zoomText
  • A
  • A
  • A
pdf
Generowanie PDF w toku…..
EN  - ES  - IT  - PL

PRZEMÓWIENIE OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIV
DO WSPÓLNOT CZTERECH HISZPAŃSKICH SEMINARIÓW:
ALCALÁ DE HENARES, TOLEDO, MIĘDZYDIECEZJALNEGO KATALONII I KARTAGENY

Sala Klementyńska
Sobota, 28 lutego 2026 r.

[Multimedia]

_________________________________

Drodzy bracia w Biskupstwie,
Eminencjo, Kapłani,
Seminarzyści i Rodziny!

Seminarium jest zawsze znakiem nadziei dla Kościoła; dlatego spotkanie z wami – zarówno z tymi, którzy przechodzą ten etap, jak i z tymi, którzy są odpowiedzialni za towarzyszenie wam – jest dla mnie powodem do prawdziwej radości.

Mógłbym poruszyć wiele ważnych kwestii dotyczących waszej formacji, o których miałem już okazję napisać w Liście wysłanym do Seminarium św. Karola i św. Marcela w Trujillo w Peru – instytucji, do której należałem przez kilka lat – i do którego lektury zachęcam was, gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność. Dzisiaj jednak chciałbym skupić się na czymś, co dyskretnie podtrzymuje wszystko inne i właśnie dlatego istnieje ryzyko, że zostanie uznane za coś oczywistego i nie będzie pielęgnowane: na posiadaniu nadprzyrodzonego spojrzenia na rzeczywistość.

Istnieje zdanie autorstwa Chestertona, które może posłużyć jako klucz do zrozumienia wszystkiego, czym chciałbym się z wami podzielić: „Odbierzcie to, co ponadnaturalne – a zostanie to, co nienaturalne” (por. Heretics, VI) [1]. Człowiek nie jest stworzony do życia w zamknięciu w sobie samym, ale do żywej relacji z Bogiem. Gdy ta relacja zostaje zaciemniona lub osłabiona, życie zaczyna od wewnątrz popadać w nieład. To, co nienaturalne, nie ogranicza się jedynie do tego, co gorszące – wystarczy żyć bez Boga w codziennym życiu, pozostawiając Go na marginesie kryteriów i decyzji, którym należy stawić czoła w życiu.

I jeśli jest to prawdą dla każdego chrześcijanina, to w sposób szczególnie istotny dotyczy to drogi formacji do kapłaństwa. Co może być bardziej nienaturalnego niż seminarzysta lub ksiądz, który mówi o Bogu w sposób zażyły, ale żyje wewnętrznie tak, jakby Jego obecność istniała tylko na poziomie słów, a nie w głębi życia? Nic nie byłoby bardziej zgubne niż przyzwyczajenie się do spraw Bożych bez życia Bogiem. Dlatego w gruncie rzeczy wszystko rozpoczyna się – i zawsze powraca – do żywej i konkretnej relacji z Tym, który wybrał nas bez naszej zasługi.

Posiadanie ponadnaturalnej wizji nie oznacza ucieczki od rzeczywistości, ale naukę rozpoznawania działania Boga w konkretnych sytuacjach każdego dnia; jest to spojrzenie, którego nie da się improwizować ani delegować, ale którego można się nauczyć i które można ćwiczyć w zwyczajnych okolicznościach życia. Właśnie dlatego, jeśli spojrzenie nadprzyrodzone jest tak decydujące dla życia chrześcijańskiego, to tym bardziej jest ono ważne dla tych, którzy będą działać in persona Christi, i już od etapu formacyjnego zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ jest to podstawowa zasada, która nadaje jedność wszystkim pozostałym.

To spojrzenie z wiarą na rzeczywistość musi przekładać się każdego dnia na konkretne wybory życiowe; w przeciwnym razie nawet praktyki same w sobie dobre – takie jak studium, modlitwa, życie wspólnotowe – mogą stać się wewnętrznie puste i zniekształcone, zamieniając się w zwykłe wypełnianie obowiązków. Prostym i sprawdzonym sposobem na zachowanie tego spojrzenia jest ćwiczenie się w praktyce obecności Boga, która utrzymuje serce w czujności i sprawia, że życie nieustannie odnosi się do Niego.

Pismo Święte wyraża tę prawdę prostym obrazem w Psalmie pierwszym, opisując sprawiedliwego jako „drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną” (w. 3). Nie jest ono owocne dzięki braku trudności, ale dzięki miejscu, w którym zapuściło korzenie. Wiatr, zima, susza czy przycinanie drzewa są częścią jego wzrostu, ale ani burza, ani susza nie niszczą go, gdy jego korzenie są głębokie i znajdują się blisko źródła. Jednakże samo Pismo Święte zna również paradoks figowca, który nie wydaje owoców pomimo otrzymywanej opieki (por. Łk 13, 6-9).

Mówi się, że drzewa „umierają stojąc”: pozostają wyprostowane, zachowują pozory, ale wewnątrz są już wyschnięte. Coś podobnego może się wydarzyć w życiu seminarium lub seminarzysty – a później w życiu kapłana – gdy płodność duchowa mylona jest z intensywnością działań lub z wyłącznie zewnętrzną dbałością o formy. Życie duchowe nie wydaje owoców przez to, co widać, ale przez to, co jest głęboko zakorzenione w Bogu. Kiedy zaniedbuje się ten korzeń, wszystko wysycha od środka, aż w końcu po cichu dochodzi do „umierania, stojąc”.

W gruncie rzeczy nadprzyrodzone spojrzenie rodzi się z najprostszego i najbardziej decydującego elementu powołania: przebywania z Mistrzem. Jezus powołał tych, których chciał, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3, 14). To jest podstawa całej formacji kapłańskiej: przebywanie z Nim i pozwalanie Mu na kształtowanie nas od wewnątrz; dostrzeganie działania Boga i rozpoznawanie, jak On działa w czyimś życiu oraz w życiu Jego ludu. Dlatego też – choć środki ludzkie, psychologia i narzędzia formacyjne są cenne i potrzebne – nie mogą one zastąpić tej relacji. Prawdziwym bohaterem tej drogi jest Duch Święty, który kształtuje serce, uczy odpowiadać na łaskę i przygotowuje do płodnego życia w służbie Kościołowi. Wszystko zaczyna się teraz, w zwyczajności każdego dnia – tam, gdzie każdy decyduje, czy pozostanie z Panem, czy też będzie próbował utrzymać się wyłącznie o własnych siłach.

Drodzy synowie, w imieniu Kościoła dziękuję wam za wielkoduszność, z jaką zdecydowaliście się podążać za Panem. Czyńcie to zawsze z pewnością, że nie idziecie sami: Chrystus was poprzedza, Matka Najświętsza wam towarzyszy, a cały Kościół wspiera was swoją modlitwą.

Na koniec pragnę w szczególny sposób podziękować wszystkim obecnym tutaj rodzinom.

Utwierdzeni zatem w tej pewności, idźcie naprzód w pokoju i wierności. Niech Pan was błogosławi. Dziękuję bardzo.

 

 


[1] Gilbert K. Chesterton, Heretycy, tłum. Jaga Rydzewska, red. Grzegorz Radzikowski, Warszawa-Ząbki 2004, s. 91.