do miłości: sprawiedliwość jest «nieodłącznie związana z
miłością» (1), jej towarzyszy. Sprawiedliwość jest pierwszą drogą miłości, jak
powiedział Paweł vi, jest jej «minimalną miarą» (2), stanowi integralną część
tego miłowania «czynem i prawdą» (1 J 3, 18), do którego zachęca apostoł Jan. Z
jednej strony miłość wymaga sprawiedliwości: uznania i szanowania słusznych praw
poszczególnych osób i narodów. Działa na rzecz budowy miasta człowieka
zgodnie z prawem i sprawiedliwością. Z drugiej strony miłość jest doskonalsza
niż sprawiedliwość i ją uzupełnia zgodnie z logiką daru i przebaczenia (3).
Miasta człowieka nie umacniają tylko związki między prawami i obowiązkami,
ale jeszcze bardziej i przede wszystkim relacje oparte na bezinteresowności,
miłosierdziu i komunii. Miłość objawia zawsze także w relacjach ludzkich miłość
Bożą, nadając wartość teologalną i zbawczą wszelkim wysiłkom na rzecz
sprawiedliwości w świecie.
7. Trzeba także wysoko cenić dobro wspólne. Kochać kogoś, znaczy
pragnąć jego dobra i działać skutecznie w tym kierunku. Obok dobra jednostek
istnieje dobro związane z życiem społecznym osób: dobro wspólne. Jest to dobro «nas-wszystkich»,
czyli poszczególnych osób, rodzin oraz grup pośrednich, tworzących wspólnotę
społeczną (4). Nie jest to dobro poszukiwane dla niego samego, ale ze względu na
osoby, które należą do wspólnoty społecznej i które tylko w niej mogą
rzeczywiście i bardziej skutecznie osiągnąć swoje dobro. Pragnienie dobra
wspólnego i działanie na jego rzecz stanowi wymóg sprawiedliwości i
miłości. Angażowanie się na rzecz dobra wspólnego oznacza z jednej strony
otoczenie troską, a z drugiej wykorzystanie zespołu instytucji tworzących w
wymiarze prawnym, cywilnym, politycznym i kulturalnym strukturę życia
społecznego, które w ten sposób przyjmuje kształt pólis, miasta. Tym
bardziej skutecznie kochamy bliźniego, im bardziej angażujemy się na rzecz dobra
wspólnego, odpowiadającego również jego rzeczywistym potrzebom. Każdy
chrześcijanin wezwany jest do tej miłości zgodnie ze swoim powołaniem i swoimi
możliwościami oddziaływania w pólis. Taka jest droga instytucjonalna —
możemy także powiedzieć polityczna — miłości, nie mniej ważna i wyrazista niż
miłość urzeczywistniająca się w bezpośrednim kontakcie z bliźnim, bez
instytucjonalnych mediacji w pólis. Gdy miłość jest pobudką zaangażowania
na rzecz dobra wspólnego, ma ono wyższą wartość niż gdy ma ono tylko świecki i
polityczny charakter. Jak każde zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości, wpisuje
się ono w świadectwo miłości Bożej, która działając w czasie przygotowuje
wieczność. Gdy działalność człowieka na ziemi jest inspirowana i wspierana przez
miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do
którego dążą dzieje rodziny ludzkiej. W społeczeństwie globalizującym się, dobro
wspólne i zaangażowanie na jego rzecz nie mogą nie odnosić się do całej rodziny
ludzkiej, to znaczy wspólnoty ludów i narodów (5), aby zaprowadzić jedność i
pokój w mieście człowieka, kształtując je w pewnej mierze jako
antycypację i zapowiedź miasta Bożego bez barier.
8. Ogłaszając w 1967 r. Encyklikę Populorum progressio, mój
czcigodny poprzednik Paweł vi przedstawił wielki temat rozwoju narodów w blasku
prawdy i łagodnym świetle Chrystusowej miłości. Stwierdził on, że głoszenie
Chrystusa jest pierwszym i zasadniczym czynnikiem rozwoju (6) i polecił nam iść
drogą rozwoju całym naszym sercem i całym naszym umysłem (7), to znaczy z żarem
miłości i mądrością prawdy. To właśnie pierwotna prawda o miłości Bożej,
darowana nam łaska, otwiera nasze życie na dar i pozwala mieć nadzieję na «rozwój
całego człowieka i wszystkich ludzi»(8), na przejście «z mniej ludzkich warunków
życia do warunków bardziej godnych człowieka» (9), urzeczywistnione dzięki
pokonaniu trudności, które nieuchronnie spotykamy na drodze.
Po ponad czterdziestu latach od publikacji Encykliki pragnę złożyć
hołd i uczcić pamięć wielkiego Papieża Pawła vi, wracając do jego nauczania o
integralnym rozwoju ludzkim i zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez to
nauczanie zaktualizować je w sytuacji dzisiejszej. Ten proces aktualizacji
rozpoczęła Encyklika Sollicitudo rei socialis, którą Sługa Boży Jan Paweł
ii chciał upamiętnić ogłoszenie Populorum progressio z okazji jego
dwudziestej rocznicy. Przedtem została upamiętniona w ten sposób jedynie
Rerum novarum. Po upływie kolejnych dwudziestu lat wyrażam przekonanie, że
Populorum progressio zasługuje na miano «Rerum novarum
współczesnej epoki», oświecającej drogę jednoczącej się ludzkości.
9. Miłość w prawdzie — caritas in veritate — to wielkie
wyzwanie dla Kościoła w świecie, w którym stopniowo rozprzestrzenia się
globalizacja. Ryzyko w naszych czasach polega na tym, że faktycznej wzajemnej
zależności ludzi i narodów może nie odpowiadać etyczne współoddziaływanie sumień
i umysłów, które w rezultacie mogłoby dać początek rozwojowi naprawdę ludzkiemu.
Jedynie dzięki miłości, oświeconej światłem rozumu i wiary, możliwe jest
osiągnięcie celów rozwoju bardziej godnych człowieka i go afirmujących. Podziału
dóbr i zasobów, umożliwiających autentyczny rozwój, nie zapewni sam postęp
techniczny i oparte na korzyściach relacje, lecz potencjał miłości zwyciężającej
zło dobrem (por. Rz 12, 21) i otwierającej na wzajemność w kwestii sumień i
wolności.
Kościół nie proponuje technicznych rozwiązań (10) i jest «jak
najdalszy od mieszania się do rządów państw» (11). Jednakże musi wypełniać w
każdym czasie i okolicznościach misję prawdy na rzecz społeczeństwa na miarę
człowieka, jego godności i powołania. Bez prawdy wizja życia staje się
empiryczna i sceptyczna, niezdolna wznieść się ponad praxis, ponieważ nie
szuka wartości — a czasem nawet znaczenia — które pozwoliłyby ją ocenić i
ukierunkowywać. Wierność człowiekowi wymaga wierności prawdzie, która
jako jedyna gwarantuje wolność (por. J 8, 32) i możliwość integralnego
rozwoju ludzkiego. Dlatego Kościół jej szuka, niezmordowanie głosi ją i
rozpoznaje, gdziekolwiek się pojawia. Tej misji prawdy Kościół nie może się
wyrzec. Jego nauka społeczna stanowi szczególny element tego głoszenia: jest ona
służbą prawdzie, która wyzwala. Otwarta na prawdę, niezależnie od tego, z
jakiego źródła wiedzy pochodzi, nauka społeczna Kościoła przyjmuje ją, scala w
jedno fragmenty, w jakich często ją odnajduje i ją wyraża we wciąż nowym życiu
społeczności ludzi i narodów (12).
Rozdział I
Przesłanie
Populorum progressio
10. Gdy odczytujemy na nowo Populorum progressio, po ponad
czterdziestu latach od jej publikacji, musimy być wierni jej przesłaniu miłości
i prawdy, rozważając je w kontekście specyficznego magisterium Pawła vi, a
bardziej ogólnie w tradycji nauki społecznej Kościoła. Trzeba następnie brać pod
uwagę zmienione warunki, w jakich dziś — w odróżnieniu od tamtego okresu — jawi
się problem rozwoju. Tak więc właściwym punktem widzenia jest Tradycja wiary
apostolskiej (13), dziedzictwo stare i nowe, w oderwaniu od którego
Populorum progressio byłaby dokumentem pozbawionym korzeni, a kwestie
związane z rozwojem sprowadzałyby się wyłącznie do danych socjologicznych.
11. Publikacja Populorum progressio nastąpiła bezpośrednio po
zakończeniu Soboru Watykańskiego ii. Sama Encyklika już na pierwszych stronach
wskazuje na ścisłą więź z Soborem (14). Jan Paweł II po dwudziestu latach
podkreślił w Sollicitudo rei socialis, że więź Encykliki z Soborem, a
zwłaszcza z Konstytucją duszpasterską Gaudium et spes (15) jest owocna.
Ja również pragnę przypomnieć tu znaczenie Soboru Watykańskiego ii dla
Encykliki Pawła vi oraz dla nauczania społecznego następnych Papieży. Sobór
pogłębił to, co od zawsze należy do prawdy wiary, czyli że Kościół, który służy
Bogu, służy światu w aspekcie miłości i prawdy. Od tej wizji wychodził Paweł VI,
by przekazać nam dwie wielkie prawdy. Pierwszą z nich jest to, że cały
Kościół, w całym swoim istnieniu i działaniu, podczas gdy głosi, celebruje i
działa w miłości, pragnie promować integralny rozwój człowieka. Kościół
odgrywa rolę publiczną, która nie wyczerpuje się w działalności opiekuńczej lub
edukacyjnej, ale wyzwala całą swą energię w służbie promocji człowieka i
powszechnego braterstwa, gdy może korzystać z wolności. W wielu wypadkach
przeszkodę dla tej wolności stanowią zakazy i prześladowania, albo jest ona
również ograniczana, gdy publiczna obecność Kościoła zostaje zredukowana jedynie
do działalności charytatywnej. Drugą prawdą jest to, że autentyczny rozwój
człowieka obejmuje całą osobę we wszystkich jej wymiarach (16). Bez
perspektywy życia wiecznego, postępowi ludzkiemu na tym świecie brakuje
horyzontu. Zamknięty w granicach historii, z łatwością może zostać sprowadzony
do tego tylko, by zwiększać stan posiadania. W ten sposób ludzkość traci odwagę,
jakiej wymaga gotowość na przyjęcie wyższych dóbr, na podjęcie wielkich i
bezinteresownych inicjatyw podyktowanych przez powszechną miłość. Człowiek nie
rozwija się wyłącznie dzięki własnym siłom, ani też rozwój nie może po prostu
przyjść z zewnątrz. Na przestrzeni dziejów uważano często, że powołanie do życia
instytucji zagwarantuje ludzkości korzystanie z prawa do rozwoju. Niestety, za
bardzo zaufano tym instytucjom, tak jak gdyby mogły one osiągnąć pożądany cel w
sposób automatyczny. W rzeczywistości same instytucje nie wystarczają, ponieważ
integralny rozwój ludzki jest przede wszystkim powołaniem, a więc wiąże się z
wolnym i solidarnym wzięciem na siebie odpowiedzialności przez wszystkich.
Rozwój ów wymaga ponadto transcendentnej wizji osoby, potrzebuje Boga: bez Niego
albo odbiera się prawo do rozwoju, albo składa się go jedynie w ręce człowieka,
który popadł w przekonanie o samo-zbawieniu i w efekcie opowiada się za rozwojem
odczłowieczonym. Z drugiej strony, dzięki spotkaniu z Bogiem potrafimy nie tylko
nie «widzieć w innym człowieku zawsze jedynie innego» (17), lecz rozpoznać w nim
obraz Boży, dochodząc tym samym do prawdziwego odkrycia innego człowieka i do
dojrzałej miłości, która «staje się troską o człowieka i posługą dla drugiego»
(18).
12. Związek Populorum progressio z Soborem Watykańskim ii nie
stanowi cezury między nauczaniem społecznym Pawła vi a nauczaniem papieży jego
poprzedników, ponieważ Sobór stanowi pogłębienie owego nauczania w ciągłości
życia Kościoła (19). Dlatego też niczego nie wyjaśnia wprowadzenie pewnych
abstrakcyjnych podziałów nauki społecznej Kościoła, stosujących w odniesieniu do
papieskiego nauczania społecznego obce mu kategorie. Nie istnieją dwie różniące
się między sobą typologie nauki społecznej: przedsoborowa i posoborowa, ale jest
jedna nauka, spójna i jednocześnie zawsze nowa (20). Słuszne jest
uwydatnianie specyficzności tej czy innej encykliki, nauczania tego czy innego
papieża, ale nigdy nie można zapominać o spójności całego corpusu
doktrynalnego (21). Spójność to nie tyle zamknięcie w jakimś systemie, lecz
raczej dynamiczna wierność otrzymanemu światłu. Pojawiające się wciąż nowe
problemy nauka społeczna Kościoła oświeca niezmiennym światłem (22). Chroni to
zarówno stały, jak i historyczny charakter tego «dziedzictwa» doktrynalnego
(23), które wraz ze swoimi specyficznymi cechami należy do zawsze żywej Tradycji
Kościoła (24). Nauka społeczna rozwinęła się na fundamencie przekazanym przez
Apostołów Ojcom Kościoła, a następnie przyjętym i pogłębionym przez wielkich
Doktorów chrześcijaństwa. Nauka ta w ostatecznym rozrachunku odnosi się do
nowego Człowieka, do «ostatniego Adama, ducha ożywiającego» (por. 1 Kor 15, 45),
stanowiącego zasadę miłości, która «nigdy nie ustaje» (1 Kor 13, 8). Świadczą o
niej święci i wszyscy, którzy dali życie za Chrystusa Zbawiciela na polu
sprawiedliwości i pokoju. Wyraża się w niej profetyczna misja papieży, którzy
mają przewodzić po apostolsku Chrystusowemu Kościołowi i rozeznawać nowe wymogi
ewangelizacji. Z tych powodów Encyklika Populorum progressio, wpisująca
się w wielki nurt Tradycji, może przemówić również dzisiaj do nas.
13. Oprócz ważnego związku z całą nauką społeczną Kościoła,
Encyklika Populorum progressio jest ściśle powiązana z całym
nauczaniem Pawła VI, a w szczególności z jego nauczaniem społecznym. Jego
nauczanie było z pewnością bardzo znaczące: potwierdził on, że Ewangelia ma
niezbywalną wartość w budowaniu społeczeństwa zgodnie z wolnością i
sprawiedliwością, w idealnej i historycznej perspektywie cywilizacji ożywianej
miłością. Paweł vi zrozumiał wyraźnie, że kwestia społeczna stała się kwestią
światową (25) i dostrzegł wzajemną zależność między dążeniem ludzkości do
zjednoczenia i chrześcijańskim ideałem jednej rodziny ludów, solidarnej we
wspólnym braterstwie. Stwierdził, że pojmowany po ludzku i chrześcijańsku
rozwój jest sercem chrześcijańskiego przesłania społecznego i przedstawił
miłość chrześcijańską jako zasadniczą siłę rozwoju. Paweł vi, powodowany
pragnieniem ukazania dzisiejszemu człowiekowi miłości Chrystusa w całej pełni,
odważnie zmierzył się z ważnymi kwestiami etycznymi, nie ulegając słabościom
kultury swoich czasów.
14. W Liście apostolskim Octogesima adveniens z 1971 r.,
Paweł VI poruszył następnie kwestię polityki i jej sensu oraz
niebezpieczeństwa, jakim są utopijne i ideologiczne wizje, które przynoszą
uszczerbek jej wartości etycznej i ludzkiej. Są to tematy ściśle związane z
rozwojem. Niestety, negatywne ideologie wciąż kwitną. Paweł vi ostrzegał przed
ideologią technokratyczną (26), szczególnie dziś zakorzenioną, świadomy, z jak
wielkim niebezpieczeństwem wiąże się powierzenie samej technice całego procesu
rozwoju, który w ten sposób pozostaje bez ukierunkowania. Technika sama w sobie
jest ambiwalentna. Jeśli dzisiaj, z jednej strony, niektórzy skłonni są
powierzyć jej całkowicie proces rozwoju, to z drugiej strony widzimy, że rodzą
się ideologie, które negują in toto samą użyteczność rozwoju, w
przekonaniu, że jest on radykalnie nieludzki i powoduje jedynie degradację. Tym
samym potępia się nie tylko błędny i niesprawiedliwy sposób, w jaki ludzie
niekiedy nadają rozwojowi kierunek, ale też same odkrycia naukowe, które — jeśli
są dobrze wykorzystane — dają wszystkim możliwość wzrostu. Idea świata bez
rozwoju wyraża nieufność w stosunku do człowieka i Boga. Jest zatem poważnym
błędem pogardzanie ludzkimi zdolnościami zapanowania nad wypaczeniami rozwoju
lub wręcz ignorowanie prawdy, że człowiek jest z założenia nastawiony, by
«bardziej być». Ideologiczne absolutyzowanie rozwoju technicznego albo tworzenie
utopijnej wizji ludzkości, która powraca do pierwotnego stanu natury, to dwa
przeciwstawne sobie sposoby oddzielania postępu od jego oceny moralnej, a więc
od naszej odpowiedzialności.
15. Inne dwa dokumenty Pawła VI, nie mające ścisłego związku z nauką
społeczną — Encyklika Humanae vitae z 25 lipca 1968 r. oraz Adhortacja
apostolska Evangelii nuntiandi z 8 grudnia 1975 r. — są bardzo ważne, bo
pozwalają ukazać w pełni ludzki sens rozwoju, przedstawianego przez Kościół.
Warto zatem odczytać także te teksty w powiązaniu z Populorum progressio.
Encyklika Humanae vitae podkreśla znaczenie równocześnie
jednoczące i prokreacyjne płciowości, twierdząc tym samym, że podstawą
społeczeństwa jest para małżonków, mężczyzna i kobieta, którzy nawzajem się
przyjmują w swojej odrębności i komplementarności; a więc para otwarta na życie
(27). Nie chodzi tu o moralność czysto indywidualną: Humanae vitae
ukazuje silne więzy istniejące między etyką życia i etyką społeczną,
podejmując nową tematykę magisterialną, która stopniowo nabierała kształtu w
różnych dokumentach, z których ostatnim była Encyklika Evangelium vitae
Jana Pawła II (28). Kościół uwydatnia z mocą tę więź między etyką życia i etyką
społeczną, ze świadomością, że «nie może (...) mieć solidnych podstaw
społeczeństwo, które — choć opowiada się za wartościami, takimi jak godność
osoby, sprawiedliwość i pokój — zaprzecza radykalnie samemu sobie, przyjmując i
tolerując najrozmaitsze formy poniżania i naruszania życia ludzkiego, zwłaszcza
życia ludzi słabych i zepchniętych na margines» (29).
Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi ze swej strony ma
głębokie odniesienie do rozwoju, jako że «ewangelizacja — jak pisał Paweł VI —
nie będzie pełna bez brania pod uwagę wzajemnego odniesienia, jakie ustawicznie
zachodzi między Ewangelią, a konkretnym, osobistym i społecznym życiem
człowieka» (30). «Pomiędzy ewangelizacją i promocją ludzką, czyli rozwojem i
wyzwoleniem, istnieją bowiem głębokie więzi» (31): wychodząc od uświadomienia
tego faktu, Paweł vi naświetlił związek między głoszeniem Chrystusa i promocją
osoby w społeczeństwie. Świadczenie o Chrystusowej miłości poprzez dzieła
sprawiedliwości, pokój i rozwój należy do ewangelizacji, ponieważ Jezus
Chrystus, który nas miłuje, ma w sercu całego człowieka. Z tego ważnego
nauczania wynika, że aspekt misyjny (32) nauki społecznej Kościoła jest istotnym
elementem ewangelizacji (33). Nauka społeczna Kościoła jest głoszeniem i
świadectwem wiary. Jest narzędziem i nieodzownym «miejscem» wychowywania do
niej.
16. W Populorum progressio Paweł VI chciał nam powiedzieć
przede wszystkim, że postęp w swoich początkach i istocie jest powołaniem:
«Według planu Bożego każdy człowiek jest wezwany do rozwoju, ponieważ życie
każdego człowieka jest powołaniem» (34). Właśnie ten fakt daje Kościołowi prawo
do wypowiedzi w zakresie problematyki rozwoju. Gdyby dotyczył on tylko aspektów
technicznych życia człowieka, a nie sensu jego wędrowania przez dzieje razem ze
swoimi braćmi i określenia celu tej wędrówki, nie byłoby powodu, by Kościół o
tym mówił. Podobnie jak wcześniej Leon XIII w Rerum novarum (35), Paweł
vi był świadomy, że spełnia obowiązek związany ze swoim urzędem, przedstawiając
kwestie społeczne swoich czasów w świetle Ewangelii (36).
Stwierdzenie, że rozwój jest powołaniem, oznacza uznanie z
jednej strony, że jego źródłem jest transcendentne wezwanie, a z drugiej, że nie
jest zdolny sam określić swój ostateczny sens. Nie bez racji słowo «powołanie»
pojawia się w innym fragmencie Encykliki, gdzie znajdujemy stwierdzenie:
«Prawdziwy humanizm to tylko ten, który zwraca się w kierunku Absolutu, uznając
powołanie dające prawdziwą ideę życia ludzkiego» (37). Ta wizja rozwoju jest
osią Populorum progressio i motywuje wszystkie refleksje Pawła vi na
temat wolności, prawdy i miłości w dziedzinie rozwoju. Jest ona także podstawową
racją, dla której Encyklika jest aktualna jeszcze w naszych czasach.
17. Powołanie jest wezwaniem, które wymaga wolnej i
odpowiedzialnej odpowiedzi. Integralny rozwój ludzki zakłada odpowiedzialną
wolność osoby i ludów: żadna struktura nie może zagwarantować owego rozwoju
niezależnie od odpowiedzialności ludzkiej i ponad nią. «Mesjanizmy pełne
obietnic, ale fabrykujące iluzje» (38) zawsze opierają swoje propozycje na
zanegowaniu transcendentnego wymiaru rozwoju, w pewności, że mają go w całości
do swej dyspozycji. Ta fałszywa pewność okazuje się słabością, ponieważ oznacza
podporządkowanie człowieka, zredukowanego do narzędzia rozwoju, natomiast pokora
przyjmującego powołanie zamienia się w prawdziwą autonomię, ponieważ daje osobie
wolność. Paweł vi nie ma wątpliwości, że rozwój hamują przeszkody i
uwarunkowania, ale jest również pewny, że «każdy, niezależnie od sił mających na
niego wpływ, pozostaje głównym sprawcą swojego sukcesu lub niepowodzenia» (39).
Wolność ta odnosi się do rozwoju, który mamy przed sobą, ale jednocześnie
dotyczy różnych sytuacji zacofania, które nie są skutkiem przypadku lub
historycznej konieczności, lecz są uzależnione od ludzkiej odpowiedzialności. I
dlatego «narody głodujące podnoszą dziś w sposób dramatyczny głos w stronę
narodów opływających w bogactwa» (40). To również jest powołaniem, apelem do
wspólnego podjęcia odpowiedzialności, skierowanym przez ludzi wolnych do ludzi
wolnych. Paweł vi jasno zdawał sobie sprawę z tego, jak ważną rolę odgrywają
struktury ekonomiczne oraz instytucje, ale równie jasno zdawał sobie sprawę z
tego, że ze swej natury są one narzędziami ludzkiej wolności. Jedynie wolny
rozwój może być integralnie ludzki; jedynie w warunkach odpowiedzialnej wolności
może on stawać się coraz większy w odpowiedni sposób.
18. Oprócz wolności, integralny rozwój ludzki jako powołanie
potrzebuje także, by szanowano jego prawdę. Powołanie do postępu skłania
ludzi do tego, «aby więcej działać, umieć i posiadać, a przez to więcej być»
(41). I tu jest problem: co to znaczy «więcej być»? Paweł VI odpowiada na to
pytanie, wskazując na istotną cechę «prawdziwego rozwoju»: «powinien on być
integralny, to znaczy winien przyczyniać się do rozwoju każdego człowieka i
całego człowieka» (42). Na tle współzawodniczących ze sobą różnych wizji
człowieka, przedstawianych dzisiejszemu społeczeństwu, szczególnym rysem wizji
chrześcijańskiej — bardziej niż w czasach Pawła VI — jest potwierdzenie i
uzasadnienie bezwarunkowej wartości osoby ludzkiej oraz sensu jej wzrastania.
Chrześcijańskie powołanie do rozwoju stanowi pomoc w zabieganiu o promocję
wszystkich ludzi i całego człowieka. Pisze Paweł vi: «Dla nas liczy się
człowiek, każdy człowiek, każda grupa ludzi i wreszcie cała ludzkość» (43).
Wiara chrześcijańska zajmuje się rozwojem nie licząc na uzyskanie przywilejów
lub stanowisk władzy, ani nie powołując się na zasługi, które chrześcijanie
mieli i również dzisiaj mają, obok naturalnych ograniczeń (44), ale jedynie
licząc na Chrystusa, w którym znajduje odniesienie każde prawdziwe powołanie do
integralnego rozwoju ludzkiego. Ewangelia jest fundamentalnym elementem
rozwoju, ponieważ w niej Chrystus, «w objawieniu tajemnicy Ojca i Jego
miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi» (45). Kościół, pouczany
przez swego Pana, obserwuje znaki czasu, interpretuje je i ofiaruje światu «to,
co jemu jednemu jest właściwe, a mianowicie: uniwersalne spojrzenie na człowieka
i na całą ludzkość» (46). Właśnie dlatego, że Bóg mówi największe «tak»
człowiekowi (47), człowiek powinien otworzyć się na powołanie Boże, by
urzeczywistniać swój rozwój. Prawda rozwoju tkwi w jego integralności: jeśli nie
obejmuje całego człowieka i każdego człowieka, rozwój nie jest prawdziwym
rozwojem. Takie jest główne przesłanie Populorum progressio, aktualne
dzisiaj i zawsze. Integralny rozwój ludzki na płaszczyźnie naturalnej, odpowiedź
na powołanie Boga Stwórcy (48) musi znaleźć odbicie w «transcendentnym
humanizmie, który udziela [człowiekowi] największej pełni życia; taki jest
najwyższy cel osobistego rozwoju» (49). Tak więc powołanie chrześcijańskie do
owego rozwoju obejmuje zarówno wymiar przyrodzony, jak i nadprzyrodzony; dlatego
właśnie, «kiedy Bóg zostaje zepchnięty na dalszy plan, nasza zdolność rozeznania
naturalnego porządku, celu i ’dobra’ zaczyna słabnąć» (50).
19. Na koniec wizja rozwoju jako powołania oznacza, że najważniejsza
jest w nim miłość. Paweł vi w Encyklice Populorum progressio zauważył, że
zacofanie w rozwoju nie ma w pierwszym rzędzie przyczyn natury materialnej.
Zachęcał do szukania ich w innych wymiarach człowieka. Najpierw w woli, która
często zaniedbuje obowiązki, jakie nakłada solidarność. Po drugie w myśli, która
nie zawsze potrafi dobrze ukierunkować chęci. Dlatego dążenie do rozwoju wymaga
«ludzi zdolnych do wnikliwej refleksji, poszukujących nowego humanizmu, dzięki
któremu człowiek współczesny mógłby odnaleźć samego siebie» (51). Ale to nie
wszystko. Zacofanie w rozwoju ma przyczynę poważniejszą niż luki w myśleniu: to
«brak braterstwa między ludźmi i między narodami» (52). Czy ludzie o własnych
siłach mogą dojść do braterstwa? Społeczeństwo coraz bardziej zglobalizowane
zbliża nas, ale nie czyni nas braćmi. Rozum sam potrafi pojąć, że ludzie są
równi i dać podstawę ich obywatelskiemu współżyciu, ale nie potrafi zaprowadzić
braterstwa. Ma ono początek w transcendentnym powołaniu Boga Ojca, który jako
pierwszy nas umiłował, ucząc nas przez swego Syna, czym jest miłość braterska.
Paweł vi, ukazując różne poziomy składające się na proces rozwoju człowieka,
obok wiary stawiał na ich szczycie «jedność wszystkich w miłości Chrystusa,
który nas wzywa, abyśmy jako synowie uczestniczyli w życiu Boga żywego, Ojca
wszystkich ludzi» (53).
20. Powyższe perspektywy, ukazane przez Populorum progressio,
stanowią podstawę potrzebną, by otworzyć horyzont i nadać ukierunkowanie naszemu
zaangażowaniu na rzecz rozwoju narodów. Populorum progressio podkreśla
również wielokrotnie, że pilnie potrzebne są reformy (54) i wzywa, aby w
obliczu poważnych problemów, jakie rodzi niesprawiedliwość w rozwoju narodów,
działać odważnie i bezzwłocznie. Ta pilna potrzeba jest również podyktowana
przez miłość w prawdzie. To miłość Chrystusa przynagla nas: «caritas
Christi urget nos» (2 Kor 5, 14). Pilna potrzeba nie wiąże się tylko z
rzeczami, z szybkim tempem wydarzeń i problemów, ale także z samą stawką w grze,
jaką stanowi urzeczywistnienie autentycznego braterstwa. Jest to cel tak
istotny, że wymaga z naszej strony gotowości, by go zrozumieć do głębi i
konkretnie zmobilizować «serce» tak, aby ewolucja obecnych procesów
ekonomicznych i społecznych przyniosła w pełni ludzkie rezultaty.
Rozdział II
Rozwój ludzki w naszych czasach
21. Paweł VI miał wyraźną wizję rozwoju. Przez pojęcie «rozwój» chciał
wskazać jako cel uwolnienie narodów przede wszystkim od głodu, nędzy, chorób
endemicznych i analfabetyzmu. Z punktu widzenia ekonomicznego to oznaczało ich
uczestnictwo czynne i na równych warunkach w międzynarodowym procesie
ekonomicznym; z punktu widzenia społecznego oznaczało ich ewolucję w kierunku
społeczeństw wykształconych i solidarnych; z punktu widzenia politycznego —
umacnianie systemów demokratycznych, mogących zapewnić wolność i pokój. Gdy po
tylu latach patrzymy z zatroskaniem na rozwój i na perspektywy następujących po
sobie w tych czasach kryzysów, stawiamy sobie pytanie, w jakim stopniu
oczekiwania Pawła VI zostały spełnione przez model rozwoju przyjęty w
ostatnich dziesięcioleciach. Uznajemy zatem, że uzasadnione były obawy Kościoła
o to, czy człowiek jedynie «technologiczny» potrafi wyznaczyć sobie realistyczne
cele i zawsze należycie posługiwać się narzędziami, które ma do dyspozycji. Zysk
jest pożyteczny, jeśli jako środek podporządkowany jest celowi, który uzasadnia
jego sens zarówno przez sposób uzyskania go i wykorzystania. Nastawienie
wyłącznie na zysk, gdy jest on osiągany nagannymi sposobami, a jego ostatecznym
celem nie jest dobro wspólne, rodzi ryzyko zniszczenia bogactwa i spowodowania
ubóstwa. Rozwój ekonomiczny, jakiego pragnął Paweł VI, miał przynieść realny
wzrost, obejmujący wszystkich i rzeczywiście zrównoważony. To prawda, że rozwój
był i nadal jest pozytywnym czynnikiem, który uwolnił od nędzy miliardów osób, a
w ostatnim okresie umożliwił wielu krajom stanie się skutecznymi uczestnikami
polityki międzynarodowej. Trzeba jednak przyznać, że na tym rozwoju ekonomicznym
ciążyły i nadal ciążą wypaczenia i dramatyczne problemy, które aktualny
kryzys jeszcze bardziej uwydatnia. Stawia nas on nieuchronnie przed wyborami
dotyczącymi w coraz większym stopniu przeznaczenia człowieka, który zresztą nie
może nie uwzględniać swej natury. Aktualne osiągnięcia techniczne, relacje o
zasięgu globalnym, zgubne dla realnej ekonomii skutki działalności finansowej
źle spożytkowanej, a nawet spekulatywnej, wielkie ruchy migracyjne, często tylko
prowokowane, lecz nie pokierowane odpowiednio, niekontrolowana eksploatacja
zasobów ziemi skłaniają nas dzisiaj do refleksji nad tym, jakie środki należy
zastosować, by znaleźć rozwiązania nie tylko nowych problemów w stosunku do tych,
o których mówił papież Paweł VI, ale także i przede wszystkim tych, które mają
decydujący wpływ na dobro ludzkości teraz i w przyszłości. Aspekty kryzysu i
jego rozwiązań, a także możliwego nowego rozwoju w przyszłości są coraz bardziej
ze sobą powiązane, nawzajem na siebie oddziałują, konieczne jest ich całościowe
zrozumienie oraz dokonanie nowej syntezy humanistycznej. Słusznie
niepokoi nas złożony i trudny charakter obecnej sytuacji ekonomicznej, ale
powinniśmy z realizmem, ufnością i nadzieją wziąć na siebie odpowiedzialność,
jakiej wymaga od nas sytuacja świata, potrzebującego głębokiej odnowy kulturowej
i odkrycia zasadniczych wartości, na których można budować lepszą przyszłość.
Kryzys zmusza nas do przemyślenia na nowo naszej drogi, do przyjęcia nowych
reguł i znalezienia nowych form zaangażowania, do korzystania z pozytywnych
doświadczeń, a odrzucania negatywnych. W ten sposób kryzys staje się okazją
do rozeznania sytuacji i czynienia nowych projektów. Z takim nastawieniem,
raczej ufności niż rezygnacji, należy stawić czoło obecnym trudnościom.
22. Dzisiaj obraz rozwoju jest policentryczny. Różnorodne są
podmioty i wielorakie przyczyny zarówno zapóźnienia w rozwoju, jak i rozwoju, a
winy i zasługi są zróżnicowane. Ten fakt powinien skłonić do uwolnienia się od
ideologii — które często w sposób sztuczny upraszczają rzeczywistość — i do
obiektywnego przyjrzenia się ludzkiemu wymiarowi problemów. Linia podziału
między krajami bogatymi i ubogimi nie jest już tak wyraźna, jak w czasach
Populorum progressio, na co zwracał uwagę już Jan Paweł II (55).
Powiększa się bogactwo światowe w skali globalnej, ale wzrastają nierówności.
W krajach bogatych ubożeją nowe warstwy społeczne i powstają nowe formy ubóstwa.
Na obszarach uboższych niektóre grupy korzystają ze swego rodzaju rozrzutnego i
konsumpcyjnego nadrozwoju, który w sposób niedopuszczalny kontrastuje z
utrzymującymi się sytuacjami odbierającymi człowiekowi godność ludzką. Nadal
trwa «skandal niewiarygodnych nierówności» (56). Korupcja i bezprawie występują
niestety zarówno w postępowaniu podmiotów ekonomicznych i politycznych krajów
bogatych, starych i nowych, jak i w krajach ubogich. Bywa, że ludzkie prawa
pracowników nie są przestrzegane przez wielkie przedsiębiorstwa ponadnarodowe,
ale także przez przedsiębiorców lokalnych. Pomoc międzynarodowa była często
przekazywana niezgodnie z jej przeznaczeniem, ze względu na brak
odpowiedzialności zarówno wśród ofiarodawców, jak i tych, którzy z niej
korzystają. To samo zróżnicowanie odpowiedzialności możemy znaleźć również wśród
niematerialnych bądź kulturowych przyczyn rozwoju i opóźnienia w rozwoju. Mamy
do czynienia z przesadną ochroną wiedzy ze strony krajów bogatych przez zbyt
sztywne stosowanie prawa do własności intelektualnej, zwłaszcza w dziedzinie
medycyny. Jednocześnie w niektórych krajach ubogich utrzymują się nadal wzorce
kulturowe i normy zachowań społecznych opóźniające proces rozwoju.
23. W dzisiejszych czasach rozwinęło się wiele obszarów planety,
chociaż w sposób problematyczny i niejednorodny, wchodząc do grona wielkich
potęg, które mają odegrać ważną rolę w przyszłości. Trzeba jednak podkreślić, że
nie wystarcza jedynie postęp ekonomiczny i techniczny. Rozwój musi być
przede wszystkim prawdziwy i integralny. Wyjście z zacofania ekonomicznego, samo
w sobie pozytywne, nie rozwiązuje złożonej kwestii promocji człowieka ani w
przypadku krajów uczestniczących w tym procesie, ani w krajach już rozwiniętych
ekonomicznie, ani w krajach ubogich, które oprócz dawnych form wyzysku mogą
doświadczać negatywnych skutków rozwoju naznaczonego wypaczeniami i brakiem
równowagi.
Po upadku systemów gospodarczych i politycznych w krajach
komunistycznych Europy Wschodniej i zaniku tak zwanych «bloków
przeciwstawnych» konieczne wydaje się całościowe przemyślenie na nowo rozwoju.
Domagał się tego Jan Paweł II, który w 1987 r. wskazywał na istnienie tych «bloków»
jako na jedną z głównych przyczyn opóźnienia w rozwoju (57), ponieważ polityka
odbierała środki ekonomii i kulturze, a ideologia ograniczała wolność. W 1991
r., po wydarzeniach r. 1989, dopominał się on także, aby kresowi «bloków»
towarzyszyło zaplanowanie na nowo rozwoju w skali globalnej, nie tylko w tych
krajach, ale także na Zachodzie oraz w rozwijających się częściach świata (58).
Dokonało się to tylko częściowo i nadal pozostaje rzeczywistą powinnością, którą
trzeba spełnić, być może dokonując wyborów koniecznych, by rozwiązać aktualne
problemy ekonomiczne.
24. Świat, z jakim miał do czynienia Paweł VI — chociaż proces
uspołecznienia był już na tyle zaawansowany, że mógł on mówić o kwestii
społecznej w wymiarze światowym — był o wiele mniej zintegrowany od dzisiejszego.
Działalność ekonomiczna i prowadzenie polityki w znacznej mierze rozgrywały się
w tej samej przestrzeni, a więc mogły na siebie liczyć. Działalność produkcyjna
prowadzona była głównie w obrębie granic państwowych, a inwestycje finansowe za
granicą miały raczej ograniczony zasięg, ponieważ polityka wielu krajów mogła
jeszcze ustalać priorytety ekonomii i w pewien sposób zarządzać jej rozwojem
dzięki narzędziom, jakimi jeszcze dysponowała. Z tego powodu Populorum
progressio przypisywała główne, choć nie wyłączne zadanie «władzy publicznej»
(59).
Sytuacja państwa w naszej epoce zmusza je do stawienia czoła
ograniczeniom, jakie jego suwerenności stawia nowy międzynarodowy kontekst
ekonomiczno-handlowy i finansowy, charakteryzujący się również wzrastającą
mobilnością kapitałów finansowych oraz materialnych i niematerialnych środków
produkcji. Ten nowy kontekst zmodyfikował polityczną władzę państw.
Dzisiaj, wyciągając naukę również z trwającego kryzysu
ekonomicznego, w czasie którego władze państwowe są bezpośrednio
zaangażowane w naprawianie błędów i zaburzeń działania, bardziej realistyczna
wydaje się nowa ocena ich roli i władzy, które trzeba mądrze na nowo
rozważyć i ocenić, tak by również dzięki nowym sposobom działania były w stanie
stawić czoło wyzwaniom współczesnego świata. Można przypuszczać, że dzięki
lepszemu sprecyzowaniu roli władz publicznych zostaną wzmocnione nowe formy
uczestnictwa w polityce krajowej i międzynarodowej, za pośrednictwem
działalności organizacji funkcjonujących w społeczeństwie obywatelskim;
należałoby sobie życzyć, aby w tym kierunku wzrastało uwrażliwienie obywateli na
res publica i ich uczestnictwo w niej.
25. Z punktu widzenia społecznego systemy ochrony i opieki —
istniejące w wielu krajach już w czasach Pawła VI — mają trudności, a w
przyszłości mogą je mieć jeszcze większe, z osiągnięciem swoich celów
prawdziwej sprawiedliwości społecznej w głęboko zmienionym układzie sił.
Zglobalizowany rynek pobudził przede wszystkim kraje bogate do poszukiwania
obszarów, gdzie można przenieść produkcję o niskich kosztach w celu obniżenia
cen wielu dóbr, zwiększenia siły nabywczej i w ten sposób przyspieszenia wzrostu
wskaźnika rozwoju, mającego za cel zwiększenie konsumpcji własnego rynku
wewnętrznego. W konsekwencji rynek pobudził do szukania nowych form
współzawodnictwa między państwami w celu przyciągnięcia ośrodków produkcyjnych
firm zagranicznych dzięki różnym narzędziom, m.in. korzystnym warunkom
opodatkowania i rozluźnieniu reguł prawnych w świecie pracy. Procesy te
pociągnęły za sobą redukcję systemu zabezpieczenia socjalnego za cenę
dążenia do większych korzyści w zakresie konkurencji na rynku globalnym,
stwarzając wielkie zagrożenie dla praw pracowników, dla podstawowych praw
człowieka oraz dla solidarności rozwijanej w tradycyjnych formach państwa
socjalnego. Systemy zabezpieczenia społecznego mogą utracić zdolność pełnienia
swojego zadania zarówno w krajach rozwijających się, jak i w krajach od dawna
rozwiniętych oraz w krajach ubogich. Tutaj polityka bilansowa z redukcją
wydatków na cele socjalne, często promowana także przez międzynarodowe
instytucje finansowe, może pozbawić obywateli ochrony w obliczu zagrożeń dawnych
i nowych; tę bezbronność wzmaga brak skutecznej ochrony ze strony stowarzyszeń
pracowników. Całość zmian społecznych i ekonomicznych powoduje, że związki
zawodowe mają większe trudności w wypełnianiu swojego zadania
reprezentowania interesów pracowników, również z tego powodu, że dla korzyści
ekonomicznych rządy często ograniczają wolność związków zawodowych lub ich
możliwości negocjacji. W ten sposób tradycyjne sieci solidarności napotykają
coraz większe przeszkody. Dlatego dzisiaj jeszcze bardziej niż w przeszłości
trzeba uwzględnić wezwanie nauki społecznej Kościoła, poczynając od Rerum
novarum (60), do tworzenia stowarzyszeń pracowników, mających na celu obronę
ich praw, odpowiadając przede wszystkim szybko i w sposób dalekowzroczny na
pilną potrzebę wypracowania nowych form współdziałania na poziomie zarówno
międzynarodowym, jak i lokalnym.
Mobilność pracownicza w połączeniu z ogólnym rozluźnieniem
reguł prawnych okazała się ważnym zjawiskiem, nie pozbawionym aspektów
pozytywnych, ponieważ zdolnym pobudzić do wytwarzania nowego bogactwa i wymiany
między różnymi kulturami. Jednak kiedy brak pewności co do warunków pracy,
będący wynikiem procesów mobilności oraz rozluźnienia reguł, staje się
endemiczny, dochodzi do różnego rodzaju niestabilności psychologicznej,
trudności w budowaniu własnej, spójnej egzystencji, łącznie z małżeństwem.
Konsekwencją tego są sytuacje degradacji człowieka, a ponadto marnotrawstwo
energii społecznych. W porównaniu z tym, co miało miejsce w społeczeństwie
przemysłowym w przeszłości, dzisiaj bezrobocie rodzi nowe aspekty poczucia braku
znaczenia dla ekonomii, a obecny kryzys może tylko pogorszyć sytuację.
Wyłączenie z pracy na długi czas, albo przedłużająca się zależność od opieki
publicznej bądź prywatnej, zagrażają wolności i kreatywności osoby oraz jej
relacjom rodzinnym i społecznym, powodując wielkie cierpienia w wymiarze
psychologicznym i duchowym. Chciałbym przypomnieć wszystkim, a zwłaszcza
rządzącym, pracującym nad nadaniem nowego kształtu ładowi ekonomicznemu i
społecznemu w świecie, że pierwszym kapitałem, który należy ocalić i docenić,
jest człowiek, osoba, w swojej integralności: «Człowiek bowiem jest twórcą
całego życia gospodarczo-społecznego, jego ośrodkiem i celem» (61).
26. W wymiarze kulturowym, w porównaniu z epoką Pawła VI, różnica
jest jeszcze bardziej widoczna. Wtedy kultury były raczej wyraźnie określone i
miały większe możliwości obrony przed próbami ujednolicenia kulturowego. Dzisiaj
znacznie wzrosły możliwości wzajemnego oddziaływania na siebie kultur, co
stwarza nowe perspektywy dialogu międzykulturowego, który żeby był skuteczny,
musi mieć za punkt wyjścia głęboką świadomość specyficznej tożsamości różnych
interlokutorów. Nie należy jednak lekceważyć faktu, że wzrastająca
merkantylizacja wymiany kulturalnej sprzyja dziś wystąpieniu dwojakiego rodzaju
niebezpieczeństwa. Po pierwsze, obserwuje się, przyjmowany często bezkrytycznie,
eklektyzm kulturowy: kultury zostają po prostu zbliżone do siebie i
uważane są za zasadniczo równoważne i wymienne. Sprzyja to uleganiu
relatywizmowi, który nie wspomaga prawdziwego dialogu międzykulturowego. W
wymiarze społecznym relatywizm kulturowy prowadzi do tego, że grupy kulturowe
zbliżają się do siebie lub żyją obok siebie, ale oddzielnie, bez autentycznego
dialogu, a więc nie dochodzi do prawdziwej integracji. Po drugie, istnieje
przeciwne niebezpieczeństwo, a mianowicie spłaszczenia kulturowego i
ujednolicenia zachowań i stylów życia. W ten sposób zatraca się głębokie
znaczenie kultury różnych narodów, tradycji różnych ludów, w obrębie których
osoba mierzy się z fundamentalnymi pytaniami egzystencjalnymi (62). I eklektyzm,
i spłaszczenie kulturowe oddzielają kulturę od natury ludzkiej. A wtedy kultury
nie potrafią już odnaleźć swojej miary w naturze, która je przekracza (63), i
ostatecznie sprowadzają człowieka do faktu jedynie kulturowego. Gdy do tego
dochodzi, ludzkość narażona jest na nowe niebezpieczeństwa zniewolenia oraz
manipulacji.
27. W wielu krajach ubogich utrzymuje się krańcowa niepewność życia
— i istnieje niebezpieczeństwo jej pogłębienia się — będąca konsekwencją braku
żywności: głód zbiera nadal wiele ofiar pośród tylu «Łazarzów», którym
nie pozwala się zasiąść przy stole bogacza (64), jak postulował Paweł VI.
«Dać jeść głodnym» (por. Mt 25, 35. 37. 42) to imperatyw etyczny dla
Kościoła powszechnego, odpowiadający nauczaniu jego Założyciela, Pana Jezusa, o
solidarności i o dzieleniu się. Ponadto wyeliminowanie głodu w świecie stało się
w epoce globalizacji celem, do którego trzeba dążyć, by ocalić pokój i
stabilność planety. Głód zależy nie tyle od niewystarczających zasobów
materialnych, ile raczej od niedostatecznych zasobów społecznych, wśród których
najważniejszy jest natury instytucjonalnej. To znaczy, brakuje struktury
instytucji ekonomicznych, będących w stanie zagwarantować regularny i odpowiedni
z punktu widzenia wyżywienia dostęp do pokarmu i wody, a zarazem stawić czoło
sytuacjom związanym z podstawowymi potrzebami oraz prawdziwymi kryzysami
żywnościowymi, spowodowanymi przez przyczyny naturalne lub nieodpowiedzialną
politykę krajową i międzynarodową. Problemem braku zabezpieczenia żywności
należy się zająć w perspektywie długiego okresu, eliminując wywołujące go
przyczyny strukturalne i promując rozwój rolnictwa w krajach najuboższych przez
inwestowanie w infrastruktury obszarów wiejskich, w systemy nawadniania, w
transport, w organizację rynków, w kształcenie i upowszechnianie właściwych
technik rolniczych, czyli pozwalających jak najlepiej wykorzystać zasoby
ludzkie, naturalne i społeczno-ekonomiczne w głównej mierze dostępne na poziomie
lokalnym, tak by zagwarantować ich utrzymanie również przez długi okres. To
wszystko trzeba realizować włączając wspólnoty lokalne w wybory i decyzje
dotyczące wykorzystania ziemi zdatnej do uprawy. W tej perspektywie mogłoby się
okazać pożyteczne wzięcie pod uwagę nowych możliwości, jakie otwierają się
dzięki prawidłowemu stosowaniu tradycyjnych oraz nowych technik produkcji
rolniczej, zakładając, że po odpowiedniej weryfikacji zostały one uznane za
właściwe, szanujące środowisko i mające na względzie ludność znajdującą się w
najbardziej niekorzystnej sytuacji. Jednocześnie nie powinno się zaniedbywać
kwestii sprawiedliwej reformy agrarnej w krajach rozwijających się. Prawo do
wyżywienia i do wody odgrywa ważną rolę w uzyskaniu innych praw, poczynając
przede wszystkim od podstawowego prawa do życia. Dlatego jest rzeczą konieczną,
aby dojrzewała solidarna świadomość, uznająca pożywienie i dostęp do wody za
powszechne prawo wszystkich istot ludzkich, które nie dopuszcza różnic czy
dyskryminacji (65). Ponadto jest rzeczą ważną ukazanie, że solidarna droga
do rozwoju krajów ubogich może stanowić projekt rozwiązania obecnego kryzysu
globalnego, o czym przekonali się w ostatnich czasach politycy i odpowiedzialni
za instytucje międzynarodowe. Wspomagając kraje ekonomicznie ubogie przez plany
finansowania podyktowane solidarnością, tak aby one same mogły zaspokoić
zapotrzebowanie na dobra konsumpcyjne i zadbać o rozwój własnych obywateli,
można nie tylko doprowadzić do prawdziwego wzrostu ekonomicznego, ale także
przyczynić się do podtrzymania zdolności produkcyjnych krajów bogatych, którym
zagraża kryzys.
28. Jednym z najbardziej oczywistych aspektów dzisiejszego rozwoju
jest doniosłość zagadnienia szacunku dla życia, którego w żadnej mierze
nie można oddzielać od spraw związanych z rozwojem narodów. Chodzi o aspekt,
który w ostatnich czasach nabiera coraz większego znaczenia, zobowiązując nas do
rozszerzenia pojęć ubóstwa (66) i opóźnienia w rozwoju na kwestie związane z
przyjęciem życia, zwłaszcza tam, gdzie napotyka ono na różnego rodzaju
przeszkody.
Nie tylko sytuacja ubóstwa powoduje, że w wielu regionach utrzymuje
się jeszcze wysoka stopa śmiertelności dzieci; w różnych częściach świata
stosowane są nadal praktyki kontroli demograficznej przez rządy, które często
propagują antykoncepcję, a nawet narzucają aborcję. W krajach bardziej
rozwiniętych ekonomicznie prawodawstwa przeciwne życiu są bardzo
rozpowszechnione i uwarunkowały już obyczaje i praktykę, przyczyniając się do
szerzenia mentalności antynatalistycznej, którą często próbuje się przekazać
także innym państwom, tak jakby chodziło o postęp kulturowy.
Poza tym niektóre organizacje pozarządowe angażują się czynnie w
propagowanie aborcji, promując niekiedy w krajach ubogich stosowanie
sterylizacji, także w wypadku kobiet tego nieświadomych. Istnieje ponadto
uzasadnione podejrzenie, że czasami pomoc na rzecz rozwoju jest związana z
określoną polityką zdrowotną, zakładającą faktyczne narzucenie surowej
kontroli urodzeń. Budzą niepokój zarówno prawodawstwa dopuszczające eutanazję,
jak i naciski grup krajowych i międzynarodowych domagających się jej prawnego
uznania.
Otwarcie się na życie jest ośrodkiem prawdziwego rozwoju.
Kiedy jakieś społeczeństwo skłania się ku negowaniu i unicestwianiu życia, nie
znajduje już motywacji i energii potrzebnych do angażowania się w służbę
prawdziwego dobra człowieka. Jeśli dochodzi do utraty wrażliwości osobistej i
społecznej na przyjęcie nowego życia, również inne formy otwarcia przydatne dla
życia społecznego ulegają wyjałowieniu (67). Przyjęcie życia wzmacnia siły
moralne i uzdalnia do wzajemnej pomocy. Przyjmując postawę otwarcia na życie,
narody bogate mogą lepiej zrozumieć potrzeby narodów ubogich, unikać
wykorzystywania ogromnych zasobów ekonomicznych i intelektualnych do
zaspokojenia egoistycznych pragnień własnych obywateli, a popierać szlachetne
działania z myślą o moralnie zdrowej i solidarnej produkcji, w poszanowaniu
fundamentalnego prawa każdego narodu i każdej osoby do życia.
29. Jest jeszcze inny aspekt dzisiejszego życia, związany bardzo
ściśle z rozwojem: odmawianie prawa do wolności religijnej. Nie mam na
myśli jedynie trwających jeszcze w świecie walk i konfliktów z motywów
religijnych, choć czasem motywacja religijna jest tylko przykrywką dla innego
rodzaju racji, jak pragnienie panowania i bogactwa. Istotnie, dzisiaj często
zabija się w święte imię Boga, co wielokrotnie podkreślał i nad czym ubolewał
mój poprzednik Jan Paweł II oraz ja sam (68). Przemoc hamuje autentyczny rozwój
i uniemożliwia postęp narodów ku większemu dobrobytowi społeczno-ekonomicznemu i
duchowemu. Odnosi się to szczególnie do terroryzmu o podłożu
fundamentalistycznym (69), który przynosi cierpienie, zniszczenie i śmierć,
blokuje dialog między narodami i uniemożliwia pokojowe i cywilizowane
korzystanie z wielkich zasobów. Trzeba jednak dodać, że oprócz fanatyzmu
religijnego, który w pewnych sytuacjach uniemożliwia korzystanie z prawa do
wolności religijnej, również zaprogramowane szerzenie indyferentyzmu religijnego
lub ateizmu praktycznego ze strony wielu krajów jest sprzeczne z potrzebą
rozwoju narodów, jako że pozbawia je energii duchowych i ludzkich. Bóg
gwarantuje prawdziwy rozwój człowieka, ponieważ stworzywszy go na swój
obraz, obdarza go także transcendentną godnością i podtrzymuje należące do jego
istoty pragnienie, by «bardziej być». Człowiek nie jest zagubionym atomem w
przypadkowym wszechświecie (70), ale jest stworzeniem Boga, które On zechciał
obdarzyć duszą nieśmiertelną i które umiłował od początku. Gdyby człowiek był
tylko owocem przypadku lub konieczności, albo gdyby musiał ograniczyć swoje
aspiracje do wąskiego horyzontu sytuacji, w których żyje, gdyby wszystko było
tylko historią i kulturą, a natura człowieka nie była przeznaczona do
przekraczania samej siebie w życiu nadprzyrodzonym, można by mówić o wzroście
lub ewolucji, ale nie o rozwoju. Kiedy państwo promuje pewne formy ateizmu
praktycznego, ich naucza lub wręcz je narzuca, pozbawia swoich obywateli siły
moralnej i duchowej, niezbędnej do działania na rzecz integralnego rozwoju
ludzkiego, i uniemożliwia im coraz większe angażowanie się, z nowym dynamizmem,
by dać bardziej wielkoduszną ludzką odpowiedź na miłość Bożą (71). Zdarza się,
że kraje ekonomicznie rozwinięte lub znajdujące się na drodze rozwoju eksportują
do krajów ubogich, w kontekście ich stosunków kulturalnych, handlowych i
politycznych, tę zawężoną wizję osoby i jej przeznaczenia. Jest to szkoda, którą
autentycznemu rozwojowi wyrządza «nadrozwój» (72), gdy towarzyszy mu
«niedorozwój moralny» (73).
30. W tej perspektywie kwestia integralnego rozwoju ludzkiego ma
jeszcze bardziej złożony charakter: korelacja między jego licznymi elementami
wymaga dokładania starań, by doprowadzić do wzajemnego oddziaływania różnych
poziomów ludzkiej wiedzy w celu promocji prawdziwego rozwoju narodów. Często
się uważa, że rozwój lub odpowiednie decyzje społeczno-ekonomiczne powinny być
tylko urzeczywistniane jako wynik wspólnego działania. Jednak to wspólne
działanie wymaga ukierunkowania, ponieważ «każda działalność społeczna wiąże się
z jakąś doktryną» (74). Biorąc pod uwagę złożony charakter problemów, jest
rzeczą oczywistą, że różne dyscypliny powinny współpracować przez uporządkowane
działania interdyscyplinarne. Miłość nie wyklucza wiedzy, co więcej, domaga się
jej, propaguje ją i ożywia od wewnątrz. Wiedza nie jest nigdy tylko dziełem
inteligencji. Można ją oczywiście sprowadzić do kalkulacji lub doświadczenia,
ale jeżeli ma być wiedzą zdolną ukierunkować człowieka w świetle pierwszych
zasad i jego ostatecznych celów, powinna być «przyprawiona solą» miłości.
Działanie bez wiedzy jest ślepe, a wiedza bez miłości jałowa. Istotnie, «ten,
kto kieruje się prawdziwą miłością, usilnie wytęża swój umysł, by odkryć
przyczyny nędzy i znaleźć sposoby jej zwalczania oraz zdecydowanego
przezwyciężenia» (75). W obliczu zjawisk, z którymi mamy do czynienia, miłość w
prawdzie wymaga przede wszystkim poznania i zrozumienia, ze świadomością i
poszanowaniem specyficznej kompetencji każdego poziomu wiedzy. Miłość nie jest
późniejszym dodatkiem, załącznikiem do zakończonej już pracy różnych dyscyplin,
lecz prowadzi z nimi dialog od samego początku. Wymogi miłości nie są sprzeczne
z wymogami rozumu. Wiedza ludzka jest niewystarczająca, a konkluzje płynące z
wiedzy nie będą mogły nigdy samodzielnie wskazywać drogi prowadzącej do
integralnego rozwoju człowieka. Trzeba zawsze iść dalej: wymaga tego miłość w
prawdzie (76). Jednak pójście dalej nie oznacza nigdy abstrahowania od konkluzji
rozumu, zaprzeczania jego wynikom. Inteligencja nie jest uprzednia w stosunku do
miłości: istnieje miłość ubogacona inteligencją oraz inteligencja pełna
miłości.
31. Oznacza to, że oceny moralne i badania naukowe powinny rozwijać
się razem i że miłość powinna je ożywiać jako jedną harmonijną,
interdyscyplinarną całość, którą stanowi jedność i odrębność. Nauka
społeczna Kościoła, posiadająca «ważny wymiar interdyscyplinarny» (77), w tej
perspektywie może odegrać niezwykle skuteczną rolę. Pozwala ona wierze,
teologii, metafizyce i dyscyplinom naukowym znaleźć swoje miejsce w ramach
współpracy w służbie człowieka. Zwłaszcza w tym zakresie nauka społeczna
Kościoła wciela w życie swój wymiar mądrości. Paweł VI dostrzegał wyraźnie, że
pośród przyczyn niedorozwoju jest brak mądrości, refleksji i myśli zdolnej
dokonać syntezy wskazującej kierunek (78), do której potrzebna jest «jasna wizja
wszystkich aspektów ekonomicznych, społecznych, kulturowych i duchowych» (79).
Zbytnia wycinkowość wiedzy (80), zamykanie się nauk humanistycznych na
metafizykę (81), trudność w dialogu nauk z teologią szkodzą nie tylko rozwojowi
wiedzy, ale także rozwojowi narodów, ponieważ w takich przypadkach trudniej jest
dostrzec całe dobro człowieka w różnych wymiarach, jakie je charakteryzują.
«Rozszerzenie naszej koncepcji rozumu i posługiwania się nim» (82) jest
nieodzowne, aby odpowiednio wyważyć wszystkie pojęcia związane z kwestią rozwoju
i rozwiązania problemów społeczno-ekonomicznych.
32. Wielkie nowości, jakie ukazuje dziś obraz rozwoju narodów, w
wielu wypadkach wymagają nowych rozwiązań. Trzeba ich szukać razem, w
poszanowaniu praw właściwych każdej rzeczywistości oraz w świetle całościowej
wizji człowieka, odzwierciedlającej różne aspekty osoby ludzkiej, kontemplowanej
spojrzeniem oczyszczonym przez miłość. Zostaną wtedy odkryte szczególne punkty
zbieżne i konkretne możliwości rozwiązań, bez rezygnacji z jakiegokolwiek
fundamentalnego wymiaru życia ludzkiego.
Ze względu na godność osoby i wymogi sprawiedliwości decyzje
ekonomiczne, zwłaszcza dzisiaj, nie powinny prowadzić do powiększania się w
sposób nadmierny i moralnie nie do przyjęcia różnic w posiadaniu bogactw (83) i
ponadto należy dążyć do osiągnięcia — uznanego za priorytetowy — celu, jakim
jest dostęp wszystkich do pracy i jej utrzymanie. Jeśli się dobrze
zastanowić, domaga się tego również «racja ekonomiczna». Systemowe zwiększanie
nierówności między grupami społecznymi w tym samym kraju i pośród ludności
różnych krajów, czyli masowy wzrost względnego ubóstwa, nie tylko prowadzi do
niszczenia spójności społeczeństwa, i tym samym wystawia na ryzyko demokrację,
ale ma także negatywny wpływ na sferę ekonomii ze względu na postępującą erozję
«kapitału społecznego», czyli całego zespołu relacji zaufania, wiarygodności i
poszanowania reguł, nieodzownych w każdym współżyciu obywatelskim.
Ponadto wiedza ekonomiczna mówi nam, że strukturalna sytuacja
niepewności rodzi postawy antyprodukcyjne i prowadzi do trwonienia zasobów
ludzkich, ponieważ pracownik skłania się do biernego przystosowania się do
mechanizmów automatycznych, zamiast dać wyraz swojej kreatywności. Również w tym
punkcie dochodzi do zbieżności między wiedzą ekonomiczną i oceną moralną.
Koszty ludzkie zawsze są także kosztami ekonomicznymi, a złe funkcjonowanie
ekonomii zawsze pociąga za sobą również koszty ludzkie.
Trzeba też przypomnieć, że niwelowanie kultur w wymiarze
technologicznym, o ile w krótkim okresie może sprzyjać osiąganiu zysków, w
długim okresie staje się przeszkodą we wzajemnym wzbogacaniu się i rozwijaniu
współpracy. Jest rzeczą ważną dokonanie rozróżnienia między rozważaniami
ekonomicznymi lub socjologicznymi w krótkiej lub długiej perspektywie. Obniżenie
poziomu ochrony praw pracowników albo rezygnacja z mechanizmów podziału dochodu,
aby zapewnić krajowi większą konkurencyjność na arenie międzynarodowej,
uniemożliwiają długotrwały rozwój. Trzeba zatem uważnie ocenić konsekwencje,
jakie mają dla osób aktualne tendencje do ekonomii krótko — a czasem bardzo
krótkoterminowej. Wymaga to nowej i pogłębionej refleksji nad sensem ekonomii i
jej celami (84), a także poważnej i dalekosiężnej rewizji modeli rozwoju, by
dokonać korekty ich nieodpowiedniego funkcjonowania i wypaczeń. W rzeczywistości
wymaga tego stan zdrowia ekologicznego planety; wymaga tego zwłaszcza kulturowy
i moralny kryzys człowieka, którego objawy od dłuższego czasu są widoczne w
każdej części świata.
33. Ponad czterdzieści lat po ogłoszeniu Populorum progressio
zasadniczy temat tej encykliki, czyli właśnie postęp, pozostaje problemem
otwartym, który obecny kryzys ekonomiczno-finansowy uczynił jeszcze
ostrzejszym i bardziej naglącym. Podczas gdy niektóre obszary planety, od
długiego czasu dotknięte ubóstwem, doświadczyły znaczących zmian w postaci
rozwoju ekonomicznego i uczestnictwa w produkcji światowej, inne obszary
znajdują się jeszcze w sytuacji nędzy, porównywalnej do tej, jaka
istniała w czasach Pawła VI, a w niektórych przypadkach można mówić nawet o
pogorszeniu. Znaczące jest, że niektóre przyczyny tej sytuacji były już
zidentyfikowane w Populorum progressio, jak na przykład wysokie opłaty
celne, ustalone przez kraje ekonomicznie rozwinięte, nadal utrudniające towarom
pochodzącym z krajów ubogich dotarcie na rynki krajów bogatych. Natomiast inne
przyczyny, o których Encyklika tylko wspomniała, ujawniły się z większą
oczywistością. Jest to przypadek oceny dokonującego się wówczas procesu
dekolonizacji. Paweł VI postulował autonomiczną drogę, która byłaby przemierzana
w wolności i pokoju. Po upływie ponad czterdziestu lat musimy przyznać, że ta
droga była bardzo trudna, zarówno z powodu nowych form kolonializmu i zależności
od dawnych i nowych krajów hegemonicznych, jak i z powodu znacznej
nieodpowiedzialności w łonie krajów, które uzyskały niepodległość.
Zasadniczą nowością okazała się eksplozja wzajemnej zależności
planetarnej, znanej już powszechnie jako globalizacja. Paweł VI po części ją
przewidział, ale czas i gwałtowność, z jaką się rozwinęła, są zaskakujące.
Proces ten, który zrodził się w krajach ekonomicznie rozwiniętych, ze swej
natury objął wszystkie gospodarki. Stał się on głównym motorem wyjścia z
zacofania w rozwoju całych regionów i stanowi ze swej natury wielką szansę.
Jednakże bez kierownictwa miłości w prawdzie ten planetarny rozmach może
przyczynić się do powstania ryzyka nieznanych dotąd szkód i nowych podziałów w
rodzinie ludzkiej. Z tego powodu miłość i prawda stawiają przed nami
niespotykane dotąd i twórcze zadanie, z pewnością bardzo rozległe i złożone.
Chodzi o otwarcie umysłu i uczynienie go zdolnym do poznania tych
imponujących nowych sił dynamicznych i pokierowania nimi, wykorzystując je w
perspektywie «cywilizacji miłości», której ziarno Bóg zasiał w każdym narodzie,
w każdej kulturze.
Rozdział III
Braterstwo, rozwój ekonomiczny i społeczeństwo obywatelskie
34. Miłość w prawdzie stawia człowieka wobec zdumiewającego
doświadczenia, jakim jest dar. W swoim życiu otrzymuje on darmo wiele różnych
rzeczy, co często nie jest uznawane z powodu wyłącznie produktywistycznej i
utylitarystycznej wizji życia. Istota ludzka została stworzona do daru, który ją
wyraża i urzeczywistnia jej wymiar transcendentny. Czasem człowiek współczesny
żywi mylne przekonanie, że jest jedynym twórcą samego siebie, swojego życia i
społeczeństwa. To mniemanie jest konsekwencją egoistycznego skupienia się na
sobie, które wywodzi się — mówiąc językiem wiary — z grzechu pierworodnego.
Mądrość Kościoła zawsze sugerowała, że należy brać pod uwagę grzech pierworodny
także w interpretacji faktów społecznych i budowie społeczeństwa: «Nieuwzględnianie
tego, że człowiek ma naturę zranioną, skłonną do zła, jest powodem wielkich
błędów w dziedzinie wychowania, polityki, działalności społecznej i obyczajów»
(85). Do dziedzin, w których ujawniają się zgubne skutki grzechu, doszła już od
dawna gospodarka. Mamy tego ewidentny dowód również dzisiaj. Przekonanie
człowieka, że jest samowystarczalny i że potrafi usunąć zło obecne w historii
jedynie poprzez swoje działania, doprowadziło go do uznania szczęścia i
zbawienia za immanentne formy dobrobytu materialnego i działania społecznego. Z
kolei przekonanie o tym, że ekonomia wymaga autonomii, która nie musi ulegać «wpływom»
o charakterze moralnym, doprowadziło człowieka do tego, że nadużył narzędzia,
jakim jest ekonomia, w sposób wręcz niszczycielski. Z czasem przekonania te
doprowadziły do powstania systemów gospodarczych, społecznych i politycznych,
które podeptały wolność osoby i grup społecznych i właśnie dlatego nie były w
stanie zapewnić obiecywanej sprawiedliwości. Jak stwierdziłem w mojej Encyklice
Spe salvi, w ten sposób odbiera się historii nadzieję chrześcijańską
(86), stanowiącą przecież potężny zasób możliwości społecznych w służbie
integralnego rozwoju ludzkiego, do którego należy dążyć w wolności i
sprawiedliwości. Nadzieja wspiera rozum i daje mu siłę potrzebną do
ukierunkowania woli (87). Jest już obecna w wierze, co więcej, z niej się rodzi.
Miłość w prawdzie karmi się nią, a jednocześnie ją wyraża. Jako absolutnie
darmowy Boży dar pojawia się w naszym życiu jako coś, co nie jest należne, co
przewyższa wszelkie prawo sprawiedliwości. Dar ze swej natury przekracza zasługę;
jego zasadą jest nadmiar. On nas poprzedza w naszej duszy jako znak obecności
Boga w nas i Jego oczekiwania wobec nas. Prawda, która jest darem w takim samym
stopniu co miłość, jest większa od nas, jak naucza św. Augustyn (88). Także
prawda o nas samych, o sumieniu każdego z nas, w pierwszym rzędzie jest nam
dana. Istotnie, w każdym procesie poznawczym prawda nie jest czymś, co
tworzymy, lecz zawsze tym, czego szukamy albo — lepiej — co otrzymujemy. Ona to,
podobnie jak miłość, «nie rodzi się z myśli i woli człowieka, ale w pewien
sposób mu się narzuca» (89).
Będąc darem, który wszyscy otrzymali, miłość w prawdzie stanowi
siłę tworzącą wspólnotę, jednoczy ludzi ponad barierami i granicami. Wspólnota
ludzi może być ustanowiona przez nas samych, ale nigdy o własnych siłach nie
stanie się wspólnotą w pełni braterską ani nie wzniesie się ponad granice, czyli
nie stanie się wspólnotą naprawdę uniwersalną: jedność rodzaju ludzkiego,
komunię braterską ponad wszelkimi podziałami rodzi powołanie przez słowo
Boga-Miłości. Podejmując tę decydującą kwestię, musimy z jednej strony wyjaśnić,
że logika daru nie wyklucza sprawiedliwości ani też jej nie zastępuje później i
z zewnątrz, a z drugiej, że w rozwoju ekonomicznym, społecznym i politycznym,
który chce być autentycznie ludzki, musi być uwzględniona zasada darmowości
jako wyraz braterstwa.
35. Jeśli istnieje wzajemne i ogólne zaufanie, rynek jest
instytucją ekonomiczną, która umożliwia spotkanie osób jako podmiotów
ekonomicznych, które regulują swoje relacje posługując się kontraktem i
wymieniają zamienne dobra i usługi, by zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia.
Rynkiem kierują zasady tak zwanej sprawiedliwości wymiennej, regulującej
ową relację, opartą na dawaniu i otrzymywaniu, między parytetowymi podmiotami.
Jednakże nauka społeczna Kościoła zawsze niestrudzenie podkreślała znaczenie
sprawiedliwości rozdzielczej oraz sprawiedliwości społecznej dla
gospodarki rynkowej, nie tylko ze względu na to, że jest ona włączona w szerszy
kontekst społeczny i polityczny, ale również ze względu na powiązanie relacji, w
których się urzeczywistnia. Rynek bowiem, kierowany jedynie przez zasadę
równowartości wymienianych dóbr, nie jest w stanie wytworzyć spójnej tkanki
społecznej, której sam potrzebuje, aby dobrze funkcjonować. Bez wewnętrznych
form solidarności i wzajemnego zaufania, rynek nie może wypełnić swojej
ekonomicznej funkcji. Dzisiaj tego zaufania zabrakło, a utrata zaufania jest
poważną stratą.
Słusznie Paweł VI podkreślał w Populorum progressio, że sam
system ekonomiczny skorzystałby na powszechnym stosowaniu sprawiedliwości,
ponieważ rozwój krajów ubogich byłby dobrodziejstwem przede wszystkim dla krajów
bogatych (90). Nie chodziło jedynie o otoczenie ich opieką, by usunąć
nieprawidłowości. Ubogich nie należy traktować jako «brzemię» (91), lecz jako
bogactwo również ze ściśle ekonomicznego punktu widzenia. Trzeba jednak uznać za
błędną wizję tych, którzy twierdzą, że z ekonomią rynkową wiąże się strukturalna
potrzeba ubóstwa i niedorozwoju w pewnym zakresie, która pozwala jej lepiej
funkcjonować. W interesie rynku leży krzewienie emancypacji, jednak żeby
naprawdę to osiągnąć, nie może on liczyć jedynie na samego siebie, ponieważ nie
jest w stanie stworzyć tego, co przekracza jego możliwości. Powinien czerpać
energie moralne z innych podmiotów zdolnych je wyzwalać.
36. Działalność ekonomiczna nie może rozwiązać wszystkich problemów
społecznych przez zwykłe rozszerzenie logiki rynkowej. Jej celem jest
dążenie do dobra wspólnego, o które powinna także i przede wszystkim
zabiegać wspólnota polityczna. Dlatego trzeba pamiętać, że przyczyną poważnego
braku równowagi jest oddzielenie działalności ekonomicznej, która powinna
obejmować tylko wytwarzanie bogactw, od działalności politycznej, która powinna
wprowadzać sprawiedliwość przez redystrybucję dóbr.
Kościół od zawsze twierdzi, że działalności ekonomicznej nie można
uważać za antyspołeczną. Rynek nie jest i nie powinien się stawać miejscem
dominacji silnego nad słabym. Społeczeństwo nie powinno się chronić przed
rynkiem, tak jakby rozwój tego ostatniego pociągał za sobą ipso facto
unicestwienie prawdziwie ludzkich stosunków. Jest z pewnością prawdą, że rynek
może być ukierunkowany negatywnie, nie dlatego, że taka jest jego natura, ale
dlatego, że pewna ideologia może mu taki kierunek nadać. Nie trzeba zapominać,
że nie istnieje rynek w czystej postaci. Jego kształt jest odbiciem konfiguracji
kulturowych, które go określają i wyznaczają mu kierunek. Istotnie, ekonomia i
finanse — będące narzędziami — mogą być źle używane, jeśli posługujący się nimi
ma jedynie egoistyczne cele. W ten sposób można przekształcić narzędzia ze swej
natury dobre w narzędzia szkodliwe. Jednakże to zaślepiony umysł ludzki powoduje
te konsekwencje, a nie narzędzie samo z siebie. Dlatego nie należy odwoływać się
do narzędzia, lecz do człowieka, do jego sumienia moralnego oraz osobistej i
społecznej odpowiedzialności.
Nauka społeczna Kościoła twierdzi, że można utrzymywać stosunki
prawdziwie ludzkie, zacieśniać więzi przyjacielskie i społeczne, oparte na
solidarności i wzajemności, również w ramach działalności ekonomicznej, a nie
tylko poza nią albo «po» niej. Sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie neutralna,
ani ze swej natury nieludzka i antyspołeczna. Należy ona do działalności
człowieka, i właśnie dlatego, że jest ludzka, jako struktura i instytucja musi
mieć charakter etyczny.
Wielkim wyzwaniem, które stawia przed nami problematyka rozwoju w
epoce globalizacji i które stało się jeszcze bardziej pilne z powodu kryzysu
ekonomiczno-finansowego, jest pokazanie, zarówno w dziedzinie myśli, jak i
zachowań, że nie tylko nie można zaniedbywać bądź osłabiać tradycyjnych zasad
etyki społecznej, takich jak przejrzystość, uczciwość i odpowiedzialność, ale
również, że w stosunkach rynkowych zasada darmowości oraz logika daru
jako wyraz braterstwa mogą i powinny występować w obrębie normalnej
działalności ekonomicznej. Jest to potrzeba człowieka w chwili obecnej, ale
przemawia za tym również racja ekonomiczna. Jest to potrzeba zarazem miłości,
jak i prawdy.
37. Nauka społeczna Kościoła zawsze utrzymywała, że
sprawiedliwość obejmuje wszystkie etapy działalności ekonomicznej, ponieważ
ma ona zawsze do czynienia z człowiekiem i jego potrzebami. Pozyskiwanie zasobów,
finansowanie, produkcja, konsumpcja i wszystkie pozostałe fazy cyklu
ekonomicznego mają nieuchronne implikacje moralne. Tak więc każda decyzja
ekonomiczna ma konsekwencję o charakterze moralnym. Wszystko to znajduje
także potwierdzenie w naukach społecznych oraz w tendencjach współczesnej
ekonomii. Być może kiedyś powierzenie najpierw ekonomii wytwarzania bogactw, a
następnie wyznaczenie polityce zadania ich podziału było rzeczą do pomyślenia.
Dzisiaj wszystko to jest trudniejsze, bo działalność ekonomiczna nie jest
ograniczona terytorialnie, podczas gdy rządy nadal sprawują władzę przede
wszystkim na poziomie lokalnym. Dlatego kanony sprawiedliwości muszą być
szanowane od samego początku, podczas trwania procesu ekonomicznego, a nie
później lub ubocznie. Trzeba również, aby na rynku otwarły się przestrzenie dla
działalności ekonomicznej realizowanej przez podmioty, które w sposób wolny
decydują się opierać swoją działalność na zasadach odmiennych od zasady czystego
zysku, nie rezygnując jednakże z wytwarzania wartości ekonomicznej. Liczne formy
ekonomii, zrodzone z inicjatyw konfesyjnych i niekonfesyjnych pokazują, że jest
to konkretnie możliwe.
W epoce globalizacji ekonomia ulega wpływom konkurencyjnych modeli
związanych z bardzo różniącymi się między sobą kulturami. Punktem zbieżnym
postaw ekonomiczno-przedsiębiorczych z tego wynikających jest przeważnie
poszanowanie sprawiedliwości wymiennej. W życiu ekonomicznym niewątpliwie
potrzebny jest kontrakt, który reguluje stosunki wymiany między
równoważnymi wartościami. Potrzebuje jednak również sprawiedliwych praw
oraz form podziału dochodu kierowanych przez politykę, a także dzieł
odzwierciedlających ducha daru. Wydaje się, że ekonomia zglobalizowana
preferuje pierwszą logikę — logikę wymiany opartej na kontrakcie, ale
bezpośrednio lub pośrednio wykazuje, że potrzebuje również dwóch pozostałych:
logiki politycznej oraz logiki daru bez kompensaty.
38. Mój poprzednik, Jan Paweł II wskazał na tę problematykę, gdy w
Centesimus annus zwrócił uwagę na potrzebę systemu obejmującego trzy
podmioty: rynek, państwo oraz społeczeństwo obywatelskie
(92). Społeczeństwo obywatelskie uznał za środowisko ekonomii darmowości
i braterstwa w najściślejszym sensie, ale nie miał zamiaru odmawiać jej
pozostałym dwom środowiskom. Dzisiaj możemy powiedzieć, że trzeba pojmować życie
ekonomiczne jako rzeczywistość o wielu wymiarach: we wszystkich, w różnej mierze
i w specyficzny sposób, powinien być obecny aspekt wzajemnego braterstwa. W
epoce globalizacji działalność ekonomiczna nie może abstrahować od darmowości,
która krzewi i umacnia solidarność oraz odpowiedzialność za sprawiedliwość i
dobro wspólne w różnych podmiotach i odgrywających główne role osobach.
Ostatecznie mowa jest o pewnej konkretnej i głębokiej formie demokracji
ekonomicznej. Solidarność oznacza przede wszystkim, że wszyscy czują się
odpowiedzialni za wszystkich (93), dlatego nie może jej ponosić jedynie państwo.
O ile wczoraj można było utrzymywać, że najpierw należy zabiegać o
sprawiedliwość, a na darmowość jako jej uzupełnienie będzie czas później, o tyle
dzisiaj trzeba powiedzieć, że bez darmowości nie można urzeczywistnić również
sprawiedliwości. Dlatego potrzebny jest rynek, na którym w sposób wolny, w
warunkach równych szans będą prowadzić działalność przedsiębiorstwa, które
realizują różne cele instytucjonalne. Obok nastawionego na zysk przedsiębiorstwa
prywatnego oraz różnego rodzaju przedsiębiorstw publicznych muszą mieć możliwość
powstawania i działalności organizacje produkcyjne, które mają służyć wzajemnej
pomocy i celom społecznym. Z ich wzajemnej konfrontacji na rynku można oczekiwać
swoistego «skrzyżowania» sposobów działania przedsiębiorstw, a więc troski o
cywilizację ekonomii. W tym przypadku miłość w prawdzie oznacza, że trzeba
nadać formę i kształt organizacyjny tym inicjatywom ekonomicznym, które nie
negując zysku, zamierzają wychodzić poza logikę równowartościowej wymiany oraz
zysku jako celu samego w sobie.
39. Paweł VI postulował w Populorum progressio stworzenie
modelu gospodarki rynkowej, który mógłby objąć, przynajmniej w zamierzeniu,
wszystkie ludy, a nie tylko spełniające określone warunki. Postulował
zaangażowanie w promocję świata bardziej ludzkiego dla wszystkich, świata,
«gdzie wszyscy będą mogli dawać i pobierać, a postęp jednych nie będzie
przeszkadzał rozwojowi drugich» (94). Nadawał w ten sposób uniwersalny wymiar
postulatom i aspiracjom zawartym w Rerum novarum, napisanej wtedy, gdy po
raz pierwszy, w następstwie rewolucji przemysłowej zrodziła się idea — z
pewnością postępowa w tamtych czasach — że do utrzymania ładu obywatelskiego,
potrzebna jest także redystrybucyjna działalność państwa. Dzisiaj procesy
otwarcia rynków i społeczeństw doprowadziły do kryzysu tej wizji, która okazuje
się też niewystarczająca, by zaspokoić wymogi w pełni ludzkiej ekonomii. To, co
nauka społeczna Kościoła utrzymywała od zawsze, na podstawie swojej wizji
człowieka i społeczeństwa, dzisiaj stało się wymogiem mechanizmów cechujących
globalizację.
Kiedy logika rynku oraz logika państwa znajdują porozumienie, by
zachować monopol na obszarach swoich wpływów, z czasem w stosunkach między
obywatelami zanika solidarność, współudział i poczucie wspólnoty, bezinteresowne
działanie, które są czymś innym niż dać, aby mieć, znamionującym logikę
wymiany, i dać z obowiązku, należącym do logiki zachowań publicznych
narzuconych przez prawo państwowe. Przezwyciężenie niedorozwoju wymaga
interwencji nie tylko w zakresie polepszenia transakcji opierających się na
wymianie, nie tylko tworzenia struktur opiekuńczych natury publicznej, ale
przede wszystkim stopniowego otwarcia, w kontekście światowym, na formy
działalności ekonomicznej charakteryzujące się elementami darmowości i komunii.
Wyłączne binomium rynek-państwo niszczy współżycie społeczne, natomiast
solidarne formy ekonomii, najlepiej prosperujące w społeczeństwie obywatelskim,
choć się do niego nie sprowadzają, tworzą współżycie społeczne. Rynek darmowości
nie istnieje i nie można prawnie nakazać postaw o charakterze darmowym.
Natomiast zarówno rynek, jak i polityka potrzebują osób otwartych na wzajemny
dar.
40. Obecna międzynarodowa dynamika ekonomiczna, którą znamionują
poważne wypaczenia i zaburzenia, wymaga głębokich zmian także w koncepcji
przedsiębiorstwa. Zanikają dawne wzory przedsiębiorczości, natomiast inne,
obiecujące modele pojawiają się na horyzoncie. Jednym z największych zagrożeń,
jest niewątpliwie to, że przedsiębiorstwo będzie uzależnione niemal wyłącznie od
tego, kto w nie inwestuje, i w ten sposób ograniczy swoje znaczenie społeczne.
Z uwagi na rozrastanie się przedsiębiorstw i potrzebę coraz większych kapitałów,
coraz rzadziej na ich czele stoi ten sam przedsiębiorca, który czuje się
odpowiedzialny na dłuższą, a nie tylko krótką metę, za życie i wyniki swojego
przedsiębiorstwa, i coraz mniej z nich wiąże się z jednym tylko terytorium.
Ponadto tak zwana delokalizacja działalności produkcyjnej może powodować, że
przedsiębiorca czuje się mniej odpowiedzialny w stosunku do osób
reprezentujących określone interesy, jak pracownicy, dostawcy, nabywcy, do
środowiska naturalnego i szerszej społeczności lokalnej, a bardziej w stosunku
do akcjonariuszy, niezwiązanych z określoną przestrzenią, a więc odznaczających
się nadzwyczajną mobilnością. Międzynarodowy rynek kapitałów oferuje bowiem
dzisiaj wielką wolność działania. Jednak jest również prawdą, że coraz bardziej
powszechna staje się świadomość potrzeby większej «odpowiedzialności społecznej»
przedsiębiorstwa. Nawet jeżeli nie wszystkie założenia etyczne kierujące dzisiaj
debatą nad odpowiedzialnością społeczną przedsiębiorstwa są do przyjęcia z
perspektywy nauki społecznej Kościoła, faktem jest, że coraz bardziej
rozpowszechnia się przekonanie, że zarządzanie przedsiębiorstwem nie może
uwzględniać jedynie interesów jego właścicieli, ale musi dbać także o wszystkie
inne kategorie podmiotów, uczestniczących w życiu przedsiębiorstwa:
pracowników, klientów, dostawców różnych czynników produkcji i wspólnotę, z
którą jest związane. W ostatnich latach zauważa się, że rośnie kosmopolityczna
klasa menadżerów, często kierujących się tylko wskazaniami akcjonariuszy,
którymi na ogół są anonimowe fundusze, ustalające faktycznie wysokość ich
wynagrodzenia. Jednak liczni są dzisiaj również menadżerowie zdolni do
dalekowzrocznej analizy, którzy zdają sobie coraz bardziej sprawę z głębokich
więzi swojego przedsiębiorstwa z terytorium lub z terytoriami, na których
funkcjonuje. Paweł VI zachęcał do poważnego zastanowienia się nad tym, jaką
szkodę może wyrządzić własnemu krajowi transfer za granicę kapitałów dla
wyłącznej korzyści osobistej (95). Jan Paweł II ostrzegał, że inwestowanie ma
zawsze znaczenie moralne, a nie tylko ekonomiczne (96). Trzeba stwierdzić,
że wszystko to zachowuje również dzisiaj aktualność, chociaż rynek kapitałów
uległ wielkiej liberalizacji, a współczesna mentalność technologiczna może
skłaniać do myślenia, że inwestowanie jest faktem tylko technicznym, a nie
również ludzkim i etycznym. Nie można zaprzeczyć, że pewien kapitał może
przynieść dobro, jeśli zostanie zainwestowany za granicą zamiast w ojczyźnie.
Trzeba jednak szanować wymogi sprawiedliwości, biorąc pod uwagę również to, w
jaki sposób powstał ów kapitał oraz szkody dla osób, jakie przyniesie brak jego
wykorzystania w miejscu, w którym został wytworzony (97). Trzeba unikać
sytuacji, w której wykorzystanie zasobów finansowych miałoby charakter
spekulacyjny i odpowiadało pokusie szukania jedynie szybkiego zysku, zamiast
również utrzymania przy życiu przedsiębiorstwa na dłuższą metę, przysłużenia się
realnej ekonomii i troski o promocję stosownych i odpowiednich inicjatyw
ekonomicznych także w krajach potrzebujących rozwoju. Nie trzeba też przeczyć,
że delokalizacja, kiedy związana jest z inwestycjami i formacją, może być dobrą
rzeczą dla ludności kraju, który ją przyjmuje. Praca i wiedza techniczna
stanowią powszechną potrzebę. Nie jest jednak godziwa delokalizacja tylko po to,
by skorzystać ze szczególnie sprzyjających warunków, lub — co gorsza — by
wyzyskać społeczność lokalną, nie wnosząc prawdziwego wkładu w stworzenie
mocnego systemu produkcyjnego i społecznego, który stanowi nieodzowny czynnik
trwałego rozwoju.
41. W kontekście tego, co mówimy, warto zauważyć, że
przedsiębiorczość ma i zawsze powinna mieć coraz bardziej wielostronne
znaczenie. Utrzymująca się od dawna dominacja binomium rynek-państwo
przyzwyczaiła nas do myślenia wyłącznie o prywatnym przedsiębiorcy typu
kapitalistycznego z jednej strony, a z drugiej o dyrekcji państwowej. W
rzeczywistości trzeba rozumieć przedsiębiorczość wielowymiarowo. Wynika to z
serii motywacji metaekonomicznych. Przedsiębiorczość ma przede wszystkim
znaczenie ludzkie, a dopiero potem zawodowe (98). Wpisana jest ona w każdą
pracę, pojmowaną jako «actus personae» (99), dlatego jest rzeczą słuszną,
aby każdy pracownik miał możliwość wniesienia własnego wkładu, tak by on sam
«miał poczucie, że pracuje ’na swoim’» (100). Nie bez powodu Paweł VI nauczał,
że «każdy kto pracuje, w pewien sposób stwarza» (101). Właśnie po to, by
odpowiedzieć na wymogi i na godność tych, którzy pracują, oraz zaspokoić
potrzeby społeczeństwa, istnieją różne przedsiębiorstwa, których typy nie
mieszczą się w zwykłym rozróżnieniu tego co «prywatne» i tego co «publiczne».
Każde wymaga i wyraża specyficzną zdolność przedsiębiorczą. Aby urzeczywistnić
gospodarkę, która w najbliższej przyszłości będzie potrafiła służyć wspólnemu
dobru krajowemu i światowemu, trzeba brać pod uwagę to poszerzone znaczenie
przedsiębiorczości. To szersze pojęcie sprzyja wymianie i wzajemnej formacji
między różnymi typologiami przedsiębiorczości z przepływem umiejętności ze
świata non profit do świata profit i odwrotnie, ze świata
publicznego do świata znamionującego społeczeństwo obywatelskie, od świata
wysoko rozwiniętych gospodarek do świata krajów znajdujących się na drodze
rozwoju.
Również «władza polityczna» ma znaczenie wielostronne,
o czym nie można zapominać w dążeniu do realizacji nowego ładu
ekonomiczno-produkcyjnego, społecznie odpowiedzialnego i na miarę człowieka. Tak
jak zamierza się prowadzić zróżnicowaną przedsiębiorczość na poziomie światowym,
tak też powinno się propagować władzę polityczną rozłożoną i aktywną na różnych
poziomach. Zintegrowana ekonomia naszych czasów nie eliminuje roli państw, a
raczej zobowiązuje ich rządy do głębszej wzajemnej współpracy. Mądrość i
roztropność podsuwają racje, które przemawiają za tym, by zbyt wcześnie nie
ogłaszać końca roli państwa. W odniesieniu do rozwiązania obecnego kryzysu
wydaje się, że rola państwa będzie wzrastać i że zostaną mu przywrócone liczne
zakresy działania. Istnieją ponadto narody, w których budowanie lub
odbudowywanie państwa jest nadal kluczowym elementem ich rozwoju.
Międzynarodowa pomoc w ramach planu solidarnościowego, który ma na celu
rozwiązanie obecnych problemów ekonomicznych, powinna raczej wspierać
konsolidację systemów konstytucjonalnych, prawnych i administracyjnych w
krajach, które nie cieszą się jeszcze w pełni tymi dobrami. Obok świadczenia
pomocy ekonomicznej, powinno się pomagać w umacnianiu gwarancji właściwych dla
państwa prawa, systemu porządku publicznego i więziennictwa, skutecznego
i szanującego prawa ludzkie, instytucji naprawdę demokratycznych. Nie jest
konieczne, aby państwo miało wszędzie te same cechy: wspieraniu słabych systemów
konstytucyjnych w celu ich wzmocnienia może z powodzeniem towarzyszyć rozwój —
obok państwa — innych podmiotów politycznych, natury kulturowej, społecznej,
terytorialnej lub religijnej. Rozłożenie władzy politycznej na poziomie
lokalnym, narodowym i międzynarodowym jest m.in. jedną z głównych dróg wiodących
do tego, by móc nadać kierunek globalizacji ekonomicznej. Jest to także sposób
na uniknięcie tego, by de facto podważała ona podstawy demokracji.
42. W odniesieniu do globalizacji zauważa się niekiedy
podejście fatalistyczne, tak jakby aktualne procesy były wynikiem anonimowych i
bezosobowych sił oraz struktur niezależnych od ludzkiej woli (102). W związku z
tym warto przypomnieć, że globalizację trzeba na pewno pojmować jako proces
społeczno-ekonomiczny, ale nie jest to jej jedyny wymiar. Za wyraźniej
dostrzegalnym procesem kryje się rzeczywistość ludzkości, która staje się coraz
bardziej wzajemnie połączona. Tworzą ją osoby i narody, którym ten proces
powinien przynieść pożytek i rozwój (103), dzięki przyjęciu odpowiedzialności ze
strony zarówno poszczególnych osób, jak i zbiorowości. Znoszenie granic jest nie
tylko faktem materialnym, ale także kulturowym w odniesieniu do jego przyczyn i
skutków. Deterministyczna interpretacja globalizacji pozbawia nas kryteriów jej
oceny i ukierunkowania. Jest ona rzeczywistością ludzką i może mieć wiele
różnych odniesień kulturowych, które wymagają rozeznania. Prawda o globalizacji
jako procesie i jej fundamentalne kryterium etyczne opierają się na jedności
rodziny ludzkiej i na jej rozwoju w stronę tego, co dobre. Trzeba więc
nieustannie się angażować, aby kierunek kulturowy procesu integracji
planetarnej miał charakter personalistyczny i wspólnotowy, otwarty na
transcendencję.
Pomimo pewnych wymiarów strukturalnych, których nie trzeba negować,
ale też i nie absolutyzować, «globalizacja, a priori, nie jest ani dobra,
ani zła. Będzie tym, co uczynią z niej osoby» (104). Nie powinniśmy być jej
ofiarami, lecz odgrywać w niej aktywną rolę, postępując rozumnie, kierując się
miłością i prawdą. Ślepe sprzeciwianie się jej byłoby postawą błędną, wyrazem
uprzedzenia, lekceważeniem procesu, który ma również aspekty pozytywne, co i
ryzykowaniem utraty wielkiej okazji wykorzystania wielu szans rozwoju, które ona
niesie. Procesy globalizacji, odpowiednio pojmowane i zarządzane, dają możliwość
wielkiej redystrybucji bogactw w wymiarze planetarnym, jak nigdy wcześniej;
jeśli natomiast będą zarządzane źle, mogą spowodować wzrost ubóstwa i
nierówności, a także doprowadzić do kryzysu całego świata. Trzeba naprawiać
ich złe funkcjonowanie, czasem groźne, wprowadzające nowe podziały między
narodami i w samych narodach oraz czynić wszystko, żeby redystrybucja bogactw
nie wiązała się z redystrybucją ubóstwa albo wręcz z jego pogłębieniem, co może
budzić nasz niepokój w obliczu niewłaściwego zarządzania obecną sytuacją. Bardzo
długo myślano, że ubogie narody powinny pozostać w ustalonym stadium rozwoju
oraz zadowolić się filantropią narodów rozwiniętych. Tej mentalności sprzeciwił
się Paweł VI w Populorum progressio. Dzisiaj potencjał zasobów
materialnych, które można spożytkować, by pozwolić tym narodom wyrwać się z
nędzy, jest większy niż dawniej, ale wykorzystały go głównie narody krajów
rozwiniętych, które mogły zrobić lepszy użytek z procesu liberalizacji przepływu
kapitału i pracy. Tak więc rozszerzanie się sfer dobrobytu w skali światowej nie
powinno być hamowane przez projekty egoistyczne, protekcjonistyczne lub
podyktowane interesami osobistymi. Istotnie, zaangażowanie nowych potęg lub
krajów rozwijających się pozwala dzisiaj lepiej zarządzać kryzysem. Z przemianą,
jaką pociąga za sobą proces globalizacji, wiążą się wielkie trudności i
niebezpieczeństwa, które można przezwyciężyć jedynie wtedy, gdy zdołamy
uświadomić sobie, że w głębi rzeczy globalizację prowadzi w stronę solidarnej
humanizacji antropologiczna i etyczna dusza. Niestety, duszę tę często
przysłaniają i krępują perspektywy etyczno-kulturowe oparte na założeniach
indywidualistycznych i utylitarystycznych. Globalizacja jest zjawiskiem
wielowymiarowym i wielostronnym, i trzeba je pojmować w różnorodności i jedności
wszystkich jego wymiarów, z wymiarem teologicznym włącznie. Pozwoli to
przeżywać globalizację ludzkości i nią kierować w jej aspekcie relacyjności,
komunii i wzajemnego dzielenia się.
Rozdział IV
Rozwój ludów, prawa i obowiązki, środowisko
43. «Powszechna solidarność, która jest faktem i dobrodziejstwem dla nas, jest
również powinnością»(105). Dzisiaj wiele osób skłonnych jest utrzymywać, że nie
mają żadnych zobowiązań wobec nikogo oprócz samych siebie. Uważają, że posiadają
tylko prawa, i często mają poważne trudności w dojrzewaniu do odpowiedzialności
za integralny rozwój własny i drugiego człowieka. Z tego powodu ważne jest
zabieganie o nową refleksję nad tym, że prawa zakładają obowiązki, bez
których przeradzają się w samowolę (106). Jesteśmy dzisiaj świadkami
poważnej sprzeczności. Podczas gdy, z jednej strony, zgłasza się roszczenia do
rzekomych praw o charakterze arbitralnym i zbytkowym, domagając się ich uznania
i promocji przez struktury publiczne, z drugiej strony elementarne i
fundamentalne prawa nie są uznawane i są gwałcone w przypadku tak wielkiej
części ludzkości (107). Często zauważa się zależność między domaganiem się prawa
do tego, co zbędne czy wręcz prawa do wykroczenia i grzechu w społeczeństwach
bogatych a brakiem pożywienia, wody pitnej, podstawowego wykształcenia czy też
podstawowej opieki zdrowotnej w niektórych regionach świata zapóźnionych w
rozwoju, a także na peryferiach wielkich metropolii. Wspomniana zależność wiąże
się z tym, że prawa indywidualne oderwane od kontekstu obowiązków, nadającego im
pełny sens, wymykają się spod kontroli i wyzwalają praktycznie nieograniczoną i
bezładną spiralę roszczeń. Przesadne akcentowanie praw prowadzi do zapomnienia o
obowiązkach. Obowiązki określają prawa, ponieważ odsyłają do kontekstu
antropologicznego i etycznego, w którego prawdę wpisują się także te ostatnie,
dzięki czemu nie stają się samowolą. Z tego powodu obowiązki umacniają prawa i
ukazują ich obronę oraz promocję jako zadanie, które należy podjąć w służbie
dobra. Natomiast jeśli prawa człowieka znajdują swoją podstawę jedynie w
decyzjach zgromadzenia obywateli, mogą ulec zmianie w każdej chwili, a zatem
obowiązek ich przestrzegania i zabiegania o nie słabnie w powszechnej
świadomości. Wtedy rządy oraz organizacje międzynarodowe mogą zapominać o
obiektywności i «nienaruszalności» praw. Kiedy do tego dochodzi, zagrożony jest
prawdziwy rozwój narodów (108). Podobne zachowania podważają autorytet
organizacji międzynarodowych, zwłaszcza w oczach krajów bardziej potrzebujących
rozwoju. Domagają się one bowiem, żeby wspólnota międzynarodowa uznała za
obowiązek pomaganie im w stawaniu się «twórcami własnego losu» (109), czyli żeby
same wzięły na siebie obowiązki. Dzielenie się wzajemnymi obowiązkami
mobilizuje o wiele bardziej niż jedynie domaganie się praw.
44. Koncepcja praw i obowiązków w rozwoju musi uwzględnić także
problematykę związaną ze wzrostem demograficznym. Chodzi o bardzo ważny
aspekt prawdziwego rozwoju, ponieważ dotyczy on niezbywalnych wartości życia i
rodziny (110). Błędne jest uważanie wzrostu liczby ludności za główną przyczynę
zacofania w rozwoju, również z punktu widzenia ekonomicznego: wystarczy
wspomnieć z jednej strony o znacznym zmniejszeniu śmiertelności dzieci i
przedłużeniu średniej wieku, jakie odnotowuje się w krajach rozwiniętych
gospodarczo; z drugiej — o oznakach kryzysu widocznych w społeczeństwach, w
których obserwuje się niepokojący spadek liczby urodzeń. Oczywiście należy
przykładać wagę do odpowiedzialnej prokreacji, która między innymi faktycznie
przyczynia się do integralnego rozwoju ludzkiego. Kościół, któremu leży na sercu
prawdziwy rozwój człowieka, zaleca mu pełne poszanowanie wartości ludzkich,
także w podejściu do płciowości. Nie można jej sprowadzić po prostu do
hedonistycznej formy rozrywki, podobnie jak nie można sprowadzić wychowania
seksualnego do udzielania technicznych wskazówek, troszcząc się jedynie o
ochronę zainteresowanych przed ewentualnym zarażeniem się czy przed «ryzykiem»
prokreacji. Byłoby to równoznaczne ze zubożeniem i pominięciem głębokiego
znaczenia płciowości, które powinno być uznane i przyjęte w sposób
odpowiedzialny zarówno przez osobę, jak i wspólnotę. Odpowiedzialność zabrania
bowiem zarówno traktowania płciowości jako zwykłego źródła przyjemności, jak i
regulowania jej poprzez politykę przymusowego planowania urodzeń. W obydwu
przypadkach mamy do czynienia z podejściem i politykami materialistycznymi,
prowadzącymi do tego, że osoby doświadczają różnych form przemocy. Temu
wszystkiemu trzeba przeciwstawić pierwszorzędną w stosunku do państwa i jego
polityki restrykcyjnej kompetencję rodzin w tej dziedzinie (111), a także
odpowiednią edukację rodziców.
Moralnie odpowiedzialne otwarcie na życie stanowi bogactwo
społeczne i ekonomiczne. Wielkie kraje mogły wyjść z nędzy również dzięki
wielkiej liczbie i zdolnościom swoich mieszkańców. I przeciwnie, kraje niegdyś
kwitnące przeżywają obecnie fazę niepewności, a w niektórych przypadkach upadku
właśnie z powodu zmniejszenia liczby urodzeń, będącego kluczowym problemem
społeczeństw o znacznym dobrobycie. Zmniejszenie się liczby urodzeń, niekiedy
poniżej tak zwanego «wskaźnika wymiany», powoduje również kryzys systemów opieki
społecznej, zwiększa jej koszty, pomniejsza nagromadzone oszczędności i w
rezultacie środki finansowe potrzebne do inwestycji, redukuje liczbę
wykwalifikowanych pracowników, zubaża «rezerwuar mózgów», który można
wykorzystać dla potrzeb narodu. Ponadto w przypadku małych, a czasem bardzo
małych rodzin istnieje niebezpieczeństwo zubożenia relacji społecznych i
niemożności zagwarantowania skutecznych form solidarności. Są to sytuacje
ujawniające symptomy nikłej ufności w przyszłość, jak również zmęczenia
moralnego. Dlatego też staje się koniecznością społeczną, a nawet ekonomiczną
ukazywanie nadal nowym pokoleniom piękna rodziny i małżeństwa oraz tego, że
instytucje te odpowiadają najgłębszym potrzebom serca i godności osoby. W tej
perspektywie zadaniem państw jest prowadzenie polityki promującej główną rolę
i integralność rodziny, opartej na małżeństwie mężczyzny i kobiety, będącej
pierwszą i żywotną komórką społeczeństwa (112), a także zatroszczenie się o jej
problemy ekonomiczne i fiskalne, z poszanowaniem jej natury relacyjnej.
45. Zaspokojenie najgłębszych potrzeb moralnych osoby ma również
znaczne i korzystne konsekwencje w wymiarze ekonomicznym. Ekonomia bowiem
potrzebuje etyki dla swego poprawnego funkcjonowania; nie jakiejkolwiek
etyki, lecz etyki przyjaznej osobie. Dzisiaj mówi się sporo o etyce w dziedzinie
ekonomii, finansów, przedsiębiorczości. Powstają ośrodki studiów i programy
formacyjne z zakresu etyki biznesu; w rozwiniętym świecie upowszechnia
się system certyfikatów etycznych, w ślad za ruchem idei powstałym wokół
przedsiębiorczości socjalnie odpowiedzialnej. Banki proponują tak zwane «etyczne»
konta i fundusze inwestycyjne. Rozwijają się «etyczne systemy finansowania»,
zwłaszcza za pośrednictwem mikrokredytów, a ogólniej — mikrofinansowania.
Procesy te spotykają się z uznaniem i zasługują na szerokie wsparcie. Ich
pozytywne skutki można dostrzec również na słabiej rozwiniętych obszarach ziemi.
Trzeba jednak wypracować skuteczne kryterium rozeznania, ponieważ zauważa się
pewne nadużywanie przymiotnika «etyczny», który stosowany w sensie ogólnym, może
wyrażać bardzo różne treści, do tego stopnia, że za tym pojęciem mogą kryć się
decyzje i wybory przeciwne sprawiedliwości i prawdziwemu dobru człowieka.
Wiele bowiem zależy od systemu moralnego, do którego czyni się
odniesienie. W tym zakresie nauka społeczna Kościoła wnosi swój specyficzny
wkład, którego podstawą jest stworzenie człowieka «na obraz Boży» (Rdz 1, 27). Z
tego wynika nienaruszalna godność osoby ludzkiej, jak również transcendentna
wartość naturalnych norm moralnych. Etyka gospodarcza, która nie brałaby pod
uwagę tych dwóch filarów, narażona byłaby nieuchronnie na utratę swojego
szczególnego rysu i poddanie instrumentalizacji; ściślej mówiąc, zagrażałoby jej,
że będzie służyła istniejącym systemom ekonomiczno-finansowym, zamiast korygować
ich zaburzenia. Między innymi mogłaby usprawiedliwiać finansowanie projektów,
które nie są etyczne. Ponadto nie należy stosować słowa «etyka» w sposób
ideologicznie dyskryminujący, dając do zrozumienia, że nie są etyczne inicjatywy
nieopatrzone formalnie tym określeniem. Trzeba zabiegać — a jest to istotna w
tym miejscu uwaga — nie tylko o to, aby powstawały «etyczne» sektory lub działy
ekonomii czy finansów, lecz aby cała gospodarka i system finansów były etyczne,
i to nie ze względu na zewnętrzną etykietkę, lecz ze względu na uszanowanie
wewnętrznych wymogów ich natury. Mówi o tym jasno nauka społeczna Kościoła,
przypominając, że ekonomia ze wszystkimi swymi dziedzinami stanowi sektor
działalności ludzkiej (113).
46. Gdy rozważa się zagadnienia dotyczące relacji między
przedsiębiorczością a etyką, a także ewolucję, jakiej podlega system
produkcyjny, wydaje się, że przyjmowane dotychczas rozróżnienie między
przedsiębiorstwami mającymi na celu zysk (profit) a organizacjami, które
nie są nastawione na zysk (non profit), nie jest już w stanie dać pełnego
obrazu rzeczywistości, ani też skutecznie wskazać kierunków na przyszłość. W
ostatnich dziesięcioleciach powstał rozległy obszar pośredni między tymi dwoma
typami przedsiębiorstw. Tworzą go tradycyjne przedsiębiorstwa, które jednak
podpisują pakty o pomocy dla krajów zacofanych; fundacje, będące inicjatywą
pojedynczych przedsiębiorstw; grupy przedsiębiorstw, stawiające sobie za cel
użyteczność społeczną; zróżnicowany świat podmiotów tak zwanej ekonomii
obywatelskiej i wspólnotowej. Nie chodzi tylko o «trzeci sektor», ale o nową,
obszerną, złożoną rzeczywistość, obejmującą sferę prywatną i publiczną, która
nie wyklucza zysku, ale uważa go za narzędzie do realizacji celów
humanistycznych i społecznych. Fakt, że przedsiębiorstwa te rozdzielają zyski
albo też ich nie rozdzielają, lub przyjmują taką czy inną formę przewidzianą
przez normy prawne, staje się drugorzędny wobec ich gotowości do pojmowania
zysku jako narzędzia do osiągnięcia celu, jakim jest humanizacja rynku i
społeczeństwa. Należy sobie życzyć, aby te nowe formy przedsiębiorstw znalazły
we wszystkich krajach odpowiednią strukturę prawną i fiskalną. One to, nie
umniejszając znaczenia i użyteczności gospodarczej i społecznej tradycyjnych
form przedsiębiorczości, dokonują przeobrażenia systemu w kierunku
wyraźniejszego i faktycznego brania na siebie obowiązków ze strony podmiotów
ekonomicznych. I nie tylko. Sama wielorakość instytucjonalnych form
przedsiębiorczości stwarza rynek bardziej cywilizowany i jednocześnie bardziej
konkurencyjny.
47. O rozwijanie przedsiębiorstw różnego typu, a w szczególności
tych, które są zdolne traktować zysk jako narzędzie do osiągania celów
humanizacji rynku i społeczeństwa, należy starać się również w krajach
doznających wykluczenia bądź marginalizacji w świecie ekonomii globalnej, gdzie
jest rzeczą bardzo ważną kontynuowanie projektów pomocniczości właściwie
pojmowanej i realizowanej, zmierzających do wzmocnienia praw, przy czym należy
jednak zawsze zakładać proporcjonalną odpowiedzialność. W działaniach na
rzecz rozwoju trzeba przestrzegać zasady centralnego charakteru osoby
ludzkiej, będącej podmiotem, który w pierwszej kolejności powinien wziąć na
siebie obowiązek rozwoju. Głównym celem jest poprawa sytuacji życiowej
konkretnych osób danego regionu, aby mogły wypełniać te obowiązki, z których
obecny niedostatek nie pozwala im się wywiązać. Troska nie może być nigdy
postawą abstrakcyjną. Programy rozwoju, aby mogły być dostosowane do
poszczególnych sytuacji, muszą charakteryzować się elastycznością. Natomiast
osoby z nich korzystające powinny być bezpośrednio zaangażowane w ich
opracowywanie i uczestniczyć w ich realizacji. Trzeba również zastosować zasady
rozwoju i towarzyszenia — łącznie z monitorowaniem rezultatów — ponieważ nie
istnieją powszechnie skuteczne recepty. Wiele zależy od konkretnej realizacji
zamierzeń. «Ponieważ ludy są twórcami własnego rozwoju, na nich w pierwszym
rzędzie spoczywa odpowiedzialność za niego. Nie będą jednak mogły go
urzeczywistnić w odosobnieniu od innych» (114). Dzisiaj, gdy umacnia się proces
stopniowej integracji planety, ta przestroga Pawła VI staje się jeszcze bardziej
aktualna. Procesy inkluzji nie przebiegają w sposób mechaniczny. Rozwiązania
trzeba dostosowywać do życia narodów i konkretnych osób, oceniając roztropnie
każdą sytuację. Oprócz makroprojektów potrzebne są mikroprojekty, a przede
wszystkim faktyczna mobilizacja wszystkich podmiotów społeczeństwa
obywatelskiego, zarówno osób prawnych, jak i fizycznych.
Do współpracy międzynarodowej potrzeba osób, które uczestniczyłyby
w procesie rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego poprzez solidarną obecność,
towarzyszenie, formację i szacunek. W związku z tym organizacje międzynarodowe
powinny zastanowić się nad rzeczywistą skutecznością swych aparatów
biurokratycznych i administracyjnych, często nazbyt kosztownych. Zdarza się
niekiedy, że adresat pomocy staje się użyteczny dla tego, kto mu pomaga, i że
ubodzy służą do utrzymania przy życiu kosztownych organizacji biurokratycznych,
zatrzymujących na własne utrzymanie zbyt wysoki procent tych zasobów, które
powinny być w istocie przeznaczone na rozwój. W tej perspektywie byłoby
pożądane, aby wszystkie organizmy międzynarodowe oraz organizacje pozarządowe
zatroszczyły się o całkowitą przejrzystość, informując donatorów i opinię
publiczną o tym, jaki procent otrzymanych funduszy przeznaczany jest na programy
współpracy, o prawdziwej treści tych programów i wreszcie o strukturze kosztów
samej instytucji.
48. Zagadnienie rozwoju jest dzisiaj mocno związane również z
powinnościami wynikającymi ze stosunku człowieka do środowiska naturalnego.
Bóg dał je wszystkim, a za korzystanie z niego jesteśmy odpowiedzialni wobec
ubogich, przyszłych pokoleń i całej ludzkości. Jeśli natura, a przede wszystkim
istota ludzka są uznawane za owoc przypadku lub determinizmu ewolucyjnego,
świadomość odpowiedzialności słabnie w sumieniach. Wierzący dostrzega w
przyrodzie cudowny owoc stwórczego działania Boga, z którego człowiek może
korzystać w sposób odpowiedzialny, aby zaspokoić swe słuszne potrzeby —
materialne i niematerialne — z poszanowaniem wewnętrznej równowagi samego
stworzenia. Jeśli brak takiej wizji, człowiek traktuje naturę jak nietykalne
tabu albo — przeciwnie — dopuszcza się wobec niej nadużyć. Obydwie te postawy
nie są zgodne z chrześcijańską wizją natury, będącej owocem stworzenia Bożego.
Natura jest wyrazem zamysłu miłości i prawdy. Ona jest
uprzednia w stosunku do nas i została nam dana przez Boga jako środowisko życia.
Mówi nam o Stwórcy (por. Rz 1, 20) i o Jego miłości do ludzkości. Ma ona zostać
«zjednoczona» w Chrystusie u końca czasów (por. Ef 1, 9-10; Kol 1, 19-20). A
więc i ona jest «powołaniem» (115). Natura jest do naszej dyspozycji nie jako
«stos przypadkowo rozrzuconych odpadków» (116), ale jako dar Stwórcy, który
ustanowił jej wewnętrzne prawa, aby człowiek czerpał z nich odpowiednie
wskazówki, by «ją uprawiać i doglądać» (por. Rdz 2, 15). Trzeba jednak także
podkreślić, że traktowanie natury jako ważniejszej od samej osoby ludzkiej jest
przeciwne prawdziwemu rozwojowi. Takie stanowisko prowadzi do postaw
neopogańskich lub do nowego panteizmu: z samej tylko natury, pojmowanej w sensie
czysto naturalistycznym, nie może pochodzić zbawienie dla człowieka. Skądinąd
trzeba także odrzucić pozycję przeciwną — dążenie do jej całkowitej
technicyzacji, ponieważ środowisko naturalne to nie tylko materia, którą można
dysponować według własnych zachcianek, ale wspaniałe dzieło Stwórcy, zawierające
w sobie «gramatykę», wskazującą na cele i zasady mądrego, nie instrumentalnego
czy samowolnego korzystania z niej. Dziś rozwojowi często szkodzą właśnie tego
rodzaju wypaczone przekonania. Całkowite sprowadzanie natury do zbioru zwykłych
faktów staje się ostatecznie źródłem przemocy wobec środowiska, a wręcz prowadzi
do uzasadniania działań, które nie szanują nawet natury człowieka. Ona to,
składając się nie tylko z materii, lecz również z ducha, i jako taka bogata w
znaczenia i mająca do osiągnięcia transcendentne cele, posiada charakter
normatywny również dla kultury. Człowiek interpretuje i kształtuje środowisko
naturalne dzięki kulturze, która ze swej strony jest ukierunkowana przez
odpowiedzialną wolność, wsłuchującą się w nakazy prawa moralnego. Dlatego
projekty integralnego rozwoju ludzkiego nie mogą nie uwzględniać następnych
pokoleń, ale należy kierować się w nich zasadą solidarności i
sprawiedliwością międzypokoleniową, biorąc pod uwagę wielorakie dziedziny:
ekologiczną, prawną, ekonomiczną, polityczną i kulturową (117).
49. W kwestiach związanych z troską o środowisko i jego zachowanie
trzeba dziś należycie uwzględnić problemy energetyczne. Zawładnięcie
nieodnawialnymi źródłami energii przez niektóre państwa, grupy władzy i
przedsiębiorstw stanowi w istocie poważną przeszkodę dla rozwoju krajów ubogich.
Nie mają one środków ekonomicznych ani na to, żeby mieć dostęp do istniejących
nieodnawialnych źródeł energii, ani żeby finansować poszukiwania nowych i
alternatywnych źródeł. Zagarnianie zasobów naturalnych, które w wielu
przypadkach znajdują się właśnie w krajach ubogich, rodzi wyzysk i częste
konflikty międzynarodowe i wewnętrzne. Konflikty te rozgrywają się często na
terytorium tych krajów, powodując poważne straty, jak śmierć, zniszczenia i
dalsza degradacja. Nieodwołalnym zadaniem wspólnoty międzynarodowej jest
znalezienie dróg instytucjonalnych uregulowania kwestii wyzyskiwania zasobów
nieodnawialnych, przy udziale także krajów ubogich, tak by wspólnie planować
przyszłość.
Również w tym względzie istnieje pilna moralna konieczność
odnowienia solidarności, zwłaszcza w relacjach między krajami znajdującymi
się na drodze rozwoju a krajami w wysokim stopniu uprzemysłowionymi (118).
Społeczeństwa zaawansowane technologicznie mogą i powinny zmniejszyć swoje
zapotrzebowanie energetyczne zarówno dlatego, że ewoluuje działalność
manufakturowa, jak i z tego powodu, że wśród ich obywateli upowszechnia się
większa wrażliwość ekologiczna. Trzeba ponadto dodać, że dzisiaj możliwe jest
uzyskanie większej wydajności energetycznej, a zarazem możliwy jest postęp w
poszukiwaniach energii alternatywnych. Jednak potrzebna jest także planetarna
redystrybucja zasobów energetycznych, tak aby umożliwić dostęp do nich także
krajom, które są ich pozbawione. O ich losie nie może decydować ktokolwiek, nie
można też zdać go na prawo silniejszego. Są to ważne problemy, i żeby można było
stawić im czoło w odpowiedni sposób, konieczne jest ze strony wszystkich
odpowiedzialne uświadomienie sobie konsekwencji, których doświadczą przyszłe
pokolenia, a zwłaszcza bardzo wielu młodych ludzi, żyjących w krajach ubogich,
którzy «domagają się swojego czynnego udziału w budowaniu lepszego świata»
(119).
50. Odpowiedzialność ta ma charakter globalny, ponieważ nie dotyczy
jedynie energii, ale całego stworzenia, którego nie powinniśmy zostawić nowym
pokoleniom pozbawionego jego bogactw. Człowiekowi wolno sprawować
odpowiedzialną władzę nad naturą, by jej strzec, uzyskiwać z niej korzyści i
pielęgnować ją także na nowe sposoby i stosując nowe zaawansowane technologie,
tak by mogła ona godnie przyjąć i wyżywić zamieszkującą ją ludność. Na tej
naszej ziemi jest miejsce dla wszystkich: na niej cała rodzina ludzka powinna
znaleźć bogactwa konieczne do godnego życia — z pomocą samej natury, będącej
darem Boga dla Jego dzieci, oraz dzięki własnemu wkładowi pracy i własnej
przedsiębiorczości. Powinniśmy jednak uznać za nader poważny obowiązek to, by
nowym pokoleniom przekazać ziemię w takim stanie, aby również i one mogły godnie
ją zamieszkiwać i dalej uprawiać. Oznacza to powinność wspólnego «podejmowania
decyzji, po odpowiedzialnym przemyśleniu drogi, którą należy pójść, stawiając
sobie za cel umocnienie przymierza między człowiekiem a środowiskiem,
mającego odzwierciedlać stwórczą miłość Boga, od którego pochodzimy i ku któremu
zdążamy» (120). Byłoby pożądane, by wspólnota międzynarodowa i poszczególne
rządy potrafiły w sposób skuteczny przeciwstawić się takim sposobom
wykorzystywania środowiska, które są dla niego szkodliwe. Jest też konieczne, by
kompetentne władze dołożyły wszelkich starań, aby ekonomiczne i społeczne
koszty, wynikające z korzystania ze wspólnych zasobów środowiska, zostały uznane
w sposób jawny i aby w pełni ponosili je ci, którzy z nich czerpią korzyści, a
nie inne ludy czy też przyszłe pokolenia: ochrona środowiska, zasobów oraz
klimatu wymaga, aby wszyscy odpowiedzialni na arenie międzynarodowej działali
razem i wykazali gotowość działania w dobrej wierze, w poszanowaniu prawa i
wymogu zasady solidarności wobec słabszych regionów planety (121). Jednym z
najważniejszych zadań ekonomii jest właśnie skuteczniejsze używanie, a nie
nadużywanie zasobów, mając zawsze na uwadze, że pojęcie skuteczności nie jest
aksjologicznie neutralne.
51. To, w jaki sposób człowiek traktuje środowisko naturalne,
wpływa na to, jak traktuje samego siebie, i na odwrót. Stanowi to wezwanie
dla dzisiejszego społeczeństwa, by poważnie zweryfikowało swój styl życia. W
wielu częściach świata skłania się ono ku hedonizmowi i konsumpcjonizmowi,
pozostając obojętne na wynikające z tego szkody (122). Potrzebna jest
rzeczywista zmiana mentalności, która nas skłoni do przyjęcia nowych stylów
życia, «w których szukanie prawdy, piękna i dobra oraz wspólnota ludzi
dążących do wspólnego rozwoju byłyby elementami decydującymi o wyborze jakości
konsumpcji, oszczędności i inwestycji» (123). Każde naruszenie solidarności i
przyjaźni obywatelskiej powoduje szkody ekologiczne, podobnie jak degradacja
środowiska wywołuje niezadowolenie w relacjach społecznych. Przyroda, zwłaszcza
w naszych czasach, jest tak bardzo włączona w procesy społeczne i kulturowe, że
niemal nie stanowi już zmiennej niezależnej. Pustynnienie i zubożenie pod
względem produkcyjnym niektórych obszarów uprawnych jest również skutkiem
zubożenia zamieszkującej je ludności i jej zacofania. Dynamizując rozwój
ekonomiczny i kulturalny tej ludności, chroni się również naturę. Poza tym, ileż
zasobów naturalnych zniszczyły wojny! Pokój w narodach i między narodami
umożliwiłby również lepszą ochronę natury. Zagarnianie zasobów, zwłaszcza wody,
może wywoływać poważne konflikty między społecznościami, których to dotyczy.
Pokojowa umowa co do wykorzystywania zasobów może ocalić przyrodę i jednocześnie
dobrobyt zainteresowanych społeczeństw.
Kościół jest odpowiedzialny za stworzenie i powinien dawać
wyraz tej odpowiedzialności także na forum publicznym. A czyniąc to, powinien
bronić nie tylko ziemi, wody i powietrza jako darów stworzenia należących do
wszystkich. Powinien przede wszystkim chronić człowieka przed zniszczeniem
samego siebie. Potrzebne jest coś w rodzaju ekologii człowieka, pojmowanej we
właściwym sensie. Degradacja natury jest bowiem ściśle związana z kulturą
kształtującą współżycie ludzkie: kiedy «ekologia ludzka» (124) jest
szanowana w społeczeństwie, również ekologia środowiska czerpie z tego korzyści.
Podobnie jak cnoty ludzkie są ze sobą powiązane, tak że osłabienie jednej
stanowi zagrożenie dla innych, tak też system ekologiczny opiera się na
poszanowaniu projektu, dotyczącego zarówno zdrowego współżycia w społeczeństwie,
jak i dobrej relacji z naturą.
Dla ochrony przyrody nie wystarczą działania pobudzające lub
hamujące gospodarkę, ani też odpowiednie pouczenia. Są to ważne narzędzia, ale
problemem decydującym jest całościowa postawa moralna społeczeństwa.
Jeśli nie szanuje się prawa do życia i do naturalnej śmierci, jeśli sztucznym
czyni się poczęcie, ciążę i narodziny człowieka, jeśli poświęca się ludzkie
embriony w celach badawczych, to w powszechnej świadomości w końcu gubi się
pojęcie ekologii człowieka, a wraz z nim pojęcie ekologii środowiska. Jest czymś
sprzecznym domaganie się od nowych pokoleń poszanowania środowiska naturalnego,
kiedy wychowanie i ustawodawstwo nie pomagają im szanować samych siebie. Księga
natury jest jedna i niepodzielna w tym, co dotyczy środowiska, jak i w
dziedzinie życia, płciowości, małżeństwa, rodziny, relacji społecznych, jednym
słowem, integralnego rozwoju ludzkiego. Obowiązki, jakie mamy względem
środowiska, łączą się z obowiązkami, jakie mamy względem osoby jako takiej, i w
jej relacjach z innymi. Nie można wymagać przestrzegania jednych i naruszać
drugich. Jest to poważna sprzeczność dzisiejszej mentalności i praktyki, która
poniża osobę, burzy ład środowiska i szkodzi społeczeństwu.
52. Prawdy i ukazywanej przez nią miłości nie można produkować,
można je tylko przyjąć. Ich ostatecznym źródłem nie jest i nie może być
człowiek, lecz Bóg, czyli Ten, który jest Prawdą i Miłością. Zasada ta jest
bardzo ważna dla społeczeństwa i dla rozwoju, ponieważ ani jedna, ani druga nie
mogą być tylko wytworami człowieka; samo powołanie do rozwoju osób i narodów nie
opiera się po prostu na ludzkich decyzjach, ale jest wpisane w plan uprzedni w
stosunku do nas i będący dla nas wszystkich obowiązkiem, który powinien być w
sposób wolny przyjęty. To, co nas poprzedza, i co nas stanowi — odwieczna Miłość
i Prawda — wskazują nam, co jest dobrem i na czym polega nasze szczęście. A
więc wskazują nam drogę do prawdziwego rozwoju.
Rozdział V
Współpraca rodziny ludzkiej
53. Jedną z form najgłębszego ubóstwa, jakiego człowiek może doświadczyć, jest
samotność. W gruncie rzeczy także inne rodzaje ubóstwa, łącznie z materialnymi,
rodzą się z izolacji, z tego, że nie jest się kochanym albo z trudności
kochania. Ubóstwo często rodzi się z odrzucenia miłości Bożej, z pierwotnego
tragicznego zasklepienia się w sobie człowieka, który uważa, że sam sobie
wystarcza albo że jest tylko zjawiskiem nieistotnym i przejściowym, «obcym» we
wszechświecie, powstałym z przypadku. Człowiek jest wyalienowany, kiedy jest sam
albo jest oderwany od rzeczywistości, kiedy rezygnuje z myślenia i wiary w
pewien Fundament (125). Cała ludzkość jest wyalienowana wtedy, gdy powierza się
tylko ludzkim projektom, fałszywym ideologiom i utopiom (126). Dziś ludzkość
zdaje się wzajemnie na siebie oddziaływać o wiele bardziej niż wczoraj: ta
większa bliskość powinna się przemienić w prawdziwą komunię. Rozwój narodów
jest uzależniony przede wszystkim od uznania przez nie, że stanowią jedną
rodzinę, współpracującą w prawdziwej komunii i złożoną z podmiotów, które
nie żyją po prostu jeden obok drugiego (127).
Paweł VI zauważył, że «świat cierpi z powodu braku myśli» (128). W
tych słowach zawiera się stwierdzenie, ale przede wszystkim życzenie: potrzebny
jest nowy wysiłek myśli, by lepiej zrozumieć, co wynika z faktu, że jesteśmy
jedną rodziną; wzajemne oddziaływanie na siebie ludów na Ziemi wzywa nas do tego
wysiłku, aby integracja mogła przebiegać pod znakiem solidarności (129) a nie
marginalizacji. Tego typu myśl zobowiązuje do krytycznego i uwzględniającego
wartości pogłębienia kategorii relacji. Zadania tego nie mogą podjąć się
tylko nauki społeczne, ponieważ wymaga ono wkładu takich dyscyplin, jak
metafizyka i teologia, aby w oświecony sposób ująć transcendentną godność
człowieka.
Istota ludzka, ze względu na swoją naturę duchową, realizuje się w
relacjach międzyosobowych. W im bardziej autentyczny sposób je przeżywa, tym
bardziej dojrzewa jej tożsamość osobista. Człowiek dowartościowuje siebie nie
przez izolację, lecz poprzez relacje nawiązywane z innymi oraz z Bogiem. Relacje
te mają zatem fundamentalną wartość. Odnosi się to również do narodów. Ich
rozwojowi dobrze służy zatem metafizyczna wizja relacji między osobami. W
odniesieniu do tego, rozum znajduje inspirację i ukierunkowanie w objawieniu
chrześcijańskim, zgodnie z którym wspólnota ludzi nie pochłania osoby
unicestwiając jej autonomię, jak dzieje się w różnych formach totalitaryzmu, ale
dodatkowo ją dowartościowuje, ponieważ stosunek osoby i wspólnoty jest
stosunkiem pełni do innej pełni (130). Podobnie jak wspólnota rodzinna nie
odbiera tożsamości tworzącym je osobom, i jak sam Kościół dowartościowuje w
pełni «nowe stworzenie» (Ga 6, 15; 2 Kor 5, 17), które przez chrzest włącza się
w jego żywe Ciało, tak również jedność rodziny ludzkiej nie zaciera różnic
między osobami, narodami i kulturami, ale stają się one bardziej otwarte na
siebie nawzajem, bardziej zjednoczone w swej uprawnionej różnorodności.
54. Temat rozwoju wiąże się z tematem włączenia poprzez relacje
wszystkich osób i wszystkich narodów do jednej wspólnoty rodziny ludzkiej,
budowanej solidarnie na fundamencie podstawowych wartości sprawiedliwości i
pokoju. Na tę perspektywę rzuca decydujące światło relacja między Osobami Trójcy
w jedynej Bożej Istocie. Trójca Święta to absolutna jedność, ponieważ trzy Osoby
Boskie to czysta relacyjność. Przejrzystość trzech Osób Bożych jest pełna, a ich
wzajemna więź całkowita, ponieważ stanowią absolutną jedność i jedyność. Bóg
pragnie także nas włączyć do tej rzeczywistości komunii: «aby stanowili jedno,
tak jak My jedno stanowimy» (J 17, 22). Kościół jest znakiem i narzędziem tej
jedności (131). Również relacje między ludźmi na przestrzeni dziejów mogą tylko
skorzystać na odniesieniu do tego Boskiego wzorca. W świetle objawionej
tajemnicy Trójcy Świętej rozumie się szczególnie, że prawdziwe otwarcie nie
oznacza odśrodkowego rozproszenia, lecz głębokie wzajemne przenikanie. Widać to
także na podstawie powszechnych ludzkich doświadczeń miłości i prawdy. Podobnie
jak miłość sakramentalna między małżonkami łączy ich duchowo w «jedno ciało»
(Rdz 2, 24; Mt 19, 5; Ef 5, 31) i sprawia, że z dwojga, stają się relacyjną i
rzeczywistą jednością, w analogiczny sposób prawda jednoczy między sobą ludzkie
dusze i łączy ich umysły, przyciągając je i jednocząc w sobie.
55. Objawienie chrześcijańskie o jedności rodzaju ludzkiego oparte
jest na metafizycznej interpretacji «humanum», którego istotnym elementem
jest relacyjność. Również inne kultury i religie uczą braterstwa i pokoju, a
więc są bardzo ważne dla integralnego rozwoju ludzkiego. Nie brak jednak postaw
religijnych i kulturowych, w których nie przyjmuje się w pełni zasady miłości i
prawdy, co w konsekwencji hamuje prawdziwy rozwój ludzki albo wręcz go
uniemożliwia. Dzisiejszy świat jest pod wpływem pewnych kultur o podłożu
religijnym, które nie włączają człowieka we wspólnotę, ale izolują go na drodze
poszukiwaniu indywidualnego dobrobytu, ograniczając się do zaspokajania jego
oczekiwań psychologicznych. Również widoczna proliferacja dróg religijnych
małych grup, albo nawet pojedynczych osób, oraz synkretyzm religijny mogą
powodować rozproszenie i brak zaangażowania. Możliwym skutkiem negatywnym
procesu globalizacji jest tendencja do sprzyjania owemu synkretyzmowi (132), co
umacnia formy «religii», które wyobcowują osoby, zamiast dawać im okazję do
spotkania i oddalają je od rzeczywistości. Równocześnie spuścizny kulturalne i
religijne niekiedy usztywniają społeczeństwo dzieląc je na statyczne kasty
społeczne, szerząc magiczne wierzenia lekceważące godność osoby ludzkiej,
postawę uległości wobec tajemnych sił. W takich sytuacjach trudno o przyjęcie
miłości i prawdy, ze szkodą dla prawdziwego rozwoju.
Dlatego o ile z jednej strony jest prawdą, że rozwój potrzebuje
religii i kultur różnych narodów, to z drugiej strony prawdą jest też, że
konieczne jest odpowiednie rozeznanie. Wolność religijna nie oznacza obojętności
religijnej ani że wszystkie religie mają taką samą wartość (133). Zwłaszcza
sprawującym władzę polityczną potrzebne jest rozeznanie odnośnie do wkładu
kultur i religii w budowę wspólnoty społecznej z poszanowaniem dobra wspólnego.
Rozeznaniem tym powinno kierować kryterium miłości i prawdy. Z uwagi na to, że w
grę wchodzi rozwój osób i narodów, będzie ono miało na względzie możliwość
emancypacji i zgromadzenia w skali wspólnoty ludzkiej naprawdę powszechnej.
«Cały człowiek i wszyscy ludzie» stanowi kryterium oceny również kultur i
religii. Chrześcijaństwo, religia «Boga o ludzkim obliczu» (134) zawiera tego
typu kryterium.
56. Religia chrześcijańska oraz inne religie mogą wnieść swój wkład
w rozwój tylko wtedy, gdy Bóg znajduje miejsce również w sferze publicznej,
z konkretnym odniesieniem do wymiaru kulturalnego, społecznego, ekonomicznego, a
zwłaszcza politycznego. Nauka społeczna Kościoła zrodziła się, aby domagać się
tych «uprawnień obywatelskich» (135) dla religii chrześcijańskiej. Negowanie
prawa do publicznego głoszenia własnej wiary religijnej i do zabiegania o to, by
prawdy wiary kształtowały również życie publiczne, ma negatywne konsekwencje dla
prawdziwego rozwoju. Wykluczenie religii ze sfery publicznej, tak jak skądinąd
fundamentalizm religijny, uniemożliwiają spotkanie osób oraz ich współpracę dla
rozwoju ludzkości. Ubożeją motywacje życia publicznego, a polityka wyraża się w
formie ucisku i agresji. Powstaje niebezpieczeństwo, że prawa człowieka nie będą
respektowane, ponieważ albo pozbawia się je transcendentnego fundamentu, albo
nie uznaje się wolności osobistej. Laicyzm i fundamentalizm wykluczają możliwość
owocnego dialogu i korzystnej współpracy rozumu i wiary religijnej. Rozum
zawsze potrzebuje oczyszczenia przez wiarę, i odnosi się to także do rozumu
politycznego, który nie powinien sądzić, że jest wszechmocny. Ze swej strony
religia potrzebuje zawsze oczyszczenia przez rozum, by ukazać swoje
autentyczne ludzkie oblicze. Za przerwanie tego dialogu drogo płaci rozwój
ludzkości.
57. Owocny dialog wiary i rozumu zwiększa skuteczność dzieł
miłosierdzia na polu społecznym i stwarza najbardziej właściwe ramy dla
rozwijania braterskiej współpracy wierzących i niewierzących we wspólnej
perspektywie, jaką jest działanie na rzecz sprawiedliwości i pokoju ludzkości. W
Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes Ojcowie soborowi stwierdzili:
«Według niemal zgodnej opinii wierzących i niewierzących wszystko, co jest na
ziemi, powinno być odnoszone do człowieka jako do jego centrum i punktu
szczytowego wszelkiego istnienia» (136). Dla ludzi wierzących świat nie jest
owocem przypadku ani konieczności, ale planu Bożego. Z tego rodzi się obowiązek,
jaki mają wierzący, by zespalać swe wysiłki z wszystkimi ludźmi dobrej woli,
innego wyznania lub niewierzącymi, aby ten nasz świat rzeczywiście odpowiadał
planowi Bożemu: by żyć jak rodzina pod okiem Stwórcy. Szczególnym przejawem
miłości i wiodącym kryterium braterskiej współpracy wierzących i niewierzących
jest niewątpliwie zasada pomocniczości (137), będąca wyrazem niezbywalnej
ludzkiej wolności. Subsydiarność jest nade wszystko pomocą dla osoby poprzez
autonomię ciał pośredniczących. Owa pomoc jest udzielana, gdy osoba oraz
podmioty społeczne nie radzą sobie same i ma zawsze na celu emancypację,
ponieważ sprzyja wolności i partycypacji poprzez branie na siebie
odpowiedzialności. Pomocniczość szanuje godność osoby, w której widzi podmiot
zawsze zdolny do tego, by dać coś innym. Pomocniczość stanowi najskuteczniejsze
antidotum na każdą formę paternalistycznej opiekuńczości, ponieważ uznaje we
wzajemności wewnętrzną cechę istoty ludzkiej. Może ona odzwierciedlić zarówno
wielopłaszczyznową strukturę, a więc wielość podmiotów, jak i też ich
koordynację. Chodzi więc o zasadę szczególnie adekwatną w zarządzaniu
globalizacją i kierowaniu jej w stronę prawdziwego rozwoju ludzkiego. Żeby nie
doprowadzić do powstania niebezpiecznej władzy uniwersalnej typu
monokratycznego, zarządzanie globalizacją powinna znamionować pomocniczość,
wyrażająca się na wielu poziomach i różnych płaszczyznach, które mogą ze sobą
współdziałać. Globalizacji z pewnością potrzebna jest władza, ponieważ wiąże się
ona z problemem globalnego dobra wspólnego, do którego musi dążyć; jednakże
władza ta powinna być zorganizowana zgodnie z zasadą pomocniczości i
zróżnicowania obowiązków (138), aby nie naruszała wolności i wykazała konkretną
skuteczność.
58. Zasada pomocniczości musi być ściśle powiązana z zasadą
solidarności, i na odwrót, ponieważ pomocniczość bez solidarności prowadzi
do partykularyzmu społecznego, a solidarność bez pomocniczości przeradza się w
opiekuńczość poniżającą potrzebującego człowieka. Ta reguła, która ma charakter
ogólny, musi być szczególnie uwzględniana, kiedy rozważa się sprawy odnoszące
się do pomocy międzynarodowej i rozwoju. Pomoc ta, niezależnie od
intencji ofiarodawców, może niekiedy utrzymywać naród w stanie uzależnienia, a
nawet utrwalać sytuacje lokalnej dominacji i wyzysku we wspomaganym kraju. Pomoc
gospodarcza, jeśli chce być autentyczna nie powinna mieć ukrytych celów. Powinna
być przydzielana z udziałem nie tylko rządów zainteresowanych krajów, lecz także
osób aktywnych gospodarczo na poziomie lokalnym oraz podmiotów odgrywających
rolę kulturową w społeczeństwie obywatelskim, łącznie z Kościołami lokalnymi.
Programy pomocy powinny w coraz większym stopniu mieć charakter integralny i
uwzględniać udział oddolny. Prawdą jest bowiem, że największym bogactwem, które
należy dowartościować w krajach wspomaganych w rozwoju jest ich bogactwo
ludzkie: jest to autentyczny kapitał, który trzeba pomnażać, aby zapewnić krajom
najuboższym prawdziwie autonomiczną przyszłość. Trzeba również przypomnieć, że w
dziedzinie gospodarki zasadniczą pomocą, której potrzebują kraje rozwijające się
jest stopniowe dopuszczanie ich produktów na rynki międzynarodowe, i wspieranie
tego procesu, który umożliwia im pełne uczestnictwo w międzynarodowym życiu
gospodarczym. Zbyt często w przeszłości pomoc pozwalała tylko na stworzenie
marginalnego rynku dla towarów wyprodukowanych przez te kraje. Związane jest to
często z brakiem prawdziwego popytu na te produkty: dlatego konieczne jest
pomaganie tym krajom, by podniosły jakość swoich produktów i lepiej je
dostosowały do popytu. Ponadto niektórzy obawiali się często konkurencji
produktów importowanych, zazwyczaj rolnych, pochodzących z krajów ubogich
ekonomicznie. Trzeba jednak przypomnieć, że dla tych krajów możliwość sprzedaży
owych produktów bardzo często jest równoznaczna z zagwarantowaniem im przeżycia
na krócej lub na dłużej. Sprawiedliwy i zrównoważony handel międzynarodowy w
zakresie produktów rolnych może przynieść korzyści wszystkim, zarówno od strony
podaży, jak i popytu. Z tego względu konieczne jest nie tylko nastawienie tej
produkcji na handel, ale również ustalenie wspierających ją międzynarodowych
reguł handlowych i lepsze finansowanie rozwoju, by gospodarki te stały się
bardziej produktywne.
59. Kooperacja w rozwoju powinna mieć na względzie nie tylko
wymiar ekonomiczny; powinna stać się wielką okazją do spotkania kultur i
ludzi. Jeśli partnerzy kooperacji ze strony krajów gospodarczo rozwiniętych,
jak czasami bywa, nie uwzględniają tożsamości kulturowej, swojej oraz innych, na
którą składają się wartości ludzkie, nie mogą nawiązać żadnego poważnego dialogu
z obywatelami krajów ubogich. Jeśli ci ostatni otwierają się bezkrytycznie i bez
rozeznania na każdą propozycję kulturową, nie są w stanie wziąć na siebie
odpowiedzialności za swój autentyczny rozwój (139). Społeczeństwa
technologicznie zaawansowane nie powinny mylić rozwoju technologicznego z
rzekomą wyższością kulturową, ale powinny odkryć swoje zapomniane czasem cnoty,
dzięki którym mogły rozkwitnąć na przestrzeni dziejów. Społeczeństwa rozwijające
się powinny pozostać wierne temu wszystkiemu, co w ich tradycjach jest
prawdziwie ludzkie, unikając automatycznego przejmowania mechanizmów
zglobalizowanej cywilizacji technologicznej. We wszystkich kulturach występują
zbieżności etyczne proste i złożone, będące wyrazem takiej samej natury
ludzkiej, jakiej chciał Stwórca, i które mądrość etyczna ludzkości nazywa prawem
naturalnym (140). Owo powszechne prawo moralne jest niewzruszonym fundamentem
wszelkiego dialogu kulturowego, religijnego i politycznego. Pozwala ono, by
wielokształtny pluralizm różnych kultur nie odrywał się od wspólnego
poszukiwania prawdy, dobra i Boga. Dlatego zgoda na akceptację tego prawa
wpisanego w ludzkie serca stanowi przesłankę wszelkiej konstruktywnej współpracy
społecznej. We wszystkich kulturach są obciążenia, od których trzeba się
uwolnić, oraz mroki, z których trzeba się wynurzyć. Wiara chrześcijańska, która
się wciela w kultury i je przerasta, może im pomóc wzrastać w powszechnym
braterstwie i solidarności, z korzyścią dla rozwoju wspólnotowego i
planetarnego.
60. W poszukiwaniu rozwiązań dla obecnego kryzysu ekonomicznego,
wspomaganie rozwoju krajów ubogich powinno być uważane za prawdziwe narzędzie
wytwarzania bogactwa dla wszystkich. Jakiż projekt pomocy może przynieść tak
znaczący wzrost wartości — również gospodarki światowej — jak wsparcie narodów,
które znajdują się jeszcze w początkowej lub niezbyt zaawansowanej fazie rozwoju
ekonomicznego? W tym celu państwa bardziej rozwinięte gospodarczo zrobią co
możliwe, aby przeznaczyć większą niż dotąd część swojego produktu krajowego
brutto (PKB) na pomoc dla rozwoju, respektując zobowiązania, jakie w tym
zakresie zostały podjęte przez wspólnotę międzynarodową. Mogą to również uczynić
korygując zasady rządzące opieką i solidarnością społeczną, stosując w tej
dziedzinie zasadę pomocniczości i tworząc bardziej zintegrowane systemy opieki
społecznej, z czynnym udziałem podmiotów prywatnych oraz społeczeństwa
obywatelskiego. W ten sposób można nawet polepszyć pomoc i opiekę społeczną, a
jednocześnie zaoszczędzić zasoby, również dzięki eliminacji marnotrawstwa i
nielegalnych zysków, i przeznaczyć je na urzeczywistnianie solidarności
międzynarodowej. System solidarności społecznej charakteryzujący się większym
uczestnictwem, bardziej organiczny, mniej zbiurokratyzowany, lecz nie mniej
skoordynowany, pozwoliłby dowartościować wiele energii, dzisiaj drzemiących,
również dla dobra solidarności między narodami.
Możliwą formą pomocy dla rozwoju mogłoby się również okazać
skuteczne zastosowanie tak zwanej subsydiarności w kwestii podatkowej, która
pozwoliłaby obywatelom decydować o przeznaczeniu części podatków wpłacanych
państwu. Jeśli nie dopuści się do partykularystycznych wynaturzeń, może stanowić
to bodziec dla oddolnych form solidarności społecznej, z oczywistą korzyścią
również w zakresie solidarności na rzecz rozwoju.
61. Szersza solidarność na poziomie międzynarodowym wyraża się
przede wszystkim poprzez zapewnienie, także w warunkach kryzysu ekonomicznego,
większego dostępu do edukacji, która z drugiej strony jest istotnym
warunkiem skuteczności współpracy międzynarodowej. Pojęcie «edukacja» nie odnosi
się tylko do oświaty lub kształcenia zawodowego, ważnych czynników rozwoju, ale
do pełnej formacji osoby. W związku z tym trzeba podkreślić aspekt
problematyczny: żeby wychowywać, trzeba wiedzieć, kim jest osoba ludzka, znać
jej naturę. Rozpowszechnianie się relatywistycznej wizji tejże natury stawia
przed wychowaniem poważne problemy, zwłaszcza przed wychowaniem moralnym,
uniemożliwiając jej szerzenie w wymiarze uniwersalnym. Uleganie owemu
relatywizmowi powoduje, że wszyscy stają się bardziej ubodzy, co negatywnie
odbija się na skuteczności pomocy dla najbiedniejszej ludności, która nie tylko
potrzebuje środków ekonomicznych czy technicznych, ale także metod i środków
pedagogicznych, wspierających osoby w pełnej realizacji ich człowieczeństwa.
Przykład na to, jak istotny jest to problem stanowi zjawisko
turystyki międzynarodowej (141), która może stanowić ważny czynnik rozwoju
ekonomicznego i wzrostu kulturowego, ale może przeobrazić się w formę wyzysku i
moralnego upadku. Obecna sytuacja stwarza szczególne szanse na to, by
ekonomiczne aspekty rozwoju, czyli przepływ pieniądza i znaczący rozwój lokalnej
przedsiębiorczości, łączyły się z aspektami kulturowymi, a nade wszystko z
aspektem wychowawczym. Dzieje się tak w wielu przypadkach, jednak bardzo często
turystyka międzynarodowa ma niewychowawczy wpływ zarówno na turystę, jak i na
miejscową ludność. Ta ostatnia jest często świadkiem zachowań niemoralnych, a
nawet perwersyjnych, jak w przypadku tak zwanej turystyki seksualnej, której
ofiarą pada wiele istot ludzkich, nawet bardzo młodych. Z bólem trzeba
stwierdzić, że często dzieje się tak dzięki poparciu lokalnych władz, milczeniu
władz krajów pochodzenia turystów i współudziałowi wielu agentów turystycznych.
Nawet jeżeli nie dochodzi do aż takich wynaturzeń, turystyka międzynarodowa jest
traktowana często w sposób konsumistyczny i hedonistyczny, jako forma ucieczki
od rzeczywistości, organizuje się ją zgodnie z wzorami typowymi dla krajów
pochodzenia, a więc nie sprzyja ona prawdziwemu spotkaniu osób i kultur. Trzeba
zatem pomyśleć o innym modelu turystyki, zdolnym promować prawdziwe wzajemne
poznanie, nie pozbawiając odpoczynku i zdrowej rozrywki: tego rodzaju turystykę
należy rozwijać również poprzez ścisłe powiązanie z doświadczeniami uzyskanymi
dzięki współpracy międzynarodowej i przedsiębiorczości na rzecz rozwoju.
62. Kiedy mówimy o integralnym ludzkim rozwoju warto zwrócić uwagę
na zjawisko migracji. To zjawisko uderza ze względu na wielką liczbę
objętych nim osób, z powodu problemów społecznych, ekonomicznych, politycznych,
kulturowych i religijnych, jakie niesie, ze względu na dramatyczne wyzwania,
jakie stawia przed społecznościami poszczególnych krajów i przed wspólnotą
międzynarodową. Możemy powiedzieć, że stoimy wobec zjawiska społecznego o
charakterze epokowym, wymagającego silnej i dalekowzrocznej polityki współpracy
międzynarodowej, by mu sprostać w odpowiedni sposób. Ową politykę należy
rozwijać poczynając od ścisłej współpracy między krajami, z których pochodzą
emigranci, a krajami, do których przybywają. Muszą jej towarzyszyć stosowne
rozporządzenia międzynarodowe pozwalające na zharmonizowanie różnych systemów
prawa, tak aby zabezpieczyć potrzeby i prawa emigrujących osób oraz rodzin, a
jednocześnie społeczeństwa, w którym się znajdują. Żaden kraj nie może uważać,
że jest w stanie sam sprostać problemom migracyjnym naszych czasów. Wszyscy
widzimy jak wiele cierpienia, niewygód i aspiracji towarzyszy ruchom
migracyjnym. Jak wiadomo, zjawisko to ma złożony charakter; jest jednak pewne,
że pracujący cudzoziemcy, pomimo trudności związanych z integracją, wnoszą
znaczący wkład w rozwój gospodarczy goszczącego ich kraju poprzez swoją pracę, a
także w rozwój kraju pochodzenia dzięki przekazywaniu środków finansowych.
Oczywiście, pracowników tych nie można uważać za towar albo zwykłą siłę roboczą.
Nie powinni więc być traktowani jak jakikolwiek inny czynnik produkcji. Każdy
emigrant jest osobą ludzką, która — jako taka — ma niezbywalne i podstawowe
prawa, które powinni szanować wszyscy w każdej sytuacji (142).
63. Rozważając problemy rozwoju trzeba uwydatnić bezpośredni związek
między ubóstwem i bezrobociem. W wielu przypadkach ubodzy to następstwo
pogwałcenia godności pracy ludzkiej, zarówno dlatego, że zostają
ograniczone jej możliwości (bezrobocie, częściowe bezrobocie), jak i dlatego, że
zaniża się wartość «praw, jakie z niej wynikają, w szczególności prawa do
sprawiedliwej płacy, do zabezpieczenia osoby pracownika oraz rodziny» (143).
Dlatego już 1 maja 2000 r., mój świętej pamięci poprzednik Jan Paweł II z okazji
Jubileuszu ludzi pracy zaapelował o «globalną koalicję na rzecz godnej pracy»
(144), popierając strategię Międzynarodowej Organizacji Pracy. W ten sposób dał
on zdecydowany bodziec moralny, widząc w nim aspirację rodzin we wszystkich
krajach świata. Co oznacza w odniesieniu do pracy słowo «godna»? Oznacza pracę,
która w każdej społeczności wyraża zasadniczą godność każdego mężczyzny i każdej
kobiety: pracę wybraną w sposób wolny, która włącza skutecznie pracowników,
mężczyzn i kobiety, w rozwój ich wspólnoty; pracę, dzięki której pracownicy są
szanowani i nie są narażeni na żaden typ dyskryminacji; pracę pozwalającą na
zaspokojenie potrzeb rodzin i zapewnienie dzieciom możliwości kształcenia bez
konieczności podejmowania pracy przez nie same; pracę pozwalającą pracownikom na
swobodne organizowanie się i dającą możliwość wypowiedzenia się; pracę, która
pozostawia wystarczającą przestrzeń, by odnaleźć własne korzenie w wymiarze
indywidualnym, rodzinnym i duchowym; pracę zabezpieczającą godne warunki życia
pracownikom, którzy osiągnęli wiek emerytalny.
64. Rozważając temat pracy, wypada również przypomnieć o pilnej
potrzebie, aby związki zawodowe ludzi pracy, których tworzenie Kościół
zawsze pochwalał i popierał, otwarły się na nowe perspektywy pojawiające się w
świecie pracy. Wychodząc poza ramy nałożone przez branżowy charakter związków
zawodowych, organizacje związkowe powinny zająć się nowymi problemami naszych
społeczeństw: mam na myśli, na przykład, problematykę, którą specjaliści w
dziedzinie nauk społecznych określają jako konflikt między osobą-pracownikiem a
osobą-konsumentem. Niekoniecznie godząc się z tezą, że doszło do przesunięcia, w
którego wyniku w miejsce pracownika w centrum uwagi znalazł się konsument,
wydaje się, że również to stanowi pole do nowatorskiej działalności związkowej.
Globalny kontekst pracy, wymaga również, by krajowe związki zawodowe, przeważnie
skupione na obronie interesów swoich członków, spoglądały również na tych,
którzy do nich nie należą, a w szczególności na pracowników w krajach
rozwijających się, gdzie prawa socjalne są często naruszane. Obrona tych
pracowników, prowadzona także za pośrednictwem odpowiednich inicjatyw wobec ich
rodzinnych krajów, pozwoli organizacjom związkowym jasno ukazać autentyczne
racje etyczne i kulturowe, dzięki którym stały się decydującym czynnikiem
rozwoju w różnych kontekstach społecznych i pracowniczych. Pozostaje wciąż
aktualne tradycyjne nauczanie Kościoła, które sugeruje rozróżnienie roli i
funkcji związków zawodowych i polityki. To rozróżnienie pozwoli związkom
zawodowym odnaleźć w społeczeństwie obywatelskim najodpowiedniejsze forum dla
ich niezbędnej działalności w obronie i promocji świata pracy, zwłaszcza na
rzecz pracowników wykorzystywanych i nie reprezentowanych, których trudna
sytuacja często umyka roztargnionemu oku społeczeństwa.
65. Trzeba też, aby finanse jako takie, poprzez konieczną
odnowę struktur i sposobów funkcjonowania, po ich złym wykorzystaniu, które
doprowadziło do strat w realnej gospodarce, znów stały się narzędziem mającym
na celu doskonalsze wytwarzanie bogactwa oraz rozwój. Cała ekonomia i cała
dziedzina finansów, a nie tylko ich niektóre sektory, powinny jako narzędzia być
wykorzystane w sposób etyczny, by stworzyć warunki sprzyjające rozwojowi
człowieka i narodów. Z pewnością są pożyteczne, a w pewnych okolicznościach
nieodzowne, inicjatywy finansowe, w których dominuje wymiar humanitarny. Nie
można jednak zapominać przy tym, że cały system finansowy powinien mieć na celu
wspieranie prawdziwego rozwoju. Przede wszystkim trzeba, żeby chęć czynienia
dobra nie stała w sprzeczności z efektywną zdolnością wytwarzania dóbr. Osoby
zajmujące się usługami finansowymi powinny odnaleźć właściwy fundament etyczny
swojej działalności, by nie nadużywać wyszukanych narzędzi, które mogą posłużyć
do zdrady interesów oszczędzających. Prawa intencja, przejrzystość i dążenie do
pozytywnych rezultatów są możliwe do pogodzenia i nie powinno się ich nigdy
oddzielać. Jeśli miłość jest inteligentna, potrafi również znaleźć sposób
działania, przewidujący, słuszny i opłacalny, jak w znaczący sposób pokazują
liczne doświadczenia w zakresie spółdzielczości kredytowej.
Zarówno prawna regulacja sektora, mająca na celu ochronę słabszych
podmiotów i uniemożliwienie skandalicznych spekulacji, jak i wypróbowanie nowych
form finansowania, przeznaczonych do wspierania projektów rozwoju, stanowią
pozytywne doświadczenia, które należy pogłębiać i popierać, odwołując się do
odpowiedzialności oszczędzającego. Również praktyka mikrofinansowania,
zakorzeniona w refleksji i w dziełach humanistów społecznych — mam przede
wszystkim na myśli powstanie lombardów — musi być wspierana i
doskonalona, zwłaszcza w obecnej chwili, kiedy problemy finansowe mogą dla wielu
najsłabszych grup ludności stać się dramatyczne, i trzeba je chronić przed
lichwą czy rozpaczą. Osoby najsłabsze trzeba uczyć, jak bronić się przed lichwą,
podobnie jak narody ubogie trzeba uczyć czerpania realnych korzyści z
mikrokredytu, zwalczając stosowanie form wyzysku możliwych również w tych dwóch
dziedzinach. Zważywszy na to, że również w krajach bogatych istnieją nowe formy
ubóstwa, mikrofinansowanie może stanowić konkretną pomoc w tworzeniu nowych
inicjatyw i sektorów dla słabych warstw społeczeństwa, także w fazie, kiedy
istnieje możliwość zubożenia.
66. Światowy układ połączeń doprowadził do powstania nowej władzy
politycznej — władzy konsumentów oraz ich stowarzyszeń. Zjawisko to
należy zgłębić, posiada bowiem elementy pozytywne, które należy dowartościować
oraz nadużycia, których należy unikać. Dobrze, żeby ludzie zdawali sobie sprawę,
że kupno jest zawsze aktem moralnym, nie tylko ekonomicznym. Istnieje więc
ścisła odpowiedzialność społeczna konsumenta, która idzie w parze z
odpowiedzialnością społeczną świata biznesu. Konsumentów trzeba stale wychowywać
(145) do roli, którą codziennie odgrywają, powinni robić to z poszanowaniem
zasad moralnych, co nie umniejsza racjonalności ekonomicznej aktu kupna. Również
w dziedzinie zakupów, właśnie w chwilach takich jak obecna, gdy siła nabywcza
może się zmniejszyć i potrzebny będzie umiar w konsumpcji, trzeba szukać innych
dróg, jak na przykład formy wspólnych zakupów, takie jak spółdzielnie
konsumentów, działające od xix w. także dzięki inicjatywie katolików. Pożyteczne
jest również wspomaganie nowych form wprowadzania na rynek produktów
pochodzących z ubogich regionów planety, by zapewnić producentom godziwą
zapłatę, pod warunkiem, że będzie to rynek działający w sposób przejrzysty, tak
aby zapewnić producentom nie tylko większy zysk, ale także lepszą formację,
doskonalenie zawodowe i technologię oraz że tego typu próby ekonomii na rzecz
rozwoju nie będą łączone z partykularnymi wizjami ideologicznymi. Bardziej
znacząca rola konsumentów jest pożądana, jako czynnik demokracji ekonomicznej,
pod warunkiem, że nie będą oni manipulowani przez stowarzyszenia, które nie są
dla nich naprawdę reprezentatywne.
67. Wobec niepowstrzymanego wzrostu wzajemnych światowych zależności
odczuwa się mocno, również w świetle recesji o zasięgu światowym, pilną potrzebę
reformy zarówno Organizacji Narodów Zjednoczonych, jak i
międzynarodowych struktur ekonomicznych i finansowych, aby pojęcie
rodziny narodów nabrało konkretnego kształtu. Odczuwa się również pilną potrzebę
znalezienia nowatorskich form, pozwalających wprowadzić w życie zasadę
odpowiedzialności za ochronę (146), a także dać uboższym narodom realną
możliwość zabrania głosu we wspólnych decyzjach. Wydaje się to konieczne właśnie
w perspektywie porządku politycznego, prawnego i ekonomicznego, który zwiększy i
ukierunkuje współpracę międzynarodową na solidarny rozwój wszystkich narodów.
Pilnie potrzebna jest prawdziwa światowa władza polityczna — o której
mówił już mój poprzednik, błogosławiony Jana XXIII — aby zarządzać ekonomią
światową; uzdrowić gospodarki dotknięte kryzysem; zapobiec pogłębieniu się
kryzysu i związanego z nim zachwiania równowagi; przeprowadzić właściwe, pełne
rozbrojenie oraz zagwarantować bezpieczeństwo żywieniowe i pokój; zapewnić
ochronę środowiska i uregulować ruchy migracyjne. Tego rodzaju władza musi być
uregulowana przez prawo, przestrzegać konsekwentnie zasady pomocniczości i
solidarności, być podporządkowana realizacji dobra wspólnego (147),
zaangażować się w realizację autentycznego integralnego rozwoju ludzkiego,
inspirowanego wartościami miłości w prawdzie. Ponadto władza ta powinna zostać
uznana przez wszystkich, być w stanie rzeczywiście każdemu zagwarantować
bezpieczeństwo, przestrzeganie zasad sprawiedliwości i prawa (148). Oczywiście,
powinna mieć takie uprawnienia, by strony musiały szanować jej decyzje, a także
stosować środki wspólnie uzgodnione na różnych forach międzynarodowych. Brak
tego wszystkiego rodziłby ryzyko, że prawo międzynarodowe, pomimo wielu postępów
na różnych polach, byłoby uzależnione od równowagi sił najsilniejszych.
Integralny rozwój narodów i współpraca międzynarodowa wymagają ustanowienia
porządku międzynarodowego wyższego stopnia, opartego na zasadzie pomocniczości,
by zarządzać globalizacją (149) oraz zaprowadzenia wreszcie porządku społecznego
zgodnego z porządkiem moralnym i z tym połączeniem sfery moralnej i społecznej,
oraz więzią między polityką a sferą ekonomiczną i obywatelską, jakie są już
zarysowane w Karcie Narodów Zjednoczonych.
Rozdział VI
Rozwój narodów a technika
68. Zagadnienie rozwoju narodów jest ściśle związane z zagadnieniem rozwoju
każdego pojedynczego człowieka. Osoba ludzka ze swej natury dąży do własnego
rozwoju. Nie chodzi o rozwój gwarantowany przez mechanizmy naturalne, ponieważ
każdy z nas wie, że jest zdolny dokonywać wolnych i odpowiedzialnych wyborów.
Tym bardziej nie chodzi o rozwój uzależniony od naszego kaprysu, ponieważ
wszyscy wiemy, że jesteśmy darem, a nie wynikiem stworzenia samych siebie. Naszą
wolność pierwotnie charakteryzuje nasze istnienie i jego ograniczenia. Nikt nie
kształtuje swojej świadomości samowolnie, ale wszyscy budują własne «ja» na
bazie pewnego «siebie», które zostało nam dane. Nie tylko nie można rozporządzać
innymi osobami, ale również nie możemy rozporządzać samym sobą. Rozwój osoby
ulega degradacji, jeśli uznaje ona siebie za swego jedynego twórcę.
Analogicznie rozwój narodów ulega wypaczeniu, jeśli ludzkość uważa, że może
stworzyć się na nowo, korzystając z «cudów» techniki. Podobnie rozwój
ekonomiczny okazuje się fikcyjny i szkodliwy, jeśli zdaje się na «cuda» systemu
finansowego, by podtrzymywać nienaturalny i konsumistyczny wzrost. W obliczu
tego prometejskiego roszczenia powinniśmy wzmóc umiłowanie wolności, nie
arbitralnej, ale uczynionej prawdziwie ludzką, dzięki uznaniu uprzedzającego ją
dobra. W tym celu trzeba, żeby człowiek wglądnął na nowo w swoje wnętrze, by
uznał fundamentalne normy naturalnego prawa moralnego, wpisane przez Boga w jego
serce.
69. Problem rozwoju jest dzisiaj ściśle związany z postępem
technologicznym, z jego zadziwiającymi zastosowaniami w dziedzinie
biologicznej. Technika — warto to podkreślić — jest działalnością głęboko
ludzką, związaną z autonomią i wolnością człowieka. W technice wyraża się i
potwierdza panowanie ducha nad materią. Duch, «w większym stopniu uwolniony od
poddaństwa rzeczom, może swobodniej wznosić się do wielbienia i kontemplacji
samego Stwórcy» (150). Technika pozwala panować nad materią, zmniejszyć
zagrożenia, zaoszczędzić trudu, polepszyć warunki życia. Odpowiada ona na to
samo powołanie co praca ludzka: w technice, postrzeganej jako dzieło własnego
geniuszu, człowiek odnajduje samego siebie i urzeczywistnia swoje
człowieczeństwo. Technika stanowi obiektywny aspekt ludzkiego działania (151),
którego źródłem i racją istnienia jest czynnik subiektywny: człowiek, który
działa. Dlatego technika nie jest nigdy tylko techniką. Ukazuje ona człowieka i
jego aspiracje do rozwoju, wyraża dążność ludzkiego ducha do stopniowego
przezwyciężania pewnych uwarunkowań materialnych. Dlatego technika jest
objęta przykazaniem «uprawiania i doglądania ziemi» (por. Rdz 2, 15), którą
Bóg powierzył człowiekowi, i trzeba ją tak ukierunkować, aby umacniała owo
przymierze między człowiekiem i środowiskiem, które powinno odzwierciedlać
stwórczą miłość Bożą.
70. Rozwój technologiczny może zrodzić ideę samowystarczalności
techniki, jeżeli człowiek stawia sobie tylko pytanie jak, nie
zastanawiając się nad wieloma dlaczego, które skłaniają go do działania.
Stąd bierze się dwuznaczność oblicza techniki. Powstała w wyniku twórczości
ludzkiej jako narzędzie wolności człowieka, może być ona pojmowana jako element
wolności absolutnej, tej wolności, która chce pominąć ograniczenia tkwiące w
samych rzeczach. Proces globalizacji mógłby zastąpić ideologie techniką (152),
która sama stałaby się władzą ideologiczną, narażając ludzkość na ryzyko
zamknięcia się wewnątrz pewnego a priori, z którego nie mogłaby wyjść,
aby spotkać istnienie i prawdę. W takim przypadku poznanie, ocena sytuacji
naszego życia i decyzje nas wszystkich byłyby ograniczone przez technokratyczny
horyzont kulturowy, którego częścią bylibyśmy pod względem strukturalnym, nie
mając nigdy możliwości znalezienia sensu, który by nie był naszym wytworem.
Powyższa wizja sprawia, że dzisiaj mentalność technicystyczna staje się tak
mocna, że dochodzi do utożsamienia prawdy z tym, co możliwe do
urzeczywistnienia. Ale kiedy jedynym kryterium prawdy jest skuteczność i
użyteczność, rozwój zostaje automatycznie zanegowany. Prawdziwy rozwój bowiem
nie polega w pierwszym rzędzie na tym, żeby działać. Kluczem do rozwoju jest
umysł, który potrafi myśleć w kategoriach technicznych i pojąć w pełni ludzki
sens działania człowieka na tle sensu bytu osobowego postrzeganego całościowo.
Nawet gdy człowiek działa przez satelitę lub impuls elektroniczny na odległość,
jego działanie pozostaje zawsze ludzkie i jest wyrazem odpowiedzialnej wolności.
Technika bardzo pociąga człowieka, ponieważ uwalnia go od ograniczeń fizycznych
i poszerza jego horyzont. Ale wolność ludzka pozostaje sobą tylko wtedy, gdy
na fascynację techniką odpowiada decyzjami będącymi wynikiem odpowiedzialności
moralnej. Stąd pilna potrzeba wychowywania do odpowiedzialności etycznej w
posługiwaniu się techniką. Wychodząc od fascynacji, jaką technika wzbudza w
człowieku, trzeba przywrócić prawdziwy sens wolności, która nie polega na
upojeniu totalną autonomią, ale na odpowiedzi na to, czego domaga się byt,
poczynając od bytu, jakim sami jesteśmy.
71. To możliwe odejście mentalności technicznej od jej pierwotnej
drogi humanistycznej jest dziś widoczne w zjawiskach technicyzacji zarówno
rozwoju, jak i pokoju. Często rozwój narodów uważany jest za problem inżynierii
finansowej, otwarcia rynków, zniesienia ceł, inwestycji produkcyjnych, reform
instytucjonalnych, jednym słowem, za problem jedynie techniczny. Wszystkie te
dziedziny są bardzo ważne, ale trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego wybory
natury technicznej dotychczas funkcjonowały tylko względnie. Racji trzeba
poszukiwać głębiej. Pełnego rozwoju nie zapewnią nigdy siły w jakiejś mierze
automatyczne i bezosobowe, czy to będą siły rynku, czy polityki międzynarodowej.
Rozwój nie jest możliwy bez ludzi prawych, bez fachowców w dziedzinie
ekonomii oraz polityków, którzy w swoim sumieniu głęboko odczuwają wymóg dobra
wspólnego. Potrzebne są zarówno przygotowanie zawodowe, jak i konsekwencja
moralna. Kiedy bierze górę absolutyzacja techniki, dochodzi do pomieszania
środków i celów; przedsiębiorca będzie uważał za jedyne kryterium działania
najwyższy zysk z produkcji; polityk — umocnienie władzy; a naukowiec — wynik
swoich odkryć. Zdarza się, że często za sieciami relacji ekonomicznych,
finansowych lub politycznych skrywają się nieporozumienia, kłopoty i
niesprawiedliwości; zwiększa się przepływ informacji technicznych, ale na użytek
ich właścicieli, natomiast rzeczywista sytuacja narodów żyjących pod ich wpływem
i prawie zawsze nieświadomych tych procesów pozostaje niezmieniona, bez realnych
możliwości uniezależnienia się.
72. Również pokojowi niekiedy zagraża to, że będzie traktowany jako
produkt techniczny, jedynie jako owoc porozumienia między rządami albo inicjatyw
mających na celu zapewnienie skutecznych pomocy ekonomicznych. Prawdą jest, że
budowanie pokoju wymaga stałego utrzymywania kontaktów dyplomatycznych,
wymiany ekonomicznej i technologicznej, spotkań kulturalnych, uzgodnień co do
wspólnych projektów, jak również podejmowania wspólnych zobowiązań, by zapobiec
zagrożeniom, takim jak konflikty wojenne, i powstrzymać u podstaw częste zapędy
terrorystyczne. Żeby jednak te wysiłki przyniosły trwałe efekty, muszą być
oparte na wartościach zakorzenionych w prawdzie życia. To znaczy, trzeba
wsłuchiwać się w głos i obserwować sytuację zainteresowanych narodów, aby
właściwie zrozumieć ich oczekiwania. Inaczej mówiąc, trzeba kontynuować dzieło
wielu osób, głęboko zaangażowanych w promowanie spotkania między narodami oraz
wspieranie rozwoju w oparciu o wzajemną miłość i zrozumienie. Pośród tych osób
są również chrześcijanie, zaangażowani w wielkie zadanie nadawania rozwojowi i
pokojowi w pełni ludzkiego sensu.
73. Z rozwojem technologicznym związany jest zwiększający się wpływ
środków społecznego przekazu. Wyobrażenie sobie życia rodziny
ludzkiej bez nich jest prawie niemożliwe. Na dobre i na złe są tak mocno wpisane
w życie świata, że wydaje się absurdalne stanowisko tych, którzy uważają je za
neutralne, w konsekwencji domagając się ich autonomii w odniesieniu do
moralności osób. Często podobne perspektywy, w których nadmiernie akcentuje się
ściśle techniczną naturę mediów, faktycznie sprzyjają ich
podporządkowaniu kalkulacjom ekonomicznym, zamiarom panowania na rynkach oraz —
nie na ostatnim miejscu — chęci narzucenia wzorców kulturowych, odpowiadających
planom władzy ideologicznej i politycznej. Zważywszy na ich zasadniczy wpływ na
zmiany w sposobie postrzegania i poznawania rzeczywistości oraz samej osoby
ludzkiej, konieczna staje się wnikliwa refleksja nad ich wpływem, zwłaszcza w
odniesieniu do etyczno-kulturowego wymiaru globalizacji i solidarnego rozwoju
narodów. Podobnie jak tego oczekuje się od poprawnego zarządzania globalizacją i
rozwojem, sensu i celów mediów należy szukać w podstawie antropologicznej.
Oznacza to, że mogą one stać się okazją do humanizacji nie tylko wtedy,
gdy dzięki rozwojowi technologicznemu stwarzają większe możliwości komunikacji i
informowania, ale przede wszystkim wtedy, gdy ich organizacji i celom przyświeca
obraz osoby i dobra wspólnego, odzwierciedlający jej uniwersalne wartości.
Środki społecznego przekazu nie sprzyjają wolności ani nie powodują objęcia
globalnym rozwojem i demokracją wszystkich z tego tylko względu, że pomnażają
możliwości wzajemnej łączności i obiegu idei. By osiągnąć cele tego rodzaju,
muszą one skoncentrować się na promocji godności osób i narodów, muszą wyraźnie
kierować się miłością i służyć prawdzie, dobru oraz braterstwu naturalnemu i
nadprzyrodzonemu. Istotnie, w ludzkości wolność jest ściśle związana z tymi
wyższymi wartościami. Media mogą skutecznie pomagać w pogłębianiu
jedności rodziny ludzkiej oraz etosu społeczeństw, gdy stają się
narzędziami promocji powszechnego udziału we wspólnym poszukiwaniu tego, co
słuszne.
74. Głównym i kluczowym polem walki kulturowej między absolutyzmem
techniki a odpowiedzialnością moralną człowieka jest dzisiaj bioetyka, w
której to dziedzinie rozgrywa się decydująco kwestia możliwości integralnego
rozwoju ludzkiego. Chodzi o bardzo delikatną i decydującą sferę, w której
z dramatyczną mocą dochodzi do głosu fundamentalne pytanie: czy człowiek jest
wytworem samego siebie, czy też zależy on od Boga. Odkrycia naukowe na tym polu
oraz możliwości interwencji technicznej wydają się tak bardzo zaawansowane, że
skłaniają do wyboru między dwiema kategoriami racjonalności — rozumu otwartego
na transcendencję, albo racjonalności rozumu zamkniętego w immanencji. Stajemy
wobec decydującego albo — albo. Jednak racjonalność działania
technicznego, skoncentrowanego na nim samym, okazuje się irracjonalna, ponieważ
pociąga za sobą zdecydowane odrzucenie sensu i wartości. Nieprzypadkowo
zamknięcie się na transcendencję zderza się z trudnością myślenia o tym, jak z
nicości wyłonił się byt oraz jak z przypadku zrodziła się inteligencja (153). W
obliczu tych dramatycznych problemów rozum i wiara nawzajem się wspierają. Tylko
razem zbawią człowieka. Zafascynowany czystym działaniem technicznym, rozum
bez wiary skazany jest na zagubienie w iluzji własnej wszechmocy. Wierze bez
rozumu grozi wyobcowanie z konkretnego życia osób (154).
75. Już Paweł VI uznał i wskazał na światowy horyzont kwestii
społecznej (155). Idąc za nim tą drogą, trzeba dzisiaj stwierdzić, że kwestia
społeczna stała się radykalnie kwestią antropologiczną, w tym sensie, że
obejmuje ona nie tylko sposób poczęcia życia, ale również manipulowania życiem,
które biotechnologia w coraz większym stopniu składa w ręce człowieka.
Zapłodnienie in vitro, badania na embrionach, możliwość klonowania i
hybrydyzacji ludzkiej istoty rodzą się i szerzą w obecnej kulturze całkowitego
braku zdumienia, która sądzi, że odkryła wszelkie tajemnice, ponieważ dotarła
już do korzeni życia. Tutaj absolutyzm techniki znajduje swój najwyższy wyraz. W
tego typu kulturze sumienie ma za zadanie jedynie przyjąć do wiadomości
możliwości czysto techniczne. Nie można jednak bagatelizować niepokojących
scenariuszy co do przyszłości człowieka oraz nowych potężnych narzędzi, którymi
dysponuje «kultura śmierci». Do rozpowszechnionej tragicznej plagi aborcji można
by dodać w przyszłości — ale to już jest podstępnie in nuce —
systematyczne eugeniczne planowanie narodzin. Z drugiej strony, dochodzi do
głosu mens eutanasica, będąca przejawem nie mniej bezprawnego panowania
nad życiem, które w pewnych warunkach uważane jest za niegodne, by je dalej
przeżywać. Za tymi scenariuszami kryją się postawy kulturowe negujące godność
ludzką. Ze swej strony praktyki te umacniają materialistyczną i mechanicystyczną
koncepcję życia ludzkiego. Kto potrafi zmierzyć negatywne skutki tej mentalności
dla rozwoju? Czyż można się dziwić obojętności wobec sytuacji degradacji
człowieka, jeśli obojętność cechuje nawet naszą postawę w stosunku do tego, co
jest ludzkie i co takie nie jest? Zadziwia arbitralna selektywność wobec tego,
co dzisiaj jest proponowane jako godne szacunku. Wielu ludzi, skłonnych gorszyć
się rzeczami marginalnymi, z drugiej strony wydaje się tolerować niesłychane
niesprawiedliwości. Podczas gdy ubodzy na świecie pukają jeszcze do drzwi
bogaczy, bogaty świat może już nie słyszeć tego pukania, gdyż jego sumienie nie
jest już zdolne do rozpoznania tego, co ludzkie. Bóg odsłania człowieka
człowiekowi; rozum i wiara współpracują w ukazywaniu mu dobra, byleby chciał je
dostrzec; prawo naturalne, w którym przejawia się blask stwórczego Rozumu,
wskazuje na wielkość człowieka, ale również na jego nędzę, kiedy nie uznaje on
wezwania prawdy moralnej.
76. Jednym z aspektów współczesnego ducha technicystycznego jest
skłonność do rozpatrywania problemów i napięć związanych z życiem wewnętrznym
jedynie z punktu widzenia psychologicznego, aż po redukcjonizm neurologiczny. W
ten sposób wnętrze człowieka zostaje pozbawione znaczenia i stopniowo zatraca
się świadomość ontologicznej wartości duszy ludzkiej z jej głębinami, w które
święci potrafili wnikać. Problem rozwoju jest ściśle związany również z
naszym pojmowaniem duszy ludzkiej, ponieważ nasze «ja» jest często
sprowadzane do psychiki, a zdrowie duszy mylone jest z dobrym samopoczuciem
emocjonalnym. U podłoża tych redukcji leży wielkie niezrozumienie życia
duchowego, a prowadzą one do niedostrzegania, że rozwój człowieka i narodów
zależy również od rozwiązania problemów o charakterze duchowym. Oprócz
wzrostu materialnego rozwój musi obejmować również wzrost duchowy, ponieważ
osoba ludzka stanowi «jedność cielesną i duchową» (156), zrodzoną ze stwórczej
miłości Boga i przeznaczoną do życia wiecznego. Człowiek rozwija się, gdy
wzrasta duchowo, gdy jego dusza poznaje samą siebie oraz prawdę, której zarodek
Bóg w niej umieścił, gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą.
Pozostając z dala od Boga, człowiek jest niespokojny i chory. Wyobcowanie
społeczne i psychologiczne oraz tak liczne nerwice występujące w bogatych
społeczeństwach mają również przyczyny natury duchowej. Społeczeństwo dobrobytu,
rozwinięte materialnie, ale przytłaczające dla duszy, nie jest ze swej natury
ukierunkowane na autentyczny rozwój. Nowe formy zniewolenia przez narkotyki i
rozpacz, w jaką popada tak wiele osób, znajdują wyjaśnienie nie tylko
socjologiczne i psychologiczne, ale zasadniczo duchowe. Pustka, w jakiej dusza
czuje się pozostawiona, mimo licznych terapii dla ciała i dla psychiki, przynosi
cierpienie. Nie ma pełnego rozwoju i powszechnego dobra wspólnego bez dobra
duchowego i moralnego osób, pojmowanych w ich pełni duszy i ciała.
77. Absolutyzm techniki zmierza do pozbawienia zdolności
dostrzegania tego, czego nie da się wyjaśnić w obrębie materii. A jednak wszyscy
ludzie doświadczają tak wielu aspektów niematerialnych i duchowych swego życia.
Poznanie jest nie tylko aktem materialnym, ponieważ to, co jest poznawane,
skrywa zawsze coś, co wykracza poza dane empiryczne. Każde nasze poznanie, nawet
najprostsze, jest zawsze małym cudem, ponieważ nie można go wyjaśnić całkowicie
za pomocą narzędzi materialnych, jakimi się posługujemy. W każdej prawdzie jest
coś więcej, niżbyśmy się spodziewali; w miłości, której doznajemy, jest zawsze
coś, co nas zaskakuje. Nigdy nie powinniśmy przestać się zdumiewać tymi cudami.
W każdym poznaniu i w każdym akcie miłości dusza człowieka doświadcza czegoś
«więcej», co jest bardzo podobne do otrzymanego daru, do wyżyn, na które czujemy
się wyniesieni. Również rozwój człowieka i narodów sytuuje się na takich
wyżynach, jeżeli weźmiemy pod uwagę wymiar duchowy, jakim powinien
koniecznie odznaczać się taki rozwój, aby mógł być autentyczny. Wymaga on nowych
oczu i nowego serca, zdolnych wznieść się ponad materialistyczną wizję
ludzkich wydarzeń i dostrzec w rozwoju coś «więcej», czego technika nie może
dać. Tą drogą będzie można dojść do owego integralnego rozwoju ludzkiego,
którego ukierunkowującą zasadą jest napędowa siła miłości.
Zakończenie
78. Bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza, i nie potrafi nawet
zrozumieć tego, kim jest. Wobec olbrzymich problemów rozwoju narodów, które
niemal zmuszają nas do zniechęcenia i rezygnacji, przychodzi nam z pomocą słowo
Pana Jezusa Chrystusa, który uświadamia nam: «Beze Mnie nic nie możecie uczynić»
(J 15, 5), i dodaje odwagi: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do
skończenia świata» (Mt 28, 20). Wobec ogromu pracy, którą trzeba wykonać,
podtrzymuje nas wiara w obecność Boga przy tych, którzy gromadzą się w Jego imię
i pracują dla sprawiedliwości. Paweł VI przypomniał nam w Populorum
progressio, że człowiek nie jest w stanie kierować własnym postępem,
ponieważ nie może sam z siebie ustanowić prawdziwego humanizmu. Tylko gdy
uznamy, że jesteśmy powołani, jako pojedyncze osoby i jako wspólnota, do
uczestnictwa w rodzinie Boga jako Jego dzieci, będziemy również zdolni zrodzić
nową myśl i zaangażować nowe siły w służbę prawdziwego i pełnego humanizmu. Tak
więc główną siłą służącą rozwojowi jest humanizm chrześcijański (157), który
ożywia miłość i kieruje się prawdą, przyjmując jedną i drugą jako trwały dar
Boży. Dyspozycyjność wobec Boga otwiera na dyspozycyjność wobec braci oraz wobec
życia, pojmowanego jako odpowiedzialne i radosne zadanie. I przeciwnie,
ideologiczne zamknięcie się na Boga oraz ateizm obojętności, które prowadzą do
zapominania o Stwórcy i stwarzają niebezpieczeństwo zapominania również o
wartościach ludzkich, jawią się dziś pośród największych przeszkód w rozwoju.
Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim. Jedynie humanizm
otwarty na Absolut może nam przewodzić w propagowaniu i urzeczywistnianiu form
życia społecznego i obywatelskiego — w obrębie struktur, instytucji, kultury i
etosu — chroniąc nas przed niebezpieczeństwem ulegania zniewoleniu przez
przejściowe mody. To świadomość niezniszczalnej Miłości Bożej podtrzymuje nas w
mozolnym i wzniosłym angażowaniu się na rzecz sprawiedliwości i rozwoju narodów,
pośród sukcesów i porażek, w nieustannym dążeniu do właściwego uporządkowania
ludzkich spraw. Miłość Boża wzywa nas do wyjścia z tego, co jest ograniczone
i nieostateczne, dodaje nam odwagi do działania i dalszego poszukiwania dobra
wszystkich, nawet jeśli nie realizuje się to natychmiast, nawet jeśli to, co
zdołamy uczynić, my oraz władze polityczne i specjaliści w zakresie ekonomii,
jest zawsze mniejsze od tego, czego gorąco pragniemy (158). Bóg daje nam siłę do
walki i cierpienia z miłości do wspólnego dobra, ponieważ On jest naszym
Wszystkim, naszą największą nadzieją.
79. Rozwój potrzebuje chrześcijan z ramionami wzniesionymi do
Boga w postawie modlitwy, chrześcijan kierujących się świadomością, że
miłość pełna prawdy, caritas in veritate, która jest u początków
autentycznego rozwoju, nie jest naszym wytworem, ale została nam podarowana.
Dlatego również w najtrudniejszych i najbardziej złożonych chwilach, oprócz
świadomego reagowania, powinniśmy przede wszystkim odwoływać się do Jego
miłości. Rozwój zakłada wrażliwość na życie duchowe, poważne podejście do
przeżywania ufności w Bogu, duchowego braterstwa w Chrystusie, zawierzenia
Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu, miłości i przebaczenia, wyrzeczenia się
samego siebie, przyjęcia bliźniego, sprawiedliwości i pokoju. Wszystko to jest
nieodzowne do przemiany «serc kamiennych» w «serca z ciała» (Ez 36, 26), tak by
życie na ziemi uczynić «Bożym», i dlatego bardziej godnym człowieka. Wszystko to
jest człowiecze, ponieważ człowiek jest podmiotem własnej egzystencji, i
jednocześnie jest Boże, ponieważ Bóg jest u początku i na końcu tego
wszystkiego, co się liczy i co zbawia: «Czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy
to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe, wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a
Chrystus — Boga» (1 Kor 3, 22-23). Gorącym pragnieniem chrześcijanina jest, aby
cała rodzina ludzka mogła wzywać Boga jako «naszego Ojca». Oby wszyscy ludzie
nauczyli się wraz z Synem Jednorodzonym modlić do Ojca i prosić Go słowami,
których sam Jezus nas nauczył, by umieli święcić Go, żyjąc zgodnie z Jego wolą,
a także by mieli potrzebny chleb codzienny, by byli wyrozumiali i
wspaniałomyślni wobec tych, którzy zawinili, by nie byli poddawani nadmiernym
próbom i zostali uwolnieni od zła (por. Mt 6. 9-13).
Na zakończenie Roku św. Pawła pragnę wyrazić życzenie,
posługując się słowami Apostoła z jego Listu do Rzymian: «Miłość niech będzie
bez obłudy. Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem. W miłości braterskiej
nawzajem bądźcie sobie życzliwi. W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie»
(12, 9-10). Niech Dziewica Maryja, obdarzona przez Pawła VI tytułem Mater
Ecclesiae i czczona przez lud chrześcijański jako Speculum iustitiae
i Regina pacis, strzeże nas i niech wyjedna nam swoim niebieskim
wstawiennictwem potrzebną moc, nadzieję i radość, byśmy nadal ofiarnie
wypełniali zadanie urzeczywistniania «rozwoju całego człowieka i wszystkich
ludzi» (159).
W Rzymie, u św. Piotra, 29 czerwca 2009 r., w uroczystość Świętych
Apostołów Piotra i Pawła, w piątym roku mego Pontyfikatu
Przypisy
(1) Por. Paweł VI, Enc.Populorum progressio (26 marca 1967), 22: AAS 59 (1967), 268; por. Sobór Wat. II, Konst.
duszpast. o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, 69.
(2) Przemówienie z okazji dnia rozwoju (Bogota, 23 sierpnia 1968): AAS 60
(1968), 626-627.
(3) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2002: AAS
94 (2002), 132-140.
(4) Por. Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes,
26.
(5) Por. Jan XXIII, Enc. Pacem in terris (11 kwietnia 1963),
68-70: AAS 55 (1963), 257-304.
(6) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 16: l.c.,
265.
(7) Por. tamże, 82: l.c., 297.
(8) Tamże, 42: l.c., 278.
(9) Tamże, 20: l.c., 267.
(10) Por. Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes,
36; Paweł VI, List apost. Octogesima adveniens (14 maja 1971), 4: AAS 63
(1971), 403-404; Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus (1 maja 1991), 43:
AAS 83 (1991), 847.
(11) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 13: l.c.,
263-264.
(12) Por. Papieska Rada «Iustitia et Pax», Kompendium nauki
społecznej Kościoła (2 kwietnia 2004), n. 76.
(13) Por. Benedykt XVI, Przemówienie podczas sesji inauguracyjnej v
Konferencji Ogólnej Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów (Aparecida, 13 maja
2007): Insegnamenti III, 1 (2007), 854-870.
(14) Por. nn. 3-5: l.c., 258-260.
(15) Por. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis
(30grudnia 1987), 6-7: AAS 80 (1988), 517-519.
(16) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 14: l.c.,
264.
(17) Benedykt XVI, Enc. Deus caritas est (25 grudnia 2005),
18: AAS 98 (2006), 232.
(18) Por. tamże, 6: l.c., 222.
(19) Por. Benedykt XVI, Przemówienie do Kurii Rzymskiej z okazji
Bożego Narodzenia (22 grudnia 2005): Insegnamenti i (2005), 1023-1032.
(20) Por. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 3:
l.c., 515.
(21) Por. tamże, 1: l.c., 513-514.
(22) Por. tamże, 3: l.c., 515.
(23) Por. Jan Paweł II, Enc. Laborem exercens (14 września
1981), 3: AAS 73 (1981), 583-584.
(24) Por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 3: l.c.,
794-796.
(25) Por. Enc. Populorum progressio, 3: l.c., 258.
(26) Por. tamże, 34: l.c., 274.
(27) Por. nn. 8-9: AAS 60 (1968), 485-487; Benedykt XVI,
Przemówienie do uczestników Międzynarodowego Kongresu na Papieskim Uniwersytecie
Laterańskim z okazji 40-lecia Encykliki Pawła vi Humanae vitae (10 maja
2008): Insegnamenti iv, 1 (2008), 753-756.
(28) Por. Enc. Evangelium vitae (25 marca 1995), 93:
AAS 87 (1995), 507-508.
(29) Tamże, 101: l.c., 516-518.
(30) N. 29: AAS 68 (1976), 25.
(31) Tamże, 31: l.c., 26.
(32) Por. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 41:
l.c., 570-572.
(33) Por. tamże; Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 5. 54:
l.c., 799. 859-960.
(34) N 15: l.c., 291.
(35) Por. tamże, 2: l.c., 481-482; Leon XIII, Enc. Rerum
novarum (15 maja 1891), 1: Leonis XIII P.M. Acta, XI, Romae 1892, 97;
Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 8: l.c., 519-520;
tenże, Enc. Centesimus annus, 5: l.c., 799.
(36) Por. Enc. Populorum progressio, 2. 13: l.c.,
258. 263-264.
(37) Tamże, 42: l.c., 278.
(38) Tamże, 11: l.c., 262; Jan Paweł II, Enc. Centesimus
annus, 25: l.c., 822-824.
(39) Enc. Populorum progressio, 15: l.c., 265.
(40) Tamże, 3: l.c., 258.
(41) Tamże, 6: l.c., 260.
(42) Tamże, 14: l.c., 264.
(43) Tamże; por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 53-62:
l.c., 859-867; tenże, Enc. Redemptor hominis (4 marca 1979),
13-14: AAS 71 (1979), 282-286.
(44) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 12: l.c.,
262-263.
(45) Sobór Wat. II, Konst. duszpast. o Kościele w świecie
współczesnym Gaudium et spes, 22.
(46) Paweł VI, Enc. populorum progressio, 13: l.c.,
263-264.
(47) Por. Benedykt XVI, Przemówienie do uczestników IV Krajowego
Kongresu Kościelnego we Włoszech (Werona, 19 października 2006): Insegnamenti
II, 2 (2006), 465-477.
(48) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 16: l.c.,
265.
(49) Tamże.
(50) Benedykt XVI, Przemówienie do młodzieży na nabrzeżu Barangaroo
(Sydney, 17 lipca 2008).
(51) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 20: l.c.,
267.
(52) Tamże, 66: l.c., 289-290.
(53) Tamże, 21: l.c., 267-268.
(54) Por. nn. 3. 29. 32: l.c., 258. 272-273.
(55) Por. Enc. Sollicitudo rei socialis, 28: l.c.,
548-550.
(56) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 9: l.c.,
261-262.
(57) Por. Enc. Sollicitudo rei socialis, 20: l.c.,
536-537.
(58) Por. Enc. Centesimus annus, 22-29: l.c.,
819-830.
(59) Por. nn. 23. 33: l.c., 268-269. 273-274.
(60) Por. l.c., 40.
(61) Sobór Wat. II, Konst. duszpast. o Kościele w świecie
współczesnym Gaudium et spes, 63.
(62) Por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 24: l.c.,
821-822.
(63) Por. tenże, Veritatis splendor (6sierpnia 1993), 33.
46. 51: AAS 85 (1993), 1160. 1169-1171. 1174-1175; tenże, Przesłanie do
Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych z okazji 50. rocznicy powstania tej
organizacji (5 października 1995), 3: Insegnamenti XVIII, 2 (1995),
732-733.
(64) Por. Enc. Populorum progressio, 47: l.c.,
280-281; Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 42: l.c.,
572-574.
(65) Por. Benedykt XVI, Przesłanie z okazji Światowego Dnia
Wyżywienia 2007: AAS 99 (2007), 933-935.
(66) Por. Jan Paweł II, Enc. Evangelium vitae, 18. 59.
63-64: l.c., 419-421. 467-468. 472-475.
(67) Por. Benedykt XVI, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2007, 5:
Insegnamenti II, 2 (2006), 778.
(68) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2002, 4-7.
12-15: AAS 94 (2002), 134-136. 138-140; tenże, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju
2004, 8: AAS 96 (2004), 119; tenże, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2005, 4:
AAS 97 (2005), 177-178; Benedykt XVI, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2006,
9-10: AAS 98 (2006), 60-61; tenże, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2007, 5. 14:
l.c., 796. 801.
(69) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2002, 6:
l.c., 135; Benedykt XVI, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2006, 9-10:
l.c., 60-61.
(70) Por. Benedykt XVI, Homilia podczas Mszy św. na błoniach
Islinger Feld (Ratyzbona, 12 września 2006): Insegnamenti ii, 2 (2006),
l.c., 252-256.
(71) Por. tenże, Enc. Deus caritas est, 1: l.c.,
217-218.
(72) Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 28:
l.c., 548-550.
(73) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 19: l.c.,
266-267.
(74) Por. tamże, 39: l.c, 276-277.
(75) Tamże, 75: l.c., 293-294.
(76) Por. Benedykt XVI, Enc. Deus caritas est, 28: l.c.,
238-240.
(77) Por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 59: l.c.,
864.
(78) Por. Enc. Populorum progressio, 40. 85: l.c.,
277. 298-299.
(79) Tamże, 13: l.c., 263-264.
(80) Por. Jan Paweł II, Enc. Fides et ratio (14 września
1998), 85: AAS 91 (1999), 72-23.
(81) Tamże, 83: l.c., 70-71.
(82) Benedykt XVI, Wykład na Uniwersytecie w Ratyzbonie (12
września 2006): Insegnamenti ii, 2 (2006), 265.
(83) Por. Paweł vi, Enc. Populorum progressio, 33: l.c.,
273-274.
(84) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2000, 15:
AAS 92 (2000), 366.
(85) Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 407; por.: Jan Paweł II,
Enc. Centesimus annus, 25: l.c., 822-824.
(86) Por. n. 17: l.c., AAS 99 (2007), 1000.
(87) Por. tamże, 23: l.c., 1004-1005.
(88) Św. Augustyn wyjaśnia szczegółowo tę naukę w dialogu na temat
wolnej woli (De libero arbitrio II, 3, 8 nn.). Wskazuje on na istnienie w
duszy ludzkiej «wewnętrznego zmysłu». Ten zmysł polega na pewnym akcie,
dokonującym się poza normalnymi funkcjami rozumu, akcie bezrefleksyjnym i niemal
instynktownym, z powodu czego rozum, zdając sobie sprawę ze swojej kondycji
przejściowej i omylnej, przyjmuje istnienie ponad sobą czegoś odwiecznego,
absolutnie prawdziwego i pewnego. Niekiedy św. Augustyn nadaje tej wewnętrznej
prawdzie imię Bóg (Wyznania X, 24, 35; XII, 25, 35; De libero arbitrio
ii, 3, 8 nn.), a częściej Chrystus (De magistro 11, 38; Wyznania
VII, 18, 24; XI 2, 4).
(89) Benedykt XVI, Enc. Deus caritas est, 3: l.c.,
219.
(90) Por. n. 49: l.c., 281.
(91) Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 28: l.c.,
827-828.
(92) Por. n. 35: l.c., 836-838.
(93) Por. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 38:
l.c., 565-566.
(94) N. 44: l.c., 279.
(95) Por. tamże, 24: l.c., 269.
(96) Por. Enc. Centesimus annus, 36: l.c., 838-840.
(97) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 24: l.c.,
269.
(98) Por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 32: l.c.,
832-833; Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 25: l.c., 269-270.
(99) Jan Paweł II, Enc. Laborem exercens, 24: l.c.,
637-638.
(100) Tamże, 15: l.c., 616-618.
(101) Enc. Populorum progressio, 27: l.c., 271.
(102) Por. Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja o chrześcijańskiej
wolności i wyzwoleniu Libertatis conscientia (22 marca 1987), 74: AAS 79
(1987), 587.
(103) Por. Jan Paweł II, Wywiad dla dziennika katolickiego «La
Croix» z 20 sierpnia 1997 r.
(104) Jan Paweł II, Przemówienie do Papieskiej Akademii Nauk
Społecznych (27 kwietnia 2001): Insegnamenti XXIV, 1 (2001), 800.
(105) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 17: l.c.,
265-266.
(106) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2003, 5:
AAS 95 (2003), 343.
(107) Por. tamże.
(108) Por. Benedykt XVI, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2007, 13:
l.c., 781-782.
(109) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 65: l.c.,
289.
(110) Por. tamże, 36-37: l.c., 275-276.
(111) Por. tamże, 37: l.c., 275-276.
(112) Por. Sobór Wat. II, Dekr. o apostolstwie świeckich
Apostolicam actuositatem, 11.
(113) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 14: l.c.,
264; Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 32: l.c., 832-833.
(114) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 77: l.c.,
295.
(115) Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1990, 6: AAS
82 (1990), 150.
(116) Heraklit z Efezu, (Efez, ok. 535-475 przed Chr.), Fragment 22b
124, w: H. Diels i W. Kranz, Die Fragmente der Vorsokratiker, Weidmann,
Berlin 1952 (6).
(117) Papieska Rada «Iustitia et Pax», Kompendium nauki społecznej
Kościoła, nn. 451-487.
(118) Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1990, 10:
l.c., 152-153.
(119) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 65: l.c.,
289.
(120) Por. Benedykt XVI, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2008, 7:
AAS 100 (2008), 41.
(121) Por. tenże, Przemówienie do członków Zgromadzenia Ogólnego
Organizacji Narodów Zjednoczonych (18 kwietnia 2008): Insegnamenti IV, 1
(2008), 618-626.
(122) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1990, 13:
l.c., 154-155.
(123) Por. tenże, Enc. Centesimus annus, 36: l.c.,
838-840.
(124) Tamże, 38: l.c., 840-841; por. Benedykt XVI, Orędzie na
Światowy Dzień Pokoju 2007, 8: l.c., 779.
(125) Por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 41: l.c.,
843-845.
(126) Por. tamże.
(127) Por. tenże, Enc. Evangelium vitae, 20: l.c.,
422-424.
(128) Enc. Populorum progressio, 85: l.c., 298-299.
(129) Por. Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1998, 3:
AAS 90 (1998), 150; tenże, Przemówienie do członków Fundacji Centesimus Annus
— Pro Pontifice (9 maja 1998), 2: Insegnamenti XXI, 1 (1998),
873-874; tenże, Przemówienie podczas spotkania z władzami i korpusem
dyplomatycznym (Wiedeń, 20 czerwca 1998), 8: Insegnamenti xxi, 1 (1998),
1435-1436; tenże, Przesłanie z okazji Dnia Katolickiego Uniwersytetu Sacro
Cuore (5 maja 2000), 3: Insegnamenti XXIII, 1 (2000), 758.
(130) Według św. Tomasza, «ratio partis contrariatur rationi
personae»: III Sent. d. 5, 3, 2; również «Homo non ordinatur ad
communitatem politicam secundum se totum et secundum omnia sua»: Summa
Theologiae, I-II, q. 21, a. 4, ad 3um.
(131) Por. Sobór Wat. II, Konst. dogmat. o Kościele Lumen gentium,
1.
(132) Por. Jan Paweł II, Przemówienie podczas publicznej sesji
Papieskich Akademii Teologicznych i św. Tomasza z Akwinu (8 listopada 2001), 2:
Insegnamenti XXIV, 2 (2001), 676.
(133) Por. Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o jedyności i
powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła Dominus Iesus (6
sierpnia 2000), 22: AAS 92 (2000), 763-764; por. także Nota doktrynalna o
niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym
(24 listopada 2002), 8: AAS 96 (2004), 369-370.
(134) Benedykt XVI, Enc. Spe salvi, 31: l.c., 1010;
tenże, Przemówienie do uczestników IV Krajowego Kongresu Kościelnego we Włoszech
(Werona, 19 października 2006): l.c., 465-477.
(135) Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 5: l.c.,
798-800; Benedykt XVI, Przemówienie do uczestników IV Krajowego Kongresu
Kościelnego we Włoszech (Werona, 19 października 2006), l.c., 471.
(136) N. 12.
(137) Por. Pius XI, Enc. Quadragesimo anno (15 maja 1931):
AAS 23 (1931), 203; Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 48: l.c.,
852-854; por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1883.
(138) Por. Jan XXIII, Enc. Pacem in terris, 74: l.c.,
274.
(139) Por. Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 10. 41:
l.c., 262. 277-278.
(140) Por. Benedykt XVI, Przemówienie do członków Międzynarodowej
Komisji Teologicznej (5 października 2007): Insegnamenti III, 2 (2007),
418-421; tenże, Przemówienie do uczestników międzynarodowego Kongresu na temat
prawa naturalnego, zorganizowanego przez Papieski Uniwersytet Laterański (12
lutego 2007): Insegnamenti III, 1 (2007), 209-212.
(141) Por. Benedykt XVI, Przemówienie do biskupów Tajlandii
przybyłych z wizytą ad limina (16 maja 2008): Insegnamenti IV, 1
(2008), 798-801.
(142) Por. Papieska Rada ds. Duszpasterstwa Migrantów i
Podróżujących, Instr. Erga migrantes caritas Christi (3 maja 2004): AAS
96 (2004), 762-822.
(143) JanPaweł II, Enc.Laborem exercens, 8: l.c.,
594-598.
(144) Tenże, Przemówienie po Mszyśw. z okazji Jubileuszu Ludzi Pracy
(1 maja 2000), 2: Insegnamenti XXIII, 1 (2000), 720.
(145) Por. Jan Paweł II, Enc. Centesimus annus, 36: l.c.,
838-840.
(146) Por. Benedykt XVI, Przemówienie do członków Zgromadzenia
Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych (18 kwietnia 2008): l.c.,
618-626.
(147) Por. Jan XXIII, Enc. Pacem in terris: l.c., 293;
Papieska Rada «Iustitia et Pax», Kompendium nauki społecznej Kościoła, 441.
(148) Por. Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes,
82.
(149) Por. Jan Paweł II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 43:
l.c., 574-575.
(150) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 41; por. Sobór
Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 57.
(151) Por. Jan Paweł II, Enc. Laborem exercens, 5: l.c.,
586-589.
(152) Por. Paweł VI, List apost. Octogesima adveniens, 29:
l.c., 420.
(153) Por. Benedykt XVI, Przemówienie do uczestników IV Krajowego
Kongresu Kościelnego we Włoszech (Werona, 19 października 2006); Benedykt XVI,
Homilia podczas Mszy św. na błoniach Islinger Feld (Ratyzbona, 12 września
2006).
(154) Por. Kongregacja Nauki Wiary, Instr. Dignitas personae
dotycząca niektórych problemów bioetycznych (8 września 2008): AAS 100 (2008),
858-887.
(155) Por. Enc. Populorum progressio, 3: l.c., 268.
(156) Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 14.
(157) Por. n . 42: l.c., 278.
(158) Por. Benedykt XVI, Enc. Spe salvi, 35: l.c.,
1013-1014.
(159) Paweł VI, Enc. Populorum progressio, 42: l.c.,
278.
© Copyright 2009 - Libreria Editrice Vaticana
|