zoomText
  • A
  • A
  • A
pdf
Generowanie PDF w toku…..
ES  - IT  - PL

LIST OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIV
DO PREZBITERIUM ARCHIDIECEZJI MADRYCKIEJ
Z OKAZJI ZGROMADZENIA KAPŁAŃSKIEGO „CONVIVIUM”

[Audytorium Pawła VI, Madryt, 9-10 lutego 2026 r.]

____________________________________________

Drodzy Synowie!

Cieszę się, że mogę skierować do Was ten List z okazji waszego Zgromadzenia Kapłańskiego, co czynię ze szczerym pragnieniem braterstwa i jedności. Dziękuję waszemu Arcybiskupowi i z serca każdemu z was za gotowość do zgromadzenia się jako prezbiterium, nie tylko po to, aby omówić wspólne sprawy, ale także po to, aby wzajemnie wspierać się w misji, którą wspólnie realizujecie.

Doceniam zaangażowanie, jakie wkładacie w życie i sprawowanie posługi kapłańskiej w parafiach, posługach i bardzo różnorodnych realiach; wiem, że często służba ta odbywa się w poczuciu zmęczenia, w złożonych sytuacjach i z cichym poświęceniem, którego świadkiem jest tylko Bóg. Właśnie dlatego wyrażam życzenie, aby moje słowa dotarły do was jako gest bliskości i zachęty, a to spotkanie sprzyjało atmosferze szczerego słuchania, prawdziwej wspólnoty i ufnej otwartości na działanie Ducha Świętego, który nie przestaje kontynuować swojego dzieła w waszym życiu i w waszej misji.

Czas, który Kościół obecnie przeżywa, zaprasza nas do podjęcia wspólnej, spokojnej i szczerej refleksji. Nie chodzi tu o ograniczenie się do natychmiastowej diagnozy lub zarządzania sytuacjami kryzysowymi, ale o naukę głębokiego odczytywania chwili, którą przeżywamy, rozpoznając w świetle wiary wyzwania, a także możliwości, które Pan stawia przed nami. Na tej drodze coraz bardziej konieczne staje się wychowywanie naszego spojrzenia i ćwiczenie się w rozeznawaniu, abyśmy mogli jaśniej dostrzegać to, co Bóg już czyni – często w sposób cichy i dyskretny – pośród nas i naszych wspólnot.

Ta interpretacja teraźniejszości nie może pomijać kulturowego i społecznego kontekstu, w którym obecnie żyjemy i wyrażamy naszą wiarę. W wielu środowiskach obserwujemy zaawansowane procesy sekularyzacji, rosnącą polaryzację w dyskursie publicznym oraz tendencję do redukowania złożoności osoby ludzkiej, interpretując ją w oparciu o ideologie lub kategorie częściowe i niewystarczające. W takim kontekście wiara narażona jest na ryzyko instrumentalizacji, banalizacji lub sprowadzenia do sfery nieistotnej, podczas gdy umacniają się takie formy współżycia, które pomijają wszelkie odniesienia do transcendencji.

Do tego dochodzi głęboka zmiana kulturowa, której nie można zignorować: stopniowe zanikanie wspólnych odniesień. Przez długi czas chrześcijaństwo znajdowało podatny grunt, ponieważ język moralny, wielkie pytania o sens życia i pewne podstawowe pojęcia były – przynajmniej częściowo – wspólne. Dzisiaj ta wspólna podstawa uległa znacznemu osłabieniu. Wiele koncepcyjnych założeń, które przez wieki sprzyjały przekazywaniu chrześcijańskiego przesłania, przestało być oczywiste, a w wielu przypadkach nawet zrozumiałe. Ewangelia spotyka się nie tylko z obojętnością, ale także z odmiennym horyzontem kulturowym, w którym słowa nie mają już tego samego znaczenia i gdzie pierwsze głoszenie nie może być traktowane jako coś oczywistego.

Jednak opis ten nie oddaje w pełni tego, co naprawdę się dzieje. Jestem przekonany – i wiem, że wielu z was dostrzega to w codziennej posłudze kapłańskiej – że w sercach wielu ludzi, zwłaszcza młodych, rodzi się dziś nowy niepokój. Absolutyzacja dobrobytu nie przyniosła oczekiwanego szczęścia; wolność oderwana od prawdy nie dała obiecanej pełni; a sam postęp materialny nie zdołał zaspokoić głębokiego pragnienia ludzkiego serca.

Faktycznie, dominujące propozycje – wraz z pewnymi interpretacjami hermeneutycznymi i filozoficznymi, za pomocą których próbowano wyjaśnić przeznaczenie człowieka – nie tylko nie dawały wystarczającej odpowiedzi, ale często pozostawiały uczucie przesytu i pustki. Właśnie dlatego zauważamy, że wiele osób zaczyna otwierać się na bardziej szczere i autentyczne poszukiwania, które – w połączeniu z cierpliwością i szacunkiem – ponownie prowadzą je do spotkania z Chrystusem. Przypomina nam to, że dla kapłana nie jest to czas wycofania się ani rezygnacji, ale wiernej obecności i hojnej dyspozycyjności. Wszystko to wynika z uznania faktu, że inicjatywa zawsze należy do Pana, który już działa i wyprzedza nas swoją łaską.

W ten sposób zarysowuje się, jakiego typu kapłanów potrzebuje Madryt – i cały Kościół – w obecnym czasie. Z pewnością nie chodzi o ludzi definiowanych przez mnożenie się zadań lub presję wyników, ale o ludzi ukształtowanych na wzór Chrystusa, zdolnych do podtrzymywania swojej posługi poprzez żywą relację z Nim, karmioną Eucharystią i wyrażaną w miłości pasterskiej naznaczonej szczerym oddaniem samego siebie. Nie chodzi o wymyślanie nowych modeli ani o redefiniowanie tożsamości, którą otrzymaliśmy, ale o powrót do proponowania – z odnowioną intensywnością – kapłaństwa w jego najbardziej autentycznym rdzeniu – bycia alter Christus – pozwalając, aby to On kształtował nasze życie, jednoczył nasze serca i nadawał kształt posłudze przeżywanej w oparciu o bliskość z Bogiem, wierne oddanie Kościołowi i konkretną służbę osobom, które zostały nam powierzone.

Drodzy synowie, pozwólcie mi dzisiaj omówić kwestię kapłaństwa, posługując się obrazem, który dobrze znacie – waszą katedrą. Nie po to, aby opisać budynek, ale aby dzięki temu czegoś się nauczyć. Ponieważ katedry – jak każde święte miejsce – istnieją, podobnie jak kapłaństwo, po to, aby prowadzić do spotkania z Bogiem i pojednania z naszymi braćmi, a ich poszczególne elementy zawierają lekcję dla naszego życia i naszej posługi.

Kontemplując fasadę, już uczymy się czegoś istotnego. Jest to pierwsza rzecz, którą widzimy, jednak nie mówi ona wszystkiego: wskazuje ona, sugeruje, zaprasza. Tak samo kapłan – nie żyje po to, aby eksponować siebie, ale też nie po to, aby się ukrywać. Jego życie jest wezwaniem do bycia widocznym, spójnym i rozpoznawalnym, nawet jeśli nie zawsze jest ono rozumiane. Fasada nie istnieje sama dla siebie: prowadzi do wnętrza. Podobnie kapłan – nigdy nie jest celem sam dla siebie. Całe jego życie jest wezwaniem do odwoływania się do Boga i towarzyszenia przejściu ku Tajemnicy, bez uzurpowania sobie Jej miejsca.

Kiedy już dotrzemy do progu [katedry], rozumiemy, że nie wszystko powinno zostać wpuszczone do środka, ponieważ jest to miejsce święte. Próg oznacza przejście, konieczne oddzielenie. Przed wejściem coś pozostaje na zewnątrz. Tak samo żyje się w kapłaństwie: pozostając w świecie, ale nie będąc ze świata (por. J 17, 14). Na tym rozdrożu sytuują się: celibat, ubóstwo i posłuszeństwo – nie jako zaprzeczenie życia, ale jako konkretna forma, pozwalająca kapłanowi w pełni należeć do Boga, bez zaprzestania wędrówki wśród ludzi.

Katedra jest również wspólnym domem, w którym jest miejsce dla wszystkich. Do bycia takim jest powołany Kościół, zwłaszcza wobec swoich kapłanów: domem, który przyjmuje, chroni i nie porzuca. Tak właśnie należy przeżywać braterstwo kapłańskie – jako konkretne doświadczenie poczucia, że jest się w domu, że jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem, że troszczymy się o życie brata i jesteśmy gotowi wzajemnie się wspierać. Moi synowie, nikt nie powinien czuć się zdany na samego siebie albo osamotniony w pełnieniu posługi: razem przeciwstawiajcie się indywidualizmowi, który zubaża serce i osłabia misję!

Przechodząc przez świątynię, zauważamy, że wszystko opiera się na kolumnach, które podtrzymują całość. Kościół dostrzegł w nich obraz Apostołów (por. Ef 2, 20). Życie kapłańskie również nie opiera się na samym sobie, ale na świadectwie apostolskim otrzymanym i przekazanym w żywej Tradycji Kościoła oraz strzeżonym przez Magisterium (por. 1 Kor 11, 2; 2 Tm 1, 13-14). Kiedy kapłan pozostaje zakotwiczony w tym fundamencie, unika budowania na piasku częściowych interpretacji lub okolicznościowych akcentów, a opiera się na solidnej skale, która go poprzedza i przewyższa (por. Mt 7, 24-27).

Zanim dotrzemy do prezbiterium, katedra pokazuje nam dyskretne, ale fundamentalne miejsca – w źródle chrzcielnym rodzi się Lud Boży, a w konfesjonale nieustannie się odradza. W sakramentach łaska objawia się jako najprawdziwsza i najskuteczniejsza siła posługi kapłańskiej. Dlatego, drodzy synowie, sprawujcie sakramenty z godnością i wiarą, świadomi, że to, co się w nich dzieje, jest prawdziwą siłą budującą Kościół i że są one ostatecznym celem, do którego zmierza cała nasza posługa. Nie zapominajcie jednak, że wy nie jesteście źródłem, lecz kanałem i że wy również potrzebujecie pić tę wodę. Nie przestawajcie więc spowiadać się i zawsze powracać do miłosierdzia, które głosicie.

Oprócz centralnej przestrzeni [w katedrze] znajdują się różne kaplice. Każda z nich ma swoją historię, została [czemuś lub komuś] poświęcona. Chociaż różnią się one pod względem sztuki i kompozycji, wszystkie mają ten sam kierunek – żadna nie jest skierowana ku sobie samej, żadna nie zakłóca harmonii całości. Tak samo jest w Kościele z różnymi charyzmatami i duchowością, poprzez które Pan wzbogaca i wspiera wasze powołanie. Każdy otrzymuje szczególną formę wyrażania wiary i pielęgnowania życia wewnętrznego, ale wszyscy pozostają ukierunkowani na to samo centrum.

Spójrzmy na to centrum, moi synowie: tutaj objawia się sens tego, co czynicie każdego dnia i skąd wypływa wasza posługa. Na ołtarzu, poprzez wasze ręce, urzeczywistnia się ofiara Chrystusa w najwyższym akcie powierzonym ludzkim rękom; w tabernakulum pozostaje Ten, którego ofiarowaliście, a który ponownie został powierzony waszej opiece. Adorujcie Go, bądźcie ludźmi głębokiej modlitwy i nauczajcie wasz lud, aby czynił to samo.

Na zakończenie tej drogi – abyście byli kapłanami, których Kościół dzisiaj potrzebuje – pozostawiam wam tę samą radę, jaką dał wam wasz święty rodak, św. Jan z Avili: „Bądźcie wszyscy Jego” (Kazanie 57). Bądźcie świętymi! Powierzam was Matce Bożej z Almudeny i z sercem pełnym wdzięczności udzielam wam Błogosławieństwa Apostolskiego, które rozszerzam na wszystkich, którzy są powierzeni waszej trosce duszpasterskiej.

Z Watykanu, 28 stycznia 2026 r., we wspomnienie św. Tomasza z Akwinu, prezbitera i Doktora Kościoła

 

LEON PP. XIV